<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334</id><updated>2012-02-17T03:44:27.676+11:00</updated><title type='text'>Ela Celejewska - felietony</title><subtitle type='html'>„UCZCIWOŚĆ NAKAZUJE ALBO ZUPEŁNIE ZAUFAĆ CZŁOWIEKOWI, ALBO WCALE.” 
W tym rozdziale felietony z cyklu "Rozmyślania za kierownicą", "Nie dajcie się zwariować!" i ...luzaki.
Email: elatrzecia@yahoo.com (gotowa poczta w profilu)
Na kulturalne majle odpowiem ...choć opieszale.
Uwaga! Videoklipy! Specjalnie dobrane, warto obejrzeć!</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>49</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-5380825080958403988</id><published>2011-10-12T23:33:00.006+11:00</published><updated>2011-10-12T23:48:02.181+11:00</updated><title type='text'>Przedwyborcze bomby</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;____________________________________________&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Kilka tygodni przed wyborami do sejmu i senatu 9 października 2011 roku, na necie zaczęła pojawiać się tajemnicza wiadomość o bombie przedwyborczej, która wybuchnie tuż przed wyborami i zmiecie ze sceny politycznej Jarosława Kaczyńskiego&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-f3eZXOtkOQQ/TpWGbsbPSwI/AAAAAAAAXfw/GZvTAnvHF0w/s1600/bombaba7.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="273" src="http://1.bp.blogspot.com/-f3eZXOtkOQQ/TpWGbsbPSwI/AAAAAAAAXfw/GZvTAnvHF0w/s320/bombaba7.png" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Felietoniści i komentatorzy przypuszczali, że bombą będzie ujawnienie telefonicznej rozmowy braci Kaczyńskich, przeprowadzonej w czasie lotu tupolewa do Smoleńska. I , że w rozmowie wyjdą na jaw sensacyjne naciski! „straszliwego Jarka” na „spolegliwego Lecha”, żeby za wszelką cenę lądowali w Smoleńsku, bo nie zdążą na uroczystości. Miało to obciążyć obu braci winą za spowodowanie katastrofy, a więc ostatecznie odebrać Jarosławowi wszystkie głosy wyborcze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Jarosław Kaczyński oświadczył publicznie, że rozmawiali z bratem wyłącznie o stanie zdrowia mamy, że &amp;nbsp;rozmowa była krótka, a i tak nagle została przerwana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Być może taka wersja teorii o przedwyborczej bombie, uspokoiła prezesa PiSu i całą partię, bo zgodzili się na wywiady: premier Jarosław Kaczyński w programie redaktora(?) Lisa Witalisa i poseł Adam Hofman w programie redaktora(?) Jarosława Gugały.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;To był błąd, bo pogróżki o bombie przedwyborczej okazały się prawdą. Nawet na wszelki wypadek gdyby jedna okazała się &amp;nbsp;niewypałem, skonstruowano zapasową, przy tym podłożono je w innych miejscach, niż się spodziewano.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Nazywanie aktów terrorystycznych „wywiadami” jest mijaniem się z logiką. Obie te skandalicznie nagonki nie miały nic wspólnego z żadnym dziennikarstwem, nawet tym brukowym. &lt;b&gt;To były zwyczajne, ordynarne ubeckie przesłuchania.&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Oba miały ten sam cel: zastraszenie rozmówcy - &lt;b&gt;czyli zaproszonego do studia gościa, zajmującego wysokie stanowisko w partii opozycyjnej! &lt;/b&gt;- oszołomienie go potokiem wściekle wyrzucanych inwektyw, zapędzenie go w kozi róg i zmuszenie do przyznania się do win niepopełnionych. I w końcu miał nastąpić triumfalny wymarsz wrestlera ze studia, w blaskach reflektorów, przy rzęsistych brawach zaproszonej klaki, a znokautowany miał nie podnieść się z ringu już nigdy...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Times New Roman';"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Podłożenie bomb przedwyborczych zostało sprytnie przygotowane. I choć w tym wypadku nie można już było rozgłosić, że „mściwy Jarek” sam je sobie podłożył, to terroryści mieli wystąpić jako zbawcy narodu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Premier Jarosław Kaczyński, na ringu u Lisa, miał zostać na zawsze zhańbiony ujawnieniem psucia (z premedytacją!) dobrych stosunków &amp;nbsp;z przyjaźnie do nas, jak wiemy!, nastawionymi sąsiadami. W tym wypadku z Niemcami.&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&amp;nbsp;Dokładniej: z kanclerzem Angelą Merkel.&amp;nbsp; A tę wrogość miały wyrazić słowa Jarosława Kaczyńskiego zapisane w jego książce „Polska naszych marzeń” – „Nie sądzę, żeby wybór Angeli Merkel na kanclerza był przypadkiem” - &amp;nbsp;w wywiadzie JK dodał jedynie, że pani Merkel wie o co chodzi.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;Słowa neutralne – stwierdzenie faktu.&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Ale natychmiast - dziwnym zbiegiem okoliczności - zostały one odpowiednio &amp;nbsp;skomentowane w znanej niemieckiej gazecie (niektóre media podały, że brukowej...), przez niemieckiego dziennikarza o ...polskim nazwisku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Inne niemieckie gazety również napisały co wiedziały, ale największym przekrętem była informacja podana przez AFP, której depeszę zamieściły serwisy internetowe dziennika „Die Welt”, tygodników „Stern” i „Focus”, telewizji informacyjnej nt-v oraz portal DerWesten.de.&amp;nbsp;&lt;b&gt;„Jarosław Kaczyński zarzucił Angeli Merkel, że chce uczynić z Niemiec wielkie mocarstwo. W książce oskarżył Merkel, że chce podporządkować Polskę. Ostrzegł też, że Niemcy dążą do przyłączenia niegdyś niemieckiej zachodniej części Polski” (!!!)&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Żeby było śmieszniej, to coś w tym rodzaju powiedział w „wywiadzie” właśnie Tomasz Lis.&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;To był ten żałosny moment gdy żarliwie bronił nienawidzącej Polski Eriki Steinbach, dążącej do odebrania Polakom ziem i domów po wysiedlonych Niemcach, jakby to Polska winna była zbrodni II Wojny Światowej! (Niektórzy nazwaliby to zdradą swojego narodu...)&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/c9-gKrEjsq4" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Co prawda, nieprzygotowany merytorycznie do rozmowy, opierając się na plotkach, co chwilę wpadał w przez siebie zastawione sidła, ale doskonale wiedział, że każde kłamstwo, które padnie w programie, będzie wykorzystane przeciwko prezesowi PiSu, bo zostanie włożone w jego usta.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;Jak z każdej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, tak i w tym wypadku zrobiono z igły widły, tylko teraz wbito je w prawdziwy gnój pomówień, rozgrzebując, co też były premier Polski miał na myśli? I co nie miał. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Z jednej strony stoicki spokój Jarosława Kaczyńskiego, jego niedocenione przez wielu poczucie humoru, inteligencja i kultura osobista, z drugiej agresja, mord w oczach, pyskowanie na poziomie&amp;nbsp; przekupki z bazaru, czepianie się tym wścieklejsze im większa porażka. I wielokrotne powtarzanie kłamstw, żeby zasiać je w głowach wpatrzonych w ekrany ciemnogrodzian (bynajmniej nie mam tu na myśli zwolenników PiSu...).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dlatego uważam, że Jarosław Kaczyński nie powinien był przystać na spotkanie z Lisem, twórcą programów dla gawiedzi&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;. Lis został ośmieszony – to nie ulega wątpliwości - ale nawet wygrana z kimś takim, pozostawia tylko niesmak.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/XLSbDV7gKmQ" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Drugie niepotrzebne spotkanie, (na które PiS w akcie dobrej woli wyraził zgodę...) posła Adama Hofmana z redaktorem(?) Gułagiem, przepraszam Jarosławem Gugałą, trudno nawet nazwać przesłuchaniem, bo oskarżany w ogóle nie był dopuszczany do głosu. To było typowo ubeckie perfidne wciskanie winy niewinnemu i grożenie mu!, przeprowadzone z wyjątkową agresją.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; Choć przyznam, cały czas miałam wrażenie, że był to akt desperacji funkcjonariusza, który – jakby naćpany środkami dopingującymi - spełniając rozkaz, walczył o stanowisko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Spokój posła Hofmana, usiłującego odpowiadać na pomówienia napastnika, wtrącającego czasem słowo, czy zdanie do potoku zniewag bliskiego apopleksji Gugały – nie mógł zwyciężyć z amokiem, należało wstać, wyjść ze studia i wezwać pogotowie ratunkowe.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;W każdym normalnym państwie demokratcznym obaj dziennikarze po takim popisie spadliby ze stołków, może nawet utraciliby licencje na sprawowanie zawodu. Byłby to niesamowity skandal.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Ale w POlsce prawo nic nie musi, w POlsce jak kto chce... Albo jakie są układy...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Jarosław Gugała został, co prawda, zawieszony w czynnościach przez prezesa Polsatu Solarza - Żaka, ale myślę, że to była decyzja przedwyborcza. W wypadku gdyby wygrał PiS, Gugała już by nie wrócił do Wydarzeń. Ale ponieważ wygrała PO, przepowiadam, że z nowymi siłami niebawem wróci z urlopu, bo sprawiedliwych, których należy zelżyć jest jeszcze wielu - opozycja wciąż jest liczna, mimo przegranych wyborów. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Natomiast Lis bez problemów będzie kręcił swoje lody, bo gawiedź uwielbia patrzeć jak się komuś po chamsku dokłada! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Oba te „wywiady” udowodniły, że w POlsce istnieje dziennikarstwo na poziomie rynsztoku, udowodniły też, że Polska rzeczywiście jest podzielona na dwa rodzaje obywateli: Polaków i polaczków.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Pierwsi to normalni, na ogół prawi ludzie, wierzący w jakieś idee, nawet jeśli są nimi wierzenia w świetlaną przyszłość Ojczyzny pod przywództwem partii, która jest w końcu tylko platformą, a nie pewną ziemią. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;Drudzy to gawiedź - wybluzgująca nienawiść na ludziach usłużnie wskazanych przez media płynące na platformie. Gawiedź bezmyślna, ale mająca prawo głosowania, więc wygłosowująca tych, których nienawidzi, z samej potrzeby wyładowania nienawiści. Gawiedź rechocząca z dowcipów 48-letniego niedorostka, który polską flagę wtyka w psie odchody – głosząc, że to artystyczny happening. &lt;b&gt;Czemu zresztą nie należy się dziwić w kraju, gdzie po raz drugi wybrany demokratycznie premier, kilka lat temu zapewniał szczerze i publicznie, że „Polska to nienormalność”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Niestety, operacja - bomba przedwyborcza - powiodła się. Bomby co prawda tylko nasmrodziły, ale zaczadziali a niezaangażowani w cokolwiek wielbiciele polskich mass mediów ulegli prognozom, że jeśli nie wybiorą ponownie rządu miłości, to nastąpi wojna, zbrodnia i kara!&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; Wybrali więc miłość premiera śniącego o zielonej wyspie, która niedługo może stać się nawet bezludną, gdy młodzi wykształceni i zniechęceni wyemigrują.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Dekadenci, zagłosowali na samozwańca Palikota - królika z dwoma berłami w garściach:&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="PL"&gt; pistoletem i wibratorem, symbolizującymi hollywoodzkie „trendy” - zwycięskie bezprawie i radosną swobodę seksualną. &lt;b&gt;Palikota, który jednak w końcu może okazać się pożytecznym, gdy jako koń trojański rozniesie obecny rząd.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;&lt;b&gt;A 50% uprawnionych do głosowania Polaków, jak zwykle - czekając na bliżej nieokreślony cud - zbojkotowało głosowanie.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: 'Trebuchet MS', sans-serif;"&gt;____________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/4VXAhH2y1X4" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_______________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-5380825080958403988?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/5380825080958403988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/5380825080958403988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2011/10/przedwyborcze-bomby.html' title='Przedwyborcze bomby'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-f3eZXOtkOQQ/TpWGbsbPSwI/AAAAAAAAXfw/GZvTAnvHF0w/s72-c/bombaba7.png' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-6395288427027959420</id><published>2011-05-24T16:54:00.016+10:00</published><updated>2011-05-24T20:02:47.885+10:00</updated><title type='text'>Protest kiboli - „Jak zwyciężać w polityce, dziś nauczą was kibice!”</title><content type='html'>_________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="560" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/ns3LM9PlVTY" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Na „obiektywnej” stronie internetowej poinformowano: „Premier Donald Tusk jest zmęczony i wypalony, nie umie się odnaleźć.” Jeden z internautów zdziwił się:”Tusk zmęczony? Czym? Przecież uchodzi za najbardziej leniwego polityka.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-zWp5DDGOJgs/TdtomLvxMAI/AAAAAAAAW4M/A0fRPNDaNX0/s1600/tusk-po.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 354px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-zWp5DDGOJgs/TdtomLvxMAI/AAAAAAAAW4M/A0fRPNDaNX0/s400/tusk-po.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610192766017548290" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatnio politycy z SLD - ponieważ zbliżają się wybory - dają do zrozumienia, że &lt;strong&gt;pora na zmianę premiera, jeżeli partia PO chce utrzymać się przy władzy&lt;/strong&gt; i jeśli ma powstać koalicja PO z SLD, bo poparcie dla Platformy spada! Dzieje się tak, jak ktoś zauważył w komentarzach: &lt;strong&gt;„PO zaczyna ponosić konsekwencje swojej pychy, zadufania i nicnierobienia.”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;A jak pracuje premier Donald Tusk? Informacja z internetu: „Z tęsknoty za domem i rodziną, w każdy weekend lata rządowym samolotem na trasie Warszawa – Gdańsk. &lt;strong&gt;Już w piątek po południu jest z rodziną w Sopocie, a w urzędzie dopiero w poniedziałkowe popołudnie, czyli ma cztery dni weekendu.”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jak obliczono, ze swojego domu w Sopocie, rządowym samolotem premier Tusk latał już 175 razy!&lt;strong&gt; Koszt tych przelotów wyniósł 6 milionów złotych!, oczywiście z kieszeni polskich podatników.&lt;/strong&gt; Premier lata, a zadłużenie Polski rośnie... &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Obliczono, jeszcze w końcu zeszłego roku, że wynosiło ono w przybliżeniu &lt;strong&gt;200 miliardów euro i 275 miliardów dolarów US.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jak wyliczono, taka ilość pieniędzy wystarczyłaby na wybudowanie i utrzymywanie przez 10 lat trzech stacji kosmicznych. Moglibyśmy też uzbroić niejedną armię. Za 783 miliardy złotych można zakupić ponad 360 okrętów wojennych typu mistral lub 3000 rosyjskich myśliwców piątej generacji. Moglibyśmy także wybudować i wysłać w kosmos 500 robotów, dokładnie takich samych jakie pięć lat temu Amerykanie posłali w celach eksploracji Marsa.&lt;br /&gt;To były wiadomości z października 2010 roku, obecnie mamy maj 2011. &lt;strong&gt;Przypominam, że dług zastraszająco wzrasta - o około 100 milionów złotych dziennie!&lt;br /&gt;Do Irlandii jakoś daleko, za to do Grecji, która zbankrutowała – coraz bliżej!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jest to jak widać ...najdroższy premier polski, co wcale nie znaczy, że najukochańszy...&lt;br /&gt;Po niefortunnej decyzji zamknięcia stadionów przed kibicami i rozgrywaniu meczów piłki nożnej przy pustych stadionach, stracił też sympatię kiboli.&lt;/strong&gt; Czemu dali, dają i będą dawać wyraz, w świetnie zorganizowanych protestach. Pod zamkniętymi stadionami zbierają się tysiące, głównie młodych mężczyzn, śpiewają, wznoszą okrzyki, niosą transparenty. Protest jest zdecydowany, ale spokojny, bez chuligańskich wybryków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-j0664SHO7Uk/Tdtol9vKfGI/AAAAAAAAW4E/PkS3qei4u3U/s1600/293d5138af16f8ecmed.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 249px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-j0664SHO7Uk/Tdtol9vKfGI/AAAAAAAAW4E/PkS3qei4u3U/s400/293d5138af16f8ecmed.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610192762256915554" /&gt;&lt;/a&gt;Oto hasła z transparentów: &lt;strong&gt;Donald matole twoj rząd obalą kibole!,&lt;/strong&gt; Zemsta Tuska - stadionowa pustka, Kibole Donka - ziemniaczana stonka, Głupota Donalda groźniejsza niż raca i petarda!, Otworzyć stadiony, zamknąć wojewodów! &lt;strong&gt;Możecie zamykać stadiony, lecz nigdy nie zamkniecie nam ust!, Jak wygrywać w polityce, dziś nauczą was kibice!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Byłby w błędzie ktoś, kto pomyślałby, że granie przy pustych stadionach, bez dopingu, podoba się piłkarzom. Po meczu podziękowali oni fanom za wsparcie. &lt;strong&gt;Cytuję słowa Jakuba Rzeźniczaka:&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;„Takie podziękowanie przez kraty. Czuję się jak w państwie policyjnym.”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Zauważył słusznie, bo oto, co wydarzyło się po meczu w Białymstoku. Kibice jak w całej Polsce krzyczeli: Donald matole, twój rząd obalą kibole oraz Precz z komuną! Policja zatrzymała ich za znieważanie premiera. W internecie można znaleźć mandat, jaki po wylegitymowaniu pikiety i przewiezieniu jej uczestników przez policję na komisariat, (co już jest aktem bezprawnym, ponieważ okazali dowody tożsamości) otrzymał jeden z kibiców za, cytuję z netu: „Okazanie lekceważenia konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej. &lt;em&gt;(Sic!)&lt;/em&gt; &lt;strong&gt;To oczywiście kuriozum, bo to kancelaria prezesa rady ministrów, a nie Donald Tusk jest organem konstytucyjnym państwa.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„W żadnym razie nie można zachowania kibiców uznać za przestępstwo, przecież nie znieważyli godła, czy flagi.” – powiedziała Zofia Romaszewska, obrończyni praw człowieka w czasach peerelu&lt;/strong&gt;. Dodam, że mandat, który policja – jak widać bezprawnie – wlepia demonstrantom, wynosi 500 zł, suma niebagatelna na przeciętną polską kieszeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-mhRlhLybIkE/Tdt7DYCQd1I/AAAAAAAAW40/j9mNesWgo_s/s1600/1305721749_mandat1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-mhRlhLybIkE/Tdt7DYCQd1I/AAAAAAAAW40/j9mNesWgo_s/s400/1305721749_mandat1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610213058741827410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;A jaki jest powód tej kolejnej zasłony dymnej?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Oto komentarz pod sprawozdaniem o tych wypadkach: „&lt;strong&gt;Tusk i jego tak zwana walka z kibolami, jest to temat zastępczy, żeby nie mówić o stanie finansów Polski.&lt;/strong&gt; Jak najłatwiej ogłupić i odwrócić uwagę Polaka? Pokazać jak rząd Tuska skutecznie walczy przez następne pół roku z problemem stadionowym, i odmienianiu słowa kibol przez wszystkie przypadki. Media pracujące dla PO mają temat, a Tusk - w glorii wielkiego wodza - może pokazać, jak władza walczy z patologiami w społeczeństwie.”&lt;br /&gt;I jeszcze jeden komentarz: &lt;strong&gt;„Na oszustwach i burdelu w rządzie cierpią miliony. Kibole w porównaniu z rządem, to mały pikuś! Prawda jest taka, że odwracacie uwagę od tego, co ważne.&lt;/strong&gt; Już nikogo nie obchodzi dziura w budżecie, dziurawe drogi, cukier za 7 złotych, benzyna za 6, ZUS i OFE! Niemcy odzyskują majątki na Mazurach, Żydzi odzyskują kamienice w śródmieściu i wywalają lokatorów na zbity pysk! Co z tego? Chrzanić obywateli! Przecież największym problemem są kibole, to przez kiboli jest wojna w Libii i było trzęsienie ziemi w Japonii, a wcześniej na Haiti. Człowieku, palnij się w głowę! Zajmijcie się prawdziwymi problemami! &lt;strong&gt;Jeszcze jedno: Staruch to nie cep, który nie skończył podstawówki. Tylko ktoś, kto skończył ASP w Warszawie.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nieoficjalnym przywódcą fanów Legii jest Piotr Staruchowicz, o pseudonimie Staruch. Poprowadził on protest,który odbył się w maju w stolicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-88EskQeiwI4/Tdt6Cf204UI/AAAAAAAAW4k/X8Vjfn18BT4/s1600/hre_7895.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 336px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-88EskQeiwI4/Tdt6Cf204UI/AAAAAAAAW4k/X8Vjfn18BT4/s400/hre_7895.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610211944149868866" /&gt;&lt;/a&gt;Kilkutysięczny tłum wyrażał tam niezadowolenie z powodu zamknięcia przed publicznością stadionu przy ulicy Łazienkowskiej.&lt;/strong&gt; Cytuję we fragmentach jego rozsądne wystąpienie:&lt;br /&gt;„Jak pewnie wiecie, w naszej kibicowskiej historii różne rzeczy się działy, były konflikty z piłkarzami, z działaczami, z ABM i wszystkie je wygraliśmy. Teraz to chyba mamy najgrubiej, &lt;strong&gt;bo naszym przeciwnikiem jest miłościwie nam panujący pan Donald&lt;/strong&gt;&lt;em&gt; (śmiechy...),&lt;/em&gt; ale kto ma dać radę jak nie my? Bez kitu, dzisiaj będziemy śpiewali tak: &lt;strong&gt;Donald matole, twój rząd obalą kibole!” Tłum zgodnie, na melodię Guantanamery!.. i z całego serca, powtórzył ten refren kilka razy.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;„Musicie pamiętać, że naszym przeciwnikiem nie jest taki, czy inny pies, któremu dali papierek do podpisania, czy wojewoda, który &lt;strong&gt;jest tylko pionkiem w rękach pana Donalda. Trzeba uderzać w samo centrum, właśnie w niego.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Po czym prosił zgromadzonych o udział w zorganizowanym proteście, bez alkoholu, pirotechniki i ekscesów – „Trzymajmy warszawski fason” - polecił.&lt;br /&gt;I co najistotniejsze, ostrzegł: &lt;strong&gt;„Nikt z was ma nie rozmawiać z żadnymi dziennikarzami, bo te media nie są po to, żeby informować społeczeństwo o czymkolwiek, tylko po to, żeby z nas zrobić debili. &lt;/strong&gt;Dlatego, niech nikt z was z nimi nie gada.... Zajmijmy się tym, czym mamy się zająć, czyli bezsensownymi decyzjami, &lt;strong&gt;które są tematem zastępczym, żeby odwrócić uwagę od tego, co się naprawdę dzieje w tym kraju.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Prosił, też, żeby być przychylnym dla przyjaznych dziennikarzy z Gazety Polskiej oraz o takie prezentowanie transparentów, żeby słowa na nich były dobrze widoczne i &lt;strong&gt;„...żeby dziennikarzyna z Wyborczej mógł sobie popstrykać i umieścić je w gazecie”.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Kibice napisali także apel, którego fragment cytuję: &lt;strong&gt;„Nie ma zgody na komunistyczne metody stosowania odpowiedzialniści zbiorowej.&lt;/strong&gt; Zwłaszcza, gdy nie dowiedziono winy klubu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Co najciekawsze, premier Donald Tusk wypowiedział wojnę kibicom, a jak się okazuje, przed laty sam był szefem kibolskiej bandy chuliganów Lechii Gdańsk.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Była o tym mowa kilka lat temu w TVN 24. Chwalono tam odwagę kibola Tuska, „..jak to dzielnie poczynał sobie w starciu z kibicami Zawiszy Bydgoszcz używając w tym celu węża ogrodowego.” O czym przypomnieli mu kibice śpiewając pod zamkniętymi stadionami: - &lt;strong&gt;Donald, czy już zapomniałeś, jak na Lechii rozrabiałeś!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Warto przypomnieć nie tak dawną wypowiedź Donalda Tuska z roku 2008. &lt;strong&gt;Publicznie oznajmił: „Jako premier polskiego rządu muszę wypowiadać się w sposób wyważony, ale wczoraj ...chciałem zabić.”&lt;/strong&gt; Miał na myśli Anglika sędziego Howarda Webba, bo ten podyktował rzut karny, nie po myśli premiera. &lt;strong&gt;Światowe media przyjęły tę groźbę całkiem serio, a sędzia otrzymał nawet ochronę policyjną dla siebie i swojej rodziny.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Więcej można znaleźć na:&lt;br /&gt;http://tuskwatch.pl/index.php/2008/06/14/premier-tusk-chce-smierci-sedziego-webba/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-O2SNqE2vj9I/TdtomUpSx7I/AAAAAAAAW4U/rOYw7Ulgcao/s1600/2071092-tusk-882-660.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 299px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-O2SNqE2vj9I/TdtomUpSx7I/AAAAAAAAW4U/rOYw7Ulgcao/s400/2071092-tusk-882-660.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610192768406308786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Właściwie, dzisiaj Tusk tak naprawdę nienawidzi kibiców, za treści wypisane na transparentach, pokazywanych na meczach piłkarskich ekstra klasy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Bo prawda w oczy kole: - Projekt Euro 2012 - stadiony przepłacone, autostrady nie będzie, dworce przypudrowane, lotniska prowincjonalne, zawodnicy słabi, temat zastępczy – kibice!, Donald premier Wybiórczej, czy obywateli?, &lt;strong&gt;Społeczeństwu oczy mydlicie - wszystkiemu winni kibice!, Niespełnione rządu obietnice, temat zastepczy – kibice!,&lt;/strong&gt; 1000 zł kary za krytykę rządu – witamy w Tuskolandii!, Rząd kłamie - kibice płacą, Rząd odstawia szopkę przed Euro, Legia to nie stocznia, nie zlikwidujesz nas!, &lt;strong&gt;Nawet jedno ziarnko cukru jest w stanie zmienić symetrię wyborczego kopczyka, Szechter, przeproś za ojca i brata!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ElzgZRI6jSw/Tdtde1zGW6I/AAAAAAAAW3s/fyIWLX4F4OE/s1600/hre_7799.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 108px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610180545238948770" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-ElzgZRI6jSw/Tdtde1zGW6I/AAAAAAAAW3s/fyIWLX4F4OE/s400/hre_7799.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Zadyma z kibolami jest w tej chwili jednym z najważniejszych tematów w polskich mediach.&lt;/strong&gt; Napisano nawet kilka wierszyków na ten temat. Moim zdaniem najcelniejszy jest ten, który napisali sami. Oto fragmenty:&lt;br /&gt;„Gdy PZPN organizacyjnie nie zawsze podoła – wina kibola.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdy pan prezydent popełnia kolejnego babola – wina kibola!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Gdy truskawka obca lepsza, niż z polskiego pola – wina kibola.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wszystko co najgorsze jest z winy kibola - premierowi nad głową widnieje aureola!&lt;br /&gt;Prawda?- ilu z was jest znana rzeczywistość ona?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ilu z was wspiera swoją drużynę na stadionach?&lt;br /&gt;A jak wielu kibicuje przy telewizorach?&lt;br /&gt;Nam kibicom prawda jest dokładnie znana,&lt;br /&gt;więc dajcie nam już spokój za Tuska pana.&lt;br /&gt;A puenta? Zna ją nawet czteroletnia Ola – WINA KIBOLA!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-nBk7UFHzvtw/TdtolouXrOI/AAAAAAAAW38/3XpxkAaGHqg/s1600/2090992572.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-nBk7UFHzvtw/TdtolouXrOI/AAAAAAAAW38/3XpxkAaGHqg/s400/2090992572.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610192756616441058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Większość wiadomości zebrałam z &lt;strong&gt;wiarygodnych&lt;/strong&gt; witryn internetowych, (innych nie warto nawet otwierać...). &lt;strong&gt;Jak i z wielu filmów na YouTube, gdzie osiągają one rekordy oglądalności: mają setki tysięcy wejść i zbierają entuzjastyczne komentarze.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chuligańskich wybryków, nikt przy zdrowych zmysłach nie popiera, ale karanie wszystkich fanów w całej Polsce – jest nonsensem. Szczególnie w kraju, w którym tradycja piłki nożnej jest tak ogromna.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek &lt;strong&gt;premier Australii kazał pozamykać wszystkie stadiony z tej przyczyny, że na jednym, wielbiciele piłki rugby zrobili zadymę z petardami!&lt;/strong&gt; Natomiast pewne jest, że policja poradziłaby sobie z chuliganami.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast w Polsce wysyła się antyterrorystyczne!, uzbrojone odziały, zabezpieczone kaskami i tarczami, żeby natychmiast sprzątały znicze i kwiaty sprzed pałacu prezydenckiego i pilnowały super „groźnych” moherów! &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-K0C4luUKWn4/Tdtbz6iflwI/AAAAAAAAW3k/x9Em4z2j02Q/s1600/SAM_0120%255B1%255Dam.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 270px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610178708265473794" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-K0C4luUKWn4/Tdtbz6iflwI/AAAAAAAAW3k/x9Em4z2j02Q/s400/SAM_0120%255B1%255Dam.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0TGdJoE4QLw/TdtbzWLAiVI/AAAAAAAAW3c/eg5V_vybEJQ/s1600/SAM_0106%255B1%255Dam.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 267px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610178698503293266" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-0TGdJoE4QLw/TdtbzWLAiVI/AAAAAAAAW3c/eg5V_vybEJQ/s400/SAM_0106%255B1%255Dam.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Zamiast takimi właśnie oddziałami zlikwidować bandy chuliganów rozrabiających na meczach – zamyka się stadiony. &lt;strong&gt;Jak powiedział Staruch jest to „leczenie zęba, przez obcięcie głowy.”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Do tej zadziwiającej decyzji dodałabym jeszcze kilka własnych propozycji:&lt;/strong&gt; przedewszystkim pozamykać szkoły, bo uczniowie chodzą na wagary, szpitale, bo pacjenci dręczą lekarzy swoimi dolegliwościami, wstrzymać pociągi, bo bandyci biją i okradają podróżnych, na koncertach muzycy niech grają sobie a muzom, bo fani się wydzierają, pozamykać kina, bo publiczność śmieje się za głośno, tupie i paskudzi popcornem...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A najlepiej to w ogóle pozamykać ulice! Jeśli każdy będzie siedział w domu i w nim rozrabiał - to w państwie będzie święty spokój.&lt;br /&gt;I wtedy premier Donald Tusk będzie mógł spędzać ze swoją rodziną w Sopocie nawet cały tydzień, co pozwoli Polsce zaoszczędzić kilka milionów złotych... &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="425" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/Cw6nECn3cH0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wywiad z Piotrem Staruchowiczem - Staruchem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Polecam media internetowe, które pokazują prawdę...&lt;br /&gt;Kto nie chce mieć wypranego mózgu, niech tylko takie strony otwiera...:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-6395288427027959420?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/6395288427027959420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/6395288427027959420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2011/05/jak-zwyciezac-w-polityce-dzis-naucza.html' title='Protest kiboli - „Jak zwyciężać w polityce, dziś nauczą was kibice!”'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/ns3LM9PlVTY/default.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-4529947437499754896</id><published>2011-03-04T22:29:00.033+11:00</published><updated>2011-03-04T23:29:25.761+11:00</updated><title type='text'>Bronisław Komorowski - pierwszy myśliwy III RP</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;_____________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kiedyś czytałam felieton, który zaczynał się mniej więcej tak: „ubierają się w kapelusiki z piórkami, biorą strzelby i bezczelnie włamują się do cudzego domu, zabijając bez powodu i litości jego mieszkańców.” Autor opisywał myśliwych, zabijających dla (przerażającej normalnego człowieka) przyjemności... &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-w4htaoiWsrs/TXDQedcMTcI/AAAAAAAAV7M/CTUhnQz6Mz0/s1600/1365_7474.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 299px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580189160029572546" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-w4htaoiWsrs/TXDQedcMTcI/AAAAAAAAV7M/CTUhnQz6Mz0/s400/1365_7474.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;W 1968 roku przybysz z Kanady opowiadał jak postrzegają Polskę w Ameryce. Otóż mówiło się tam wtedy, że przed Pałacem Kultury wilki zimą biegają...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Obecny polski prezydent wciąż należy do związku myśliwych, nie oddał legitymacji - sławne są jego fotografie, na których z szerokim uśmiechem na twarzy, wypina tors nad zabitymi własnoręcznie zwierzętami, jeleniem, koziołkiem, czy stadkiem dzikich kaczek - wobec czego zależy mu na utrzymaniu barbarzyńskiego wizerunku Polski.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--1pNezaslQk/TXDTTHOkFxI/AAAAAAAAV8E/902snjUukK0/s1600/634219786843022028.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580192263623153426" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/--1pNezaslQk/TXDTTHOkFxI/AAAAAAAAV8E/902snjUukK0/s400/634219786843022028.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qm2BXZJnyAs/TXDTS97CQcI/AAAAAAAAV78/lVGQNweuAhM/s1600/e3ff1e872e6c5b60c1277351f3f3e1b9.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580192261125325250" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-qm2BXZJnyAs/TXDTS97CQcI/AAAAAAAAV78/lVGQNweuAhM/s400/e3ff1e872e6c5b60c1277351f3f3e1b9.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;W rozmowie z prezydentem Stanów Zjednoczonych Barakiem Obamą, kilkakrotnie nawiązał do polowań, zapewne sądząc, że prezydent USA to „swój chłop” i takie „męskie” zajęcia jak ubijanie zwierząt, nie są mu obce.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zaproponował więc Obamie: &lt;em&gt;„Jeśli mamy iść na wielkie polowanie, musimy mieć pewność, że nasze kobiety są bezpieczne.”&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt; Prezydent USA najwyraźniej nie zrozumiał, na jakie to polowanie wybiera się Polska wraz z USA?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-lGdNZ84cwrs/TXDTTT8RXCI/AAAAAAAAV8c/LYfuicK-yxM/s1600/z8790830AA%252CBronislaw-Komorowski-i-Barack-Obama.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 314px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580192267036089378" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-lGdNZ84cwrs/TXDTTT8RXCI/AAAAAAAAV8c/LYfuicK-yxM/s400/z8790830AA%252CBronislaw-Komorowski-i-Barack-Obama.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;(Wydaje się, że ponieważ dzień przedtem Komorowski spotkał się z prezydentem Miedwiedjewem, przez pomyłkę wygłosił tekst skierowany do prezydenta Rosji, wszak po tym spotkaniu był pewien przyjaźni polsko-rosyjskiej...)&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;W czasie wizyty w USA temat polowań nie wypalił, rozmowa się nie kleiła, mr. Obama mówił dyplomatycznie, uśmiechał się z grzeczności, czasem wręcz z powściąganym zdumieniem, a nawet, jak w czasie powitalnego „dowcipu” Bronisława Komorowskiego - &lt;em&gt;&lt;strong&gt;„Bo z Polską i USA to jest, panie prezydencie, jak z małżeństwem. Swojej żonie należy ufać, ale trzeba sprawdzać, czy jest wierna”&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; (że niby Polska sprawdza USA?...he, he...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;– w groźnym milczeniu patrzył na Polaka, zanim po uratowaniu sytuacji przez vice prezydenta Joe Bidena, wycedził: &lt;/strong&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;”...dobry dowcip...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-KjyxSq_ZCfY/TXDQUcfxn6I/AAAAAAAAV7E/LLb0ok472nk/s1600/0000UAJ48X1DQKNL-C303.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580188987977473954" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-KjyxSq_ZCfY/TXDQUcfxn6I/AAAAAAAAV7E/LLb0ok472nk/s400/0000UAJ48X1DQKNL-C303.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;Każdemu zainteresowanemu tym spotkaniem, radzę obejrzeć 30-minutowy film, który jest dostępny na You Tube.&lt;br /&gt;Widać na nim pokaz kultury amerykańskiego prezydenta,&lt;/strong&gt; słuchającego uważnie i patrzącego w twarz rozmówcy i jest &lt;strong&gt;pokaz nieobycia polskiego pierwszego myśliwego&lt;/strong&gt; (z hrabiowskiego rodu?...), który patrzy na dziennikarzy, czasem zwracając kark w stronę Obamy, robi dziwne rzeczy z rękami i wyrzuca z siebie ( jak w wojsku!) wyuczone na pamięć zdania - zapewne nie rozumiejąc słów rozmówcy (mimo tłumacza...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-tcMyj89wEPA/TXDUe1LO5PI/AAAAAAAAV9E/TN_sEphNhOA/s1600/uid_0cdebb55dde0e70e31ff56aaf4ea2d9d1294304704515_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580193564447401202" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-tcMyj89wEPA/TXDUe1LO5PI/AAAAAAAAV9E/TN_sEphNhOA/s400/uid_0cdebb55dde0e70e31ff56aaf4ea2d9d1294304704515_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Dowód: na początku spotkania Barak Obama, przez 2 minuty wyrażał współczucie dla Polski z powodu katastrofy pod Smoleńskiem. Komorowski nie odpowiedział ani jednym! słowem. Nie był na to przygotowany - przecież rozmawiał z prezydentem USA z pozycji ambasadora Rosji?!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I ta „hrabiowska buta”! Zacytuję jego słowa, świadczące o tym, jak to Polska z góry traktuje Rosję! Najpierw tłumaczy się (?) przed prezydentem USA, że przecież nie możemy tak odrazu zresetować 1000-letnich stosunków z Rosją, ale na koniec obiecuje: „...my na końcu naciśniemy reset!”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Noooo... reset już został naciśnięty, co widać po kłamliwym i szkalującym Polaków raporcie MAK-u!... tyle, że nie przez Polskę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pgc1sCvhsT8/TXDWsHVM-1I/AAAAAAAAV9c/fWk59zgyHcY/s1600/obama-meets-with-polish-president-komorowski-white-house.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 262px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580195991682612050" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-pgc1sCvhsT8/TXDWsHVM-1I/AAAAAAAAV9c/fWk59zgyHcY/s400/obama-meets-with-polish-president-komorowski-white-house.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Jest też „dyplomatyczna” perełka polskiego prezydenta, muszę zacytować całość, bo jest to o stosunkach polsko-amerykańskich - jak widzi je polski rząd. Otóż chodzi o &lt;em&gt;&lt;strong&gt;„...zbudowanie twardej tkanki współpracy Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Jesteśmy zainteresowani aktywnością kapitału amerykańskiego w Polsce...”&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; – i... w jaki sposób?... uwaga! -&lt;em&gt;&lt;strong&gt; „...na zasadach zdrowej konkurencji, bo zawsze dobrze robi mocna&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; (akcent na tym słowie, poparty gestem ręki)&lt;em&gt;&lt;strong&gt; konkurencja!”.&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; Pozostawiam tą nadzieję bez komentarza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-yDkzVW2VIgA/TXDRc4lfoaI/AAAAAAAAV7s/Aknrmqsgbd4/s1600/b46f7464468334e65856feb288367e92%252C37%252C1.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 262px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580190232468234658" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-yDkzVW2VIgA/TXDRc4lfoaI/AAAAAAAAV7s/Aknrmqsgbd4/s400/b46f7464468334e65856feb288367e92%252C37%252C1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Po czym polski przywódca, zwiedziony uprzejmością amerykańskiego prezydenta (biorąc ją zapewne za uległość...), żąda! zniesienia wiz dla Polaków do USA. &lt;strong&gt;Na co Barak Obama serdecznie dziękuje mu ...za choinkę z pięknymi bąbkami...:)&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YDJ-oVtX5PE/TXDRce9ADoI/AAAAAAAAV7U/kWNqAww3wYw/s1600/42536.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 259px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580190225587506818" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-YDJ-oVtX5PE/TXDRce9ADoI/AAAAAAAAV7U/kWNqAww3wYw/s400/42536.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Jest taki dowcip myśliwski: „Pif-paf! Pudło. Pif-paf! Pudło. Pif –paf! Kapuściński.”&lt;br /&gt;Pasuje jak ulał do tego spotkania...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Komunistyczni politycy oprócz ludzi, lubili też zabijać zwierzęta. W sydnejskim Expressie Wieczornym z dn. 27 lutego tego roku, znajdujemy opisy polowań peerelowskich dygnitarzy. Polowali więc Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Edward Gierek i Wojciech Jaruzelski.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-SqYIGurNNGY/TXDUeZFTzxI/AAAAAAAAV80/V8jwGAtzDdo/s1600/z6064522X.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 285px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580193556906364690" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-SqYIGurNNGY/TXDUeZFTzxI/AAAAAAAAV80/V8jwGAtzDdo/s400/z6064522X.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Przyjeżdżali zabijać polską zwierzynę także zagraniczni dygnitarze, jak jugosłowiański wódz Josip Broz Tito, czy rumuński dyktator Nicolae Ceausescu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Polowania te cechowały wyjątkowe okrucieństwa i podłość.&lt;/strong&gt; Oto jak wspomina je szef ochrony gen. Jaruzelskiego, płk. Artur Gotówko: &lt;strong&gt;&lt;em&gt;„...najpierw oswajano i karmiono dzikie ptactwo, a potem w dzień polowania dygnitarze stawali półkolem nad stawem i z chwilą ukazania się pierwszej kaczki, płynącej zazwyczaj, jak była przyzwyczajona, po pożywienie, rozpoczynała się ordynarna strzelanina.”&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Największe rzezie zwierząt odbywały się jednak dla oficjeli z ZSRR.&lt;/strong&gt; Oto opis polowania z udziałem dowódcy wojsk Układu Warszawskiego marszałka Iwana Jakubowskiego.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;„Wieczorem, już mocno podpitego&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; (marszałka)&lt;em&gt;&lt;strong&gt; zawieziono do lasu pod Arłamowem. Tam zapalono reflektory i szperacze. Zwierzyna, przyzwyczajona do karmiernia, podeszła bliżej do samochodów. Łosie, daniele, jelenie ruszyły do światła - wspominał Gotówko. Marszałek zaś z kolegami walili ze strzelb. Nigdy nie widziałem takiej góry zabitych zwierząt. Samochody były zbryzgane krwią, a myśliwi również od niej lepcy.”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zTZY6SsH5Z4/TXDWr4FznYI/AAAAAAAAV9U/E-zKbkeM0g0/s1600/polowanie-reprezentacyjne-1.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 280px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580195987591503234" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-zTZY6SsH5Z4/TXDWr4FznYI/AAAAAAAAV9U/E-zKbkeM0g0/s400/polowanie-reprezentacyjne-1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Na zdjęciu polowanie Mościckiego z Goringiem, przed II wojną światową.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OxkB_RgSjHU/TXDUep_XPhI/AAAAAAAAV88/DaOo8f2Ww-E/s1600/uid_9e9bb4c98c545fdb7eadcdb90da73c911287834472366_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 273px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580193561444826642" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-OxkB_RgSjHU/TXDUep_XPhI/AAAAAAAAV88/DaOo8f2Ww-E/s400/uid_9e9bb4c98c545fdb7eadcdb90da73c911287834472366_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Człowiek neandertalski musiał polować, żeby żyć&lt;/strong&gt;, polowali również ludzie o nieco wyższym rozwoju umysłowym, bo dzika zwierzyna wciąż była ich głównym pożywieniem, a skóry ubraniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uS4KWi8pgSE/TXDTTaO2NeI/AAAAAAAAV8U/yyYRCRl4XPw/s1600/falat1.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 242px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580192268724614626" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-uS4KWi8pgSE/TXDTTaO2NeI/AAAAAAAAV8U/yyYRCRl4XPw/s400/falat1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;W późniejszych wiekach biedni kłusowali, żeby wyżywić rodziny, &lt;strong&gt;a możni degeneraci, nie mając lepszych rozrywek, podnosili adrenalinę na polowaniach, wiedząc, że to najbezpieczniejszy sport – zagonić i zabić istotę, która nie może się obronić.&lt;/strong&gt; Tylko nieliczni śmiałkowie szli na dziki, czy niedźwiedzie, które rzeczywiście zagrażały ludziom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9_19nA7K1Mk/TXDUeS6CdeI/AAAAAAAAV8s/ofGzlCzi0T4/s1600/ie5oydmx9c3z.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 260px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580193555248477666" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-9_19nA7K1Mk/TXDUeS6CdeI/AAAAAAAAV8s/ofGzlCzi0T4/s400/ie5oydmx9c3z.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Obecny polski prezydent nie jest bohaterem, bo nie zabija zwierząt w obronie własnej – tylko te najłagodniejsze, które mu krzywdy nie zrobią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-RlaNBj2iT9w/TXDUeB9v6PI/AAAAAAAAV8k/zJR1ua-36ig/s1600/fot_Jan_Kucharzyk_Polski_4626003.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 266px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580193550700636402" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-RlaNBj2iT9w/TXDUeB9v6PI/AAAAAAAAV8k/zJR1ua-36ig/s400/fot_Jan_Kucharzyk_Polski_4626003.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Po tuszy pary prezydenckiej też nie widać, żeby brakowało im mięsa z legalnego uboju. Czyli, strzelanie do zwierząt to dla prezydenta rozrywka. &lt;strong&gt;A że krwawa?... Jakie to ma znaczenie? Pierwszemy myśliwemu wszystko wolno...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Miałam kiedyś profesora, który poirytowany arogancją ucznia przytaczał przysłowie: „Co wolno wojewodzie, to nie tobie ...młodzieńcze.” Jak widać, w Polsce obowiązuje prawo wojewody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nieprawdą jest też, że po protestach organizacji zajmujących się prawami zwierząt - prezydent Komorowski zaniechał polowań, jak to obiecał wyborcom. Na internecie można znaleźć jego zdjęcie nad zabitym jelonkiem, które zrobiono pięć miesięcy temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/--ljYGnRDaZM/TXDRc9npe1I/AAAAAAAAV70/em7DI7zUq4Q/s1600/komorowskib.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 300px; DISPLAY: block; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580190233819446098" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/--ljYGnRDaZM/TXDRc9npe1I/AAAAAAAAV70/em7DI7zUq4Q/s400/komorowskib.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Złamał więc przyrzeczenie przedwyborcze, jak też głosi nieprawdę, że jest praktykującym katolikiem. Katolik nie może zabijać: Bóg w piątym przykazaniu nie wyszczególnił, że chodzi mu wyłącznie o zabijanie ludzi.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Więcej! Prezydent - będący przecież pierwszym myśliwym III RP - w ogóle nie jest zainteresowany losem zwierząt, ostatnio zwolnił Karinę Schwerzler ze stanowiska prezydenckiego pełnomocnika ds. ochrony zwierząt. W końcu w ogóle zlikwidował to stanowisko w swojej kancelarii.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Z punktu widzenia psychologii, myśliwy to człowiek okrutny, pozbawiony empatii, skrupułów, wyrzutów sumienia, jak też osobnik pozbawiony wyobraźni, nie potrafi wyobrazić sobie – siebie, w roli ściganej ofiary.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Do udziału w polowaniu nie można nikogo zmusić. Trzeba się z tym zamiłowaniem urodzić, podniecać się nagonkami i zabijaniem, połączonymi ze świadomością, że jest się bezkarnym.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-F1UAs6Xz4E4/TXDWsS_yBAI/AAAAAAAAV9k/g90j8B6ftk0/s1600/komorzjeleniem.bmp"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580195994813989890" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-F1UAs6Xz4E4/TXDWsS_yBAI/AAAAAAAAV9k/g90j8B6ftk0/s400/komorzjeleniem.bmp" /&gt;&lt;/a&gt;Zacytuję tu słowa jednego z myśliwych: &lt;em&gt;&lt;strong&gt;„Prawda jest taka, że jak ktoś raz posmakował łowiectwa&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; (czytaj: rozlewu krwi) &lt;em&gt;&lt;strong&gt;to zostaje mu na całe życie”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Dodam, że od zabijania zwierząt do mordowania ludzi – jest tylko jeden krok. Seryjni mordercy przeważnie zaczynali od dręczenia i uśmiercania pupili sąsiadów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W dzisiejszych czasach zabijanie dzikich zwierząt powinno być zabronione i surowo karane, ponieważ co kilka lat wymierają kolejne gatunki. Jeśli nie oprzytomniejemy, będziemy żyć w świecie bez czworonogów i ptaków, lasy opustoszeją.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Na szczęście, powstaje coraz więcej organizacji walczących o prawa naszych młodszych braci, które zwołują podpisywanie petycji przez setki tysięcy osób przeciwnych bestialstwu w przyrodzie. &lt;strong&gt;Członkowie organizacji protestując wkraczają na miejsca kaźni, zdobywają dowody okrucieństwa i rozpowszechniają je, w efekcie ich działalności coraz większa liczba ludzi na świecie przestaje jeść mięso, jajka z farm - obozów koncentracyjnych, czy nosić futra.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Na marginesie, w dzisiejszych czasach można kupić piękne sztuczne futra, które są higieniczniejsze i nie przenoszą złej energii z cierpiącego w chwili śmierci zwierzęcia, na strojącego się w jego futro człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3rr4n3BczT8/TXDTTBjRMGI/AAAAAAAAV8M/vyVrl6Pdujg/s1600/e394c8c72e104964ee6c7ffd208a9645%252C14%252C1.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 270px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580192262099382370" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-3rr4n3BczT8/TXDTTBjRMGI/AAAAAAAAV8M/vyVrl6Pdujg/s400/e394c8c72e104964ee6c7ffd208a9645%252C14%252C1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Świadomość ludzka rośnie, bo mamy powszechny dostęp do wiadomości, na necie można znaleźć wiele filmów pokazujących między innymi, jak na farmach hodowlanych żywe lisy odzierane są ze skóry i jak dogorywają potem w straszliwych mękach.&lt;/strong&gt; Mordują je istoty ludzkie - choć należałoby nazwać je bestiami. Jedyne usprawiedliwienie to fakt, że są to ludzie prymitywni i biedni, i w taki sposób zarabiają na życie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale polski prezydent nie może być człowiekiem prymitywnym, bo został wybrany na prezydenta w kraju cywilizowanym, dostaje za to wysoką pensję i strzelanie do zwierząt nie jest jego koniecznością życiową. Nie powinien też brać przykładu z bestialstwa komunistycznych dyktatorów, dla których zabicie zwierzęcia, czy człowieka nie było problemem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-mMsB6l9pwew/TXDWr9EPE4I/AAAAAAAAV9M/sFSyFPEj-cs/s1600/stwojenny2.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 280px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580195988927091586" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-mMsB6l9pwew/TXDWr9EPE4I/AAAAAAAAV9M/sFSyFPEj-cs/s400/stwojenny2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Prezydent Polski współczesnej nie powinien też publicznie chełpić się, że jest myśliwym, bo bezsensowne mordowanie istot żywych potępia każdy myślący, mający współczucie, cywilizowany człowiek.&lt;strong&gt; Szkoda, że nikt nie nakręcił filmu z polowania Bronisława Komorowskiego. Słowa nie do wszystkich docierają, ale widok konającego zwierzęcia odebrałby mu wielu zwolenników.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Słowo myśliwy, podobnie jak słowo myślący, zawiera w sobie słowo: myśl.&lt;strong&gt; Ale o ile myślący kojarzy się z nieustającą inteligencją, o tyle myśliwy, podobnie jak wątpliwy, z kimś ...komu nie należy ufać. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-EOnD7Xrlgu0/TXDWst80zcI/AAAAAAAAV9s/wfUHleGjRuI/s1600/komorowski-pinokio.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 245px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580196002049347010" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-EOnD7Xrlgu0/TXDWst80zcI/AAAAAAAAV9s/wfUHleGjRuI/s400/komorowski-pinokio.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-4529947437499754896?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/4529947437499754896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/4529947437499754896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2011/03/bronisaw-komorowski-pierwszy-mysliwy.html' title='Bronisław Komorowski - pierwszy myśliwy III RP'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-w4htaoiWsrs/TXDQedcMTcI/AAAAAAAAV7M/CTUhnQz6Mz0/s72-c/1365_7474.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-8653883088787133075</id><published>2010-07-01T14:42:00.021+10:00</published><updated>2010-08-25T00:04:01.445+10:00</updated><title type='text'>"Disgrace" - Hańba</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;_________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfAf4tpNI/AAAAAAAASjk/tFin9OPRm7U/s1600/6b5ed_9780099526834.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 260px; DISPLAY: block; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488796139277624530" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfAf4tpNI/AAAAAAAASjk/tFin9OPRm7U/s400/6b5ed_9780099526834.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Nie jestem w stanie pojąć niektórych „przesłań” zawartych w filmach. Mowa tu oczywiście o filmach tzw. psychologicznych, inne nie zawierają przesłań, tylko (często jak dynamit) rozrywają...:)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Właśnie obejrzałam film australijsko – południowoafrykański „Disgrace” (Hańba), z Johnem Malkovichem w roli głównej.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Reżysera nie podam, nie chce mi się drugi raz włączać filmu, a na okładce zlekceważono go tak zminiaturowanymi literami, że nazwiska nawet przez lupę nie jestem w stanie odczytać. A szkoda, &lt;strong&gt;film opowiada co prawda, o niewiarygodnych zachowaniach ludzkich, ale wyreżyserowano go bardzo dobrze i równie świetna jest muzyka w tym filmie (też zlekceważono kompozytora...).&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Malkovitch gra profesora literatury, czy też poezji (nie ma to w końcu większego znaczenia w tym filmie...), wykładającego na uczelni w Południowej Afryce.&lt;br /&gt;Jest podstarzałym (52 lata) podwójnym rozwodnikiem, żyje samotnie, korzystając z usług call girls. Przypadkiem, a może raczej wypadkiem (bo spotkał ją na ulicy, gdy się w czasie deszczu poślizgnęła i upadła), uwodzi swoją studentkę, z którą kilka razy w następstwie poślizgnięcia idzie do łóżka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwkFUiWnmI/AAAAAAAASlE/0PyYiT22rC8/s1600/167936_1+dddd.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 267px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488801719688535650" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwkFUiWnmI/AAAAAAAASlE/0PyYiT22rC8/s400/167936_1+dddd.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Pojęcia nie mam dlaczego dziewczyna ulegała, choć feromony profesora na nią nie działały?&lt;/strong&gt; Strach, że ją wyrzuci z uczelni nie wchodził w rachubę, nie te czasy. Szła z nim do łóżka bezwolna jak owca, a potem doprowadziła do skandalu i sądu, w efekcie którego (przyznając się do winy i nie prosząc o przebaczenie) profesor został usunięty ze stanowiska i dostał zakaz wykonywania zawodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwjBe_9ZII/AAAAAAAASk0/kiARc76S20c/s1600/18disgrace-600.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 232px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488800554265961602" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwjBe_9ZII/AAAAAAAASk0/kiARc76S20c/s400/18disgrace-600.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Co chcieli autorzy filmu pokazać na wprowadzeniu do tej historii (bo właściwa akcja rozgrywa się dopiero na farmie), nie rozumiem. Po co dziewczyna z nim cudzołożyła, skoro nie miała ochoty? Nie był jej wrogiem,więc nie był to zaplanowany akt zemsty, nie zależało jej też na nielegalnym zaliczaniu testów. Po prostu uległa mu kilka razy, bez zaangażowania, ale też wcale się nie broniąc - a potem doprowadziła do skandalu i degradacji molestera z funkcji profesora, następnie zaczęła grać w komediowym teatrze (?...).&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Właściwa część filmu zawiera jeszcze bardziej niezrozumiałe przesłanie.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Profesor ma córkę, która wybrała trudne życie. Mieszka ona na farmie, z daleka od cywilizacji. Jest lesbijką. Gdy zdegradowany profesor przybywa do córki w odwiedziny, okazuje się, że mieszka ona całkowicie sama w dziczy, gdyż jej partnerka właśnie ją porzuciła.&lt;br /&gt;Córka zajmuje się hodowlą kwiatów, sałat i warzyw oraz trzyma w klatkach kilka psów (nie bardzo wiem w jakim celu trzyma je w klatkach?... ponieważ są to psy - jej przyjaciele).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Profesor zaczyna życie na farmie, jeździ z córką na bazar i pomaga jej w sprzedawaniu produktów z farmy, pracuje też u miejscowej weterynarki przy usypianiu bezdomnych psów, po egzekucji pakuje psie zwłoki w torby, zawozi do krematorium i spala.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Córce pomaga w niektórych pracach, mieszkający tymczasowo w szałasie z metalowych odpadów, starszy Afrykanin. Ma on też z nią jakieś interesy i plany w związku z farmą (nie bardzo zrozumiałam jakie, więc nie podaję.)&lt;br /&gt;Któregoś dnia (Afrykanina nie ma, wyjechał po kolejną żonę...) ojciec z córką wracają z bazaru i zastają na farmie trzech młodych Afrykanów drażniących psy. Podobno ktoś w ich rodzinie potrzebuje pomocy i chcą skorzystać z telefonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgOrjkEVI/AAAAAAAASkk/_EhODTG9Pew/s1600/large_disgrace.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 270px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488797482439938386" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgOrjkEVI/AAAAAAAASkk/_EhODTG9Pew/s400/large_disgrace.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Córka pozwala jednemu wejść z nią do domu. Drugi przewraca profesora i wpada za nimi zatrzaskując drzwi, profesor ogłuszony przez trzeciego traci przytomność. Budzi się w ubikacji, jest zamknięty, na jego łomot bandyci otwierają, oblewają go spirytusem i podpalają. Palący się profesor w sedesie gasi głowę, w tym samym czasie bandyci zabijają wszystkie psy i uciekają jego autem, w drugim dziurawiąc opony.&lt;br /&gt;Córka oczywiście została wcześniej przez wszystkich trzech zgwałcona.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;(Gdyby psy – wolne - pilnowały farmy, z pewnością nie doszłoby do tragedii, ale wtedy nie byłoby ani książki, ani filmu...)&lt;br /&gt;Zmaltretowane ofiary na piechotę szukają pomocy (telefon jest roztrzaskany) i ktoś wreszcie wiezie ich do szpitala, gdzie profesor, mimo ogromnych oparzeń, musi czekać w kolejce po pomoc! &lt;strong&gt;Policja szuka tylko jego auta, bo było ubezpieczone. Niczym więcej nie jest zainteresowana...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfCUh6_bI/AAAAAAAASkE/enPlGm1Qan4/s1600/disgrace2.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 262px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488796170588978610" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfCUh6_bI/AAAAAAAASkE/enPlGm1Qan4/s400/disgrace2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Normalni ludzie w takiej sytuacji spakowaliby manatki i wyjechaliby do miasta, gdzie profesor ma dom.&lt;/strong&gt; Ale córka postanawia, że zostaje na farmie i nic nie jest w stanie jej przekonać!&lt;br /&gt;Ojciec więc pozostaje z nią, nadal pracując przy usypianiu psów (choć jest to wbrew jego uczuciom) i ...nawiązuje romans z weterynarką, choć jest ona w jego wieku i pokaźnej tuszy (do tej pory preferował młode, zgrabne dziewczyny).&lt;br /&gt;Tymczasem mieszkający w szałasie Afrykanin wraca z nową żoną, która odtąd, przez całą resztę filmu zajmuje się wieszaniem prania, (co robi w szałasie nie pokazano).&lt;br /&gt;W związku z nową żoną i jakimś powodzeniem w interesach, Afrykanin urządza przyjęcie dla rodziny, zarzynając na ten cel dwie owieczki, których, już upieczonych, profesor spotykający je przedtem przy wodopoju, nie jest w stanie przełknąć.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wśród zgromadzonych córka i profesor rozpoznają jednego z bandytów. Profesor demaskuje go przed gośćmi, ale zdenerwowana córka robi mu wyrzuty, że popsuł Afrykaninowi przyjęcie! Nie pozwala mu zadzwonić na policję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QIL9iQmlmik&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QIL9iQmlmik&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Zrezygnowany profesor wyjeżdża do miasta i tam na klęczkach(!), rodzinę uwiedzionej studentki prosi o wybaczenie. Nie wiadomo skąd nagła skrucha, czy przypadkiem nie porównał się z gwałcicielami? (Przy okazji pobytu w mieście ogląda uwiedzioną na scenie teatralnej i następnie korzysta z usług czarnoskórej prostytutki...)&lt;br /&gt;Wraca na farmę, gdzie córka oznajmia mu, że jest w ciąży, będącej efektem gwałtu i jej nie usunie, ponieważ ...jest kobietą i kocha dzieci.&lt;br /&gt;Profesor zauważa także, że szałas zniknął, a Afrykanin buduje murowany dom. Idzie do niego i chce go zmusić, żeby zgłosił bandytę na policję. Ten twierdzi, że bandyta jest dzieckiem i nie może iść do więzienia, a on ma obowiązek nim się opiekować, gdyż należy ono (dziecko) do rodziny nowej żony (tej od prania).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na wymówkę, że krewny-gwałciciel może być ojcem dziecka poczętego przemocą, Afrykanin stanowczo tłumaczy, że dziecko, choć bandyta jest za młode, żeby ożenić się z córką profesora i że w zadośćuczynieniu on sam się z nią ożeni. (Sic!)&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;(Autorzy scenariusza nie wyjaśniają, jak załatwią się z bieżącą żoną - tą od prania).&lt;br /&gt;Córka potwierdza, że tak właśnie się stanie, choć będzie to małżeństwo formalne.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wobec czego profesor, nie mogąc pogodzć się z poglądami, (czy może raczej z mentalnością córki?), szuka zakwaterowania u weterynarki, no... bo w końcu wybrał dla siebie pokutę na odludziu...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Przy kolejnych odwiedzinach na farmie, przyłapuje dziecko-bandytę (mającego minimum 18 lat) na podglądaniu biorącej prysznic córki. Ściąga go z okna i tłucze jak zawodowy bokser, przy pomocy szarpiącego łobuza psa - jedynego który ocalał z masakry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgPAzJIDI/AAAAAAAASks/g9CfYTx8p1c/s1600/john%2Bmalkovich%2Bdog.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 267px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488797488142426162" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgPAzJIDI/AAAAAAAASks/g9CfYTx8p1c/s400/john%2Bmalkovich%2Bdog.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Podglądacz wrzeszczy, przybiega córka, wrzeszczy na ojca, jej szlafrok się uchyla i ukazuje gołe ciało, na które nieletni gwałciciel patrzy pożądliwie, po czym zaczyna deptać sałatę i uciekając pokrzykuje - już nie z bólu, tylko z niezaspokojonej żądzy - że ich wszystkich pozabija!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ostatnia scena: profesor wracając po spaleniu kolejnego psa, którego wcześniej chciał zaadoptować (nawet pogrywał sobie na banjo w jego towarzystwie), ale którego po pogłaskaniu, jednak oddał humanitarnej śmierci;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfBphgmeI/AAAAAAAASj8/BGE5yifDuB4/s1600/disgrace.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 325px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488796159044524514" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfBphgmeI/AAAAAAAASj8/BGE5yifDuB4/s400/disgrace.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;zostawia auto na zboczu, a sam na piechotę schodzi do córki, już w zaawansowanej ciąży wtykającej w ubłoconą ziemię sadzonki kwiatów.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kiedyś na jej interpretację zaistniałych wypadków i na jej plany przyszłego życia stwierdził, że żyje jak psy - co potwierdziła. Jest to absolutną nieprawdą, ponieważ żaden pies mając taki wybór jak bohaterzy filmu, na takie życie by się nie zgodził.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;I kto mi wyjaśni, jakie przesłanie chcieli przekazać w tym filmie autorzy?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Co jest tytułową hańbą?:&lt;/strong&gt; nieokiełznana namiętność profesora (no... przy wyważonym stylu gry Malkovitcha, nie da się w nią uwierzyć...), bierność seksualna studentki, gwałt i rozbój, nieukaranie winnych, ukrywanie przestępcy, usypianie zdrowych psów, korzystanie z usług prostytutek, fałszywe małżeństwa, niewyjaśniony upór córki postanawiającej nie zmieniać swojego losu, bierność ojca - ich uwięzienie we własnych bezsensownych postanowieniach? Pojęcia nie mam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfBTq-EbI/AAAAAAAASj0/hBm6GHpKDUg/s1600/1263843855-disgrace.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 266px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488796153178624434" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfBTq-EbI/AAAAAAAASj0/hBm6GHpKDUg/s400/1263843855-disgrace.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Żaden normalnie myślący człowiek nie zaakceptuje takiego przedstawienia wypadków, bo: żadna normalna kobieta nie poszłaby do łóżka z nieatrakcyjnym profesorem, jeśliby tego nie chciała lub nie miała z tego korzyści; &lt;strong&gt;żaden myślący człowiek nie zostałby, żeby żyć w miejscu swojej hańby i nieszczęścia - jeśli ma możliwość zmiany miejsca; żaden normalny człowiek nie ukrywałby sprawców gwałtu i rozboju;&lt;/strong&gt; żaden normalny człowiek nie pomagałby w usypianiu zwierząt, jeśli jest całkowicie temu przeciwny. W końcu nawet zdegradowany (a dobrze sytuowany...) profesor może znaleźć lepsze zajęcie i zacząć nowe, normalne życie...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Historia jest absolutnie nieprawdopodobna od początku do końca, (choć osadzona w realnym świecie przestępstwa, przemocy, bezwolności, tumiwisizmu i niesprawiedliwości) dlatego, że nikt, absolutnie nikt, kto ma wybór, nie zgodziłby się na bezsensowne rozwiązania.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Życie na ziemi polega na walce, od początków dziejów ludzkości. &lt;strong&gt;Bezwolni zaliczają się do chorych psychicznie i tylko tak można wytłumaczyć ten film, że pokazał życie trzech psychicznie chorych osób, pozwalających bezwolnie nieść się nurtowi.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Do więzień często trafiają niewinni, ale i tam zawsze walczą o sprawiedliwość.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Postacie z tej książki i filmu same siebie osadziły w więzieniu i udają, że tak im dobrze i tak powinno być.&lt;/strong&gt; I niech mi nikt nie udowadnia, że takie obyczaje panują w Południowej Afryce, albo że to karma, bo karma nie na tym polega!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Film został nakręcony na podstawie powieści J.M.Coetzee, która dostała nagrodę Booker Prize.&lt;/strong&gt; I jest to kolejna sprawa nie do wytłumaczenia: kim są ludzie przyznający nagrody i czym się kierują przyznając je, bo najczęściej nagrody dostają nie te książki, które się najlepiej sprzedają, a wręcz przeciwnie gnioty wegetujące na półkach...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Być może dlatego, że książek i filmów powstały już setki tysięcy, to oryginalność za wszelką cenę wydaje się specjalną wartością, wszak największe bzdury zawsze można wetknąć snobistycznemu odbiory - tłumacząc się coraz bardziej skomplikowaną ludzką psychiką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;P.s. No proszę... czy film ten nie przypomina obecnej sytuacji politycznej w Polsce?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/strong&gt;Mimo błazeństwa psychola Palikota,&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgNdofGCI/AAAAAAAASkM/4S98Q11rAjc/s1600/z4085967X.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 268px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488797461522618402" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgNdofGCI/AAAAAAAASkM/4S98Q11rAjc/s400/z4085967X.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;mądrowania „chrabi-myśliwego ze WSI” Komorowskiego, kłamliwej bezczelności Niesiołowskiego, plugowatości Bartoszewskiego; udającego, że nic złego się nie dzieje Tuska. M&lt;strong&gt;imo, że robiła i nadal robi źle dla Polski (co, to wszyscy myślący wiedzą...) - PO nadal ma więcej zwolenników!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfA4fppjI/AAAAAAAASjs/bEBao2zzUVw/s1600/3548978439_34d224459d_o.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 300px; DISPLAY: block; HEIGHT: 218px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488796145883391538" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfA4fppjI/AAAAAAAASjs/bEBao2zzUVw/s400/3548978439_34d224459d_o.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;„Chrabia” wygrał wybory, katastrofa była tylko katastrofą („winni” są piloci i nieżyjący prezydent),&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwjBiDJlfI/AAAAAAAASk8/c20_dHiFdgc/s1600/3502352558_3ab4faf9d9_o.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 296px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488800555084649970" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwjBiDJlfI/AAAAAAAASk8/c20_dHiFdgc/s400/3502352558_3ab4faf9d9_o.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;przyjaźń polsko-rosyjska i polsko- niemiecka kwitnie (żeby zachować dobre stosunki sąsiedzkie należy doprowadzić do ponownych rozbiorów...),&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; a większość Polaków z szeroko zamkniętymi oczami siedzi na płocie i udaje, że im wygodnie.&lt;br /&gt;Czy nie jest to hańbą i całkiem nieprawdopodobną historią?...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgOIodgUI/AAAAAAAASkc/WXjt3QXkU2g/s1600/site_28_rand_489000335_disgrace_maxed.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgNzSUXGI/AAAAAAAASkU/VBUQsTlJNs0/s1600/sg24hc.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 283px; DISPLAY: block; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488797467335220322" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwgNzSUXGI/AAAAAAAASkU/VBUQsTlJNs0/s400/sg24hc.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Choć... widocznie masochizm jest częścią natury ludzkiej i muszę tu oddać rację przysłowiu, że „historia lubi się powtarzać”, i... może jeszcze temu drugiemu, że ”Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;_____________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-8653883088787133075?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/8653883088787133075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/8653883088787133075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2010/07/disgrace-hanba.html' title='&quot;Disgrace&quot; - Hańba'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TCwfAf4tpNI/AAAAAAAASjk/tFin9OPRm7U/s72-c/6b5ed_9780099526834.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-2904989239150122473</id><published>2009-02-15T19:31:00.011+11:00</published><updated>2009-02-16T20:35:18.705+11:00</updated><title type='text'>Serial Magda M. i inne filmowe ...nieporozumienia</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;__________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Właśnie skończyłam oglądać trzecią część tego serialu. Zajęło mi to pełne dwa dni, w które posłałam w diabły całą społeczną, polonijną pracę i oddałam się absolutnie i całkowicie IRYTACJI nad głupotą tytułowej bohaterki, a raczej scenariusza. Choć przepraszam, może Radosław Figura z premedytacją wymyśla scenariusze dla idiotów - bo na tym świetnie się zarabia... (Już widzę, jak wielbiciele tego serialu palą mnie na stosie...)&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Mieszkającym w Polsce czytaczom Blogowiska muszę wyjaśnić, że wśród Polaków mieszkających w Australii krążą dyski z seriami polskich seriali, wobec czego zaliczamy je jednym duszkiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SZfa4_ChYpI/AAAAAAAAMkE/Xa4lGMrJvDo/s1600-h/Magda+M.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302947758781588114" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 225px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SZfa4_ChYpI/AAAAAAAAMkE/Xa4lGMrJvDo/s320/Magda+M.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Poprzednie odcinki Magdy M. jakoś strawiłam, głównie dlatego, że lubię Pawła Małaszyńskiego. &lt;strong&gt;I nie mogę się nadziwić, jak ten świetny w końcu aktor, mający charyzmę (nie tylko urodę...), męczy się w roli zakochanego w idiotce.&lt;/strong&gt; (Zanotowałam, że dopiero w 49 odcinku nauczyła się parzyć kawę w expressie.)&lt;br /&gt;Niestety, nie jestem w stanie pojąć, jakim cudem w takim razie zaliczyła studia prawnicze, wygrywa sprawy! i uważana jest przez kolegów za świetnego (?) adwokata.&lt;br /&gt;Joanna Brodzik ma ładną buzię, ale nie przekonuje mnie porażająca miłość do niej różnych panów, bo takich jak ona ładnych kobiet, jest wiele. Musiałaby mieć w sobie to „coś”, żeby powalać na kolana. A nie ma.&lt;br /&gt;Do tego, prawie w każdej scenie jest fatalnie ubrana. Nie mam pojęcia, komu zależało na tym, żeby ją szpecić. Ale to palto z bufkami, czy te koszmarne kostiumiki niby Channel, z guzikami wielkości bombek na choinkę, bure kolory... Warkoczyki – uszki królika u mocno dojrzałej w końcu kobiety... Antyseksi. (Gdy coś mnie nudzi w oglądanym filmie, rejestruję szczegóły. Ziewałam patrząc na mizdrzącą się Joannę Brodzik, dlatego obejrzałam jej garderobę. )&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ciekawe, czy infantylność narzucił jej reżyser, czy też sama stworzyła taką postać? Nie widziałam jej w żadnej innej roli, więc nie wiem, czy jej mimika na codzień potrafi być zwyczajna i przekonywująca jak u jej serialowych koleżanek.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Nigdy też nie słyszałam o idiotce, która by z powodu niepowodzenia w miłości mazała sobie twarz czekoladowymi lodami i rozsypywała popcorn po całym mieszkaniu, robiąc przy tym co chwilę buzię w ciup, a oczy w słup.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie do wiary, że czasami scenarzysta każe jej wygłaszać dowcipne riposty! Nie jestem w stanie pojąć, skąd autor czerpał wzorce dla tego typu bohaterki, czyżby takie były obecnie w Polsce modne?&lt;/strong&gt; Głupawe, 100 procentowe egoistki i egocentryczki. Przecież ta postać jest zajęta tylko i wyłącznie sobą, innych co najwyżej poucza – ni w pięć, ni w dziewięć zresztą - na przykładzie swoich niepowodzeń...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy tym jest ona masochistką. Stwarza życiowe problemy tam, gdzie ich nie ma i następnie dręczy siebie, znajomych i widzów z perfidną rozkoszą.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Paweł Małaszyński jest zmuszony do grana zakochanego w niej, ale między tą parą w ogóle nie iskrzy!&lt;/strong&gt; Nawet gdy się całują i to przez cały serial!, jest to lód i śnieg, i może dlatego ostatnia scena, właśnie w takiej scenerii pieczętuje ich pojednanie. (Brrr... na hibernację zapewne, bo nie na miłosny związek...)&lt;br /&gt;Więcej zaangażowania wykazywał Piotr w scenach z byłą żoną, łajdaczką co prawda, ale interesującą...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I kolejny nonsens: autor scenariusza przypuszczalnie nigdy nie był w Australii.&lt;/strong&gt; Nie ma więc pojęcia, że nie istnieją tutaj faceci jak Kuba - zadurzeni w szkolnych miłościach, do tego mający forsy jak lodu... Ci, którzy wyemigrowali do Australii zaliczyli trudną szkołę życia, zaczynając wszystko od początku, borykając się przez wiele lat z ogromnymi trudnościami (nie tylko gorący klimat, ale i status imigranta niestety...). Niewielu zostało milionerami, przeważnie największym osiągnięciem Polonusa jest kupienie na kilkudziesięcioletnie spłaty domku, czy mieszkania, samochodu, mebli oraz posłanie dzieci na studia (bardzo drogie).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ci, którzy jeżdżą do Polski z pewnością nie wyścielają różami (ile kosztuje 1. róża w Polsce?, u nas około dolara, na filmie było więc róż za kilka tysięcy... ) schodów i ulicznych chodników po to, żeby deptała je głuptaska.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;A jak wyobraża sobie scenarzysta zaklimatyzowanie się Magdy w Australii? Mając pod czterdziestkę opanuje język? Zda egzaminy na prawnika? &lt;strong&gt;W Australii jest inne prawo. Kompletne bzdury.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;A i cóż by ona robiła w Australii, oprócz podziwiania wyczynów Kuby na desce i wzdychania za pocałunkami Piotra? Może musiałaby sprzątać cudze mieszkania? W Polsce ma chociaż dobrze płatną pracę i kota... (Mądrzejszego od niej...) &lt;strong&gt;Niewiarygodna postać, do tego główna rola!...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;A przecież inne osoby w tym serialu zachowują się jak normalni ludzie, przekonuje nawet Beata Tyszkiewicz w roli perfidnej matki szukającej żony dla syna starego kawalera.&lt;br /&gt;Na domiar złego wszyscy ci ludzie - mając swoje prawdziwe życiowe problemy - zajmują się przekonywaniem głupolki, która nie może wybaczyć ukochanemu mężczyźnie ...że zataił przed nią śmiertelną chorobę.&lt;br /&gt;Zdrajca! Wyjechał, aż na pół roku! Nie pochwalił się, że jedzie służyć za doświadczalnego królika. &lt;strong&gt;A największe oburzenie wzbudza jego wyjaśnienie (mające być pośmiertnym...) nagrane dla niej na DVD. Zgorszeni są wszyscy, którzy wyznanie niemającego nadziei na przeżycie oglądają, łącznie z mamusiami obojga. Cytat z filmu: „Trudno zaufać komuś po takim(!!!) postępku” . No... to już lepiej, żeby umarł...&lt;br /&gt;Oglądając te brednie zastanawiałam się, czy przypadkiem to nie ja skretyniałam i nie nadążam za postępem w Polsce, bo jak widać, u nas w Australii ludzie są nadal zacofani.&lt;/strong&gt; Współczuliby Piotrowi, pomagali i przede wszystkim rozumieliby, że jest prawdziwym człowiekiem, bo chciał zaoszczędzić cierpienia ukochanej osobie.&lt;br /&gt;A czy widzowie mogą sobie wyobrazić mizdrzącą się Magdę przy łóżku kochanka wyniszczonego chorobą? Siedziałaby w kącie upaprana lodami i robiłaby mu wyrzuty, że jej nie podziwia i umiera bez pozwolenia.&lt;br /&gt;I jeszcze to zakończenie: on cudem ocalony, ma się regenerować i nie wolno mu się denerwować, a najwięcej stresów przysparzają mu ona i ojciec, który niby ma być podobny do niego (czy też odwrotnie...). &lt;strong&gt;W niektórych scenach Paweł Małaszyński uśmiecha się dziwnie, jakby śmiał się z niedorzeczności serialu...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SZfWjPlm9eI/AAAAAAAAMj8/gWm_AfV2rnM/s1600-h/Magda+M+miny.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302942987220088290" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 398px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SZfWjPlm9eI/AAAAAAAAMj8/gWm_AfV2rnM/s400/Magda+M+miny.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Panie scenarzysto, w jakim celu napisał pan taki gniot? – przecież największy idiota nie weźmie tej historii na poważnie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Obejrzałam pięćdziesiąt kilka odcinków, bo lubię Pawła Małaszyńskiego oraz tą, już wymienioną resztę obsady. A dobrnęłam do końca, bo chciałam wiedzieć, jak się ta farsa skończy!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;I gdyby w ostatnim odcinku był ślub, wiadomo byłoby, że to prawdziwy koniec. I filmu i Piotra. A tak niestety... wciąż jest nadzieja, że pan scenarzysta wymyśli ciąg dalszy, w którym być może Piotr umrze, a ona mu tego nigdy nie daruje, flirtując z kolejnymi „porażonymi” jej niewiarygodną urodą i osobowością facetami. A przyjaciele będą ją pocieszać i sprzątać mieszkanie z prażonej kukurydzy... Ufff... (Zauważyłam, że aktorzy grający przyjaciół patrzą na nią jak na eksponat.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SZfWjJa-3oI/AAAAAAAAMj0/dNA6z6GUf38/s1600-h/Magda+M+slub.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302942985564905090" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 286px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SZfWjJa-3oI/AAAAAAAAMj0/dNA6z6GUf38/s400/Magda+M+slub.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;A propos: niektórzy uważają za hańbę zagranie w dobrze płatnej reklamie (co uważam za bzdurę, jeśli produkt naprawdę jest dobry), a nie wstydzą się kreować postaci przygłupa, w niemądrym serialu.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Głupiutka i sympatyczna jednocześnie może być tylko Bridget Jones, ale grająca ją Renee Zellweger ma wdzięk i nawet jej nadwaga jest seksowna. No i jest ta postać śmieszna, wzruszająca, niewydumana. &lt;strong&gt;Z przymrużeniem oka wierzy się w nią, w przeciwieństwie do mizdrzącej się polskiej pseudointelektualistki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XjiWtfVulak&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" fs="1"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na antypodach oglądamy polskie seriale, bo jesteśmy ich spragnieni. Choć mieszkamy daleko, psychicznie siedzimy wewnątrz naszej pierwszej ojczyzny. Nawet jeśli seriale są głupawe zaliczamy je, często tylko dlatego, żeby przypomnieć sobie, jak wyglądają znane miejsca lub zarejestrować, co się zmieniło.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jednak szkoda, że oglądając wiele współczesnych polskich filmów, niewiele znalazłam w nich prawdy o życiu w Polsce. Głównie panoszy się moda na nowobogackich i gangsterów. Te wspaniałe rezydencje, nocne i dzienne lokale, samochody...&lt;/strong&gt; i co kilka scen panorama Warszawy z kilkunastoma(!) wieżowcami dookoła Pałacu Kultury i Nauki (jak on się teraz nazywa?), żeby pokazać, że dorównujemy Zachodowi. (Tylko, że życie w USA nie jest takie, jak to sobie wyobrażają nasi scenarzyści...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rozumiem, że powodem tej fascynacji jest pół wieku wegetacji w siermiężnej komunie, ale czy dlatego musimy tracić indywidualność?&lt;/strong&gt; Kiedyś polska kinematografia była ceniona na świecie i obawiam się, że to ona przejdzie do historii filmu, a dzisiejsza - tak długo, póki nie zaczniemy robić filmów prawdziwych - będzie chałą z zakalcem, którą można się udławić.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na domiar złego wspólna wada wszystkich polskich filmów: fatalnie nagrany dźwięk!&lt;/strong&gt; Agresywna muzyka zagłusza dialogi (oczywiście najczęściej jest to muzyka w stylu hoollywoodzkim...). Także aktorzy często mamroczą i wtedy, aż się proszą polskie napisy! A gdy przestają mamrotać, muzyka wali w uszy jak wybuch bomby atomowej!&lt;br /&gt;Za dużo też w naszych filmach blondynek ze spalonymi włosami. Połowa Polek jest ciemnowłosa, czy ruda... Często też aktorki przebrane za wampy, wcale jak wampy nie wyglądają, bo są ...nieatrakcyjne.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zauważyłam też, że w serialach nieszczęśliwie powtarzają się aktorzy - zawodzi casting.&lt;/strong&gt; Np. gdy jedna aktorka doskonale wypada jako maltretowana przez męża żona, to w drugim serialu, grając rolę modliszki, jest w ogóle nieprzekonywująca, bo jak jej kanciato-ascetyczna uroda ma powalić i zniszczyć faceta? Może jakiegoś pustelnika...&lt;br /&gt;Lub inny przykład: aktor grający rolę lekarza zabijającego pacjentów, zaraz potem gra polskiego papieża.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Myślę, że dobrych aktorów jest w Polsce dosyć i lepiej zastosować się do Roberta de Niro, który odmówił zagrania Chrystusa, tłumacząc, że dopiero co grał Lucyfera, więc nie potrafi się tak szybko przestawić.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;I jeszcze jedno! Nasze bohaterki wykształcone i na stanowiskach, wychodząc na wieczór stroją się w złote toalety. No... na tzw. Zachodzie, tak ubierają się panie uprawiające najstarszy zawód świata. To może bezpieczniej byłoby nie kierować się fałszywymi wyobrażeniami luksusu...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na szczęście, są także dowcipne polskie seriale, zrobione i zagrane z wdziękiem, jak choćby Ranczo Wilczkowyje, czy choćby Bulionerzy.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Choć przyznam się, że obejrzę nawet najgorszy polski film, czy serial, nie tylko z ciekawości, ale i z sentymentu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Dj4fI_wG2iM&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always" fs="1"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Ps. Poszukałam na necie fotek do tego felietonu i przy okazji przeczytałam, że serial jest niesłychanie w Polsce popularny! &lt;/strong&gt;Zdobył nawet 10 miejsce w kategorii: najlepszy polski serial. &lt;strong&gt;Pewnie zgodziłabym się z tą kwalifikacją, gdyby ...nie było w nim tytułowej postaci, ponieważ wszystkie inne są świetne.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Z niepokojem przeczytałam też, że chciano dokręcić wersję filmową, ale na szczęście Paweł Małaszyński nie miał czasu. &lt;strong&gt;Ale niestety przeczułam, że to jeszcze nie koniec, bo będzie ...ciąg dalszy serialu!... &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-2904989239150122473?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/2904989239150122473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/2904989239150122473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2009/02/magda-m-i-inne-filmowe-nieporozumienia.html' title='Serial Magda M. i inne filmowe ...nieporozumienia'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SZfa4_ChYpI/AAAAAAAAMkE/Xa4lGMrJvDo/s72-c/Magda+M.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-115070293124614219</id><published>2008-10-16T17:25:00.003+11:00</published><updated>2008-12-19T15:15:49.996+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 21 - Czy mamy prawo nie wiedzieć?</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;____________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Narodziny Chrystusa to misterium... zatem i życzenia mistyczne: wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego 2009 Roku!... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUsfIxWkH5I/AAAAAAAAIqw/XXfzKVdOfME/s1600-h/P1130673m+fel.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5281349223569432466" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUsfIxWkH5I/AAAAAAAAIqw/XXfzKVdOfME/s400/P1130673m+fel.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;_________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Uwaga!&lt;/strong&gt; Niedługo będzie nowy felieton. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Zawiadamiam - wpisując cokolwiek, ponieważ Onet.pl zlikwidował! mój blog "Do góry nogami - w Australii", gdyż nie było na nim wpisu przez pół roku! Ha!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie myślę jednak, że Blogspot to zrobi, nie mam wpisów czasem przez dłuuuuuugi czas, a blogi egzystują.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jest to dla mnie nauczką, żeby nie zakładać blogów ...polskich i przestrogą dla posiadających bloga na Onecie. Szkoda...&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czytelników "samolotu do Australii" zapraszam zatem na Blogowisko na bezpieczniejszym Blogspocie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;___________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5167458930669043730" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aAhOHywBI/AAAAAAAAEL4/yhbh3splE_Q/s400/Volvo+za+kierownica+m.jpg" border="0" /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Jeszcze długo, przejeżdżając autem pod jakimkolwiek wiaduktem, będę przypominać sobie szwedzko-duński film „Lilya 4-ever” Lukasa Moodyssona. Nagrodzony na festiwalach w Venecji, Toronto i w Londynie, przez krytyków filmowych oceniony na pięć gwiazdek i uznany za arcydzieło. Ponieważ jest to historia rosyjskiej dziewczynki i akcja w części toczy się w Rosji - grają rosyjscy aktorzy i dialogi są w języku rosyjskim. Po obejrzeniu tego filmu odechciewa się żyć.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7Z9h-Hyv9I/AAAAAAAAELY/vfScP4CLpoI/s1600-h/lilya.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5167455645019062226" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7Z9h-Hyv9I/AAAAAAAAELY/vfScP4CLpoI/s320/lilya.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dlatego zaleciłabym, żeby obejrzeli go wszyscy tumiwisiści, znieczule, motylki i tym podobne istoty pozbawione ludzkich uczuć oraz siedzący na płocie. Po to, żeby doznając szoku po obejrzeniu przerażających scen z filmu, przestali co niedzielę przyjmować komunię bez rozgrzeszenia... (Choć... Bogiem, a prawdą, oziębłości na cudzą krzywdę żadna wiara nie uznaje za grzech śmiertelny...) A przecież, o takich sprawach należy krzyczeć, żeby zniknęli ze świata mający oczy szeroko zamknięte, co każde świństwo usprawiedliwiają i nie chcą znać brzydkiej prawdy – ponieważ ta zakłóca ich spokój.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy Bóg dał nam prawo bycia obojętnym i czy z tego grzechu rozgrzesza?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jak jest, kiedy ten padół łez opuścimy? W książce „Życie po śmierci” Raymond Moody zebrał i zapisał wrażenia ze śmierci klinicznej ok. 150 osób. Z tych relacji wynika, że na tamtym świecie tylko dwa grzechy są karane piekłem (nie, nie ogniem wiecznym, a przerażającą samotnością...) - morderstwo i egoizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;U niektórych, doświadczenie na sobie zbyt wielkiego zła powoduje znieczulicę, niechęć, nienawiść, gorycz. To da się usprawiedliwić. Ale czy można wybaczyć szczęściarzom unoszącym się na powierzchni, których nie interesuje, że inni toną. Aż mnie korci, żeby pożyczyć im najgłębszych doznań, takich aż do dna...&lt;/strong&gt; Bo jaki sens ma, chronienie ich przed poznaniem brutalnej prawdy? Rozsądnie, przed filmem „Lilya 4-ever”nie pojawia się napis, że widzowie o słabych nerwach nie powinni zasiadać w tym momencie przed telewizorami, bo zwykle nie umieszcza się go przed filmami, w których scenariusze są z życia wzięte. Przeważnie to ostrzeżenie odnosi się do wymyślonych horrorów i thrillerów, na których krew bryzga na wszystkie strony, eksplozje rozrywają bohaterów na tysiące kawałków, czy też na masowych orgiach obnażają się seksualne perwersje odrażających dewiantów. (Choć niestety... fikcja tych filmów coraz szybciej wdziera się w życie...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Film „Lilya 4-ever” wbrew sugestii tytułu, to nie bajka. To historia wykorzystywanego seksualnie dziecka, a takich żyje obecnie na świecie setki milionów i niewiele zaryzykuję, jeśli przypuszczę, że może być ich nawet miliard.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zqrQBJNDMgo&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" fs="1"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Lilya to 16-letnia dziewczynka żyjąca w przygnębiającym osiedlu posowieckim: komunistyczne bloki, tym straszniejsze, że w rozkładzie... Wiele budynków opuszczonych, z powybijanymi szybami. Zamieszkałe, z zagrzybionymi ścianami, zardzewiałymi kaloryferami i rurami, rozpadającymi się parapetami i wiszącymi „na włosku” balkonami, z odrapanymi i zdewastowanymi klatkami schodowymi. Życia prawie tu nie ma, czasem jakaś grupka dzieci posiedzi chwilę na ławce, bezdomni wysikają się koło śmietnika, pijak śpiący pod ścianą przekręci się na drugi bok, ktoś po schodach podąży do swojej brudnej nory. Beznadziejne życie, w beznadziejnym otoczeniu. Nikt na nikogo nie zwraca uwagi. &lt;strong&gt;Panuje powszechna znieczulica... Typowy przykład mutacji: człowiek żyjący w okrutnym świecie, sam staje się zacięty i zły...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Lilya jest nieślubnym i niekochanym dzieckiem. Nigdy nie widziała swojego ojca, wojskowego, którego obowiązki rodzicielskie ograniczyły się do zapłodnienia. &lt;strong&gt;Matka znajduje sobie partnera z USA i nie planuje zabrania córki do tego eldorado. W noc przed wyjazdem, w łóżku namiętnie ściska samca i w ekstazie szepce: „wyjeżdżamy, tylko ty i ja!...”&lt;/strong&gt; A rano, już stojąc w drzwiach, widząc, że oszukana Lilya siedzi obojętna, pyta obrażona „Nie pożegnasz się ze mną?”. Dziewczynka wstaje i chłodno, z obowiązku obejmuje matkę. Ale to tylko pozór. Jest dzieckiem, które potrzebuje miłości i opieki. Gdy rodzicielka wsiada do samochodu, wybiega na ulicę z rozpaczliwym krzykiem: „Nie zostawiaj mnie!...” &lt;strong&gt;Ale niewzruszona matka nieprzekonywująco obiecuje, że przyśle pieniądze, zatrzaskuje drzwi, auto odjeżdża, Lilya zostaje szlochająca, klęcząca w błocie...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7Z-g-Hyv_I/AAAAAAAAELo/iYlFM1tct4Q/s1600-h/Lilya+i+Wolodia.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5167456727350820850" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7Z-g-Hyv_I/AAAAAAAAELo/iYlFM1tct4Q/s320/Lilya+i+Wolodia.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Jest w tym filmie dwóch dziecięcych bohaterów, drugi to młodszy, 11-letni Wołodia, którego ojciec nie wpuszcza do domu. Wołodia sypia więc na zgniłym materacu, w zalanym wodą pustostanie lub w mieszkaniu Lilyi.&lt;/strong&gt; Ale nie jest to już, jakie-takie mieszkanko, w którym zostawiła ją matka. Ciotka, zamiast opiekować się dziewczynką, przerzuciła ją do zdewastowanej kawalerki po świeżym nieboszczyku (sama wprowadzając się do odebranego jej mieszkania) i zaprzyjaźnione dzieci wegetują w spleśniałym od wilgoci pokoiku - bez środków do życia. Listy od matki nie przychodzą. Wreszcie któregoś dnia kuratorka (nie wiem dlaczego tak nazywana, skoro w niczym dziewczynce nie pomaga...) oznajmia, że matka przysłała pismo, w którym zrzeka się opieki nad Lilyą, ponieważ zawsze była ona dzieckiem niechcianym! Po przeczytaniu dokumentu kuratorka stwierdza „to straszne, ale tak jest.” Z jakąś okrutną satysfakcją. &lt;strong&gt;Ci wszyscy ludzie tu, wprost cieszą się z cudzego nieszczęścia - własne dało im znieczulającego kopa.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie mając innego wyjścia, Lilya zostaje dziecięcą prostytutką - nie ma na opłacenie mieszkania ani na jedzenie. (Świeżodemokratyczne państwo nie zajmuje się pozbawionymi opieki nieletnimi...)&lt;/strong&gt; &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7Z_XOHywAI/AAAAAAAAELw/BdR_NdtPNEQ/s1600-h/lilya2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5167457659358724098" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7Z_XOHywAI/AAAAAAAAELw/BdR_NdtPNEQ/s200/lilya2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wołodii kłamie, że to matka przysyła pieniądze. Na jednym z zarobkowych wypadów do disco, poznaje chłopaka, dla którego (jak by się mogło wydawać...) nie jest seksualną lalką, a jego uczucie wygląda na miłość! (Ale uwaga, ten film to nie bajka...)&lt;br /&gt;Młody człowiek blaguje, że pracuje w Szwecji i obiecuje zabrać tam Lilyę, gwarantując jej pracę (w tym wypadku akurat nie kłamie...). Załatwia jej fałszywy paszport (no bo przecież jest niepełnoletnia...) i wysyła ją tam oczywiście samą, kłamiąc, że za dwa dni dojedzie. (Jest tylko naganiaczem...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczynkę odbiera z lotniska kolejny mafioso, do tego Polak! „Ja ci k... dam zaraz!” pada z ekranu w naszym ojczystym języku, gdy Lilya zorientowawszy się, próbuje uciec. I żeby od początku wiedziała, jaki jest jej status quo, zostaje przez gangstera pobita i zgwałcona, i następnie, noc w noc jest wożona do klientów pedofilów, za co w nagrodę, wieczorami dostaje do zjedzenia combo z Mc. Donaldsa. &lt;strong&gt;Musi zgadzać się na wszystkie perwersje, każdy opór karany jest zostawiającym ślady biciem, paszport ma odebrany, zamykana na klucz, nieznająca języka – jest bezsilna.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W międzyczasie Wołodia, bezdomny i opuszczony przez jedynego przyjaciela jakiego miał na Ziemi, zażywa dwie buteleczki pigułek i umiera pod jej zamkniętymi drzwiami, na klatce schodowej.&lt;/strong&gt; Sąsiadka, gniewliwa babcia, kopiąc jego ciało gdera: „Nie ma gdzie spać, tylko tutaj...”&lt;br /&gt;Wołodia towarzyszy potem Lilyi w Szwecji już jako anioł. Któregoś ranka pokazuje jej, że sutener-oprawca zapomniał zamknąć drzwi. Lilya wydostaje się na wolność, ale sama nie wie po co, bo mówi: „I gdzie ja pójdę?...”. Już nie wierzy, że gdziekolwiek może być lepiej i że ktoś zechce jej pomóc. Zdesperowana, chyłkiem przemyka koło spoglądającej na nią policjantki i biegnie na wiadukt zawieszony nad jezdnią pełną pędzących samochodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aBseHywCI/AAAAAAAAEMA/mThtyonhcLA/s1600-h/Lilya+skacze.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5167460223454199842" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aBseHywCI/AAAAAAAAEMA/mThtyonhcLA/s400/Lilya+skacze.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;To od tej sceny zaczyna się film: wymizerowana dziewczynka, z posiniaczoną buzią, stoi na poręczy, szykując się do skoku.&lt;/strong&gt; Tylko w zakończeniu filmu nie jest już sama, jest z nią anioł Wołodia, który usiłuje ją powstrzymać. (Ciekawe, po co?...)&lt;br /&gt;I ostatnia scena: półprzytomna Lilya w pędzącym ambulansie, reanimatorzy przez radio zgłaszają jej dane „niezidentyfikowana dziewczynka około 16 lat, skoczyła z wiaduktu.” I za chwilę wizja umierającej Lilyi: z Wołodią (już oboje ze skrzydłami) znów na rosyjskim osiedlu, na dachu budynku - grają w piłkę. Potem Lilya widzi jak zmienia bieg swoich losów odmawiając naganiaczowi wyjazdu do Szwecji i wbiega po schodach do swojego mieszkania, podnosząc uburbuchanej babci wytrącone jej wcześniej kartofle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jest w tej scenie pośmiertnego powrotu na „stare śmieci” przewrotna gorycz. Rodzinna nędza, okrucieństwo i oziębłość okazują się lepsze niż to samo, a właściwie gorsze, w zagranicznym dobrobycie, gdzie deprawacja i choroba obojętności wobec cudzego nieszczęścia jest jeszcze bardziej zaawansowana.&lt;/strong&gt; Nawet policjantka choć zarejestrowała siniaki na buzi dziewczynki, napełniła bak benzyną i odjechała...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem w stanie zbawić całego świata, lecz na cudze cierpienie zwykle reaguję (za co najczęściej obrywam...). Ale ważniejsze jest, żebym mogła żyć z czystym sumieniem. Choć raz, kierowana współczuciem popełniłam grzech: dałam narkomanowi ostatnie 5$, bo nie mogłam znieść bólu na jego twarzy i bluzgałam (w duszy oczywiście...) na cały świat, że nie da się zlikwidować produkcji nrkotykow i uczynić realnego życia na tyle znośnym, żeby nikt nie musiał uciekać w imaginację.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Po obejrzeniu filmu „Lilya 4-ever” też mam ochotę wyć (do Pana Boga chyba tylko), żeby los dzieci stał się najważniejszy dla każdego dorosłego człowieka. Więcej, żeby dla każdego człowieka nieodwołalnym obowiązkiem było dbać o dziecko, przynajmniej swoje. I sądzić bezlitośnie, z najwyższym wymiarem kary tych, którzy zabijają dusze i ciała dzieci.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Na niedoskonałym świecie, gdzie panoszy się coraz groźniejsze zło, nie powinno się nikogo chronić przed poznaniem prawdy, choćby najbrutalniejszej i poznanie jej musi być tak potężnym szokiem, żeby już nikt nie mógł żyć w błogiej nieświadomości - tylko w taki sposób można zło sądzić, karać i mu zapobiegać.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mimo, że to takie proste, ciągle nie uświadamiamy sobie, że nie żyjemy w Raju, tylko na Ziemi, gdzie nikt nie ma prawa - nie wiedzieć. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;strong&gt;luty 08&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;_________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-115070293124614219?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115070293124614219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115070293124614219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/06/foto-zapas.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 21 - Czy mamy prawo nie wiedzieć?'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUsfIxWkH5I/AAAAAAAAIqw/XXfzKVdOfME/s72-c/P1130673m+fel.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-2020557643601997045</id><published>2007-09-05T18:05:00.001+10:00</published><updated>2008-12-12T13:01:40.853+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 20 - Samobójczy rasizm</title><content type='html'>___________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przed nowym rokiem już nie wbiję nowego felietonu, ale życzę wszystkim czytaczom, którzy czują podobnie i &lt;strong&gt;przed którymi nie muszę przybierać postawy kota karacisty oraz przeciwnikom, przed którymi i tak przechodzę z podniesionym ogonem:&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;wesołych, zdrowych i bezkonfliktowych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego najlepszego w Nowym 2008 Roku!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;______________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rt5mZfeBRFI/AAAAAAAAB8Q/mMHTdFq0fXQ/s1600-h/za+kierownica+Volvo.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5106631615614895186" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rt5mZfeBRFI/AAAAAAAAB8Q/mMHTdFq0fXQ/s400/za+kierownica+Volvo.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Office Word jest sklepem, w którym można najtaniej zrobić fotokopie, wobec czego jeżdżę tam czasami. Po kilkumiesięcznej nieobecności na parkingu przed Office Word, za późno zorientowałam się, że zamiast normalnego ruchu w te i we w te - na który jest tam dosyć miejsca – wprowadzono (na podwójnych liniach!) jeden kierunek.&lt;br /&gt;Zaaferowana jak najszybszym powrotem do domu, nie zarejestrowałam zmian i wyjeżdżałam z parkingu wjazdem, jego prawą linią. Wjeżdżające na parking auto też chciało na ten sam pas, stanęłam więc i czekałam, żeby kierowca mi popuścił, bo w tej sytuacji nie było innego wyjścia. Ale ten do ugodowych nie należał i ostentacyjnie zahamował nos w nos z moim autem. Ponieważ spokojnie czekałam, musiał wycofać i wjechać na lewą linię, co tak go zirytowało, że gdy mnie mijał, krzyknął: &lt;em&gt;F... you!&lt;/em&gt; Po czym dodał uprzejmiej: &lt;em&gt;...lady.&lt;/em&gt; Był przedstawicielem rasy azjatyckiej.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znaczy to, że każdy należący do tej rasy jest agresywny, jak automat dokładny i nieugodowy, tylko, że trafiłam na faceta, którego wkurzyło, że musiał mi popuścić, chociaż jechałam nieprawidłowo. Lecz jak widać, zmiarkowawszy, że jestem od niego starsza i uśmiechnięta, dodał &lt;em&gt;...lady&lt;/em&gt;. Ja też, kulturalnie odpowiedziałam: &lt;em&gt;thank you for your ...cooperation!&lt;/em&gt; - bez cisnących się na usta epitetów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tylko raz pozwoliłam sobie być rasistką i natychmiast dostałam nauczkę.&lt;/strong&gt;Dzień przed Wielkanocą zauważyłam, że nie mam przedłużenia recepty. Do lekarza dotarłam tuż przed zamknięciem ośrodka medycznego, gdzie recepcjonistka Hinduska, nie chciała słuchać, że chodzi jedynie o receptę. Lekarz idzie do domu i ona nie ma zamiaru go pytać!&lt;br /&gt;Nie dałam za wygraną (bez pigułek szlag może mnie trafić) i gdy lekarz wyszedł z gabinetu, poprosiłam o receptę, którą bez problemu wypisał, nawet dodatkowo mierząc mi ciśnienie. &lt;strong&gt;Wychodząc, ironicznie podziękowałam Hindusce za „pomoc”, myśląc: „Jacy ci Hindusi nieuprzejmi!...” &lt;/strong&gt;Gdy dwie godziny później ledwo pchałam pod górkę załadowany zakupami wózek, uśmiechnięty Hindus dosłownie wyrwał mi wózek z ręki, dopchał i zaofiarował się zapakować rzeczy do bagażnika. Oczywiście poczułam wstyd.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie jestem rasistką, uważam to uczucie za poniżające godność ludzką. &lt;/strong&gt;Zgadzam się, że pewne rasy, czy narody mają cechy, które trudno jest tolerować, uważając je za dziwactwa, groźne idiotyzmy itp, ale rozumiem, że i nasze polskie wady (nawet te, z których jesteśmy dumni!) nie są akceptowane przez przedstawicieli innych ras, czy narodów. Jedynym wyjściem jest uświadomienie sobie, że &lt;strong&gt;Ziemia jest ojczyzną ludzi i musimy nauczyć się tolerancji, choć jest to najtrudniejsza z nauk i wieki przeminą, zanim przyswoją ją nasze pra (do entej potęgi) wnuki.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie ma nadziei, że szybko to nastąpi, rasizm będzie istniał tak długo, aż rasy się wymieszają albo gdy ludzkość wzniesie się na wyższy poziom duchowy i intelektualny. (Czyli, przed Ziemianinami tysiące lat wojen bez sensu...)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jednak dojrzewać do antyrasizmu musimy stopniowo - próby wyrównywania ras na gwałt, kończą się żałośnie, jak choćby sprawa byłej liderki partii One Nation, Pauliny Hanson.&lt;/strong&gt; Gdy kilka lat temu, na ulicach australijskich miast młodzież manifestowała przeciw niej i rasizmowi; z rozwianym włosem, z błyskiem w oczach celując palcem w protestujący tłum krzyczała: „Nie pozbędziecie się mnie! Tylko ludzie z mojej partii mogą mnie usunąć!”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Był to dowód naiwnego zadufania.&lt;/strong&gt; Nie rozumiała, że pozwalano na jej działalność, gdy była wygodna. Z chwilą, gdy jako polityk zaczęła zawadzać, najpierw publicznie okazano jej niełaskę podkreślając, że jest wulgarna i nie reprezentuje uczuć narodu, aż wreszcie wsadzono ją do więzienia. (Na marginesie: nie byłam wielbicielką partii Jeden Naród ani Pauliny Hanson, nie zgadzałam się z poglądami, w które ona święcie wierzyła, uważałam, że są fałszywe i niebezpieczne; ale przyznam, było mi jej żal, gdy zszokowana, w dziennikach telewizyjnych opowiadała o swoim pobycie w więzieniu.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć właściwie trudno zrozumieć, dlaczego obecny rząd tak załatwił Paulinę Hanson?&lt;/strong&gt;Ponieważ z niepokojących wieści, które wciąż podaje w Expressie Wieczornym, nieźle zorientowany w polityce (szczególnie australijskiej) Eugeniusz Bajkowski, wynika, że &lt;strong&gt;ten rząd zupełnie szczerze i otwarcie dąży do zlikwidowania wielokulturowości w Australii. Choć trzeba przyznać, likwidację przeprowadza stopniowo.&lt;/strong&gt; Narazie odcięto pewne dotacje, ale w najbliższym czasie, w naszych mediach ma niepodzielnie zapanować język angielski. Pierwsze zmiany mają nastąpić w SBS, oraz innych etnicznych stacjach radiowych i telewizyjnych... (Nawet w przypadku telewizji SBS już nastąpiły...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracając do rasizmu: jakakolwiek jego postać nie może korzystać z praw demokracji, musi być tępiona. Po raz kolejny zgadzam się, że: „Polityka to wielka k...”, ale tam, gdzie nie szaleje absolutnie swobodna demokracja, panuje spokój. Dowodem, autor cytowanych wyżej słów - J. B. Tito, człowiek, który przez kilkadziesiąt lat potrafił utrzymać rasizm na uwięzi, jak złego psa w kagańcu, na terenach byłej Jugosławii. &lt;/strong&gt;Po jego śmierci spuszczony z łańcucha zabił dziesiątki tysięcy ludzi, zniszczył ich dobytek; spowodował, że nawet rodziny i dotychczasowi przyjaciele w bestialski sposob wzajemnie się mordowali.&lt;br /&gt;Rasizm, który nagle ujawnił się w Australii, już spowodował, że ludzie o mniejszych wartościach moralnych prowokują uliczne zamieszki i dopuszczają się aktów wandalizmu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na szczęście - JESZCZE - rasistowskie wystąpienia są tutaj sądownie karane, choć co będzie dalej, nie wiadomo...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rasiści to przepełnieni nienawiścią desperaci, naiwniacy – co sami na siebie ściągają nieszczęścia.&lt;/strong&gt; Ci co wyciągali ręce do Hitlera, za późno pojęli, że jego obietnice utopijnej szczęśliwości dotyczyły tylko blondynów z niebieskimi oczami. &lt;strong&gt;Niemiecki naród, zahipnotyzowany wizjami dobrobytu opartego na niewolnictwie, nie zwrócił uwagi na wypowiadane publicznie przez wodza pogardliwe słowa: „Masy są ślepe i głupie” i nie dostrzegał niearyjskiego wyglądu Hitlera.&lt;/strong&gt; I tylko dlatego, że masy rzeczywiście były ślepe i głupie, miliony oddały życie, a niemiecki naród na długie lata poszedł w niewolę.&lt;br /&gt;Hitler był obłąkańcem obdarzonym wybitnymi zdolnościami aktorskimi i manipulacyjnymi. Wznieconą w narodzie nienawiść potrafił połączyć z czerpaniem korzyści materialnych dla siebie. Przeprowadzając Holokaust Żydów, mógł bezkarnie rabować ich majątki, żeby zbroić armię, mającą zapewnić mu panowanie nad światem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Żałosne jest, że dziś, potomkowie tamtych, bestialsko pomordowanych Żydów tak łatwo zapomnieli i fałszują historię, podając kłamliwe informacje o „polskich obozach koncentracyjnych”, &lt;/strong&gt;czy pisząc i popularyzując książki „historyczne” nieoparte na udowodnionych faktach, jak zrobili to Gross w „Sasiadach” i w „Strachu”, czy Janusz Kosiński w „Malowanym ptaku”. &lt;strong&gt;Ten drugi przynajmniej przed śmiercią publicznie przyznał się, że wszystkie opisane w jego książce perwersje są łgarstwem i że wręcz przeciwnie - Polakom zawdzięcza życie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie trudno domyślić się, że cała, obecnie przeprowadzana akcja szkalowania Polaków przez Żydów związana jest z walką o odszkodowania pieniężne, które chcą wydostać od obecnego rządu polskiego, bo nie mają szans od niemieckiego. &lt;strong&gt;Ale tragicznie szydercze jest, że potomkowie bestialsko unicestwianych Żydów usprawiedliwiają Niemców! Wręcz podlizują się twierdząc, że Holokaust spowodowali „nieliczni naziści”, zapominając, że 80% niemieckiego narodu wyciągało ręce wznosząc okrzyk Hail Hitler!&lt;/strong&gt; A media (jak na ironię...) donoszą, że, w dzisiejszych Niemczech nastroje antyżydowskie są równie silne i groźne jak za czasów Hitlera. Cóż przy tym znaczą nieliczne wystąpienia polskich antysemitów? I nie łudźmy się, antysemici znajdują się w każdym państwie świata.&lt;br /&gt;Dlaczego podaję te przykłady? Bo Żydzi także są rasistami, jak wszyscy, i to mimo doświadczenia na sobie najokrutniejszego w historii ludzkości rasizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego rasizm jest samobójczy? - bo nienawiść wyzwala nienawiść.&lt;/strong&gt; Zwykle, jeśli mniejszość pozwala się ciemiężyć i poniżać, jest to spowodowane jedynie jej niemocą, ale gdy tylko urośnie w siłę, z większą nienawiścią uderza w prześladowców. Dlatego dziś nie ma rasizmu białych do czarnych, nazistów do żydów, słowian i cyganów. &lt;strong&gt;Dziś rasizm jest obustronny - kij ma dwa końce.&lt;/strong&gt;Drobnym przykładem choćby ostatnie zamieszki w Australii: na Maroubra, Cronulla i w Eastlakes (NSW). A pomyśleć, że jeszcze kilkanaście lat temu dyplomaci z całego świata przedstawiali Australię jako wzór państwa, gdzie stokilkadziesiąt narodowości żyje w zgodzie! Niestety po zamieszkach w 2006r weszliśmy do czołówki krajów rasistowskich.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Parę lat temu zupełnie inna młodzież, protestująca przeciw partii One Nation, wyszła na ulice z transparentami: „RASIZM JEST WSTRĘTNY” i „Ludzie są tylko dobrzy i źli”. Napawało to nadzieją, że dzieci są lepsze od nas.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, ataki terrorystyczne spowodowały psychozę antymahometańską i zaostrzyły nienawiść między społecznościami o różnych wyznaniach religijnych. Nawet Polonia australijska uległa tej paranoi. Na jednym ze spotkań lider społecznej grupy (przykościelnej!) przez mikrofon nawoływał: „Należy pozabijać tych Muslimów!” - przy brawach zgromadzonych. (Nie do wiary? A jednak są świadkowie...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zresztą Polacy wcale nie kryją, że są rasistami.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;(No, może nie wszyscy, jakieś 90%...) &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Przykładem choćby, jak traktuje się ludzi o innym kolorze skóry, którzy w Polsce zamieszkali na stałe. Nigeryjczyk Henry Ubaka mieszka tu od 25 lat, ma polskie obywatelstwo, od trzynastu lat pracuje jako policjant. „Choć za Polskę i Polaków gotów jestem zginąć, nie ma tygodnia, bym nie usłyszał: czarnuch, brudas.” Kiedyś na komisariat przyszedł starszy człowiek, gdy zobaczył Henry’ego powiedział: „Nie po to walczyłem o wolną Polskę, żeby w policji służyli Murzyni.” I wyszedł trzaskając drzwiami. &lt;em&gt;(Neewsweek).&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego wciąż tak ciężko jest zrozumieć, że wszyscy jesteśmy równi i mamy te same prawa? &lt;/strong&gt;A wydaje się to takie proste - szczególnie w Australii, kraju, gdzie wymieszały się rasy całego świata. A i w Polsce, która włączyła się do Europy, możnaby przestać zaściankowo dziwować się, że istnieją ludzie, którzy inaczej wyglądają i myślą.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć Bogiem, a prawdą... po otwarciu europejskich granic wszystko się pomieszało!&lt;/strong&gt; Rasy, niestety mieszają się niechętnie i sporadycznie, za to zdarza się coraz więcej zamieszek na tle rasowym.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Problem polega na tym, że nie wszyscy zgadzają się z faktem, że urodzili się w miejscu biednym i brzydkim i chcą żyć tam, gdzie ładnie i bogato.&lt;/strong&gt; Natomiast ci, którzy już tam są, nie mają zamiaru swoim szczęśliwym trafem dzielić się z nikim - boją się, że w natłoku stracą swoje dobre pozycje.&lt;br /&gt;Poza tym, imigranci nie zawsze przystowowują się do nowych warunków bez problemów z miejscowymi. A miejscowi są przerażeni, że nagle, setki tysięcy imigrantów, czy choćby tymczasowych pracowników wdziera się na ich tereny! (Jesteśmy w tym podobni do zwierząt...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I nikt nie potrafi przewidzieć co będzie dalej...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rasizm to najtrudniejszy temat do rozważenia i opisania.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Cokolwiek by się nie napisało, wypadnie źle... Poruszający ten temat (jak kij w mrowisku, albo jeszcze dosadniejsze porównanie...) nadstawia kark, a oberwie z obu stron. &lt;/strong&gt;Przeciwnicy rasizmu dołożą, że tematu nie wyczerpał, że ledwie liznął, że nie był dostatecznie ostry i zbyt idealistyczny, rasiści zarzucą naiwność i przyczepią się nawet do najłagodniejszej krytyki – wszak przedstawiciele innych ras są o tyle gorsi o nich!&lt;br /&gt;Np. po audycji, w której informowałam o uwięzieniu Pauliny Hanson, zadzwonił słuchacz, zaczynając agresywnie: „Pani bardzo nie lubi pani Hanson!” A dlaczego miałabym lubić, skoro należę do tych 10% Polaków? (Choć tego dnia, mimo niechęci, z litości, o Paulinie Hanson mówiłam bardzo łagodnie...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oczywiście nie tylko biali są rasistami. &lt;/strong&gt;Azjaci nie przepadają za białymi, Afrykańczycy również; że Arabi nienawidzą białych, ich religii i cywilizacji – mamy krwawe dowody (rasizm religijny to temat na kolejny felieton). Itd. itp... Nienawidzimy wszystkiego co jest inne. Czy wobec takiej sytuacji mamy szansę na normalny świat?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć... jest pewna nadzieja, bo zawsze znajdą się ludzie dobrej woli.&lt;/strong&gt; Niedawno na ulicach w Niemczech protestowano przeciw nazizmowi. Jeden z przywódców demonstracji podkreśił: „W tym kraju nie ma miejsca na nazizm.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dodam: na całym świecie nie ma miejsca na nazizm, faszyzm, rasizm, reżim i terror. Im szybciej to zrozumiemy, tym szybciej zaczniemy normalnie – jak ludzie, żyć.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rt5mm_eBRGI/AAAAAAAAB8Y/PXYZ6mNX5-I/s1600-h/Rudy+na+podlodze.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5106631847543129186" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rt5mm_eBRGI/AAAAAAAAB8Y/PXYZ6mNX5-I/s400/Rudy+na+podlodze.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ps. &lt;strong&gt;Zwierzęta nie są rasistami.&lt;/strong&gt; Nasz wielki, rudy kocur przeganiał ze swojego terenu każdego kociego intruza, bez względu na kolor futra.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;______________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-2020557643601997045?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/2020557643601997045'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/2020557643601997045'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2007/09/rozmylania-za-kierownic-nr-20-samobjczy.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 20 - Samobójczy rasizm'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rt5mZfeBRFI/AAAAAAAAB8Q/mMHTdFq0fXQ/s72-c/za+kierownica+Volvo.JPG' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-1216506889249439787</id><published>2007-05-10T16:03:00.001+10:00</published><updated>2008-12-12T13:01:41.085+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 15 - TYLNE OPINIE O TWÓRCZOŚCI PISARZY - na przykładzie „Anemonów” Elżbiety Wojnarowskiej</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/RkLG8DIVJbI/AAAAAAAAAf0/uaObPXylp4U/s1600-h/pupka+Mango+mala.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062827666052556210" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/RkLG8DIVJbI/AAAAAAAAAf0/uaObPXylp4U/s320/pupka+Mango+mala.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Gdy trzymam w ręku przeczytaną książkę, dochodzę do wniosku, że lepiej już ocenę twórczości pozostawić czytelnikowi, a na tylnej okładce podawać tylko streszczenie i informacje o pisarzu. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;No... bo te pochwały znajomych i krytyków, którzy zostali krytykami, bo nie mieli na tyle talentu, żeby zostać pisarzami – czy to kogokolwiek interesuje? Czytając najpierw „zadupki” i następnie książkę, dochodzę do wniosku, że wystawiający te opinie, w ogóle z treścią się nie zapoznali. (Np. osobiście znam kogoś, kto napisał długą krytykę „Kodu Leonarda Da Vinci” Dana Browna, nie mając w ręku tej książki, choć przejrzał ją... po napisaniu recenzji.)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kiedyś (wspominałam już o tym) poeta z Polski, w tylniaku na tomiku wierszy poetki polonijnej, strzelił, że jest ona najlepszą poetką polonijną w Australii - nie opierając się na jakiejkolwiek znajomości twórczości poetów polonijnych z antypodów. &lt;/strong&gt;(Znam wielu, którzy piszą lepiej i bardziej interesująco od „najlepszej”.)&lt;br /&gt;Przy tym, wydawanie prywatnych opinii, kto z pisarzy jest najlepszy, jest zwyczajnie śmieszne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zachwyty z tylnych okładek najczęściej oszukują.&lt;/strong&gt; Jednak wciąż się na nie nabieram, bo książki nieznanych autorów często pożyczam tylko dlatego, że tylne reklamki, jak ta, napisana zresztą przez tego samego polskiego poetę (patrz powyżej), zachęcają: „Ta książka tak emocjonalnie nasycona, napisana pięknym językiem, może zafrapować czytelnika opowieścią i filmowym wręcz rytmem zmieniających się obrazów.”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A mowa tu o „Anemonach” Elżbiety Wojnarowskiej.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Przytaczam jeszcze inne, tylne pochwały tej właśnie powieści: „Powieść E. Wojnarowskiej napisana jest z pasją (szewską? – złośliwy dop. E.C.). Ma kilka poziomów wtajemniczenia. Świetnie się ją czyta...” „Bezprzeczny autentyzm postaci i ich losów. Stylistyczna dojrzałość Autorki...” (Zauważcie! Przez duże A!)&lt;br /&gt;„Oślepiający kolaż miłości, nienawiści, smutku, wybaczenia i wreszcie ukojenia.”&lt;br /&gt;Zapewniam, że nie ma w tej książce NIC z przedstawionych tu opinii. W ogóle z trudem się przez nią brnie i bynajmniej nie dlatego, że jest taka dobra, wprost przeciwnie. Właściwie jest to szkic, niepoprawiony, niewykończony. Napisany z tandetną egzaltacją w stylu Mniszkównej. (Nienaturalne style już po kilkudziesięciu latach nudzą, śmieszą i zalatują stęchlizną.) Zdania porżnięte: W. Ten. Sposób. Nie protestujcie, że to taki nowy styl!!! Owszem, mnie też się podoba, jeśli raz na kilkanaście stron, w taki sposób podkreśli się ważną myśl, ale nie przez cały czas! A gdzieś od połowy książki, pisarka stosuje ten efekt do przesady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niestety, nie byłam w stanie znaleźć w „Anemonach” żadnych „poziomów wtajemniczenia”, widocznie jestem na nie nieotwarta.&lt;/strong&gt; Gdy czytam powieść, chcę jasno wiedzieć, co się dzieje, a nie dociekać, co też autor zamierzał mi przekazać. To nie wiersze Norwida, czy Słowackiego.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Kolaż miłości” z „Anemonów” też mnie nie oślepił - widziałam podobnych historii dziesiątki, a jest ich zapewne tyle, ilu ludzi żyje na świecie, bo wszyscy przeżywają jakieś tragedie; żyjemy na Ziemi, a nie w Raju.&lt;/strong&gt; (Na marginesie: kolaż jako papierowa kompozycja, nie jest w stanie oślepić, chyba, żeby był skomponowany ze srebrnych papierków...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bezprzeczny autentyzm postaci i ich losów...” skąd taka pewność, czyżby recenzent był zawodowym psychologiem? Zauważyłam, że przeciwnie, postacie występujące w książce są niezindywidualizowane. &lt;strong&gt;Wszyscy tam myślą podobnie, obaj mężczyźni i główna bohaterka są chaotyczni, cechują ich pourywane myśli i ...uczucia.&lt;/strong&gt; (Każda postać ma zapewne psyche autorki.) A przecież nie ma ludzi o takiej samej psychice!&lt;br /&gt;Do tego, zaplątany w akcję ranny bandyta, terroryzujący bohaterkę (będącą w ostatnim stadium raka) pistoletem, którego ona, w obliczu śmierci, co ma ją zabrać za 3 miesiące, oczywiście się nie boi! Na końcu wyjaśnia się, że bandyta to Zielony, postrzelony na proteście. Na koniec (jak na ironię) śmiertelnie chora – acz niewykończona przedśmiertną słabością, przeciwnie, planująca spełnienie młodzieńczej miłości - przeżyje Zielonego, który zostanie zabity, choć jego pistolet był tylko atrapą.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie... same bzdety, jak w tandetnym polskim filmie współczesnym. Nic dziwnego, że Wojnarowska dostała nagrodę za scenariusz...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Sam tytuł „Anemony” też jakby spadł z księżyca, żadnego uzasadnienia. Domyślam się, że dlatego, że anemony - jako symbol - to kwiaty śmierci. (Nie wzięte to z Remarqu’a?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na inny temat: jeśli nie jest się znawcą jakiegoś przedmiotu, nie należy o nim pisać.&lt;/strong&gt; Np. fragment na str. 319: „Nigdy nie wyrzucałam z palety tylu aż tak śmiałych zestawień, które współgrały ze sobą, naigrywając się z mojej dotychczasowej powściągliwości.” I dalej: „Cynobry z cytryną, sepia i brzoskwiniowe odcienie bieli. Skąd się wzięła we mnie ta odwaga, ten rozmach, ta fantazja.” Przypomina to opis daltonisty. Sepia to barwa ciemnobrunatna. Z kolorem cytrynowym i biało-brzoskwiniowym należy do odcieni żółci, wraz z pokrewną im pomarańczowatą czerwienią (cynober) - w takim razie CO w tych połączeniach jest śmiałego? Tak malowali kiedyś akademicy i to im sprzeciwili się w rewolucyjnych barwach impresjoniści.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Opisy techniki gitarowej też nieścisłe:&lt;/strong&gt; „... i moje ich wersje w wykonaniu gitarowym. C-dur x G-dur x a-moll leciało na zmianę, ratował mnie kapodaster, do każdej piosenki musiałem zmieniać próg, inaczej wszystko szło w jednej tonacji.” Po to jest kapodaster, żeby słabi gitarzyści mogli grywać w różnych tonacjach; a zamiast x należałoby postawić przecinek, jak się robi przy wyliczaniu kolejnych akordów. A jeśli już x użyto w znaczeniu „kilka razy”, to należałoby dopisać ile. O muzyce (profesjonalnie) można pisać jedynie tak, jak pisze Rita Monaldi, współautorka powieści „Imprimatur”. Jest tam opis gry na gitarze klasycznej (str. 48) - doskonały, bo autorka jest muzykologiem. Jeśli się nim nie jest, bezpieczniej jest przekazywać wrażenia z pozycji słuchacza. &lt;strong&gt;Niestety, jeśli drobiazgi są nieprawdziwe, tym bardziej reszta jest niewiarygodna.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Książka ta - jak to niewykończony szkic - jest za długa minimalnie o 100 stron. &lt;/strong&gt;Należałoby z niej wyciąć sprawy niewiążące się z głównym wątkiem, momenty przegadane (głośne myślenie!), masło maślane – i wtedy, być może, wyszedłby z tego dobry scenariusz filmowy, bo indywidualność aktorów zróżnicowałaby postacie, a dobry reżyser i montażysta zrobiliby porządek w chaosie pomysłów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ciekawi mnie, dlaczego nieprzemyślane do końca i niewykończone szkice są drukowane i sponsorowane przez wydawnictwa?&lt;/strong&gt; Komu się to opłaca? Kto to kupuje? Co innego, gdy autor sam pokrywa koszty druku i rozpowszechniania - jego „ryzyk-fizyk”; ale dlaczego w wątpliwy interes angażują się wydawnictwa nastawione na zyski, doprawdy nie rozumiem. Być może prowadzą je ludzie, którzy się na literaturze nie znają.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracając do sprawy głównej: podlizuchowaci twórcy tylniaków oddaliby autorce większą przysługę, gdyby przeczytawszy książkę PRZED wydaniem, potrafili jej rozsądnie doradzić. Kadzenie nie pomaga - lepiej przewietrzyć.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo co z tego, że na okładce górnolotne pochwały, gdy książka choć miejscami podrywa się do lotu, to jak podwórkowa kaczka z podciętymi skrzydłami, za chwilę spada na ziemię. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;Ps. Tylna reklama mojej kociczki - manxicy bez ogona nie oszukiwała! Cała zawartość była równie słodka.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-1216506889249439787?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/1216506889249439787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/1216506889249439787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2007/05/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-15-tylne.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 15 - TYLNE OPINIE O TWÓRCZOŚCI PISARZY - na przykładzie „Anemonów” Elżbiety Wojnarowskiej'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/RkLG8DIVJbI/AAAAAAAAAf0/uaObPXylp4U/s72-c/pupka+Mango+mala.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-5108159609529577658</id><published>2007-03-16T22:05:00.000+11:00</published><updated>2008-12-12T13:01:42.045+11:00</updated><title type='text'>Ojciec polskiego bluesa – Tadeusz Nalepa – nie żyje</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rg9VT00tAcI/AAAAAAAAAcI/XAYTRA7tBug/s1600-h/Nalepa+koncert.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5048347506391187906" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rg9VT00tAcI/AAAAAAAAAcI/XAYTRA7tBug/s400/Nalepa+koncert.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Znów, za wcześnie odszedł kolejny Mistrz – legenda polskiego bluesa. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4 marca 2007r. w wieku 64 lat zmarł Tadeusz Nalepa – kompozytor, gitarzysta i wokalista. Nagrał 26 płyt, większość z nich uzyskała status „złotej płyty”.&lt;br /&gt;W dzieciństwie uczył się gry na skrzypcach i na akordeonie, na początku lat sześćdziesiątych, zafascynowany muzyką rock and rollową i big beatem nauczył się grać na gitarze. Karierę muzyczną zaczął od grania i śpiewania w restauracjach i klubach rzeszowskich. I już w 1963r. wraz z Mirą Kubasińską (późniejszą żoną), zostali laureatami II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp9jxKSd-I/AAAAAAAAANI/3WJ1BsCjs4s/s1600-h/Nalepa+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5042480786240075746" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp9jxKSd-I/AAAAAAAAANI/3WJ1BsCjs4s/s400/Nalepa+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;W 1965r. założył grupę Blackout, której wokalistami byli Mira Kubasińska i Stanisław Guzek, obecnie znany jako Stan Borys.&lt;/strong&gt; W 1966r. Blackouci debiutowali na IV Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, występując w serii koncertów zespołów młodzieżowych. (Równolegle debiutowali wtedy Skaldowie, Trubadurzy i Tajfuny.) Właśnie na tym festiwalu jedyny raz spotkałam Tadeusza Nalepę prywatnie, „na żywo”. Sprawił na mnie wrażenie człowieka spokojnego, raczej milczącego, pogodnego choć z takim uśmiechem „do wewnątrz”. Z poczuciem humoru czasem sarkastycznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już na tym festiwalu, T. Nalepa wraz z muzykami tworzącymi grupę Blackout zaprezentował muzykę odmienną od obowiązującej wtedy bigbitowej mody. Nawet jego pierwsze kompozycje skłaniały się w stronę nieznanego jeszcze w Polsce wszem i wobec – bluesa. &lt;strong&gt;W 1968r. Blackouci rozpadli się i utworzyła się grupa Breakout (nazwa sugerowała przełom w obowiązujących do tej pory konwencjach muzycznych). &lt;/strong&gt;Początkowo jedyną wokalistką tego zespołu była Mira Kubasińska. Zespół wyjechał na koncerty do Europy zachodniej i tam przyswoił sobie najnowsze trendy muzyki rockowej i co szalenie ważne: przywiózł doskonały sprzęt muzyczny, nieosiągalny w Polsce. Ich nowy image (także w hippisowskim sposobie ubierania się i fryzurach), spowodował niezwykłą popularność zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp8eRKSd9I/AAAAAAAAANA/RW_bX8GGtfY/s1600-h/teczy.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5042479592239167442" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp8eRKSd9I/AAAAAAAAANA/RW_bX8GGtfY/s400/teczy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Pierwszy krążek tej grupy „Na drugim brzegu tęczy” to były same przeboje! Wątpię, czy znajdzie się w Polsce chociaż jeden egzemplarz tej płyty, który nie byłby zdarty do granic możliwości!&lt;/strong&gt; Sama pamiętam, jak wraz z kolegami muzykami, godzinami słuchaliśmy tych utworów ucząc się gitarowych pochodów i solówek, a improwizacje Włodzimierza Nahornego zapierały nam dech w piersiach! Bo była to pierwsza w Polsce współpraca muzyka jazzowego z zespołem młodzieżowym i uwieńczona doskonałym efektem.&lt;br /&gt;Płyta była kultowa nie tylko przez sugerowanie „odlotu” (na drugim brzegu tęczy), czy podkreśleniem królika, będącego symbolem hippiesów, ale głównie dzięki niepowtarzalnej, oryginalnej muzyce. Niby prostej, ale wszystko tam było trafione - wszystkiego było w sam raz.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na tej płycie wychowało się wielu znanych potem polskich muzyków i kształtowała ona gusty młodzieży polskiej.&lt;/strong&gt; (Zresztą, tak jak i następne płyty tej grupy...)&lt;br /&gt;Słuchając potem nagranych longplayów Tadeusza Nalepy zaczęliśmy przyzwyczajać się do jego charakterystycznej wokalistyki. A była ona całkowicie odmienna od kanonów obowiązujących do tej pory w Polsce. &lt;strong&gt;Dziś, gdy słucham jego płyt, nie wyobrażam sobie, że można by te bluesy interpretować inaczej&lt;/strong&gt;. To tak jak ze śpiewaniem Jimmi Hendrixa, najpierw słuchacza uderzała ta - właściwie melodeklamacja, ale później dochodziło się do wniosku, że tylko tak powinno być!&lt;br /&gt;To samo było z wokalem Tadeusza Nalepy. &lt;strong&gt;Podawanie poetyckich, a zarazem dramatycznie bluesowych tekstów Bogdana Loebla (w amerykańskim bluesie pełno nieszczęśliwych miłości, zdrad, zabójstw, morderstw, rozczarowań i goryczy), jednym słowem tekstów wręcz sensacyjnych, w sposób monotonny, pozornie bez emocji - właśnie zwiększało napięcie i nie pozwalało zapomnieć.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie było z jego stylem gry na gitarze. Niektórym brakowało w niej brawurowych i zagmatwanych solówek, które często stwarzają niepotrzebny bałagan. Gitara Nalepy w jakimś sensie była ( jak napisał na internecie, we wspomnieniu o nim Robert Sankowski) „leniwa, snująca się i ascetyczna”. &lt;strong&gt;Myślę, że przede wszystkim brzmiała stylowo, nie było w niej fałszywego bluesa, nic z taniej błyskotliwości.&lt;/strong&gt; Każdy dźwięk był na swoim miejscu – wszak genialność polega także na tym, żeby trafić w sedno i nie przedobrzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy tym był wybitnym kompozytorem.&lt;/strong&gt; Myślę, że do dziś nikomu nie udało się dorównać do doskonałości jego bluesów. Linie melodyczne idealnie dopasowane do równie doskonałych tekstów Bogdana Loebla stworzyły arcydziełka nowoczesnej, polskiej muzyki bluesowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Trafnie nazwano Tadeusza Nalepę „ojcem polskiego bluesa”.&lt;/strong&gt; „Mogę być nawet i matką.” – żartował z tego określenia w rozmowie z dziennikarzem. – „Ja się na żadne przydomki nie obrażam. Po prostu nagrałem pierwszą w Polsce płytę z muzyką bluesową, to wszystko.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp7hhKSd7I/AAAAAAAAAMw/AzvYVSXraDw/s1600-h/blues.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5042478548562114482" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp7hhKSd7I/AAAAAAAAAMw/AzvYVSXraDw/s400/blues.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Porównywano go do legendarnego Johna Mayalla, w którego zespole zaczęło karierę wielu znanych potem, światowej sławy muzyków bluesowych.&lt;/strong&gt; Podobnie u Tadeusza Nalepy rozpoczynali kariery i współpracowali z nim znani polscy muzycy, bowiem nieustannie eksperymentował poszukując nowego brzmienia, nigdy zresztą konkretnie nie odchodząc od bluesa. Jego i Miry Kubasińskiej syn Piotr - jako kilkuletnie dziecko uwieczniony na okładce płyty „Blues” - też został gitarzystą. Grał na gitarze wraz z ojcem, a także w znanym zespole Grejfrut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp7-hKSd8I/AAAAAAAAAM4/BcTS84-p-x0/s1600-h/SYN.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5042479046778320834" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rfp7-hKSd8I/AAAAAAAAAM4/BcTS84-p-x0/s400/SYN.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Tadeusz Nalepa konsekwentnie, przez lata nagrywał kolejne albumy bluesowe.&lt;/strong&gt; Po rozwiązaniu grupy Breakout, od 1981r. po ogłoszeniu stanu wojennego, nagrywał już pod swoim nazwiskiem, współpracując z muzykami znanych polskich zespołów. W 2003 został uhonorowany przez prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Był aktywnym muzykiem do końca, nagrywał i koncertował - choć w ostatnich latach coraz rzadziej,&lt;/strong&gt; ciężko chory na nerki musiał być regularnie dializowany. Kilka lat temu czytałam w polskiej gazecie, że przeszczepiono mu trzecią nerkę, a ostatnio także problemy z kręgosłupem miały go wyłączyć z czynnego życia na kilkanaście miesięcy. &lt;strong&gt;„Z pokorą przyjmuję wszystko łącznie z chorobą i nieszczęściami, jakie człowieka dotykają.” – powiedział w jednym z wywiadów – „Kłopoty też są potrzebne.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno zmarła jego była żona i wokalistka Mira Kubasińska – i tak, powoli odchodzą muzycy, którzy w latach sześćdziesiątych dali początek polskiej muzyce młodzieżowej; ale zostają po nich płyty i wideoklipy i do dziś ich muzyka kształtuje gusty słuchaczy, nawet tych, którzy urodzili się dużo później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Zawsze wierny mi...” śpiewał Tadeusz Nalepa. Byli wierni sobie do końca. On i blues.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Express Wieczorny, Sydney&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-5108159609529577658?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/5108159609529577658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/5108159609529577658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2007/03/ojciec-polskiego-bluesa-tadeusz-nalepa.html' title='Ojciec polskiego bluesa – Tadeusz Nalepa – nie żyje'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/Rg9VT00tAcI/AAAAAAAAAcI/XAYTRA7tBug/s72-c/Nalepa+koncert.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-117082646398380641</id><published>2007-02-06T16:04:00.000+11:00</published><updated>2007-07-09T13:44:49.023+10:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 15 - UPIERDLIWI KOMENTATORZY - felieton prywatny</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/941607/wilk.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/320/171941/wilk.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Zauważyłam, że ludzie MUSZĄ publicznie wygłaszać swoje opinie.&lt;/strong&gt; A dowodem tego niezliczone komentarze pod felietonami na internetowych witrynach.&lt;br /&gt;Kiedyś można było jedynie wysłać list do redakcji i jeśli był na poziomie, to go wydrukowano. Dziś każdy głupi, przed całym światem może popisywać się swoją nieelokwencją.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oczywiście nie mam na myśli logicznych, na temat i w związku z tym pożądanych wypowiedzi, które wnoszą coś nowego do poruszanego tematu, pozwalają poprawić błędy, zmienić coś na lepsze, wyjaśnić. Jednak takie komentarze są rzadkością...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeważnie bez ładu i składu pokrzykują dowcipaski, mędzą wypełnieni żółcią mędrcy i jak „krowy z karabinami” strzelają psychole.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Często winni są sami redaktorzy - chcąc spowodować zapewniającą poczytność witryny dyskusję, wbijają felieton od początku opatrzony podjudzającymi pokrzykiwankami ...autorstwa redakcji&lt;/strong&gt;. Tę prawdę odkryłam na przykładzie już nieistniejącej sydnejskiej internetowej gazetki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Osobiście uważam, że komentarze pod felietonami są zbyteczne &lt;/strong&gt;- jeśli czytelnik ma coś do przekazania, niech napisze felieton polemizujący; komentarzy i tak mało kto czyta. W moich blogach zlikwidowałam &lt;em&gt;forum internetum&lt;/em&gt; lub zastosowałam stronę, która wymaga podania danych personalnych - nie wpuszczam wychodkowych anonimistów.&lt;br /&gt;Niestety, komentarze znanych witryn przeważnie wbijają się jak leci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale ponieważ niektórzy MUSZĄ! się obnażać, jako rozsądne wyjście proponuję otwarcie internetowej witryny dla toksycznych pt:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;- „BLUZGAJ DO USRANEJ ŚMIERCI!” - &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;o którą nikt nie musiałby dbać, bo wbijałyby się na nią tylko i wyłącznie komentarze na podsuwane przez „dyskutantów” tematy. &lt;strong&gt;Byłaby to strona nadzwyczaj pożyteczna:&lt;/strong&gt; takie psychiczne pogotowie dla niespełnionych, grafomanów, niewyżytych, agresywnych i tym podobnych czubków. Dzięki niej staliby się do zniesienia na codzień...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam czasu i nawet opinie pod moimi felietonami (zamieszczanymi czasem na Wirtualnej Polonii) otwieram na chybił trafił, albo po tytule. Mądre wypowiedzi radują duszę, ale i obelżywymi - tylko z tej przyczyny, że piszą je osobnicy o ciasnym umyśle i niskiej moralności - nie mogę się poczuć dotknięta. Czasem irytują upierdliwi komentatorzy, uprzykrzeni jak pchły, czy komary. Choć nie na długo, bo kto by rozpamiętywał placek po komarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast rzeczywiście irytujące jest, gdy moje słowa są niezrozumiane – to tak jakby czytelnicy zaliczali się do ćwierćinteligentów lub należeli do osobników niepotrafiących słuchać, czytających po łebkach i w tym samym czasie układających odzywki, którymi za chwilę się popiszą.&lt;/strong&gt; (W komentarzach oczywiście...) Wtedy opadają ręce, bo jaki jest sens prowadzić takie gazetki, pisać do nich - dla kogo?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wyżej wymienieni to tytułowi Upierdliwi, którzy nie mając takich jak ja wątpliwości, udzielają się gdzie tylko się da!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Do takich należy Szczególnie Toksyczny, którego komentarze biorę na tapetę. &lt;strong&gt;Znajdują się one pod chyba każdym! polonijnym felietonem na Wirtualnej. Nie ma on skrupułów, gdy rzuca oszczerstwa ani po fakcie nie gryzie go sumienie. &lt;/strong&gt;Jego popisy są bufońsko agresywne, bez pojęcia, z premedytacją kłamliwe. Ponieważ ostatnio mnie napadł, rozszyfrowuję go na podstawie tej napaści. (Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z równie idiotycznym niezrozumieniem najprostrzych faktów – zbyt wielkie ego przesłania mu rzeczywistość.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim ów &lt;strong&gt;dęciak ww - specjalista od fałszowania historii,&lt;/strong&gt; zawsze i wszędzie, gdzie się produkuje, &lt;strong&gt;wyciąga fałszywe wnioski,&lt;/strong&gt; podobnie jak z mojego ostatniego, zamieszczonego na Wirtualnej felietonu. Tytuł: „Polski cyrk polityczny 2006 roku - w transmisjach teletygodników Oto Polska i Kalejdoskop” – sugeruje, że tylko tymi polonijnymi wiadomościami w felietonie się zajmuję - bo tak mi się spodobało. O niczym innym nie świadczy. Wydumał, że tylko je oglądam. Nie pojął też terminu „felieton ironiczny”, podaję więc za Słownikiem Wyrazów Obcych: &lt;strong&gt;„Ironia = ukryta drwina, lekkie szyderstwo, złośliwość zawarte w wypowiedzi POZORNIE APROBUJĄCEJ&lt;/strong&gt;.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ponieważ zajęty jest tylko tym, co za chwilę światu wykrzyczy, nie jest w stanie skupić się na żadnej treści.&lt;/strong&gt; Z jego pokrzykiwanek wnioskuję, że jest nieustannie wkurzony, podejrzliwy, niedowartościowany, antylogiczny, chaotyczny. I zazdrosny - denerwuje się faktem, że w ogóle piszę, no bo: kim to ja jestem! Skąd się wzięłam!? I jakim prawem! - skoro jestem „artystką” piszę felietony! Bez! Jego! Pozwolenia!!! (W tym wypadku, nie on jeden. Ma, z w.w. powodów smędzących kolesi...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dowód, że nie potrafi czytać i słuchać:&lt;/strong&gt; przyznał się, że podsłuchuje Radio 2000FM, czyta Akcent Polski, &lt;strong&gt;śledzi nawet mój blog!&lt;/strong&gt; a mimo to nie zauważył, że podsuwane przez niego tematy nie raz poruszałam w radiu, czy w prasie. Nad dalszą niedorzecznością jego połajanek mogę tylko wzruszyć ramionami: np. na polskim paszporcie 20 lat temu nie mogło mi zależeć, bo właśnie na wizie refugee dotarłam do raju Australii i przeciwnie! prześladowały mnie sny imigranta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toksyczny ma różne pseudonimy, ostatni: ww może być skrótem od np. wrednie węszący, wszak &lt;strong&gt;morduje się pod KAŻDYM moim felietonem &lt;/strong&gt;- być może chcąc dokonać epokowego odkrycia! Choć bystry to nie jest, po roku zauważył: &lt;strong&gt;„Celejewska (nomen omen) Elżbieta...”!!!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jednak załapał! że jestem sydnejską Pytią. Rzeczywiście czasem mi się uda. Np. gdy USA napadły na Irak, w najbliższej audycji jasnoprzewidziałam: „Sadam Hussain wsadził sobie pod pachę broń masowego rażenia i uciekł podziemnymi kanałami...” (Na pomysł wzięcia DNA ze szklanki Łyżwińskiego też pierwsza wpadłam...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/208680/zielona%20czarownica%20w%20szafie.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/400/770205/zielona%20czarownica%20w%20szafie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;(Ale wróżę z kuli - na dowód fotografia. Odbicie w lustrze uchwycił Piotr Rott.)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie przywiązując wagi do jego glindolenia, z jednym się zgadzam: „znam się na prawie wszystkim” - &lt;strong&gt;bo wcale nie jest to niemożliwe dla człowieka mającego trochę dobrego smaku, interesującego się światem i posiadającego zdrowy rozsądek.&lt;/strong&gt;(Na marginesie: nie mam pojęcia gdzie przeczytał coś mojego „komplemenciarskiego” - chyba, że za takie bierze słowa dotyczące jego osoby?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zamiast ubliżać komu się da i węszyć za nieswoimi sprawami zastanowiłby się, co mógłby uczynić taki jak on - przeciętny Polonus - żeby w Polsce zaczęło dziać się lepiej dla zwykłego obywatela.&lt;/strong&gt; Ja przynajmniej robię minimum w tym kierunku, choćby ...zwracając uwagę czytelnika na błędy polityków, którzy prowadzą naród do zguby.&lt;br /&gt;Nie będę przytaczać pozostałych niedorzeczności z jego „komentarza”, zainteresowanych(?) odsyłam na www.wirtualnapolonia.com&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toksyczny to melbourneńczyk, &lt;strong&gt;natomiast w Sydney rozrabia, acz nie tak gęsto, pan J. też wierny śledź wszystkich polonijnych gazet i rozgłośni, rejestrant marginesowych dupereli.&lt;/strong&gt; Ostatnio, gdy w Radiu 2000FM autor popiersia Henryka Żeglarza, poinformował, że ten dotarł do wybrzeży Australii kilkaset lat wcześniej niż kapitan Cook – po audycji pokrzykiwał w telefonie do studia: „Na! In-ter-ne-cie! Po-da-no! że Portugalczycy dotarli do Australii w IV wieku!!!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przede wszystkim, nie należy bezgranicznie wierzyć w to, co na internecie podano&lt;/strong&gt; - natomiast rzeźbiarz posiada kopie materiałów naukowych z Sorbony. Zaś odkryć Portugalczyków nie mieliśmy powodu negować ani potwierdzać - &lt;strong&gt;w audycji było nie o Portugalczykach, ino o rzeźbiarzu.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(W wypadku sydnejczyka przyznam, że posiada on większą wiedzę niż ww. Wyczuwam też, że jest cynikiem rozczarowanym życiem i z tego powodu wszystkich się czepia. Gdyby miał przyjaciół, byłaby dla niego nadzieja...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ogólnie ludzi dzielę na: Emanujących Dobrą Energią i na toksycznych.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tych ostatnich dodatkowo na dwie podgrupy: trujących smutasów oraz psycholi-terrorystów. Smutasów można odstawić; zaś jeśli idzie o tych ostatnich, ponieważ wszystko do nas wraca - sami na siebie wypuszczają zatrute strzały...&lt;br /&gt;Właściwie to lubię ludzi. Należę do tych, co nie noszą w sobie urazy i emanują dobrą energią, choć w wypadku szczególnie agresywnych psycholi nie chce mi przejść przez gardło: „Panie miej ich w swojej opiece...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wszystkich Ludzi Dobrej Woli, którzy czytają ten felieton – PRZEPRASZAM! Potrząsnęłam puszką Pandory, ale złym nie należy odpuszczać, bo czują się bezkarni. &lt;/strong&gt;Mam też nadzieję, że niecenzuralne słowa, których zmuszona byłam użyć (dla wiernego oddania sytuacji), nie wzbudzą oburzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Spojrzałam na stojącą po lewej stronie mojego komputera kryształową kulę i olśniło mnie! &lt;strong&gt;Pisałam o ww jako o anonimiście, a przecież dobrze znam ten niepowtarzalny styl, którym się posługuje!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W jednym z felietonów napisałam, że jego i kolegi wystąpienia publicystyczne „ciągną się jak papier toaletowy upaprany nawozami sztucznymi i naturalnymi. Brakuje w nich logiki, ciągłości tematów i końcowej puenty – chaos plotących co się im przypomni, z nienawiścią obluzgujących przeciwników...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie mam wpływu na to, kto otwiera moje blogi. Na ogół są to ludzie ciepli i rozumni, o czym przekonują mnie emaile nadchodzące z różnych stron świata.&lt;br /&gt;Jednak tacy jak ww nie mają tu czego szukać. &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-117082646398380641?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/117082646398380641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/117082646398380641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2007/02/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-15.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 15 - UPIERDLIWI KOMENTATORZY - felieton prywatny'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-116929743944860554</id><published>2007-01-20T23:40:00.000+11:00</published><updated>2007-07-09T14:02:06.538+10:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 14 - POLSKI CYRK POLITYCZNY 2006 roku  - w transmisjach TELETYGODNIKÓW „Oto Polska” i „Kalejdoskop”</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;Cyrk jest przybytkiem Wielkiej Sztuki, ale akrobacje polityków są niebezpieczne, szczególnie dla narodu...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/538123/cyrk.psd.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/400/935327/cyrk.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Zacznę od prywatnego spostrzeżenia: TO, CO OBECNIE W POLSCE PISZCZY, jest głównie zasługą poprzednich rządów, w małej części obecnego. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A oto polityczny galimatias 2006r. wyłapany w spreparowanych dla australijskiej Polonii telewizyjnych wiadomościach: w tendencyjnym polsatowskim Kalejdoskopie i w propagandowej Oto Polsce.&lt;/strong&gt; „To był rok wypełniony polityką” zaraz po nowym roku odkrywczo obwieściła spikerka Kalejdoskopu - jakby jakikolwiek nie był... Ostrzegam jednak, chaos w polskiej polityce w minionym roku był wyjątkowy i wspominając można poczuć się pijanym!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kolejno: prezydent Lech Kaczyński,&lt;/strong&gt; podając konkretne przykłady (wzrost gospodarki, spadek bezrobocia, wzrost inwestycji, spadek przestępczości, ponad 50% Polaków po raz pierwszy od wielu lat jest zadowolonych), &lt;strong&gt;stwierdził, że „...był to dla Polski dobry rok”.&lt;/strong&gt; Szkoda, że te plusy skutecznie przykryły tanie afery PiSu zmiksowanego z Samoobroną i LPR. Koalicja karykaturalna, choć nieunikniona, no bo niby z kim?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Obecny rząd początkowo nie istniał medialnie” - przyznał się Kalejdoskop &lt;/strong&gt;- bo nie trzeba mędrca, żeby zauważyć, że ten rząd płynie pod prąd mediów, trzymających sztamę z poprzednimi władzami (trąbienie o potknięciach, milczenie o osiągnięciach). Dowodem choćby „skandal” z gorliwie zarejestrowaną szczerością prezydenta w czasie konferencji prasowej na szczycie Unii Europejskiej: „... jeszcze jedno pytanie, ale nie od tej małpy w czerwonym...” Jest całkiem prawdopodobne, że ta w czerwonym to małpa i nie wierzę, że politycy na całym świecie nie szepcą podobnych zdrowasiek, natomiast odpowiedzialni za to pilnują, żeby się nie nagrywały.&lt;br /&gt;Należałoby wreszcie dobrać prezydentowi zaufaną obstawę, bo dość niezręczności ośmieszających Polskę - że prezydenta, tylko naiwnym się wydaje. &lt;strong&gt;Nagłaśniając wpadki sami sobie robimy antyreklamę i w następstwie nie dziwią poniżające Polskę obrzydliwe artykuły, jak choćby ten o kartoflach. „Przyjazne” nam kraje tylko na takie okazje czekają!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzednik Kaczyńskich potrafił sobie dobrać odpowiednich giermków, na których mógł się wesprzeć w potrzebie, jak choćby, gdy zalany chwiał się i bełkotał nad grobami pomordowanych przez sowietów polskich żołnierzy. Temu to było dobrze! Miał władzę absolutną i nikogo to nie bulwersowało. Samorządził się, mając poparcie 60% narodu! Mimo bezrobocia, braku mieszkań, milionów obywateli wegetujących na granicy ubóstwa, afer gospodarczych, rządów mafii itd. itp... &lt;strong&gt;Czym wobec takich gigantów są potknięcia Lecha Kaczyńskiego? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Kaczyński nie ma polotu” sugeruje Kalejdoskop,&lt;/strong&gt; za to Kwaśniewski – ten to miał polot! - do dziś niektórzy nie mogą go odżałować, bo to był taki Gierek z przełomu wieków - gwiazda mediów, hipnotyzer!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Marcinkiewicz, polityk cieszący się największym poparciem narodu zostaje wygryziony z funkcji premiera.&lt;/strong&gt; Następnie, z prezydentury stolicy spycha go stojąca na przodzie platformy Gronkiewicz-Waltz, specjalistka od bankowości, a Marcinkiewicza odstawia się na ...bocznicę doradcy bankowego – co ma tam robić, sam nie ma pojęcia. Wszystko to zapewne dlatego, że jest rozsądny i uczciwy, (choć ta ostatnia cecha raczej w bankowości się nie sprawdza). Machinacje wokół swojej osoby były premier zagadkowo podsumowuje: „Wszędzie (...) zawsze jest tak, że ktoś pod kimś dołki kopie, potem sam w nie wpada albo ktoś inny w nie wpada.”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast Beger, która jedne dołki kopie, a z innych się wykaraska,&lt;/strong&gt; oznajmia z aktorskim zwolnieniem i zatrzymaniem: „Czuję się dobrze... Mogłabym powiedzieć, że - jestem DUMNA z siebie!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy ciągłych aferach gospodarczych powołanie Biura Antykorupcyjnego wzbudza absolutne oburzenie mediów!&lt;/strong&gt; A propos: oburzenie tak słychać w głosie (aż zatykającego się) spikera Kalejdoskopu, że obawiam się, że kiedyś może on dostać apopleksji. Natomiast jedna z jego koleżanek o wszystkim z pretensją ironizuje. Słuchając tych komentatorów zastanawiam się, czy nie lepsza już Jessica, spikerka australijskiej TV – kanał 10, która z rozbrajającym uśmiechem informuje o katastrofach i kataklizmach.&lt;br /&gt;(Ale i tak kochamy nasze polonijne telewieści ...bo innych nie mamy.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Proces lustracyjny Zyty Gilowskiej zakończył się pozytywnie, choć wyrok był „dwuznaczny” (tylko w sądzie to możliwe...).&lt;/strong&gt; Gilowska tak to określiła: „Uciekam przed lokomotywą, a tu z naprzeciwka też pędzi lokomotywa”. Puf, puf!...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W tanich aferach, o których plotkuje cała Polska, zadziwia nieudolność, jak choćby w seksualnym skandalu Łyżwińskiego:&lt;/strong&gt; zamiast wcześniej podprowadzić mu szklankę i sprawdzić DNA, najpierw oskarża się go o ojcowstwo, a potem sąd je wyklucza. W taki to sposób inne ofiary seksualnej przemocy stają się niewiarygodne. Choć paradoksem jest, że za marne 1200 zł. miesięcznie poszkodowana pracowała w biurze i dodatkowo świadczyła seksualne usługi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Spikerka Kalejdoskopu oznajmia katastrofę: „Platforma pękła i zaczęła się kłócić między sobą”.&lt;/strong&gt; Rokita przejrzał, gdy spadł ze stołka lidera i po upadku gorzko pofilozofował przed kamerami: „Zrozumiałem po raz pierwszy w życiu, na czym polega coś, o czym bardziej czytałem w książkach - na czym w polityce polega proces niszczenia ludzi.”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ciekawe, czy wcześniej czytał opinie Donalda Tuska z 1987r. &lt;/strong&gt;- miesięcznik „Znak” nr 11-12, które ten zapisał w ankiecie na str. 190, przytoczę je, choć nie informowano o nich w w.w. tygodnikach polonijnych, za to wydrukowano, w niebojącym się ujawniania prawdy, melbourneńskim Akcencie Polskim (nr 8 - 2005, str 7): &lt;strong&gt;„Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski, tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i zaniedbanej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem. Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem,&lt;/strong&gt; z nawałnicami. I trudno by było inaczej.(...) Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego – do opowiadań, prawie do legend &lt;strong&gt;tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie powstrzymam się od spostrzeżenia, że lider opozycji nie robi nic innego niż ...prowadzenie Polski w krainę mitu. Choć już Polską nie gardzi, bo oto w kilkanaście lat później, w wydanej przed wyborami książce, podlizuje się: „Polska jest moją pasją”.&lt;br /&gt;Nie wierzę... &lt;strong&gt;Gorzej, oglądając polonijne teletygodniki utwierdzam się, że chodzi w nich o lansowanie Tuska, a nie o dobro Polski.&lt;/strong&gt; I jak na złość mędrcowanie Wałęsy, który widzi w nim prezydenta wywołuje mój sprzeciw, gdyż Wałęsa - choć jest jak Lech praPolak legendarny - to jako prezydent się nie sprawdził.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Współpraca arcybiskupa Wielgusa z wywiadem SB: w pierwszym, zapewne szczerym odruchu abp przyznał się i poprosił o wybaczenie!&lt;/strong&gt; Kampania uniewinniająca jaką obecnie prowadzi Kościół jest błędna, bo nie ma znaczenia na jak wysokie stanowisko się wspiął arcybiskup ani fakt, że dzięki kompromitującej współpracy mógł zdobywać wiedzę za granicą – nie są to okoliczności łagodzące; przeciwnie, jako duchowny ponosi za nie większą odpowiedzialność, bo właśnie Kościół powienien rozumieć, że w winie i odpowiedzialności za nią jesteśmy przed Bogiem równi. Należałoby zbadać CZY i ilu ludziom abp zaszkodził i o ile to możliwe, krzywdom zadośćuczynić – taka powinna być w tym rola Kościoła. &lt;strong&gt;A już robienie z abp męczennika i porównywanie go do kardynała Wyszyńskiego! – co przeczytałam na internecie - jest żenujące.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dotarły do mnie sugestie, że abp mógł być agentem Kościoła - duchowni też mieli swoich ludzi w komunistycznych służbach. &lt;strong&gt;Wszelkie gmatwanie wzbudza podejrzenia, jeśli rzeczywiście był - to w zaistniałej sytuacji jedynym wyjściem jest UJAWNIENIE PRAWDY.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I jedyny szczegół z prasy polskiej - dziwoląg z felietonu Olgi Lipińskiej&lt;/strong&gt; (Twój Styl 2006r.), w którym autorka ma pretensję, że „...pan prezydent lepiej wie, co ja chcę.” Nie wierzę, że pan prezydent w ogóle zastanawia się, czy lepiej wie od pani Lipińskiej, czego ona chce; bo nie zajmuje się psychiką pani Lipińskiej, tylko bytem narodu - po to został wybrany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podsumowując polskie nonsensy 2006r uważam, że Polska powinna wziąć przykład z innych państw, w których rządzą ALBO prezydenci, ALBO premierzy.&lt;/strong&gt; Szczególnie byłoby to korzystne dla narodu, którego każdy obywatel MA INNE ZDANIE NA TEMATY POLITYCZNE - w takim stanie rzeczy egzystowanie obu funkcji jest niebezpieczne! Wobec czego w końcu chyba na złe nie wychodzi, gdy oba wymienione stanowiska zajmują bliźniacy? Przynajmniej są jednomyślni, nie tylko jednojajowi. &lt;strong&gt;I nie jest to powód do dowcipów. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przydałoby się jednak, żeby chociaż jeden z nich był mniej konserwatywny i potrafił przekonać drugiego, że jeśli na całym świecie następują nieuniknione zmiany, to i dla Polski mogą być one korzystne.&lt;/strong&gt; Konserwatyzm bynajmniej nie jest cechą dodatnią, dlatego w końcu przegrywa z postępem - należy się z tym liczyć, jeśli chce się mieć poparcie większości i wygrywać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ps.&lt;/strong&gt; Zauważyłeś oglądaczu polonijnych teletygodników, że Lepper się przyczaił? Boi się, że mu dowiodą, że obłapywał, czy też szykuje się do skoku na kolejne progi ...za wysokie na jego nogi???&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;Wirtualna Polonia&lt;br /&gt;Akcent Polski&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;font-size:85%;"&gt;_________________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-116929743944860554?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116929743944860554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116929743944860554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2007/01/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-14-polski.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 14 - POLSKI CYRK POLITYCZNY 2006 roku  - w transmisjach TELETYGODNIKÓW „Oto Polska” i „Kalejdoskop”'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-116832877452110455</id><published>2007-01-09T18:25:00.002+11:00</published><updated>2008-02-16T18:13:26.896+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 25 - „Rozstania” – Magdy Dygat</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/322086/za%20kier.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/400/666809/za%20kier.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Wciąż zastanawiam się, czy lepiej znać prywatne życie sławnego człowieka, czy nic o nim nie wiedzieć? I raczej skłaniam się do poglądu, że najważniejsza jest twórczość, a słabości i brudków życia codziennego nie warto ujawniać, bo wpływają ujemnie na ocenę nawet genialnej twórczości. Wszyscy jesteśmy w jakiejś części ułomni i nie musimy wiedzieć o sobie wszystkiego, a szczególnie tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.&lt;br /&gt;Ale mimo, że mam taki punkt widzenia, gdy dojechałam do domu z biblioteki na Waterlloo, z pożyczonymi tam dziesięcioma książkami - głównie amerykańskimi thrillerami - zamiast złapać się za te oczyszczające duszę dreszczowce, w jeden dzień pochłonęłam książkę biograficzną napisaną przez córkę Stanisława Dygata.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może dlatego, że pisarza i jego drugą żonę znałam z widzenia, z prób generalnych w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Dygata spotkałam poza tym kilka razy w autobusie jadącym na Mokotów, a Kalinę Jędrusik poznałam także osobiście na festiwalu w Opolu w 66r. i uważałam ją za szalenie sympatyczną, bezpośrednią osobę. Nawet plotki o jej wyczynach erotycznych mnie nie zrażały, bo uważałam, że jest to jej całkowicie prywatną sprawą. Poza tym zaczynała się właśnie epoka wyzwolenia seksualnego... Należałam zatem do tej większości, którą potrafiła zaczarować swoją osobowością.&lt;br /&gt;Natomiast Magda Dygat od początku jej nie lubiła. I nie dlatego, że Jędrusik została jej zbyt młodą macochą (Dygat był 17 lat starszy od drugiej żony) i że zajęła miejsce ukochanej matki – ponieważ stosunki między córką, a matką, aktorką Władysławą Nawrocką zawsze były złe - tylko dlatego, że macocha wyparła ją z serca ojca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/895877/Dygat%20z%20corka.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/400/289238/Dygat%20z%20corka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Książka złożona jest z listów różnych osób, pisanych w różnych czasach i posyłanych z różnych miejsc na świecie; z wiążącymi je w całość listami Magdy Dygat do ojca pisanymi obecnie, już po śmierci jego i macochy. Całość przeplatana jest, bardzo trafnie dobranymi, fragmentami z powieści Dygata, odpowiadającymi prawdziwemu życiu – każdy pisarz w swoich bohaterach umieszcza cząstkę siebie. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodziców Magdy Dygat trudno nazwać rodzicami. Pewni ludzie nie powinni się rozmnażać, ponieważ dziecku potrzebne jest nie tylko utrzymanie, ale coś tak banalnego jak uwaga i miłość matki i ojca. Pozbawione tych uczuć, jedynie silne jednostki wyrastają na normalnych ludzi. &lt;em&gt;...kiedy się dorasta, na czymś w życiu trzeba się móc oprzeć. Wierność i lojalność ludzi bliskich jest podstawą, która daje poczucie bezpieczeństwa. Bez tego łatwo się zgubić. Traci się rozeznanie i pewność siebie. Niełatwo jest znaleźć poczucie bezpieczeństwa w świecie, jeżeli nie miało się tego poczucia jako dziecko w domu.&lt;/em&gt;(M. Dygat)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najlepszym przykładem nieodpowiedzialności tej pary niech będzie następujące zdarzenie: zostawili córkę zawiniętą w beciku, w szatni teatralnej, a potem zapomnieli odebrać i poszli do domu.&lt;/strong&gt; Gdy wreszcie przypomnieli sobie i wrócili do teatru, okazało się, że zgubili numerek i szatniarka nie chciała niemowlaka wydać. Brzmi to jak kiepski dowcip, ale wierzę autorce biografii. Zresztą potem wcale nie działo się lepiej...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Matka grała, ojciec pisał i podróżował, podrzucane dziecko żyło na „zesłaniach.” Nie ważne, że było mu tam dobrze w sensie fizycznym, bo czuło się osierocone.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Po rozwodzie rodziców Magda Dygat zamieszkała z matką, jednak bardziej kochając ojca potrzebowała właśnie jego miłości i uwagi. Ale początkowo pisarz te uczucia w całości ofiarował swojej nowej żonie. Macocha stała się rywalką córki w miłości ojcowskiej, wobec czego, nawet gdyby była najlepszą istotą pod słońcem nie zdobyłaby sympatii pasierbicy. &lt;em&gt;Nie wiem, dlaczego zgodziłeś się na wybór pomiędzy mną, a moją macochą. Czy nie czułeś, że to żądanie było nieszlachetne? Nie chodziło o nią, to był Twoj wybór. Teraz myślę, że chciałeś mieć przede wszystkim święty spokój...&lt;/em&gt;(M. Dygat)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z książki wynika, że pisarz nie kochał właściwie nikogo (drugą żonę też przestał kochać i ona o tym wiedziała). Oba jego małżeństwa były niedojrzałymi związkami (zresztą tak, jak większość małżeństw na świecie...). &lt;strong&gt;Myślę, że oboje z Kaliną bali się przede wszystkim samotności i to ich zespoiło.&lt;/strong&gt; Oboje mieli swoje skoki w boki (bez happy endów) - które tolerowali. Było to małżeństwo dwóch samotnych istot, których nikt nie kochał naprawdę i które (rozczarowane?) prawdopodobnie nie potrafiły kochać nikogo. A że musieli żyć z kimś pod jednym dachem, dlatego się nie rozstali.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Myślę, że druga żona zajęła miejsce córki w jego sercu dlatego, że córki nie mógł być pewien, wszak dzieci dorastają i odchodzą do swojego życia. Zaś Kalina była pewna. Nawet zakochana w innym, nie odchodziła.&lt;/strong&gt; Okazała się też prawdziwą przyjaciółką w ostatnim okresie jego życia: to ona jeździła z Estradą (choć też z kolejnym kochankiem...), żeby zarobić na ich życie i utrzymanie gramadki psów i kotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/267769/Dygat%20z%20Kalina.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/400/933295/Dygat%20z%20Kalina.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Psychika i zachowanie rodziców niewątpliwie mają wpływ na charakter dzieci. Niektórzy, jak Magda Dygat potrafią z błędnych zachowań rodziców wyciągnąć wnioski i poradzić sobie. Natomiast jej ojciec nie mógł się odnaleźć, bo żył zatruty uczuciami swojej matki.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Uważam, że kobiety są silniejsze psychicznie, ale matka Stanisława Dygata była zaprzeczeniem jakiejkolwiek siły.&lt;/strong&gt; Oto jak zachowywała się po odejściu swojego męża, który założył nową rodzinę: &lt;em&gt;...nie urządziła sobie życia, nie otrząsnęła się z tego nieszczęścia, nie wyszła powtórnie za mąż. W domu panowała atmosfera cierpienia. Babcia cierpiała, że cierpi, że z tego powodu cierpią jej dzieci, i dlatego, że dziadek prawdopodobnie nie cierpi i być może nie cierpi jej.&lt;/em&gt;(M. Dygat)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Prawdopodobnie przekazała mu strach przed samotnością, który w końcu, powodując zobojętnienie, nie pozwolił mu być szczęśliwym.&lt;/strong&gt; Być może także rozczarowanie rodzicami spowodowało, że Magda Dygat nie miała dzieci? W książce mglisto porusza ten temat; a być może, właśnie po pełnym zrozumieniu złych rodzinnych doświadczeń, mogłaby być najlepszą matką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Fotografie pochodzą z omawianej książki&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-116832877452110455?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116832877452110455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116832877452110455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2007/01/rozmylania-za-kierownic-nr-25.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 25 - „Rozstania” – Magdy Dygat'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-116548848763079086</id><published>2006-12-06T23:05:00.000+11:00</published><updated>2007-07-09T14:58:25.530+10:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 12 - UBRAĆ KRÓLA! – czyli wyciągnąć wnioski z CZWARTEGO POLSKIEGO BOŻEGO NARODZENIA na Darling Habour</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/830381/ambasador%201.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/400/416712/ambasador%201.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Tylko tu! Protestuje Adam Gajkowski przewodniczący organizacji "Nasza Polonia"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Foto(także na samym dole): Krzysztof Kozek&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Znajomy stwierdził, że dlatego na moje internetowe blogi wchodzi dużo czytaczy, bo jestem kontrowersyjna. I w tym momencie zrozumiałam, że kontrowersyjność to nic innego jak oficjalne oznajmianie prawd, o których wszyscy wiedzą - ale nie potrafią się przyznać, że je wiedzą!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wobec czego kolejny „kontrowersyjny” felieton: tym razem o czwartym polskim festynie na Darling Habour oczami widzów, nie organizatorów; bo taki mam zwyczaj, że jeśli biorę się za chwalenie, czy ganienie czegoś, to najpierw przedyskutowuję temat z kilkudziesięcioma naocznymi świadkami i porównuję ich wrażenia ze swoimi. Zatem, oto zeznania świadków - a jest co sądzić!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/1600/788071/PChDH%2006-033.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/400/2812/PChDH%2006-033.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Wiadomo, że największym wydarzeniem wśród sydnejskiej Polonii (w ciągu ostatnich czterech lat) jest grudniowy festyn Polskie Boże Narodzenie, odbywający się w sercu Sydney - na Darling Habour&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Niestety, w tym roku było pechowo, po pierwsze zawiodła pogoda - być może Pan Bóg zdenerwował się, że zalewano się piwkiem, choć Boże Narodzenie zaleca abstynencję! Pierwszy trzeźwiący deszcz przerwał koncert na godzinę, po czym okrojone występy kontynuowano; lecz następna - już groźna ulewa - rozpędziła wszystkich zgromadzonych w Tumbalong Park.&lt;br /&gt;Po niej, gdy mimo deszczu „jak z rynny” na placu znów pojawiły się tłumy (które organizatorzy ocenili na 6 tysięcy ludzi zebranych naraz), zmoknięta aparatura nie pozwoliła na ponowne podłączenie mikrofonów. Wobec czego, z winy dwóch potopów, wystąpili tylko nieliczni wykonawcy. &lt;strong&gt;Na szczęście, gdy myśleliśmy, że już z koncertu będą „nici”, ludowy zespół „Jawor” z Lublina zagrał na tradycyjnych instrumentach, zaśpiewał bez nagłośnienia (kolędy nawet wraz z publiką!) i zatańczył na śliskiej scenie - ku uciesze licznie zgromadzonych pod sceną Polonusów i Australijczyków przybyłych na festyn, w celu rozkoszowania się polską kulturą.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/1600/528269/PChDH%2006-047.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/400/817353/PChDH%2006-047.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Niestety, większa liczba Polonusów, odgrodzona taśmą, stłoczona jak śledzie w beczce, donośnie zabawiała się w ogródku piwnym. Co prawda obyło się bez drastycznych wyskoków, ale nie da się ukryć, że większe niż kulturą, było zainteresowanie piwkiem. A zawsze wydawało mi się, że Polacy potrafią coś więcej, niż duszkiem wychylać narodowe trunki – &lt;strong&gt;no, ale jak widać TO właśnie jest najszczytniejszy punkt naszej kultury - przy którym wszystko inne wysiada!&lt;/strong&gt; I co do tego nie ma dwóch zdań! Organizator tego festynu właśnie dostał medal prosto z Polski – „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie polonijnej pracy społecznej, rozwoju australijsko-polskiej współpracy”, a więc człowiek wie co i jak ma być!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Co prawda, wielu „szaraków” przyznałoby ten medal innym, bardziej zasłużonym, jak chociażby popularnej Marii Nowak, za wieloletnią, wspaniałą, WIDOCZNĄ I KORZYSTNĄ pracę w szkołach polskich, a szczególnie za pracę harcmistrzyni; no... ale jeśli do medalu zgłasza wiceprezesa SAM PREZES tejże organizacji - to szkoda gadać! Z racji swojej funkcji, on wie lepiej niż pospólstwo, kto i czym się Polonii przysłużył!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Następna sprawa, którą już jawnie skrytykuję, to dekoracje&lt;/strong&gt;. Jest taka bajka o pastuszku, który dwa razy skłamał, że wilki go napadają i gdy wreszcie rzeczywiście go dopadły, nikt nie przybył mu na pomoc. I&lt;strong&gt; tak, już drugi rok festiwal odbywa się BEZ DEKORACJI, mimo szumnych zapowiedzi jacy to genialni twórcy będą je projektować i produkować! Już nigdy nie uwierzę obecnym organizatorom, że W OGÓLE BĘDĄ JAKIEKOLWIEK dekoracje. Inni też.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zeszłorocznej choinki, która kosztowała w tysiącach dolarów! 90% przybyłych nie zauważyło (po festynie pytali: „a gdzie ona stała?”) – bo umieszczono ją z boku, za ogródkiem dla vipów (sic!). W tym roku zapowiadano tony śniegu, sanie i Mikołaja! Rzeczywistość (około godz. 17.00) wyglądała następująco: po resztkach (jeśli oceniam wagowo, to do 10 kg. najwyżej) mydlanego (?) śniegu, na plastikowej płachcie ślizgała się i tak już przemoczona, ale zachwycona dzieciarnia. Sanie (wyobrażałam sobie, że będą to przynajmniej prawdziwe, drewniane sanki) miały około półtorametra długości i były rysunkiem wyciętym z tektury, za nimi nieco górowała marnie przybrana choinka (czy też za 5 tysięcy?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/1600/56400/PChDH%2006-040.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/400/370045/PChDH%2006-040.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Wszystko to - umieszczone z boku - ginęło w przestrzeni wielkiego placu i przypominało kącik zabaw dla dzieci, a nie dekorację świąteczną FESTYNU. &lt;/strong&gt;Mikołaja w o góle nie miałam szczęścia spotkać (wiadomo, jestem niegrzeczna...). Natomiast dało się zauważyć pomagierkę Mikołaja z pupcią prawie na wierzchu, w celu, jak mi się wydaje, zachęty do wspólnego fotografowania się.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Szkoda natomiast, że na Darling Habour już drugi rok zabrakło teatru „Fantazja”. &lt;/strong&gt;Jego aktorzy zarówno na scenie, jak i przechadzając się po placu w barwnych kostiumach, podkreślali polski charakter imprezy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracając do dekoracji:&lt;/strong&gt; po występach zespołu „Jawor” poszłam na koncert czterech div znanych z australijskiego Idola, który odbywał się w centrum Darling Habour. W pewnym momencie, tuż przy wodzie zatoki zapłonęła ogromna, efektowna i oryginalna choinka. Wiadomo: nie stać nas na taką, ale lepiej wyglądałoby kilka, czy kilkanaście małych choinek ustawionych choćby z tyłu sceny (to na scenę kieruje się uwaga wszystkich) niż jedna choinka - jakby żywcem wyjęta z taniego shoppingu, smutnie przycupnięta z boku placu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/1600/272254/PChDH%2006-009.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/400/642387/PChDH%2006-009.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Natomiast na scenie powiewały na wietrze bure plandeki (!!!), leżały też sterty poskładanych krzeseł: dekoracyjnie-praktyczne tło dla członków zespołów tanecznych i piosenkarzy! Pewnie, żeby mieli na co upadać, gdy zrobi im się słabo po zobaczeniu miejsca występów.&lt;br /&gt;W dwa pierwsze festyny dekoracje robili &lt;strong&gt;Barbara i Grzegorz Dąbrowowie. Oboje wykształceni w warszawskiej ASP, pracujący przy ozdabianiu wnętrz w czasie budowy pałacu królewskiego w Warszawie. &lt;/strong&gt;Przez długie lata byli także kustoszami pałacu w Wilanowie. Nic dziwnego, że ich dekoracje miały poziom - &lt;strong&gt;bo są to artyści rozumiejący jak należy zagospodarować PRZESTRZEŃ.&lt;/strong&gt; Nie może robić dekoracji ktoś, kto nie wyobraża sobie przestrzeni. Co innego być malarzem, a co innego scenografem. Wobec czego korzystniej byłoby, gdyby następny festyn dekorowała właśnie ta, sprawdzona para artystów. (Nie mówiąc, że to nieodżałowana strata, że nie dekorują oni już imprez artystycznych w konsulacie i gorzej - że nie ma już Salonów Artystycznych w konsulacie!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jeśli chcemy zrobić coś naprawdę dobrego, to musimy się łączyć, a wyłączyć prywatne sympatie, czy antypatie.&lt;/strong&gt; Musimy się kierować jedynie dążeniem do możliwie najdoskonalszego efektu. &lt;strong&gt;Festyn w tak PRESTIŻOWYM MIEJSCU, za TAK CIĘŻKIE PIENIĄDZE, nie może być chałturą, jak to nieraz bywa w Klubach Polskich. Musi mieć wysoki poziom. &lt;/strong&gt;Tu pokazujemy się Australijczykom i turystom z całego świata! A czym mamy się chwalić jak nie polską kulturą i wyrobami? Piwko jednak możemy sobie darować i tak Australia nie kupi od nas licencji, wolą swoje.&lt;br /&gt;Tu mam pytanie, przyznam, że złośliwe: pozwolenie na sprzedaż alkoholu na placu kosztuje, jak wobec tego opłaciło się „sponsorującym festyn biednym polskim podatnikom”?&lt;em&gt;(cytat słów wypowiedzianych przez wicekonsula G.Jopkiewicza)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/1600/209532/PChDH%2006-034.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/400/995119/PChDH%2006-034.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Nie jestem przeciwna piwku - jest zdrowe, moczopędne, rozwiązuje też skutecznie języki, ale właśnie z powodu tych właściwości, nie było niezbędne na tej imprezie&lt;/strong&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przy tym miłośnicy piwa zajmowali &lt;strong&gt;ZBYT WIELE MIEJSCA W SAMYM ŚRODKU PLACU. &lt;/strong&gt;Chyba, że celowo użyto piwka jako magnesu, żeby nie pozwolić piwoszom zniknąć w okolicznych pubach, a zatrzymać ich na placu, żeby wyglądało, że jest nas bardzo dużo! To samo zresztą zrobiono na festynie w Melbourne. Widzowie i tam, stwierdzili zgodnie z prawdą, że był to festyn piwa i polskiego żarcia, a nie kultury niestety... A przecież „...to nie o to nam chodziło i nie o to szło...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam koncert prawdopodobnie byłby udany, gdyby nie deszcz, bo wszyscy solennie przygotowują się do występów i mamy się czym pochwalić. &lt;strong&gt;Ale należałoby uwzględnić, że ludzie chcą słuchać muzyki i oglądać tańce, a nie nudzić się wysłuchując 20-minutowych pogadanek.&lt;/strong&gt; Pewnych ludzi w ogóle nie należałoby dopuszczać do mikrofonu, a już na pewno nie na festynie, gdzie za wypożyczenie aparatury nagłaśniającej płaci się tysiące dolarów - ile w takim układzie kosztuje prawie półgodzinna gadanina, która do tego odstrasza widzów? Lepiej też krócej zapowiadać wykonawców - zapowiedź nie może być dłuższa od samego występu! Natomiast można wydrukować, choćby tanim kosztem, informujące programy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ekran!(telebim,bim...) – ponoć kosztował krocie (kto finansował?) i mieliśmy na nim oglądać filmy pokazujące piękno polskiej zimy.&lt;/strong&gt; Zimno owszem - było na placu, za to z ekranu buchały gorące emocje towarzyszące ...meczom krykieta, które skutecznie odciągały uwagę od tego, co działo się na scenie. Ale tym dowiedliśmy Australijczykom, że w ramach przyjaznych stosunków polsko-australijskich stać nas na reklamowanie, choćby całkiem niepopularnych w Polsce gier sportowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Analizując wszystkie niewypały, na przyszły rok należałoby wyciągnąć odpowiednie wnioski i rozsądnie przydzielić funkcje organizatorom.&lt;/strong&gt; I tak wiceprezes, który (co jest tajemnicą poliszynela), jest specem od biznesu, a nie od polskiej kultury; niech nadal organizuje sprzedaż polskich wyrobów – bo zrobi to doskonale. Ale sztuką niech się zajmą artyści. I tu uwaga: nawet dobrzy radiowcy, czy reżyserzy, niekoniecznie muszą sprawdzić się jako organizatorzy wielkich imprez artystycznych – każdemu więc przydzielić to, co potrafi robić najlepiej.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Np. dyrektorka artystyczna dwóch pierwszych festynów Barbara Henclewska - w Polsce organizowała festyny, ma więc w tym spore doświadczenie. Oba prowadzone przez nią Polskie Boże Narodzenia (i inne imprezy) były bezbłędne: miały tempo, były urozmaicone, emocjonalne i wciągające widzów - oraz dokładne co do minuty!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/140270/515_l.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/400/740739/515_l.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Nasze dziewczyny uchwycił uliczny fotograf&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;W kioskach sprzedajemy to, co mamy najlepszego, jedzenie jest smaczne, bo znika natychmiast i trafia do żołądków nie tylko Polonusów. Dzieciaki mają zajęcie, bo dba o to Macierz Szkolna i Harcerze, przedstawiamy także polonijne organizacje - to nie zawodzi. &lt;strong&gt;Zawodzi za to (ostatnio) organizacja: bo rzeczywiście wysoki poziom i rozmach miały tylko dwie pierwsze imprezy.&lt;/strong&gt; Należałoby wyciągnąć z tego wnioski, żeby nie doszło do tego, że z roku na rok, imprezy będą coraz słabsze. Ludzie przyzwyczaili się i nawet bez specjalnej reklamy (np. w ogóle nie było jej w Expressie Wieczornym, najpoczytniejszej gazecie polonijnej) licznie stawiają się do Tumbalong Park.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Ze strony organizatorów słyszałam kiedyś górnolotne słowa „o krzewieniu polskiej kultury wśród Australijczyków” – zatem niech to nie będą frazesy.&lt;/strong&gt; I bądźmy wreszcie mądrzy po szkodzie, a nie jak w złośliwym przysłowiu - głupi. &lt;strong&gt;Jeśli król jest nagi, to lepiej przyznać, że tak jest i co prędzej go przyodziać, bo i sam czuje się dziwnie i widzów wprawia w zażenowanie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;I być może na przyszły raz w ogóle nie będą mieli ochoty gołego króla oglądać? A jeśli już udało nam się ściągnąć taką masę Polonusów na coroczne spotkania, to starajmy się tego osiagnięcia nie zaprzepaścić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/1600/839897/PChDH%2006-049.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/400/119536/PChDH%2006-049.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;No i proszę! Znów będzie, &lt;strong&gt;że „kontrowersja” i „niedocenienie ciężkiej pracy społecznej”! &lt;/strong&gt;Ale to nie z goryczy (być może jestem wiedźma, ale słodka jak miód...), jeno z niepokoju. Dobro „Polish Christmas at Darling Habour” specjalnie leży mi na sercu, bo jestem jedną z jego (chociażby chrzesnych) matek i z niepokojem śledzę losy tego naszego wspólnego dziecka – z całego serca życząc mu dożycia statecznego wieku w sławie i chwale.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wiem, że po przeczytaniu tych „kontrowersji” ten i ów (organizator) będzie wściekły, ale jak mu przejdzie, to może zastanowi się, że praca społeczna to nie zaspokajanie własnych ambicji, tylko działanie dla dobra ogółu i ...się poprawi. I nie tylko ja mam taką nadzieję!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W imieniu widzów&lt;span style="font-size:78%;"&gt; &lt;strong&gt;Ela Celejewska&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ps. Po raz pierwszy! na polskim festynie - nad Tumbalong Park nie powiewały polskie flagi. Ale być może to i lepiej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/1600/50958/P1010825.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/6954/3149/400/562469/P1010825.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;A tego jest nam żal...Nie da się jakoś naprawić?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wszystkie fotografie oprócz skrajnych Tomek Koprowski&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;strong&gt;Więcej fotografii z festynu już jest na Fotogalerii sympatycznej&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-116548848763079086?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116548848763079086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116548848763079086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/12/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-12-ubra-krla.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 12 - UBRAĆ KRÓLA! – czyli wyciągnąć wnioski z CZWARTEGO POLSKIEGO BOŻEGO NARODZENIA na Darling Habour'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-116290520693792484</id><published>2006-11-26T17:46:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T17:50:20.741+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 24 - Nieznana w Polsce siostra Wojciecha Dzieduszyckiego i rzymskie koty</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/1600/284466/za%202.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4966/1888/320/634653/za%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Jeżdżąc po sydnejskich uliczkach rzadko spotykam wałęsającego się dzikiego kota. Jeśli już jakiś z godnością przechodzi, domyślam się, że to legalny mieszkaniec pobliskiego domu. Widać po takim, że jest odkarmiony, czyściutki, z obróżką, a nawet z dzwonkiem - jeśli łajdak lubi polować na ptaki.&lt;br /&gt;Przez rok mieszkając w Rzymie zetknęłam się z gromadami kocich kloszardów, których żyją tam dosłownie stada. Właśnie dzięki kociej sprawie, w końcu 83r. tuż przed odlotem do Australii, poznaliśmy hrabinę Dzieduszycką - rodzoną, starszą siostrę Wojciecha Dzieduszyckiego, znanego śpiewaka operowego i operetkowego, dziennikarza i felietonisty muzycznego, złożyciela kabaretu „Dymek z papierosa”, organizatora Festiwali Chopinowskich w Dusznikach Zdroju i od 99r. honorowego obywatela miasta Wrocławia - którego to obywatelstwa zrzekł się w październiku 2006r. przyznając się publicznie do długoletniej współpracy z S. B.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/p.%20Dzieduszycka%20i%20koty%202.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/p.%20Dzieduszycka%20i%20koty%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W 83r pani Dzieduszycka była szczupłą, wysoką kobietą koło osiemdziesiątki. &lt;strong&gt;Już nie pracowała, ale przedtem była znaną we Włoszech dziennikarką.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zasłynęła, gdy wzięła w obronę bezdomne koty zamieszkujące Watykan. W pewnym okresie zaczęto je truć w Watykanie, bo za bardzo się rozmnożyły. Pani Dzieduszycka zaprotestowała w prasie, a potem wystosowała list do samego papieża, z prośbą o zaprzestanie unicestwiania tych pożytecznych zwierząt. Jej prośba została zaakceptowana i egzekucje „dzikusów” w Watykanie wstrzymano. Niezorientowanym wyjaśniam, że Rzym jest miastem kotów. Głównie dzikich, półdzikich i kocich kloszardów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzymianie koty szanują, co nie dziwi przy ogromnych ilościach śmieci przewalających się po ulicach i co się z tym wiąże: stadach szczurów - grasujących we wszystkich brudnych ulicznych zakamarkach - które koty tępią. &lt;strong&gt;Rzymianie dzikie koty dokarmiają i to samo robiła moja rodzina, gdy w hotelu Aurelius, na via Aurelia blisko Watykanu, przez rok czekaliśmy, żeby któreś państwo nas przygarnęło.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jakby mało było dzikusów na hotelowym podwórku, jeden z czekających na emigrację Czechów, ukradł mieszkającą w sklepie spożywczym miłą koteczkę (nazwaliśmy ją Michaśką). Odtąd, pozbawiona bezpiecznej egzystencji stała się kotką emigrantów i przechodziła „z rąk do rąk”: kto wyjeżdżał, przekazywał ją tym, którzy pozostawali. W ten sposób, gdy już prawie wszyscy wyjechali, przypadła naszej rodzinie i właśnie wtedy zafundowała nam prezent w postaci czterech kociąt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było to niedługo przed naszym odlotem do Australii. Dyrektor gdy się dowiedział o kociakach, kazał wszystkie usunąć z hotelu, grożąc, że nas wyrzuci. Nie mieliśmy wyboru. Michaśka wraz z dwumiesięcznym przychówkiem została wywieziona autobusem na pobliskie farmy.&lt;br /&gt;W hotelu została tylko konspiracyjnie ukrywana córcia Michaśki: Betunia. Nie mieliśmy siły się z nią rozstać, była naszą ulubienicą. Nadziei na zabranie jej do Australii też nie mieliśmy.&lt;strong&gt; Musiałaby odbyć półroczną kwarantanną w Anglii, miesięczną w Australii, co razem z biletem lotniczym kosztowałoby około pięciu tysięcy dolarów USA.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed wyjazdem musieliśmy znaleźć kogoś, kto by się nią zaopiekował. I właśnie dzięki Betuni poznaliśmy panią Dzieduszycką. &lt;strong&gt;Ktoś w Domu Polskim w Rzymie powiedział, że trzyma ona w swoim mieszkaniu kilkanaście kotów i przygarnia każdego kociego nieszczęśnika.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pani Dzieduszycka zajmowała duże mieszkanie w starej kamienicy. Koty miały tam swój własny, pełen półek pokój, z osobną łazienką. To przygarnięte stadko żyło w przyjaźni, co nie często się zdarza - koty nie akceptują kocich przybyszów. Wszystkie zwierzaki były czyściutkie, nie czuć było fetoru kociego moczu, czystości ich łazienki niejeden by pozazdrościł!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spędziliśmy u p.Dzieduszyckiej niecałą godzinę, przyznam, że głównie zajmowała nas Betunia, z którą ciężko się było rozstać - nazajutrz odlatywaliśmy do Australii.&lt;br /&gt;Pani Dzieduszycka opowiadała tragiczne historie kocich nieboraków, które w jej domu znalazły azyl oraz o swojej pracy dziennikarskiej. &lt;strong&gt;Potwierdziła, że jest siostrą Wojciecha. Wspomniała też, że dwa razy przeżyła swoją śmierć: jako żołnierz AK, dwa razy była skazana na rozstrzelanie.&lt;/strong&gt; Nie wypytywałam jak to się stało, że przeżyła, nie chciałam być niedelikatną, nie znałyśmy się przecież, ale byłam wstrząśnięta jej historią i pełna podziwu dla jej skromnego życia poświęconego nieszczęśliwym istotom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/p%20Dzieduszycka%20i%20koty.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/p%20Dzieduszycka%20i%20koty.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W październiku 2006r. w telewizyjnym dzienniku polonijnym pokazano jej, obecnie 94 letniego brata - Wojciecha Dzieduszyckiego, który przyznał się na stare lata, że niedługo po wojnie, przez 23 lata był agentem U.B. i S.B. działając pod kryptonimem „Turgieniew”. Został zwerbowany poprzez szantaż, gdy siedział w więzieniu za przekręty gospodarcze. W liście, w którym zrzeka się honorowego obywatelsta miasta Wrocławia napisał: „Może Bóg dał mi tak długie życie po to, abym mógł te słowa z siebie wydobyć.” Płacząc przepraszał wszystkich, którym wtedy szkodził. Z jego teczki wynika, że działał bardzo świadomie, złożył takich raportów kilkaset i że był nadgorliwym agentem, gdyż sam proponował, co może donosić i na kogo. Z powodu tych raportów kilka osób trafiło do więzienia i straciło pracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie mnie sądzić dlaczego to robił – S.B. potrafiło złamać człowieka.&lt;/strong&gt; Jego żona była w szóstym miesiącu ciąży, gdy podpisał zgodę na współpracę; a z dokumentów I.P.N. wynika, że nie przyjmował pieniędzy, z wyjątkiem 500 zł w 65r.&lt;br /&gt;Przypuszczam, że gdybym znalazła się w podobnej sytuacji i zagrożonoby mi śmiercią, nie dałabym się złamać. Ale gdyby zagrożono mi śmiercią najbliższych, podpisałabym współpracę. Wolałabym dać się upodlić, niż skazać kogoś bliskiego na śmierć. Oczywiście donosiłabym jedynie na szuje i robiłabym to jak Marek Hłasko, do czego przyznał się w „Pięknych dwudziestoletnich” (wygadywał niestworzone historie na działaczy partyjnych i łajdaków.) Cóż... mogę tylko dziękować Bogu, że ominęło mnie tak straszne życiowe doświadczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnich latach okazało się, że zmuszanych do donosicielstwa były w Polsce być może miliony. Czy należy ich wszystkich osądzić i ukarać? &lt;strong&gt;A może dla większości z nich, już sam fakt, że MUSIELI to robić, stanowi najwyższy wymiar kary?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Przed publicznym ujawnianiem każdego współpracującego z S.B, należałoby dokładnie zbadać jego sprawę, bo dziś powinien być karany tylko łajdak, który skuszony korzyściami materialnymi, szkodził niewinnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Akcent Polski grudzien 2006r.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;Nasze rzymskie koty: Michaśka z rodziną, Betunia na rękach u trzyletniej Selmy i koci wizytatorzy: gadatliwy Żucio i Grzeczniutka&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Michaski%20dzieci.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/Michaski%20dzieci.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Michaska%20z%20dziecmi.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/Michaska%20z%20dziecmi.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Betunia%20pozegnanie.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/Betunia%20pozegnanie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Rzucio.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/Rzucio.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Rzucio%20i%20Grzeczniutka.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/Rzucio%20i%20Grzeczniutka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Rudy%20z%20Rzymu.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/Rudy%20z%20Rzymu.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Dowidzenia%20Rzucio.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/Dowidzenia%20Rzucio.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-116290520693792484?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116290520693792484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116290520693792484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/11/rozmylania-za-kierownic-nr-24-nieznana.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 24 - Nieznana w Polsce siostra Wojciecha Dzieduszyckiego i rzymskie koty'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-116281152572428693</id><published>2006-11-06T21:56:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T17:50:53.079+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 11 - „PRZEGADANE POGADANKI” w Klubie Polskim w Ashfield</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Manisia.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/Manisia.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W tytule podałam, że były to „pogadanki”, bo właściwie nie wiem jak mogłabym nazwać to, co odbyło się w Klubie Polskim Ashfield popołudniem 5 listopada 2006r.&lt;br /&gt;Nie był to koncert, bo było za mało muzyki, nie była to akademia ku czci, nie było to zebranie otwarte ani odczyt, czy referaty. Nie mam pojęcia co to było. Przypominało wolne występy w londyńskim Hyde Parku.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najpierw, w lustrzanej sali zaprezentowano wystawę poświęconą generałowi Tadeuszowi Kościuszce, która jak słyszałam objechała całą Australię. Wystawa rzetelna (nie zabrakło nawet 500-setki z wizerunkiem generała!).&lt;/strong&gt; Wzruszały ocalałe mundury z czasów II wojny światowej oraz prace malarskie dzieci ze szkół sobotnich. Sprawa niewątpliwie pożyteczna. I na tym mogłoby się zakończyć - pozostałoby dobre wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast wystąpienia różnych osób w sali koncertowej mogliśmy sobie darować. &lt;/strong&gt;Do tego były to (z jedynym wyjątkiem) przemówienia w języku angielskim. Nie zauważyłam, żeby widownia zapełniona była Australijczykami, z pewnością ¾ sali zajmowali przedstawiciele Polonii. &lt;strong&gt;Należało więc tylko PEWNE sprawy omówić w j.angielskim, ponieważ była to impreza w klubie polskim, a nie w Parlamencie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A jak to wyglądało? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Najpierw ktoś wygłosił b. długą tyradę, której urozmaiceniem były taneczne manewry prelegenta, najwyraźniej niemogącego sobie znaleźć miejsca. Później Joanna Kazmirowicz bardzo długo i niewyraźnie czytała z kartki. Następnie Ernestyna Skurjat zaprezentowała za pomocą slajdów życiorys Pawła Edmunda Strzeleckiego i to był najciekawszy punkt programu - choć rozwlekłe tłumaczenie polskich napisów na j. angielski zbyt przeciągnęło - &lt;strong&gt;nawet ten jedyny, urozmaicony moment imprezy. &lt;/strong&gt;Potem, pechowo, film o Pawle Strzeleckim pokazał głównie mapy przez niego sporządzone, oraz niestety, tylko &lt;strong&gt;mówiących&lt;/strong&gt; jego potomków. &lt;strong&gt;Zabrakło zdjęć i kadrów z miejsc, które odwiedził.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jedyne wystąpienie w języku polskim – Marianny Łacek, która opowiadała o życiu Tadeusza Kościuszki, zostało dość impertynencko przerwane przez organizatorkę „Pogadanek”.&lt;/strong&gt; Do takich ekscesów nie może dochodzić na scenie (a nawet pod sceną...) &lt;strong&gt;Należało wcześniej uzgodnić jak długo może mówić prelegentka - podając jej dokładny czas wystąpienia.&lt;/strong&gt; Nic dziwnego, że na widowni głośno zapretestowano przeciw tej niezręczności. Do tego była to jedyna pogadanka w języku polskim!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdy wreszcie na scenę zaczęli wchodzić członkowie zespołu muzycznego, resztki publiczności (bo 60% już opuściło salę), miały nadzieję, że będzie się działo coś ciekawego.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt; Niestety, najpierw pianistka Monika Kornel długo czytała w j. angielskim, a potem dyrygent niestety ...długo przemawiał.&lt;br /&gt;Gdy w końcu orkiestra zaczęła grać polonezy T. Kościuszki nie wytrzymałam i opuściłam salę. Zbuntowałam się nie jako przedstawicielka mediów polonijnych, ale jako muzyk. Przykro mi, ale orkiestra - zwyczajnie nie stroiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polonezy naszego wspaniałego generała do arcydzieł nie należą. Można je potraktować jedynie jako ciekawostkę. Nie należało ich wykonania powierzać amatorom - to uwypukliło ich nijakość.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdyby zagrała je para naszych wspaniałych muzyków: Monika i Wojciech Kornelowie, którzy zaprezentowali je kiedyś w sydnejskim konserwatorium, w cyklu koncertów poświęconych polskiej muzyce; gdyby jeszcze dwie, trzy pary z któregoś naszego folklorystycznego zespołu zatańczyły poloneza - te muzyczne miniaturki byłyby niewątpliwie barwnym urozmaiceniem programu&lt;/strong&gt;. Czym się stały nie powiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I tak długo wytrwałam na posterunku! Należy mi się medal. Gdy impreza się zaczęła przy moim okrągłym stole siedziało dziesięć osób. Gdy wychodziłam, został jeden niedobitek.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Po jakimś czasie zajrzałam na salę i na scenie zobaczyłam gitarzystę; zaciekawiona weszłam do środka, żeby go posłuchać. Niestety i ten zaczął od pogadanki w języku angielskiem. Całkowicie zniechęcona wyszłam, wobec czego nie jestem w stanie ocenić muzycznych talentów gitarzysty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mogę za to stwierdzić całkowitą klapę „Przegadanych pogadanek”, bo nasłuchałam się na ich temat w kuluarach klubu! Krytyka, oburzenie, żarty, zawód, zniechęcenie – oto oceny publiczności popołudnia w Ashfield.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;OGROMNA SZKODA I ZMARNOWANA SZANSA! Na imprezę przybyło 200 osób!!! Policzyłam. Wprost niemożliwa liczba zainteresowanych śladami polskimi w Australii, bo na podobne imprezy przychodzi zwykle kilkadziesiąt osób.&lt;/strong&gt; Niestety ci, którzy znaleźli się tu po raz pierwszy, na pewno nie dadzą się namówić na kolejną imprezę, a przecież chodzi o to, żeby ludzi ściągać, a nie odstraszać?&lt;br /&gt;Podobno organizatorzy uważają, że impreza była świetna. Zacytuję im słowa piosenki Niemena: &lt;strong&gt;„Nie patrzmy ufnie w luster kryształy, z samozachwytu nie będzie chwały...”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jeśli zdajemy sobie sprawę, że jest zainteresowanie imprezą, że przybędzie dużo ludzi, niech organizują ją profesjonaliści.&lt;/strong&gt; Mamy ich pod dostatkiem: reżyserów, aktorów, muzyków, wokalistow, zespoły folklorystyczne – naprawdę jest w kim wybierać! Sprawdzili się na wielu wspaniałych imprezach. &lt;strong&gt;Szkoda, że nie powierzyło się ich doświadczeniu i talentom przedstawienia tak ważnych w Australii Polaków jak Paweł Edmund Strzelecki i Tadeusz Kościuszko, który choć o Australię nie walczył, to jednak znalazł się na jej szczycie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amatorzy i początkujący mogą startować przy organizowaniu imprez mniejszych. Cześć im i chwała, że garną się do niewdzięcznej pracy społecznej, ale i ta praca wymaga długoletniego doświadczenia.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Powinni zacząć od terminowania u zawodowców, a dopiero potem, samym puszczać się na głębokie wody.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-116281152572428693?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116281152572428693'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/116281152572428693'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/11/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-11.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 11 - „PRZEGADANE POGADANKI” w Klubie Polskim w Ashfield'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-115916364092141326</id><published>2006-09-25T15:36:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T17:51:43.523+11:00</updated><title type='text'>Kobiety! Nie dajcie się zwariować! nr 10 -  „OLD – FASHION MAN” - WALDEMAR ŁYSIAK</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/Maraya%20.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/320/Maraya%20.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Oczywiście zdania, które tuż pod tytułem książki „Old – fashion man” piszę, tworzą monolog człowieka, wygłaszany przed górą (konkretnie w tym wypadku przed W. Łysiakiem). Tzn. ja tu sobie filozofuję i wymyślam, a góra nawet nie wie o moim istnieniu ani nie odczuwa potrzeby, żeby wiedzieć. (Czym się nie przejmuję, bo nie dla niedosięgłych gór piszę, jeno dla ludu, konkretnie: kobiecego.)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W. Łysiak tym bardziej czyni się wielki, że w książce przytaczane są co krok, tyczące się go epitety krytyków: „mistrz”, „geniusz”, „genialny sejsmograf nastrojów społecznych”, „Bóg zsyła mu (narodowi – dop. E.C.) pisarza. On mówi za naród i w imieniu narodu. Sprawuje rząd dusz.” - czyli jest Prawdziwie Wielki.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rzeczywiście, publicystyka Łysiaka jest niezrównana, bezbłędnie napisana, wiele rzeczy widzi jasno dużo, dużo wcześniej i jego przepowiednie się sprawdzają, choć są to pesymistyczne proroctwa.&lt;/strong&gt; Nic dziwnego, że jego książki idą jak woda i jest pisarzem, który może dostatnio żyć za pieniądze pochodzące ze sprzedaży swoich książek (czego nie ukrywa, bo i dlaczego miałby?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moje ręce dostały się książki Łysiaka napisane jakieś dziesięć lat temu. &lt;strong&gt;Najnowszych jeszcze w Australii nie dorwałam, a ciekawa jestem jego poglądów na stosunki polsko-amerykańskie obecnie. Czy nie widzi w nich kolejnej niewoli Polski, w którą tym razem oddała się dobrowolnie?&lt;/strong&gt; Być może z nawyku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio gazety rozpisały się, &lt;strong&gt;jak to prezydent Bush znalazł dla premiera Polski CAŁE 5 MINUT na rozmowę w korytarzu (!) podczas jego oficjalnej wizyty w Białym Domu – uważając to za sukces!&lt;/strong&gt; Przy tym, na oficjalnym spotkaniu Condoleezza Rice bąknęła frazes, że: „Polska i USA to najlepsi przyjaciele” ...po czym rozkazano Polsce wysłać do Afganistanu ponad tysiąc żołnierzy. Podaję za „Oto Polską”, że nasza biedna ojczyzna co roku wydaje 300 milionów dolarów na operacje wojskowe na całym świecie. Co ma w zamian? Zabitych żołnierzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak obecny polski premier (choć w innym sensie), nie zgadzam się z profesorem Zbigniewem Brzezińskim, którego zdaniem Polska jest obecnie trzeciorzędnym sojusznikiem Ameryki. Nie jest bowiem żadnym sojusznikiem. Słucha i wykonuje, co jej każą. Jak widać nie tylko miłość, ale i przyjaźń może być bez wzajemności. Jednak po co to Polsce, czyżby nie przekonała się, że jak przychodzi do najgorszego, to nikt jej nie obroni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracając do poglądów Waldemara Łysiaka: gdy czytam jego książki zachwyca mnie jego przytomność polityczna. Natomiast z zażenowaniem przyjmuję wypowiedzi, czy kiepskie dowcipy mistrza o kobietach. W tym temacie wielki człowiek obnaża swą psychiczną słabość – wielki kompleks?&lt;/strong&gt; (Nie cytuję tu licznych wypowiedzi W. Łysiaka na ten temat, ale streszczam jego poglądy, osobiście można się przekonać czytając różne jego publikacje i wywiady z mistrzem.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie poglądy może mieć bowiem tylko osobnik skrzywdzony, który po zapewne bolesnych przejściach wszystkie kobiety uważa za k...y (a przecież: „do tanga trzeba dwojga”!), nieuzdolnione kretynki i chce z nich na gwałt zrobić kury domowe – bo wydaje mu się, że mają ptasie móżdżki. Jest to zemsta niegodna kogoś dźwigającego na sobie odpowiedzialność wieszcza narodowego. Więcej: katolika, którego religia nie pozwala poniżać drugiego człowieka, wywyższając siebie. W Biblii Bóg nie zaznaczył, że Ewa jest gorszym rodzajem człowieka od Adama, tylko wyznaczył im odmienne role do spełniania, takie, które im najlepiej odpowiadały w świecie, w którym po wygnaniu z Raju przyszło im żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie chciałabym być złośliwą, ale sama Biblia, w zaszyfrowany sposób podaje, że Ewa skusiła Adama jabłkiem z drzewa WIADOMOŚCI, a więc to właśnie kobieta pierwsza nie chciała pozostać nieświadomą! Co nie dowodzi (jak się bez sensu tłumaczy), że z tej przyczyny stała się matką rozpusty i wszelkiego zła! Przeciwnie, nie chcąc być „pierwszą naiwną” sięgnęła po wiedzę, choć ta, wiadomo, jest nie tylko dobra, bo we wszechświecie musi być zachowana równowaga.&lt;br /&gt;To dopiero za jej namową Adam został praojcem także i obecnych intelektualistów. A więc?... Gdyby nie Ewa, nie byłoby i genialnego Waldemara Łysiaka, który (pozbawiony świadomości) dziś zrywałby owoce w Raju, nie zaprzątając sobie głowy pisaniem o trudnych i brudnych sprawach tego świata, choćby się działy... (A działyby się, gdyż ziemię już zamieszkiwali preadamici - przecież istnieją inne religie...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie: zawsze opowiadam się za świadomością, a nie za naiwnością, którą uważam za zbrodniczą, bo przymykając oczy zezwala na bezkarność zła, (dlatego nie rozumiem problemu „grzechu pierworodnego” – Jest W Nim Niebotyczna Nielogika, albo nie dająca się rozszyfrować zagadka). Jestem zatem nieodrodną prawnuczką jednej z żon Adama, bo obie wolały wiedzieć. Wyjaśniam: niejedna religia powstała na świecie, a inna mówi, że pierwszą kobietą stworzoną z tej samej gliny co Adam, była Lilith, która małżonka swego opuściła, żeby żyć z preadamitami, bo Adasiu czynił się jej zbyt prostym intelektualnie - nudnym jednym słowem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jeśli te pradawne kobiety łaknęły wiedzy, to co dopiero dzisiejsze - gdy mamy inne czasy, ludzkość liczy się w miliardach, istnieje coś takiego jak technika; a świat i jego układy są zupełnie inne niż przed tysiącami lat, na prawie pustej Ziemi. Zmieniły się zatem role kobiet i mężczyzn.&lt;/strong&gt; Wiem, nawet z mojego otoczenia, że wielu mężczyzn chętniej zajęłoby się domem, pozostawiając kobietom troskę o pieniądze. I wcale nie znaczy to, że tacy mężczyźni są gorsi, po prostu każdy człowiek ma prawo wybrać, co będzie robił w życiu.&lt;br /&gt;Tak samo kobiety. Nie każda będzie czuła się szczęśliwą tylko prowadząc dom i wychowując dzieci. Znów przykład: znam wiele tzw. „niepracujących” kobiet, które gdy dorosłe dzieci odejdą z domu, zaczynają chorować i wcześnie umierają - właśnie dlatego, że czują się niespełnione, nieszczęśliwe, bo nie znalazły celu w życiu, a nie potrafią już niczego nowego się nauczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzę, że rodzina wciąż jest ważna, może najważniejsza dla każdego człowieka, ale wraz z postępem zmieniła się również rodzina i stało się to w ten sposób, w jaki następuje na Ziemi ewolucja: czyli przystosowywanie się przyrody do zmieniających się warunków. W dzisiejszej rodzinie rodzice powinni mieć takie same obowiązki - w związku z tym, że kobiety muszą pracować zawodowo. Z jednej pensji przeciętna rodzina nie jest w stanie się utrzymać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taka sytuacja już unormowała się w większości cywilizowanych krajów i tak będzie za jakiś czas na całym świecie i stanie się to w sposób naturalny.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Właśnie! Po co więc tyle i pusto gadać o sprawach, które nikogo nie obchodzą? Nie twierdziłabym z absolutną pewnością, jaka rola należy do kobiet, a jaka do mężczyzn, bo i tak każdy ma prawo grać taką rolę, jaką sobie wybierze (wolna wola). &lt;/strong&gt;Przy tym kobiety są silniejsze psychicznie (każda kobieta samotna poradzi sobie w życiu, a mężczyźni tylko w nielicznych wypadkach) - co już dowiedziono, a obecnie niewiasty uprawiając sporty, nawet fizycznie stają się silne jak mężczyźni. Tyle, że przez 2 tysiące lat, aż do XX wieku, w tym im przeszkadzano i dopiero teraz robią to, do czego zostają stwarzane (wszak każdemu Pan Bóg jakiś talent daje...), nie dbając o niczyją opinię na ten temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W temacie „polityka” W. Łysiak jest wieszczem, za to na temat „kobieta” pisze śmisznie – jak naiwne dziecko, prawdopodobnie dlatego, że opiera sądy na nielicznych, znanych mu przykładach.&lt;/strong&gt; No bo, ta babska rozwiązłość! Te zdrady przypisywane wyłącznie kobietom, gdy statystycznie to przede wszystkim mężczyźni zdradzają swoje żony, co nie dziwi, bo kobiet wciąż jest więcej...&lt;br /&gt;To „pienienie się feministek”, które walczą jedynie o to, żeby kobieta miała prawa NALEŻĄCE SIĘ człowiekowi. Wielbicielki, które w listach pochwalnych podlizują się mistrzowi (za jego archiwalne poglądy), należą na szczęście! do nielicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jednym zdaniem: przytaczane w książce cytaty dawno umarłych geniuszy i poglądy naszego wieszcza politycznego na sprawy kobiece - to bzdety. &lt;/strong&gt;To też dowód na to, że chłopcy znają się być może na prowadzeniu wojen, ale nie na życiu. (A że wojny nie są potrzebne światu, więc nie ma się czym chwalić...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I oświadczam, że nie byłam i nie jestem ani aktywną, ani pasywną feministką. Za to przynajmniej staram się, być CZŁOWIEKIEM sprawiedliwym.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Poglądy na temat zadań należnych do poszczególnych płci (jakie głosi mistrz w wywiadzie-rzece umieszczonym w książce), to dowód, że „old fashion man” nie jest pozytywnym określeniem; wobec czego szanuję Łysiaka jedynie jako Samotnego Wilka walczącego z nieprawością świata. (Nawet jeśli nieskutecznie...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zresztą... gdyby Waldemar Łysiak urodził się kobietą, to przy jego charakterku, byłby jedną z najzacieklej walczących (może nie tylko piórem) feministek - choć uważam, że jest to idiotyczna nazwa przyznawana normalnym kobietom, przez dziwaków - menistów.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.s. Mężczyzn walczących o prawa męskie (za pomocą poniżania kobiet) perfidnie nazwałam &lt;strong&gt;menistami&lt;/strong&gt;, od angielskiego słowa: men, ponieważ angielski jest obecnie popularniejszy od łaciny (no... może z wyjątkiem tej używanej na co dzień, której nie brak i u mnie, w myśl zasady, że jeśli wieszczowi tak często wypada, to mnie tym bardziej...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;(Jest to druga, lekko złagodzona wersja felietonu.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Akcent Polski&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-115916364092141326?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115916364092141326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115916364092141326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/09/kobiety-nie-dajcie-si-zwariowa-nr-10.html' title='Kobiety! Nie dajcie się zwariować! nr 10 -  „OLD – FASHION MAN” - WALDEMAR ŁYSIAK'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-115821296390406638</id><published>2006-09-14T14:36:00.000+10:00</published><updated>2007-07-09T14:54:23.568+10:00</updated><title type='text'>SPOSTRZEŻENIA NIEPOLONISTKI - Polskie Warsztaty Literackie,  Express Wieczorny 10 września 2006r.</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6954/3149/1600/mum.1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6954/3149/200/mum.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W cudzysłowach zamieszczone są cytaty z wywiadu, w nawiasach uwagi niepolonistki.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;„Związek Nauczycieli (...) organizuje cały szereg imprez poświęconych &lt;strong&gt;językowi&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;.”(Co będzie się na nich prezentować: kolor czy długość języków? Należałoby dodać słowo np. „ojczystemu”.)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W naszym środowisku &lt;strong&gt;istnieje wiele osób&lt;/strong&gt;, które &lt;strong&gt;noszą w sobie zadatki literackie&lt;/strong&gt;.” &lt;em&gt;(Osoby nie mogą nie istnieć. Oraz: można nosić w sobie żal, ale nie zadatki talentu. Powinno być: „W naszym środowisku wiele osób ma zadatki literackie”.)&lt;/em&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;„Mogę śmiało powiedzieć&lt;/strong&gt;, że uczestnicy stanowili &lt;strong&gt;doskonały przekrój&lt;/strong&gt; społeczności polonijnej, pod względem wieku, stażu emigracyjnego, wykształcenia oraz stanu cywilnego&lt;em&gt;.”(„Mogę śmiało powiedzieć” – czy ktoś zabrania? Czy uczestnicy mogą „stanowić przekrój” i do tego „doskonały”? Poprawnie: „W Warsztatach uczestniczyły osoby w różnym wieku, o różnym wykształceniu, stanie cywilnym i stażu emigracyjnym”.)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;strong&gt;W świetle tego wszystkiego&lt;/strong&gt;, &lt;em&gt;(przedtem wymieniono osiągnięcia prowadzącej Warsztaty)&lt;/em&gt; pierwsze Warsztaty Literackie prowadzone przez (...) wydają się czymś naturalnym&lt;em&gt;.”(W świetle? Wydają się? Czymś naturalnym?)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej objaśniono, że: w felietonach, dziennikach i pamiętnikach należy: „Nie plotkować, nie oczerniać, nie wyrównywać rachunków ze zmarłymi i żyjącymi.” &lt;em&gt;(A paszkwile na Pulsie Polonii?)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;strong&gt;Osoby&lt;/strong&gt; miały do wyboru...” &lt;em&gt;(Osoby? Uczestnicy mieli...)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;strong&gt;Nawet&lt;/strong&gt; nie spodziewaliśmy się, że ta akcja wywoła tak pozytywny oddźwięk w &lt;strong&gt;społeczeństwie&lt;/strong&gt;.” &lt;em&gt;(Bez „nawet”. I poprawić uogólnienie: ”w polonijnym społeczeństwie, na terenie Sydney”.)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Część teoretyczna oscylowała wokół tematu: Jak pisać dobre teksty literackie.” &lt;em&gt;(Nauka poszła w las?...)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Drugim rodzajem pracy domowej jest wprowadzenie poprawek redakcyjnych do napisanych tekstów(... ) po otrzymaniu od autorów prac, zobaczymy co dalej będzie można zrobić&lt;em&gt;.”(Należy zacząć od korekty wywiadu reklamującego Warsztaty - żeby nie „wiódł ślepy kulawego...”)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Za nic nie przepraszam, bo to nie moja wina. &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Trudno... jeśli wywiad był o Warsztatach Literackich należało go sprawdzić, reklama jest dźwignią handlu...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ps.&lt;/strong&gt; W ostatnim (38) sydnejskim Expressie, w liście do redakcji podpisanym: Anna Sadurska – Executive Producer Polish Language Program SBS Radio, Sydney, słowo Pan kilka razy napisano dużą literą.&lt;br /&gt;Słowo "pan" samo w sobie jest wyrazem szacunku, pisze się go małą literą. Dużą piszemy: Pan Bóg oraz bożek Pan.&lt;br /&gt;Także: współorganizator pisze się razem, bez łączącego myślnika. Tak samo jak np. współpracownik, eksżona, czy ekskról. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-115821296390406638?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115821296390406638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115821296390406638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/09/spostrzeenia-niepolonistki-polskie.html' title='SPOSTRZEŻENIA NIEPOLONISTKI - Polskie Warsztaty Literackie,  Express Wieczorny 10 września 2006r.'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-115589716527487613</id><published>2006-08-18T18:15:00.002+10:00</published><updated>2008-12-12T13:01:42.226+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 9 - „POLISH WEDDING” w FANTAZJI HOLLYWÓDZKIEGO REŻYSERA</title><content type='html'>__________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aIeOHywDI/AAAAAAAAEMI/xoOl3OSDgGI/s1600-h/juz+plotkuje.psd.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5167467675222458418" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aIeOHywDI/AAAAAAAAEMI/xoOl3OSDgGI/s200/juz+plotkuje.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Różne widziałam filmy głupie i głupsze, ale podobnego idiotyzmu jak wyprodukowany w Hollywood „Polish wedding” jeszcze nigdy! (Film pokazano 18 sierpnia 06r. w TV program 7)&lt;/strong&gt; Nie, nie! Nie mam zamiaru podawać nazwiska reżysera, nawet nie interesuje mnie kim on jest, powinien pogrążyć się w wiecznej niepamięci. Albo znaleźć w więzieniu za fałszerstwo - gdyby przypadkiem ktoś wyprodukowaną przez niego bzdurę wziął na serio, choć to wydaje się niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Akcja dzieje się współcześnie.&lt;/strong&gt; (Film wyprodukowano w 1998r.) Rodzina polskich emigrantów żyje sobie przedziwnie, w fibrowym domku w robotniczej dzielnicy Detroit - jak wiemy miasta przemysłowego. Tu trzeba oddać sprawiedliwość – domek skromny, ale schludny, a w nim ojciec piekarz, matka sprzątaczka (oboje jeszcze młodzi, około czterdziestki) i ich pięcioro blond dzieci: czterech synów i córka nastolatka oraz prawdopodobnie dziewczyna któregoś z synów, z niemowlęciem, czarnowłosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Główny wątek filmu to dziewictwo.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W jedynej ich córce nastolatce Halinie, blondynce z czarnymi oczami (znana z „Romea i Julii” Claire Danes) zakochuje się policjant, nie mam pojęcia z których emigrantów, cała rodzina policjanta jest czarnowłosa, więc jacyś południowcy? Policjant śledzi dziewczynę, gdy wieczorami przesiaduje z rówieśnikami na ulicy, łazi za nią krok w krok „pilnując jej bezpieczeństwa” (fajnie pracują policjanci w USA, co?) wreszcie (po pewnych komplikacjach) odbiera nastolatce dziewictwo, za jej absolutnym przyzwoleniem, w opuszczonej hali fabrycznej, czy też dworcu kolejowym, po czym ...nie ma najmniejszego zamiaru się z nią ożenić, mimo, że niewinna natychmiast zaszła w ciążę! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Proszę, co za łobuz z tego amerykańskiego policjanta! (Na usprawiedliwienie, jest on przecież z jakichś tam emigrantów...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracając do dziewictwa&lt;/strong&gt;: w jakimś przedziwnym misterium ku czci Czarnej Madonny, które odprawiają polscy emigranci wiary katolickiej (!), wybrana dziewczyna co roku na głowę posągu Świętej Madonny zakłada swój wianek dziewiczy.&lt;br /&gt;Na filmie, tuż przed świętem, na mszy ksiądz typuje dziewice: przy pierwszej kandydatce następuje ogólny śmiech. Ksiądz na ołtarzu daje kuksańca rozweselonemu ministrantowi i odczytuje nazwisko następnej kandydatki - naszej Haliny z oczami jak węgle, która jeszcze wtedy była dziewicą. Przez kościół przepływa fala aprobaty...&lt;br /&gt;Jednak sprawa się komplikuje, bo jak już napisałam, dziewczyna po wyborach zaszła w ciążę z łobuzem policjantem i w święto Czarnej Madonny dochodzi do skandalu; ponieważ utrata dziewictwa naszej bohaterki stała się sprawą publiczną w momencie gdy cała jej rodzina: matka z grabiami, bracia i ojciec z kijami bejsbolowymi i hokejowymi wdarli się do domu policjanta i sprawili mu lanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toteż, gdy nasza blond bohaterka w wianku z traw, polnych kwiatów i w białej sukience ma zamiar obdarzyć Madonnę swoim fałszywym wiankiem, ktoś krzyczy, że jest ona dziewicą w ciąży. Wobec takiego skandalu, ksiądz usiłuje niedziewicę za nogi ściągnąć z piedestału, żeby nie dopuścić do świętokradztwa.&lt;br /&gt;Niestety broni się ona jak lwica i księdzu zostają w rękach jedynie buty. Po czym wzburzona dziewica w ciąży radzi zgromadzonym, żeby się wypchali i ustraja figurę w swój zbeszczeszczony wianek. Następnie z podniesionym czołem kroczy wśród rozstępujących się przed nią ludzi, z których jedni żegnają się znakiem krzyża, a drudzy nawet z szacunkiem przyklękają!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Koniec sceny, robi się ciemno, pojawia się napis „Rok później”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;I co widzimy? Sielankę. Łobuz policjant coś tam grabi, czy podcina w ogródku. Na podwórku, na podniesieniu stoi biała wanienka. Z domu wychodzi płowowłosa niedziewica z dzieciątkiem w objęciach i wsadza go do wanienki, w celu kąpieli - jak sądzę. Patrzy przy tym w sposób nieodgadniony, na przyglądającego się jej policjanta z obnażonym, umięśnionym torsem. Dookoła nich w całości szczęśliwa rodzina polskich emigrantów w Detroit. &lt;strong&gt;„Mamusa” Jadwiga radośnie macha ręką i krzyczy po indiańsku: - Yohuuu! Muzyka „Santa Maria”. Koniec pieśni.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niewątpliwie film ten zawiera wybitny podtekst intelektualno-religijny, może nawet na miarę Kubricka? Niestety mnie jako przedstawicielce średnich intelektualistów nie udało się go odszyfrować.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Inne kwiatki z tego arcydzieła&lt;/strong&gt;: np. co według producentów filmu jedzą polscy emigranci? Oczywiście pierogi w niesamowitych ilościach, gotowaną kiełbasę, jakąś podejrzanie czarną zupę i ogórki kiszone - o każdej porze. I to właśnie ogórki zostały w filmie specjalnie podkreślone. Jest moment gdy „mamusa, moja Jadwiga” z nadzianym na widelec ogórkiem rozmawia z córką – następuje wielkie zbliżenie nadgryzionego ogórka. &lt;strong&gt;W ogóle ogórki grają tu bardzo ważną, być może kluczową rolę?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego? Już wyjaśniam&lt;/strong&gt;: tato Bolek piecze w nocy chleby i chałki, ze smutku pociągając z butelki i przygrywając na harmoszce ruskie kawałki, mama sprząta w dzień. Jeśli już spotykają się w łóżku, to „mamusa” donośnie chrapie, co Bolka doprowadza do szału. Do tego samego doprowadza go też uzasadniona zazdrość o niewierną „mamusę moją”, bo zdradza go ona z ruskim emigrantem, intelektualistą z długim siwym, tłustym włosem i zarostem. A robi to (we śnie Bolka) w malowniczej scenerii pisuarów, oraz piany i brudnej wody rozlanej na podłodze - w siusialni dla mężczyzn, wycierając przed tym mokre ręce o zarost na twarzy Rusina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na jawie robi to estetyczniej. Otóż, przebrana w przedziwny mundur barwy brunatnej z czerwonymi lampaskami, w takiejż mundurowatej pelerynce (zauważyłam na niej chyba emblemat orła białego na czerwonym tle!) i w furażerce na głowie – które to akcesoria stanowią jej alibi - udaje się na schadzki z Rusinem. W końcu filmu kochankowie ubrani w czerwone jedwabne szlafroki baraszkują na kanapie, w jego pełnym antyków mieszkaniu. Niestety, ku rozpaczy Rusina lojalna Jadwiga odmawia wspólnej wycieczki, czy też ucieczki twierdząc, że kocha męża, ma z nim pięcioro dzieci i tego stada nie zostawi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w domu, wreszcie dochodzi do porozumienia z głową rodziny - na uginającym się łożu, gdzie tym razem „mamusa” nie chrapie. Wielkoduszny Bolek zdradę wybacza, jednak nie mogąc powstrzymać goryczy przygryza jej przy śniadaniu, że robi niedobre ogórki. Sfrustrowana Jadwiga ucieka do śpiżarki zapełnionej mniej więcej tysiącem weków z polskimi ogórkami kiszonymi. &lt;strong&gt;Oddającą się rozpaczy, dopada skruszony już małżonek i we łzach szczęścia, pośród kiszonych ogórków, następuje całkowite pojednanie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała ta polonijna rodzina oczywiście co chwilę pali papierosy, łącznie z synem, tak na oko dziewięciolatem. (Papierosy są tu drugim atrybutem po ogórkach.) I w związku z paleniem przyuważyłam jedyną prawdziwą scenę na tym filmie: ojciec przyłapał córkę i małolata jak kurzą między suszącymi się prześcieradłami. Wyjął nieletniemu papierosa z buzi, w pierwszym odruchu chcąc go wyrzucić, po czym zawahał się, sam się zaciągnął i wsadził małemu peta spowrotem do ust. Także wódkę pije się tu „po polsku”, czyli od niechcenia albo w celu „zalewania robaka”; kobiety wychylają „setki” duszkiem, jedną za drugą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Film jest o Polakach, wobec czego polskie symbole są podkreślone&lt;/strong&gt;: religijno-handlowa feta jest w kolorach biało-czerwonych. Tak ustrojone są stragany, ubrani ludzie, powiewają jakieś białe i czerwone wstążki. A potem następują tańce ludowe, pierwszy w rytmie marsza austriackiego, drugi (po raz pierwszy polska nuta w tym filmie!) wolnego kujawiaka, któremu towarzyszą dzwony kościelne zbliżającej się procesji z Czarną Madonną, księdzem i dziewczynkami sypiącymi kwiaty. (Ciąg dalszy wcześniej opisałam - historia z wiankiem niedziewiczym.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Muzykę do tego filmu skomponował Rosjanin. Wobec czego cały czas towarzyszy akcji liryczna „polska” muzyka, z typową dla rosyjskiej skalą, duszą i modulacją.&lt;/strong&gt; Czasem skrzypce zawodzą także po cygańsku i to już pasuje do scen z Bolkiem mającym rzeczywiście cygańską urodę (Gabriel Byrne). Tylko w momentach dramatycznych pojawia się wzniosła, propagandowa hollywoodzka muzyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć film zakwalifikowano do komedii, to oprócz opisanych powyżej głupot, nie było w nim niczego śmiesznego. Widać twórcom filmu szło jedynie o to, żeby pokazać, że polscy emigranci mają bzika.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Nie chciałabym tu nikogo obrazić, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie wyprodukowałby takiego filmu. Nawet w TV Week dostał ten nie polish i nie wedding tylko jedną gwiazdkę i to pewnie z litości, bo powienien dostać 00. &lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;I właściwie powinien nazywać się: „Jak niezbyt rozgarnięci Amerykanie wyobrażają sobie Polaków.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niestety, często tak bywa, że jeśli chce się z kogoś zrobić głupiego, samemu wychodzi się na idiotę.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-115589716527487613?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115589716527487613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115589716527487613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/08/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-9-polish.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 9 - „POLISH WEDDING” w FANTAZJI HOLLYWÓDZKIEGO REŻYSERA'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aIeOHywDI/AAAAAAAAEMI/xoOl3OSDgGI/s72-c/juz+plotkuje.psd.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-115173125977445588</id><published>2006-07-01T14:59:00.000+10:00</published><updated>2007-07-09T13:54:10.668+10:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 8 - DLACZEGO  "Rada Naczelna Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej" BOI SIĘ LUSTRACJI POLONII?</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/kot%20jezor.2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/kot%20jezor.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Rada Naczelna Polonii Australijskiej i (nawet!) Nowozelandzkiej (którą dalej będę skracać na RN itd.) – za nic nie chce połączyć się z Polonią australijską i (jak sądzę) nowozelandzką. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć trzeba przyznać, że sama ten fakt rozumie, wszak w rezolucji RN itd. z dn. 10 czerwca 2006 r. powziętej na 38 zjeździe tej rady wyraźnie napisano, cytuję punkt 6: &lt;em&gt;Rada Naczelna nie rości pretensji do reprezentowania wszystkich Polaków zamieszkałych w Australii i Nowej Zelandii oraz ...Australijczyków i Nowozelandczyków polskiego pochodzenia... &lt;/em&gt;- jeszcze by tego brakowało&lt;em&gt;!( dop. E.C.). &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż... zamieszczonemu w rezolucji stwierdzeniu zaprzecza obecny, pełen pychy tytuł, zniekształcający nadaną - jak widać przez skromniejszych założycieli - prawidłową nazwę: Rada Naczelna Polskich Organizacji w Australii (dodałabym tu jeszcze słowo „zrzeszonych”) &lt;strong&gt;Z punktu widzenia prawa nazwa: RN Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej jest absolutnie bezprawna, bowiem rada ta patronuje mniej więcej 5% Polonii australijskiej. &lt;/strong&gt;Reszta Polonii się do niej nie przyznaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdą natomiast jest, że w myśl zacytowanego zdania z decyzji RN itd. o charakterze rozstrzygającym – &lt;em&gt;nie roszcząc sobie pretensji&lt;/em&gt; - działa ona w wąskiej klice, odsunięta od czynnego polonijnego życia i tylko czasami ogłasza w mediach wrogo (dla ogólu Polonii australijskiej) szczekające komunikaty, które wywołują ogólne oburzenie - czego dowodem chociażby komentarze normalnych ludzi na internecie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niezorientowanych odsyłam do polonijnej australijskiej prasy i witryn internetowych: www.wirtualnapolonia.com i www.pulspolonii.com - można tam sprawdzić, w jak niewybredny sposób atakuje australijską Polonię tzw. RN itd.&lt;/strong&gt; I zauważcie, jak cierpliwie i merytorycznie odpowiadają atakowanii (głównie byli działacze Solidarności), w felietonach zamieszczanych na b. popularnej witrynie internetowej Wirtualna Polonia - w dziale Australia.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dodam, że zastanawiający jest fakt, że ze specjalną nienawiścią są atakowani byli działacze Solidarności – czyli ludzie, których walce i poświęceniu, także niektórzy aktywiści RN itd. zawdzięczają komfortowe życie w Australii.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;A jest ta RN itd. bodaj jedyną na świecie polonijną organizacją, która przeciwstawia się lustracji Polonii!&lt;br /&gt;Wniosek z tego, że RN itd - zapierając się czterema nogami - panicznie boi się lustracji! &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Dowodem tego strachu niech będą urywki rezolucji RN itd, cytuję punkt 8: &lt;em&gt;W 25 rocznicę powstania ruchu „Solidarność” Polacy w Australii byli świadkami gorszących sporów wywołanych przez grupę kilkunastu byłych aktywistów Solidarności, którzy w czasie swego pobytu w Australii przejawiali znikomą lub żadną działalność społeczną i niewidoczne dla nas poparcie dla pomocy humanitarnej Polsce, a usiłowali odmówić prawa do obchodów tej rocznicy szerokim rzeszom Polonii, z Radą Naczelną włącznie. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;Po piętnastu latach od powstania RP, wystąpili oni do Instytutu Pamięci Narodowej i Sejmu z żądaniami przeprowadzenia lustracji wśród działaczy polonijnych, szczególnie Rady Naczelnej, oskarżając ich w Internecie (m.in. w PAP dla Polonii, Wirtualnej Polsce i Wirtualnej Polonii) o prowadzenie, wspólnie z placówkami dyplomatycznymi RP, akcji „agenturalnej”, chociaż nie umieją sprecyzować na czyją szkodę lub korzyść.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A po cóż mieliby precyzować? Przecież wiadomo na czyją szkodę, czy korzyść działali agenci!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast pierwsza część cytatu jest niewiarygodnym przekrętem! Bo to właśnie RN itd. gorszyła Polonię publicznymi sporami, po tym jak obchody 25 lecia Solidarności zorganizowała BEZ „byłych aktywistów Solidarności!” - NIE ZAPROSZONO ICH CELOWO I Z PREMEDYTACJĄ! - tłumacząc się potem mętnie w mediach, że nie wiedziano jak do nich dotrzeć!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zwracam uwagę, że ludzie z Solidarności w latach osiemdziesiątych zrobili dla Polski i wschodniej Europy więcej niż wszyscy razem z RN itd. mogliby uczynić przez tysiąc lat! &lt;/strong&gt;Nie muszą więc działać w Australii, a jednak działają do dziś! – tu demaskuję kolejne kłamstwo RN itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Prawdą jest natomiast, że „byli aktywiści Solidarności” nie życzyli sobie, żeby ich obchody organizowali ludzie, którzy 25 lat temu znajdowali się po drugiej stronie barykady!!! Fakt ten nie może dziwić żadnego zdrowo myślącego człowieka: ci, którzy trzymali z komunistami, zabijającymi i zamykającymi w więzieniach solidarnościowców -dziś uzurpują sobie prawo do organizowania uroczystości ku czci Solidarności! &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dość tego absurdu i skandalu - którego już nie da się wykreślić z historii australijskiej Polonii - to jeszcze RN itd. brnie w kłamstwach, umieszczając podobne stwierdzenia w czymś, co nazwali swoją „rezolucją”. &lt;strong&gt;Bo wszyscy mogą się przekonać, że gorszące wystąpienia w mediach były WŁAŚNIE ze strony RN itd, konkretnie: jej przedstawiciela prasowego Z.Sudułła i W.Wnuka.&lt;/strong&gt; Oraz w anonimowych komentarzach członków rady i jej wielbicieli. W jakim stopniu obraźliwe i grubiańskie były te wystąpienia, można jeszcze poczytać na Wirtualnej Polonii i na Pulsie Polonii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ludzi z Solidarności nie stać na kłamstwo i chamstwo, bo nie takim ideałom ślubowali. Muszą jednak prostować – chociażby ostro! - przekręty RN itd. podając konkretne fakty i przedstawiając dowody, żeby nie pozwolić ogłupiać Polonusa niezorientowanego.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Lustrację należy przeprowadzić, żeby udowodnić, czy Australia jest, czy nie jest wyspą agentów – jak zasugerowano w jednym z felietonów. Bo jeśli jest, zdemaskowanych agentów należy od czynnego życia Polonii australijskiej odsunąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy tym, jeśli rzeczywiście w radzie agenci siedzą na wysokich stołkach, sprawa jest niebezpieczna dla Polonii australijskiej – prawdą jest, że nasz rząd śledzi poczynania grup etnicznych! Ale inaczej, niż pisze na ten temat RN itd. w swojej rezolucji,&lt;/strong&gt; cytuję nadal punkt 8: &lt;em&gt;Władze australijskie bacznie obserwują działalność ugrupowań tzw. „etnicznych” i traktują tego rodzaju zachowania z pobłażaniem ale i z politowaniem dostrzegając, że osoby którym udzieliły azylu, gościnności i przyznały obywatelstwo australijskie, zwracają się do obcego, w tych władz pojęciu, państwa by prowadziło kwerendy, śledztwa i rozpoznania w stosunku do obywateli Australii. Działalność ta podrywa autorytet Polonii i przysparza argumentów tym, którzy prowadzą przeciw Polsce i Polakom akcję oszczerczą.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Proszę! - jak sprytnie odwrócono kota ognem, dając świadectwo zadziwiającej mentalności!&lt;/strong&gt; Innymi słowy zagrożono nam (w punkcie 8 rezolucji): - siedźcie cicho! bo jak się nie daj Boże! coś paskudnego wyda, to wrogim Polakom oszczercom stworzycie pole do popisu, a australijskie władze będą traktowały Polonię z politowaniem! &lt;strong&gt;A przecież dziesiątkom tysięcy uciekinierów, ta gościnna ziemia udzieliła azylu PRZED KOMUNISTYCZNYM REŻIMEM.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Co by się mogło stać, gdyby np. nagle ujawniono, że wysoko postawieni polonijni działacze – prezentujący Polonię przed rządem australijskim - byli komunistycznymi agentami? Brrr... coż za kompromitacja dla całej australijskiej (i nowozelandzkiej) Polonii! &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego właśnie należy lustrację przeprowadzić mimo, że, cytuję punkt 9 rezolucji: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;Rada Naczelna pragmatycznie uważa, że Polacy którzy dobrowolnie opuścili Polskę i zamieszkują w Australii na stałe, szczególnie gdy są obywatelami tego Kraju, praktycznie zrezygnowali z prawa do współdecydowania o tych regulacjach prawnych i procesie demokratycznym w RP, które dotyczą mieszkańców Polski, bowiem skutki tych decyzji dotyczą Polonii w minimalnym stopniu.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akurat odwrotnie( popierając lustrację) uważa Polonia zamieszkująca inne państwa świata, a ponieważ my – australijska Polonia, chcemy się jednoczyć z Polonią świata, a nie z RN itd. - podpisujemy się za!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przecież jeśli ktoś ma czyste ręce, to nie musi się obawiać?... - w takich okolicznościach lustracja to zwykła formalność.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.wirtualnapolonia.com - czerwiec 2006r&lt;br /&gt;www.rodaknet.com - czerwiec 2006r&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-115173125977445588?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115173125977445588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115173125977445588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/07/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-8-dlaczego.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 8 - DLACZEGO  &quot;Rada Naczelna Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej&quot; BOI SIĘ LUSTRACJI POLONII?'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-115113066507420580</id><published>2006-06-24T16:28:00.000+10:00</published><updated>2007-07-09T14:51:16.796+10:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 7 - BEŁKOT: MEDIALNY I LITERACKI</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/kot%20jezor.2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/kot%20jezor.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W 2 nr (2006r) Akcentu Polskiego zamieszczono felieton prof. dr hab. Piotra Jaroszyńskiego pt. &lt;em&gt;Kultura, a odziaływanie mediów.&lt;/em&gt; Autor zaczyna od dominacjii mediów w dzisiejszych czasach. &lt;em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;O czym nie mówią media, tego nie ma lub to się nie liczy.(....). &lt;/em&gt;I - &lt;em&gt;Trzeba być ciągle przytomnym na umyśle, aby nie ulec medialnej psychozie.&lt;/em&gt; Profesor przypomina, że dziennikarze muszą być wiarygodni, ponieważ mają ogromny wpływ na nasze życie. Co widać chociażby w ślepej nagonce mediów na nowy rząd w Polsce. Praktycznie nie zdążył on nawet zacząć naprawiania błędów poprzedników, a &lt;em&gt;- To jest największa pohrrrrrrażka, kompromitacja tego rządu! –&lt;/em&gt; z satysfakcją, co i raz przygryzają w mediach ci, co nie potrafią przegrywać z godnością i którym zależy na zaspokajaniu ambicji, a nie na dobru Polski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dalej, autor w.w. felietonu przechodzi do rozważań nad językiem mediów, który nierzadko jest bełkotem.&lt;/strong&gt; Dla mnie osobiście, najbardziej irytujące są dwa bełkoty: &lt;strong&gt;poetycki&lt;/strong&gt; (wiadomo!) i &lt;strong&gt;pragmatyczny &lt;/strong&gt;- czyli mający treść niezrozumiałą, acz udającą głęboką znajomość tematu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś usłyszałam w dzienniku Oto Polska jeszcze inny przykład bełkotu, &lt;strong&gt;typu pojęcianiemamcomówię&lt;/strong&gt;: &lt;em&gt;Temu pacjentowi chirurdzy przeszczepili palec ze stopy &lt;/em&gt;(jego własnej – dop. E.C.), &lt;em&gt;na kciuku ręki.&lt;/em&gt; Po co przeszczepianoby palec nogi do ręki? A to wynika z treści podanej przez spikerkę. Domyśliłam się, że pobrano tkankę ze stopy, żeby podreperować kciuk. W każdym razie dziennikarka zabełkotała zdrowo - pewnie bo rzecz dotyczyła medycyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Do bełkotu innego dziennika - Kalejdoskopu z Polsatu tak się przyzwyczailiśmy, że stał się dla nas wręcz naturalnym językiem polskich mediów. &lt;/strong&gt;I nawet jakby brakuje nam już skasowanych dowcipnych przebitek filmowych, np. gdy mówiono o kłótni w sejmie, pokazywano naparzających się kowbojów wyciętych z amerykańskiego westernu lub stado galopujących koni.&lt;br /&gt;Zaś o wpływie mediów na człowieka zwyczajnego niech zaświadczy czołówka tego dziennika, z błogosławiącym australijską Polonię Michaelem Jacksonem – wszak oglądamy ją z zachwytem, czekając cały tydzień!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W podanej, w niezrozumiały sposób, wiadomości o ciekawostce medycznej, dziennikarka Oto Polski użyła słów rdzennie polskich, &lt;strong&gt;natomiast bełkot pragmatyczny polega na magazynowaniu w prostej treści niemożliwej wprost ilości obcych słów&lt;/strong&gt;. Bo chcemy udowodnić, że je znamy! I wtedy felietony stają się pełne impresji i dygresji – stwierdził jeden z polonijnych radiowców. Żargonu służbowego używamy natomiast, żeby się wykazać inteligencją - jak polska policjantka, która zdając sprawozdanie z zamieszek chuligańskich oznajmiła, że &lt;em&gt;...nie doszło do rozwiązania siłowego...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przerażająco-optymistycznego bełkotu czasów komuny, na szczęście niewielu czytało i słuchało.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Gorzej jeśli pobrzmiewa on w polonijnych kręgach,&lt;/strong&gt; bo wciąż komunistycznie bełkocze były dziennikarz, piejący niegdyś o rozwoju socjalizmu w Polsce. Zwroty wykute w dobrej, starej szkole tak mu weszły w krew, że żadne antybiotyki nie są w stanie ich zabić! Nawet w mowie potocznej używa komunałów z czasów, kiedy to wszystko osiągaliśmy &lt;em&gt;...wspólnem wysiłkiem ządu i społeceństwa..&lt;/em&gt;. (cytat ze &lt;em&gt;Strasnej zaby &lt;/em&gt;K.I.Gałczyńskiego)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast w polonijnych radiach panuje bełkot imprezowy&lt;/strong&gt;. Szczególnie, gdy audycja nieprzygotowana, temat rzucony tuż przed, a należy coś poględzić przez najbliższą godzinę. Podpowiadam, że lepiej napisać, niż pleść. A lepiej napisać i się z tym przespać, a jeszcze lepiej odczekać z tydzień, bo przed mikrofonem wypada się gorzej niż u cioci na imieninach. Przy tym słuchacz to zimny drań, który wysłyszy każde przejęzyczenie, nielogiczność, dziurę, dukanie, masło maślane, a nawet to, co nie zostało powiedziane. I wykpi, bo sam nie musi tego robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ględzenie o niczym można przeżyć, groźne jest jednak, gdy dziennikarz uważający się za wybitnego, bywa niezrównoważony psychicznie.&lt;/strong&gt; Z kompleksem niższości połączonym z kompleksem wyższości (z dużą domieszką agresji), lepiej się publicznie się obnosić - bo się wyda! &lt;strong&gt;Oto wrażenia po przeczytaniu na witrynach internetowych wystąpień dwóch aktywistów RN:&lt;/strong&gt; ciągną się jak papier toaletowy upaprany nawozami sztucznymi i naturalnymi. Brakuje logiki, ciągłości tematów i końcowej puenty – chaos plotących co im się przypomni, z nienawiścią obluzgujących przeciwników. Prawdziwe fakty toną w bagienku. Przebrnięcie przez tę „tfurczość” jest jak brodzenie w kloace (tylko, kto by tam właził?) i jedynie obrażeni przez tych panów wyszukują szczegóły, żeby zgłosić do sądu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast bełkoczącym poetycznie podpowiadam, że sprawy pozornie nielogiczne muszą być przedstawione absolutnie logicznie&lt;/strong&gt;. No i styl! Przybyszewskiego nie sposób dziś czytać, także niektórych utworów Żeromskiego (np. &lt;em&gt;Wiatru od morza&lt;/em&gt;). Ich treści mogłyby zainteresować dzisiejszego czytelnika, gdyby napisano je bez sztucznej egzaltacji, bo wyrażone prostym stylem uczucia odbiera się świeżo po stu, dwustu latach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracając do pisania: najlepsi piszą bez fusów - nie pluje się ich twórczością, ani się nią nie dławi.&lt;/strong&gt; Ich styl jest kolorowy i bogaty, ale naturalny jak natura – która choć niewiarygodnie urozmaicona, jest spójna i logiczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec coś modnego w Polsce. &lt;strong&gt;Z opóźnieniem zaliczyłam (chyba?)powieść sławnej w Polsce młodej pisarki Doroty Masłowskiej &lt;em&gt;Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną&lt;/em&gt;,&lt;/strong&gt; którą przeleciałam, bo chciałam wiedzieć, co to za przebój.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I oto wniosek po: jest to śmietnik pomysłów rozwleczony na kilkaset stron.&lt;/strong&gt; Za dużo wszystkiego: przenośni, snucia myśli na zasadzie przekazywania pałeczki sztafetowej, papierowych postaci. Jeśli ktoś ma cierpliwość na szukanie skarbu w śmieciach - proszę bardzo, innym nie polecam. Nie uważam też, że styl, gdzie co chwilę rzuca się k...i, ch...i, p...niem, jest stylem oryginalnym. Przeciwnie, jest prozaicznie powszechny. Sama często (w mowie potocznej) używam tych słów, co nie znaczy, że dodają one barwy i wyrazu twórczości literackiej. Szczególnie, gdy pod nimi nic nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bo książka właściwie nie ma treści:&lt;/strong&gt; słaby Silny bohater, opowiada żargonem modnym wśród pewnej grupy młodzieży w Polsce, jak wegetował, kopulował, ćpał i bodajże źle skończył. Czyli jest to historia tragiczna. Ale nie wstrząsa! Gubi się zasypana śmieciami stylu slangowego. Czarowi tej śmieciarni ulegli krytycy, choć zastanawiam się, czy byli w stanie przeczytać książkę słowo po słowie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska pisarka powinna przeczytać autobiografię niemieckiej narkomanki: &lt;em&gt;My dzieci z dworca ZOO,&lt;/em&gt; która jest opowieścią wstrząsającą, bo prawdziwą i napisaną bez wygłupów. Jej autorka zmarła na aids.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Masłowska napisała &lt;em&gt;Wojnę&lt;/em&gt;... mając lat szesnaście i ta jej pierwsza książka przypomina pokój nastolatki od lat nie sprzątany.&lt;/strong&gt; A szkoda, bo ma interesujące pomysły, jak chociażby ten: &lt;em&gt;Ja mówię &lt;/em&gt;(do diabłów - dop. E.C.): &lt;em&gt;proszę, możecie mnie wziąć, ja już siebie nie chcę&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy lekturze powieści(?) byłam zafascynowana jedynie tym, że przetłumaczono ją na dziesięć języków. Co za kolosalne poświęcenie tłumaczy!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;I tu jest pies pogrzebany, bo raczej powinnam przejąć się problemem młodzieży nie mającej żadnej motywacji do życia i zabijającej się narkotykami; oraz istotnym faktem: &lt;strong&gt;czy Silny przeżył, czy też poszedł tam, gdzie go chcieli wziąć, gdy już&lt;/strong&gt; (jak autorka i również bohaterka tej książki) &lt;strong&gt;siebie nie chciał.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Akcent Polski&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-115113066507420580?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115113066507420580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/115113066507420580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/06/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-7-bekot.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 7 - BEŁKOT: MEDIALNY I LITERACKI'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-114941191170335369</id><published>2006-06-04T18:47:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T17:55:52.506+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 23 - Trzy skarby nieodzowne do życia</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/1600/za%202.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/400/za%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Bez taniej, uczciwej i fachowej pomocy trzech rodzajów lekarzy, nie sposób się obejść w dzisiejszych czasach! Najważniejszy oczywiście jest lekarz domowy, taki co potrafi wyleczyć, a nie tylko wypisywać skierowania i recepty; drugi (jeśli posiadamy zwierzęta), to weterynarz, który pomoże i przy okazji nie zedrze skóry z opiekuna czworonoga; no i istotny trzeci – lekarz samochodów, szczególnie ważny dla posiadaczy starych aut. Niestety, wszyscy oni drogo cenią swoją, nie zawsze skuteczną, pomoc.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak się złożyło, że ostatnio przyszło mi korzystać z usług wszystkich wymienionych wyżej lekarzy. Bez entuzjazmu. Na lekarzy ciał moich kotów (bo dusze zwierząt leczą jak do tej pory głównie na pokazach w telewizji), wydałyśmy z córką w ostatnich miesiącach $1000. Niestety, leczenie nie zawsze zakończyło się happy endem. Natomiast moja, choć darmowa, bo przez medicare lekarka, zamiast osłuchać, opukać, wymacać itp - unikając fizycznego kontaktu z pacjentem - wysłała mnie na wiele zabierających cenny czas badań, oraz do specjalistów (wiadomo, że nie bezcennych).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedynie Pan Bóg wysłuchał mojej prośby, żeby naprawa naszego ślicznego staruszka w dobrym stanie: Volvo 760 GLE tanio kosztowała - bowiem nie kosztowała nic! Mechanik stwierdził, że leczenie wyniosłoby ponad dwa tysiące, więc lepiej jeśli kupimy sobie młodsze auto. Z czym ciężko mi się pogodzić jako, że pokochałam nasz seledynowo-srebrzysty czołg, który choć ciągnie jak smok, to jednak ma mocną i nierdzewiejącą karoserię - co jest szczególnie ważne dla mieszkających nad oceanem, do których się zaliczamy. Przy tym motor - jak to Volvo - ma nie do zdarcia, choć nie dbamy o niego zbyt gorliwie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dobry lekarz, weterynarz i mechanik samochodowy - trzy największe skarby, niestety przeważnie nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeszcze parę lat temu żyłam sobie z nadzieją, że gdy coś mnie zegnie, mój lekarz choć w części pomoże! Niestety, tak się złożyło, że dwóch naszych polskich lekarzy zmarło, gdyż należeli do starej gwardii. Starej, a więc kierującej się długoletnim doświadczeniem, oraz pesymistycznie wierzącej, że choroby same się nie wyleczą, tylko należy je prawidłowo rozpoznawać i aplikować skuteczne medykamenty. Młodej gwardii lekarzy się obawiam, bowiem będąc starą pesymistką, nie mam zaufania do beztroskiego optymizmu. Szczególnie po ostatnich doświadczeniach.&lt;br /&gt;Być może także dlatego, że patrzę na świat przez krzywe okulary: gdy spojrzę w bok, kwadraty stają się rombami, a klawiatura keybordów w łuk się wygina. Efekty te oglądam za sprawą świeżo upieczonej okulistki, która z drżeniem sprawdzała moje oczy. Podejrzewam - że byłam jej pierwszą pacjentką po skończeniu studiów. I tylko z uwagi na to, z poświęceniem nadal używam do czytania okularów ze specjalnymi efektami, dziękując Bogu, że nie zepsuły mi wzroku doszczętnie i mając nadzieję, że młoda się wyrobi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W poważniejszych sprawach boję się jednak tych, dla których mogę być pierwszą z zaliczanych praktyk. Rozumiem, że ktoś musi, ale z premedytacją i egoistycznie wybieram lekarzy z doświadczeniem,&lt;/strong&gt; bo np. gdy dawno temu, z zapaleniem ucha zgłosiłam się do blisko mnie praktykującej, młodej Azjatki, przystawiła mi latarkę do ucha i stwierdziła radośnie:&lt;br /&gt;- Cha, cha, cha! Tak ci spuchło, że nic nie widać!&lt;br /&gt;Po czym zapisała kropelki. Gdy wiele dni nie pomagały (z powodu opuchlizny nie wpływały do środka), zgłosiłam się do doświadczonego, znającego język polski lekarza, który zastosował starą, dobrą metodę: wepchnął mi w ucho sączek z czarnej maści na 24 godziny i tyle trwała infekcja - po interwencji znającego się na swojej profesji. Tak w skuteczność jego metod uwierzyłam, że odtąd został naszym rodzinnym lekarzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłam więc spać spokojnie, będąc pewną, że w razie czego będę prawidłowo leczona. Niestety, parę lat temu, dwaj nasi lekarze ze starej gwardii zmarli. Inni polscy i skuteczni specjaliści praktykują dość daleko lub bardzo daleko. Dodatkowo: trzeba zapisywać się na wizyty, czasem w bardzo odległych terminach, co jak wiadomo, w razie piorunującej choroby może spowodować, że zgłosimy się na wizytę w postaci duchowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast przyjmujący w pobliżu i bez zapisywań lekarze przepisują leki, o które prosimy (wszak sami najlepiej wiemy co nam pomaga), lub leczą nas optymistyczną wiarą w cuda, jak pewien młody, greckiego pochodzenia lekarz - gdy przyrząd do pomiaru ciśnienia rozdzwonił się, bo miałam 200/100 odprowadził mnie do drzwi przyjaźnie głaszcząc po ramieniu i zapewniając: ”Nie martw się, wszystko będzie dobrze!”&lt;br /&gt;Przyznam, że lekarze pogotowia w szpitalu, do którego nocą, tego samego dnia (z ciśnieniem 210/110) przywiozła mnie karetka, nie byli zachwyceni optymistyczną metodą leczenia i nie mogli zrozumieć, dlaczego nie dostałam pigułki na doprowadzenie mnie do stanu niewybuchającego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A tylko raz, spotkanie z lekarzem optymistą było baśniowo optymistyczne.&lt;/strong&gt; Choć specjalnie mi nie pomogło (bo na grypę oprócz leżenia w łóżku nie ma lekarstwa), to samo zjawisko było niezwykłe! Przede wszystkim okazało się, że istnieją lekarze, którzy przychodzą do domu pacjentów za darmo! I do tego jacy lekarze! Już jak wbiegał po schodach, przed nim wpadł do mojego pokoju oszałamiający zapach dobrych perfum. A sam lekarz wyglądał jak książę z bajki z tysiąca i jednej nocy, a nie jak zwykły medyk nie kasujący $250 za domową wizytę. Był młody, przystojny, wysoki, czarnooki, z prostymi, czarnymi włosami spadającymi na ramiona, w eleganckim czarnym płaszczu midi, z elegancką walizeczką, z której wyjął słuchawkę, dokładnie mnie osłuchał, zajrzał w gardło, zapisał lekarstwa i dopiero wtedy, z olśniewającym uśmiechem oświadczył, że wyjdę z tego i żebym się nie martwiła. Wyszłam, choć długo to trwało, ale także dość długo zostało mi pozytywne przeświadczenie, że nie każdy piękny i sympatyczny młody człowiek pragnie zostać gwiazdą filmową. I że są też młodzi i piękni jak anioły, którzy na codzień pomagają zwykłym ludziom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć, jak z podanych poprzednio przykładów widać, leczenie metodą optymistyczną może zakończyć się pesymistycznie. Dlatego lepiej nie dowierzać, oraz nie iść na łatwiznę - czasem opłaca się dalej pojechać.&lt;br /&gt;Przekonałyśmy się o tym obie z córką, gdy weterynarz, najbliżej przyjmujący, namówił nas na operację naszego ukochanego kota, która miała absolutnie pomóc i kosztować $600. Kosztowała $2000 i absolutnie nie pomogła. Zszyty na okrętkę od góry do dołu nieszczęśnik, jeszcze ciężej po niej chorował i jak podejrzewam, właśnie operacja go wykończyła. W tym wypadku też miałyśmy pecha, bo nasz doskonały wet, który do tego był wyjątkowo uczciwy (brał połowę honorarium innych weterynarzy, a niektóre wizyty były bezpłatne) akurat wyjechał do swojego rodzinnego kraju - na Węgry i nigdy nie wrócił. Jego praktyka długo stała pusta i opuszczona. Do dziś, straty tego wspaniałego lekarza nie mogę odżałować! Naszym kotom kilkakrotnie ratował życie. Mając zaliczoną wieloletnią praktykę i kochając swoich pacjentów, z góry wiedział co pomoże, a czym nie warto męczyć starego zwierzęcia, bo był zwyczajnie uczciwym człowiekiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrego lekarza od samochodów nie mam w ogóle - od wielu lat. Specjaliści od Volva żądają nierealnych sum, więc nawet do nich nie telefonuję, natomiast ci od zwyczajnych aut nie potrafią zreperować Volva lub warsztaty ich mieszczą się zbyt daleko. Źle więc wychodzę na miłości do solidnych, europejskich automobilów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jest to już nasze szóste, w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat Volvo, bo tylko raz dałam się namówić znajomemu dilerowi na Magnę, na której w szybkim czasie straciłam prawie dziesięć tysięcy dolarów. Bowiem znajomy sprzedał mi Magnę z pamiętnej serii ułomnych Magn, dodatkowo z cieknącym silnikiem, który zaraz wysiadł, zepsutym gaźnikiem, który na czarno gaził, oraz skrzynią biegów, która mimo wymiany czarnego oleju na różowy, migiem przestała biegać. Znajomy dobrze wiedział, że jako baba – niemającapojęciaomechanicesamochodowej – najlepiej nadaję się do wtrynienia starego grata. Pieniądze straciłam, lecz cóż to w porównaniu ze zdobytym doświadczeniem! Bowiem nigdy już nie zaufam przyjacielowi - polskiemu dilerowi. Co więcej, nigdy nie zaufam jakiemukolwiek dilerowi, tym bardziej, że auta kupione prywatnie mniej się psują i taniej kosztują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie też już nie kupię kolejnego starszawego Volva, bo przy cenie benzyny, która niedługo dojdzie do $2 za litr (skutki wygranej wojny w Iraku), na tak drogie auto nie będę mogła sobie pozwolić. I pewnie zdobędę się na auto dość młode, tandetne i optymistyczne, czyli wymagające lekarza z dobrej starej gwardii, nie czyniącej cudów, tylko odwalającej konkretną robotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ponieważ bez lekarza, weterynarza i mechanika samochodowego nie da się żyć w dzisiejszych czasach, ogłaszam, że: poszukuję lekarza, który mnie wyleczy, czy chociażby zaleczy, okulisty, który przepisze okulary, przez które będę widziała lepiej niż bez; weterynarza, który pomoże moim kotom stawiając prawidłową diagnozę i stosując jedynie konieczne zabiegi - przy tym biorąc tyle, ile naprawdę się należy; no i mechanika, który będzie reperował nasze kolejne, niezbyt młode auto, poprawiając tylko to, co zepsute i licząc rzeczywiste ceny części i przepracowanych godzin.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wszystkich, którzy znaleźli te trzy nieodzowne do życia skarby, błagam o wiadomość. Nie bądźcie egoistami - podzielcie się! W zamian obiecuję, że będę Wam wdzięczna do grobowej deski, co w takim wypadku może oznaczać nie tyle bezgraniczną, co dłużej trwającą wdzięczność.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 4 - 2006r&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-114941191170335369?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114941191170335369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114941191170335369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/06/rozmylania-za-kierownic-nr-23-trzy.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 23 - Trzy skarby nieodzowne do życia'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-114576558257707441</id><published>2006-04-23T13:55:00.000+10:00</published><updated>2007-07-09T14:46:55.790+10:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 22 - Obce ciała na jezdni</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/7328/2804/1600/DSC00273.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/7328/2804/400/DSC00273.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W obecnych czasach jezdnie są przeznaczone wyłącznie dla pojazdów mechanicznych, jakiekolwiek inne ciała są tam obce. Człowiek na jezdni może znajdować się tylko w wyznaczonych miejscach, bo w razie wypadku prawo jest przeciwne przechodzącemu w niedozwolonych.&lt;br /&gt;Przypadek mojego przyjaciela z Polski lat siedemdziesiątych, jest właśnie takiego prawa przykładem. Jechał on nocą, swoim fiatem 125p po peryferyjnej warszawskiej ulicy. Nagle, z ciemności, wprost pod koła samochodu wskoczył mu - jak się później okazało pijany wojskowy. Kolega nie miał szansy wyhamować i uderzył obce (w tym miejscu) ciało, które nota bene w ogóle było mu obce, ponieważ kolega był pacyfistą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Milicja ze śladów hamowania wyliczyła, że kierowca dozwolonej szybkości nie przekroczył, przejścia dla pieszych w pobliżu nie było, a wojskowy był tak naprany, że początkowo nie wiadomo było, czy jego nieprzytomność była skutkiem nadużycia alkoholu, czy uderzenia w samochód. Zresztą - jak to zwykle pijakowi, nic mu się nie stało.&lt;br /&gt;Za to, ponieważ wgniótł blachę samochodu, w wyniku sprawy sądowej musiał wypłacić koledze odszkodowanie. Nie pomogło mu, że był wojskowym w czasach komuny. Zdaje się też, że wyleciał z wojska. Co może było dla niego lepszym rozwiązaniem, bo gdyby czuł się tam szczęśliwy nie zalewałby robaka.&lt;br /&gt;Jak widać prawo czasami działa prawidłowo.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie cierpię obcych ciał na jezdni! Sama, jeśli już poruszam się tam pieszo, przestrzegam, żeby przechodzić na zebrach lub robię to byle gdzie, ale tylko gdy nie nadjeżdża żadne auto, albo po wyliczeniu: „zdążę przejść spacerkiem, czy nie?”&lt;br /&gt;W Australii – niestety! - przechodzień to święta krowa. (No może nie całkiem, bo tylko jemu tak się wydaje.) A są to najczęściej zdesperowane święte krowy, którym na życiu nie zależy, bo w ogóle nie patrzą czy cokolwiek nadjeżdża i snują się po jezdniach na skos. Drugi, groźniejszy rodzaj tych świętych zwierząt, to zuchwalcy, wzorujący się na filmach typu action, na których bohater nadludzkim wysiłkiem, nawet spod walca drogowego wstaje niespłaszczony. Tylko, że w życiu to walec jest górą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobiście uważam, że najbardziej stresującym obcym ciałem na jezdni są rowerzyści! Jadą za wolno, w nocy wyrastają nagle tuż przed samochodem, po wyznaczonych dla nich trasach pedałują pijanym zygzaczkiem – nie sposób przewidzieć, na którą stronę zdecyduje się zjechać rowerzysta. Omijam ich możliwie najszerszym łukiem, nie chcąc ich uszkodzić; lecz jest to prowizoryczne rozwiązanie - jazda rowerem powinna być dozwolona tylko w parkach i poza miastem. W wielkich miastach rower nie może być środkiem lokomocji jak w Chinach, gdzie aut jest tyle, co rowerów u nas.&lt;br /&gt;Gdyby to ode mnie zależało, na wielkomiejskich ulicach skasowałabym też motocyklistów, szczególnie po tym, gdy jeden wychynął z ulicznego korka, podkutymi buciorami odbijając się od czekających samochodów. I byłby to zakaz humanitarny, a nie egoizm tej, która już na dwóch kółkach nie jeździ. Przecież wiadomo, że w razie wypadku kaski chronią głowy, nie kręgosłupy i szaleńcy często stają się ciałami niematerialnymi.&lt;br /&gt;Przy tym, ostatnio aut coraz więcej i tyle obcych ciał wpycha się na jezdnie! Nawet ptaki, którym nie chce się fruwać, ślamazarnie kroczą w miejscach niedozwolonych i tylko raz znajomym udało się zobaczyć srokę przechodzącą na pasach. Choć bywa, że następuje zamiana ról: gdy w 83 roku mieszkaliśmy w Rzymie, przez jezdnie przefruwaliśmy, gdyż samochody jechały ciurkiem, nie zatrzymując się na zielonym świetle. Podobne bezprawie do dziś zresztą obowiązuje w Polsce: gdy pieszy postawi nogę na pasach, to mu ją przejadą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do obcych ciał na jezdni zaliczają się też kierowcy - jak pokazana niedawno w dziennikach telewizyjnych idiotka, która nie trzymając kierownicy, jadąc robiła sobie makijaż. Mam nadzieję, że odebrano jej prawo jazdy, bo choć sztuka jeżdżenia samochodem polega na tym, żeby nie dotknąć materialnego ciała, to tym ciałem nie może być kierownica.&lt;br /&gt;Obcym ciałem jest też „przeświadczony”, który mimo, że zafundował sobie rejestrację &lt;em&gt;Rider&lt;/em&gt;! nie wyrobił się na zakręcie, prawie otarłszy się o moje auto. Są debile, co jadąc kołami po środkowym pasie nie przewidują, że naprzeciwko ktoś zrobi to samo. Rozkojarzona, która z lewego pasa skręciła w prawo - tuż przed maską mojego auta jadącego prosto. No i oczywiście taksówkarze, którzy uważają, że wszystko im wolno i są bardziej nieobliczalni, niż pewna sędziwa dama w Liverpool, która nie zauważyła, że wjechała pod prąd, bo na przedniej szybie dyndała jej maskotka – kapcie naturalnych rozmiarów! Tych egoistów zaznaczam mocnymi słowami, bo bezmyślnością zagrażają życiu niewinnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś, gdy życiowa akcja toczy się głównie na jezdniach, trzeba dbać i o nawierzchnię. Tymczasem w Polsce zdarza się 5000 śmiertelnych wypadków rocznie, bo kolejne rządy kłócąc się między sobą, nie zajmują się sprawami tak przyziemnymi jak stan dróg. W Australii rządy też się kłócą, jednak dbając o bezpieczeństwo i wygodę mieszkańców. (Choć często każąc im za to słono płacić!...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W metaforze: współczesne życie to przepełniona jezdnia, po której pędzimy, tylko na chwilę przystając. Dlatego ważne jest, żeby właściwi ludzie znajdowali się na właściwych miejscach. Nie każdy nadaje się do prowadzenia, a wtedy bezpieczniejsze dla niego jest miejsce pasażera. Niestety, niewłaściwi pchają się tam gdzie nie trzeba - stąd ciągłe wpadki i wypadki.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie!... Na prima aprilis dałam się nabrać, że pewien urzędnik szkodzący Polonii został odwołany. Ucieszyłam się i... rozczarowałam, gdy zrozumiałam, że to tylko żart! O innym, niewłaściwym „stojącym na czele australijskiej Polonii” pisałam ja i kilka innych osób - przy burzliwej dyskusji, za to bez skutku. A przecież działalność tego pana wygląda, jakby samowolnie stanął na skrzyżowaniu i usiłował kierować ruchem, mimo, że wszyscy zważają jedynie na światła i znaki drogowe, a nie na wymahującego na środku jezdni intruza. Dziwne, że do dziś nie znalazły się silne osoby, które wziąwszy niewłaściwego pod pachy odstawiłyby go na trotuar!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast tego dyskutujemy w komentarzach na internetowych witrynach! I to na wszystkie możliwe tematy! Najmniej jednak na podane w artykule. Pod „Wybielonymi wąsami naczelnika” na Wirtualnej Polonii zamiast zdecydować, co z tym fantem zrobić, ktoś z bezsilną nienawiścią porównał moją urodę do Urbana, choć nie mam odstających uszu, nie jestem łysa i jestem dużą kobietą. Inny, zapewne były milicjant? (nie podał nazwiska) obcesowo wypytywał kim to ja jestem, bo w Melbourne mnie nie znają. Dyskusja bez powodu zeszła na polski kler. Rozpatrywano też rozkoszne wdzięki pewnej Zuzanny. Natomiast, mający odwagę podpisać się pan W. o którego przekręcie na Pulsie Polonii informowałam w „Wąsach....” zapewnił mnie, że jest wysokim brunetem, a wielbiciel RN i jak sądzę jej członek, lżył ile wlezie wszystkich przeciwników.&lt;br /&gt;Przyznam jednak, że rozsądnych komentarzy jest tam przeważająca ilość - choć jak narazie - na komentarzach się skończyło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ dyskutanci pod felietonem zarzucili mi współpracę z Radiem SBS, oraz Pulsem Polonii wyjaśnię, że każdemu zdarzy się wjechać na niewłaściwą drogę - bo jak się na nią wjeżdża, to jeszcze nic nie wiadomo. Na usprawiedliwienie: w SBS-sie robiłam wyłącznie audycje muzyczne, sporadycznie i wiele lat temu. Natomiast Puls Polonii z początku wydał mi się (i wielu innym!) potrzebną Polonii gazetką internetową. Gdy zrozumiałam jaki mają profil, współpracę przerwałam, o czym zresztą na Pulsie napisałam, prosząc o usunięcie wszystkich moich tekstów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze – zarzut pana Wnuka, że podałam fakty niesprawdzone jest nieuzasadniony, podaję dowody: przekręt pana Wnuka jest wydrukowany na Pulsie Polonii, fakt wybielenia naczelnika przez były IPN podał w Expressie p.Eugeniusz Bajkowski, przynależniość partyjna naczelnika była potwierdzona kilka razy na Pulsie. Cytowałam również słowa naczelnika z wywiadu w SBS-sie (wszyscy słyszeli i niektórzy nagrali!). Mam także kopie felietonów i wywiadu naczelnika, o których pisałam. Rozmawiałam też z byłymi działaczami Solidarności. Wszystko oparte na FAKTACH. Nie da się ich podważyć!&lt;br /&gt;Na koniec, zainteresowanemu mną melbourneńczykowi odpowiadam: jestem muzykiem z zawodu (dlatego wysłyszę każdy fałsz), ale też w ostatnich latach dziennikarką. I tak, jak przystoi niemdłemu dziennikarzowi, poruszając drażliwe tematy, czasem muszę dołożyć obcemu ciału - jeśli znajduje się ono w niewłaściwym miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bo to, co jest dowodem mistrzostwa kierowcy, nie musi akurat odnosić się do dziennikarza.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Akcent Polski nr 3 - 2006&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-114576558257707441?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114576558257707441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114576558257707441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/04/rozmylania-za-kierownic-nr-22-obce.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 22 - Obce ciała na jezdni'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-114282547956763768</id><published>2006-03-20T14:24:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T17:56:39.352+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą  nr 21 - Dotyk nadziei</title><content type='html'>_________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00274.2.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00274.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Na telewizyjnym filmie „A Touch Of Hope” bohater odkrywa, że posiada dar uzdrawiania, po katastrofie samochodowej. W jego auto uderza jadąca z dużą szybkością taksówka. Bohater filmu Dean Kraft i jego brat - którym nic się nie stało - wyciągają z przewróconej taksówki nieprzytomną dziewczynę. Dean Kraft dotyka jej głowy, w tym momencie czując i widząc białe światło przepływające z jego rąk do ciała rannej.&lt;br /&gt;Na drugi dzień szuka jej w szpitalu i dowiaduje się, że zdrowa wróciła do domu.&lt;br /&gt;Przypadkiem tym zainteresował się młody naukowiec. Zaproponował Deanowi testy, które polegały na trzymaniu rąk nad próbkami z komórkami rakowymi. Po próbie komórki zaczęły gwałtownie ginąć. Potem naukowiec, wbrew woli swojego szefa, zaczyna badać i stosować na ochotnikach uzdrowicielską moc Deana. Szef naukowca nie przyjmuje do wiadomości oczywistych wyleczeń i dopiero gdy Dean budzi, będącą od roku w komie, jego córeczkę – zaczyna z nim współpracować.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam baśnie. Gdy udało mi się na niedzielę pożyczyć opasły tom baśni - nic nie zdołało oderwać mnie od tej lektury! Nawet bójki na podwórku, w których chętnie uczestniczyłam, bo były to porywające zabawy w wojny, do tego zawsze kończące się zwycięstwem Polaków! Jednak świąteczny dzień wolałam spędzić w świecie bajek, nawet przy pięknej pogodzie za oknem. Oczywiście także dzięki książkom obrywałam dwóje w szkole – odrabiałam lekcje z zeszytami na blacie, ale z ciekawą opowieścią w szufladzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pewno wszyscy znają baśń o człowieku, który przysłużywszy się Śmierci, dostał od niej dar uzdrawiania chorych. A wyglądało to tak: jeśli Śmierć stała w nogach łóżka, chory miał wyzdrowieć, jeśli w głowach – nie było dla niego ratunku.&lt;br /&gt;Przecież to opowieść o uzdrowicielu! W dzieciństwie, czytając baśnie, traktowałam je jak fantastyczne opowieści. Cuda i dziwy nie zdarzały się w otaczającym mnie powojennym świecie! Dopiero gdy dorosłam, zaczęłam w bajkach odkrywać oczywiste prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Film „Dotyk nadziei” nie jest bajką. Jest oparty na autentycznej historii życia Deana Krafta - podano nawet jego prawdziwe nazwisko. Film kończy się napisem, że tysiące ludzi uważa, że jego oddziaływanie przyczyniło się do ich uzdrowienia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauka wciąż jest nastawiona sceptycznie do uzdrowicieli, przeważnie tłumacząc nie dające się wyjaśnić uleczenia, wiarą i wolą pacjenta. Niekoniecznie. Przed kilku laty przebywał w Sydney Janusz Pająk „Uzdrowiciel, czy szarlatan?” – jak zastanawiała się w prasowym wywiadzie z nim E.Skurjat. Jego eksperyment wypróbowałam na sobie. Przyznam, nie mając w niego najmniejszej wiary! Wiedząc, że czeka mnie operacja, pomyślałam: „spróbuję, a nuż...”. Po dwóch seansach u Janusza Pająka dolegliwości ustąpiły, obeszło się bez wycinania. Minęło kilkanaście lat, choroba nie powróciła. Medycyna wschodu głosi, że należy leczyć cały organizm, bo operowanie narusza naturalny ład ciała fizycznego i ...ezoterycznego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.Pająk nie był lekarzem, nie był też naukowcem, ale wynalazł coś - co działało. (Sam zresztą nie wiedział co.) Leczył ziołami, magnesami, kryształami, prądem ujemnym (czyli uziemieniem!) przepływającym przez minerały. Naukowcy nie traktowali go poważnie. Zgłaszał się do uniwersytetów i zakładów naukowych, ale bodaj tylko jeden zaproponował mu współpracę, która nie doszła do skutku.&lt;br /&gt;Natomiast w tym samym czasie ogłoszono w prasie, że japoński uczony dowiódł, iż fale magnetyczne zabijają wirusy we krwi. (Czytałam tę notkę!) A tak właśnie (wcześniej!) mówił o swojej metodzie leczenia J.Pająk! A uziemienie w celu oczyszczenia organizmu stosuje się obecnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uzdrawianie za pomocą nieznanych sił, to nic nowego. Są o tym wzmianki w Biblii, Nowym Testamencie i świętych księgach innych religii. Pojęcie różdżki czarodziejskiej też nie wzięło się z bajki, tylko ze starożytnego Egiptu, gdzie podobno, za jej dotknięciem goiły się rany i nawet odrastały odcięte kończyny.&lt;br /&gt;Akupunktura, bioenergoterapeutyka, operacje energetyczne, medycyna antropozoficzna, hipnoza, telepatia, parapsychologia, ezoteryka i inne tego typu terminy wciąż budzą wątpliwości. Nic dziwnego - dwieście lat temu nikt by nie uwierzył, że choroby wywołują bakterie i wirusy - bo nie można ich było gołym okiem zobaczyć! Stąd wniosek, że wciąż jesteśmy na poziomie dzieci, które wierzą jedynie w „konkret w garści”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to także dowód, że mimo dwudziestowiecznego rozwoju techniki - nic nie wiemy. Co nie znaczy, że nauka tych dziedzin nie bada. Choć niezbyt gorliwie... Bo, czy w tym wypadku, nie powinniśmy brać przykładu z Japończyków, którzy w technice nie zaczynają od początku, tylko ulepszają odkrycia dokonane – osiągając tym samym doskonałe wyniki? W ten sposób współczesna medycyna powinna korzystać z osiągnięć medycyny starożytnej.&lt;br /&gt;Bez zdrowia nie ma życia. Na badania nad nim należałoby poświęcać najwięcej pieniędzy, więcej niż na wciąż nowe gadżety. Szkoda, że o tym decydują nie względy humanitarne, tylko miliardowe zyski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dean Kraft miał więcej szczęścia od polskiego uzdrowiciela, gdyż naukowcy zorganizowali mu uzdrawianie nieuleczalnie chorych. Przy tym jego moc jest (żyje on do dziś) inna niż zwykłych hillerów. Jest dowodem na istnienie Duszy. W każdym przypadku widzi on tunel, na końcu którego - w jasnym świetle - stoi postać chorego. W wizjach wzywa ich do powrotu do świata – przeważnie skutecznie. W jednym tylko wypadku mu się nie udaje: gdy jego ojciec, nieprzytomny po zawale i wylewie, w wizji Deana stojąc w wylocie tunelu woła do błagającego go o powrót syna: „Nie widzę cię! Nie wiem co się ze mną dzieje i gdzie jestem. Ale muszę iść! Żegnaj!”. W tym samym momencie na monitorze pojawia się pozioma kreska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To przecież dokładnie jak w bajce o Śmierci i uzdrowicielu! Ta pokazała potem nieposłusznemu (gdy zmienił pozycję łóżka, żeby uratować bliską sobie osobę) pieczarę pełną zapalonych świec. I ostrzegła, że tylko ona decyduje, jak długo świece ludzkiego życia mają się palić. Tak samo w historii Deana Krafta - nie mógł nic poradzić, kiedy życie jego ojca na Ziemi dobiegło końca.&lt;br /&gt;Film sugeruje, że moc tę Dean obudził w sobie na skutek tragicznego przeżycia w dzieciństwie, gdy nie udało mu się uratować tonącego brata. Jednak o tym, że taki dar posiada, dowiedział się dopiero kilkanaście lat później, na skutek równie silnych emocji. Film pokazuje, że posiadł potężniejszy rodzaj mocy, gdyż zwykle hillerzy tylko obdarzają chorych energią doprowadzającą do samouzdrowienia organizmu. Dean zaś, dotykając nieprzytomnych, wchodził w ich świat duchowy i już odchodzących zawracał na Ziemię. Wszyscy uzdrowieni pamiętali go z tych wizji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia Deana Krafta dowodzi także, że każdy taką moc posiada, tylko nie wiemy jak ją wyzwolić i jak z niej korzystać. Może więc zacząć od czegoś prostszego: choćby od metody samoleczenia BSM, polegającej na przykładaniu sobie rąk w odpowiednich miejscach na głowie. Tę metodę propaguje od lat, wciąż świetnie wyglądająca Sophia Loren – i może to najlepsza reklama!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Lecz jak przekonać rządzących, że najważniejsze jest ludzkie zdrowie i że wszędzie! koszty leczenia powinny pokrywać państwa?&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ponieważ humanitaryzm nie jest wiodącą partią świata, życzę wszystkim czytelnikom Akcentu i mojego internetowego blogu żelaznego zdrowia w 2006 Roku! &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 1 - 2006&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-114282547956763768?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114282547956763768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114282547956763768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/03/rozmylania-za-kierownic-nr-21-dotyk.html' title='Rozmyślania za kierownicą  nr 21 - Dotyk nadziei'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-114215756664476942</id><published>2006-03-12T20:48:00.001+11:00</published><updated>2008-12-12T13:01:42.457+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 6 - WYBIELONE WĄSY NACZELNIKA</title><content type='html'>________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aJk-HywEI/AAAAAAAAEMQ/D88CA8FA3Us/s1600-h/Morf+wasy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aJk-HywEI/AAAAAAAAEMQ/D88CA8FA3Us/s200/Morf+wasy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5167468890698203202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Dawno temu Kobieta i Życie podawała tani kosmetyczny przepis na zlikwidowanie kłopotliwych wąsików: należało je utlenić, żeby stały się białe i jak sugerowała redaktorka rubryki – niewidoczne. Niestety, wąsy pod działaniem wody utlenionej tylko zmieniały kolor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bulwersującą sprawą ostatnich tygodni jest fakt, że naczelnikowi Polonii australijskiej i nowozelandzkiej, który przez wiele lat pełnił służbę w pezetpeerze, IPN przyznał „status pokrzywdzonego”! Na razie pytaniem bez odpowiedzi jest, który IPN mu przyznał, ale niedługo się dowiemy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie ukazało się kilka wzmianek na ten temat, a nawet był wywiad z naczelnikiem w najczęściej nadającej australijskiej polonijnej radiostacji. Wywiad bardzo istotny: udzielający wywiadów w radiu i ci, którzy je prowadzą, często nie zdają sobie sprawy, że bezwiednie odkrywają prawdziwe oblicza. Wystarczy nieprzemyślane zdanie, timbre głosu (np. pogarda, zbytnia pewność siebie), czy pytanie z góry sugerujące odpowiedź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są też przedstawiciele mediów, którzy z dziwnym niezrozumieniem nigdy nie stają po słusznej stronie. Jak pewna redaktorka, która tak skomentowała obchody 25lecia Solidarności w Sydney: „Jedna Solidarność, jedna rocznica i aż dwie uroczystości!” Ale co gorsze, są tacy, co robią to celowo. Bardzo dobry artykuł na temat mediów był w Akcencie Polskim (nr 10. 2005r) „Zrobić porządek z mediami w Polsce” M. Kałuskiego. Pewnie znów usłyszę, że autor kontrowersyjny, wobec czego sami przeczytajcie - jest tam prawda o mediach nie tylko polskich...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Że w australijskich mediach polonijnych też przydałoby się zrobić porządek dowodzi fakt, że nagłaśnia się wybielanie koloru naczelnika, milcząc jak grób na temat medali z okazji 25lecia podpisania porozumień sierpniowych, które od miasta Gdańska właśnie otrzymali byli działacze Solidarności: Adam Gajkowski i Aleksander Oczak. I dlaczego nie ujawnia się innych, którzy otrzymali PRAWDZIWE statusy pokrzywdzonych, a są nimi byli działacze Solidarności: Elżbieta Szczepańska i Jan Michalak. Także, kto wie np. że medal od Solidarności za bohaterstwo w obronie praw ludzi pracy, w 15 rocznicę sierpnia otrzymał Ryszard Techmański? Przecież są to sprawy RZECZYWISTE i ważniejsze od wybielania naczelnika!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A propos naszych mediów: do dowcipów o „szczytach” dołączył &lt;strong&gt;polonijno-australijski SZCZYT PRZEKRĘTU. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zainteresowanych odsyłam do internetowej witryny www.pulspolonii.com „Polonijna Rada Konsultacyjna” - 28 lutego 2006r, autor - Włodzimierz Wnuk. Tekst świadczy sam o sobie - każdy uczciwy człowiek odczyta go prawidłowo. Jest może przydługi i mało lotny, lecz spryciurski zgodnie z (zaprezentowanymi wcześniej w radiowym wywiadzie) zasadami naczelnika: oczernić niewinnych i tym sposobem samemu się wybielić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przeczytaniu tego przekrętu, można poczuć jakby się zjadło żabę (co dałoby się jakoś przełknąć), ale już trujące jest samochwalenie się tzw. „przedstawicieli”- kilkudzięsięciotysięcznej australijskiej i nowozelandzkiej Polonii (tupetu im nie brakuje!) „reprezentujących” ją na międzynarodowym zjeździe Polonii - jak to udało im się wkręcić w łaski nowego rządu w Polsce! Mogę to tylko wytłumaczyć faktem, że rząd jest młody i mając ważniejsze problemy nie zdążył przeprowadzić w tej sprawie dochodzenia. (Nawiasem mówiąc jest to wstydliwa sprawa Polonii australijskiej i nowozelandzkiej i sami powinniśmy tę sprawę załatwić.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do wywiadu naczelnika: ujawnił w nim kto i jak go skrzywdził, a zatem: nie chciano mu wydać paszportu do Anglii, Francji i ....Bułgarii (czy wtedy nie jeździło się do Bułgarii na wkładkę paszportową?). Oraz przepadł mu wkład do spółdzielni mieszkaniowej, gdy już wytransportowano go wraz z rodziną do Australii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tego co wiem, wydalani z Polski działacze Solidarności, zanim wręczono im paszporty w jedną stronę, musieli przedstawiać rozliczenia w obie strony. W związku z tym, spółdzielcze wkłady były im zwracane. Zagadką (przypuszczam, że do rozwiązania) jest, dlaczego akurat naczelnikowy przepadł?&lt;br /&gt;Przy tym, zwyczajni uciekinierzy żadnej szansy na paszporty nie mieli, nawet choćby czekali dłużej od naczelnika, który w końcu przecież paszport - z rąk samego generała otrzymał i to przy kawie! (O czym poinformował w polonijnej gazecie – czytałam!)&lt;br /&gt;Dodatkowe wątpliwości: naczelnik nigdy nie twierdził, że był pułkownikiem Kuklińskim, idee partii propagował pisząc odpowiednie artykuły, z pracy go nie wyrzucono, legitymacji partyjnej nie oddał (przynajmniej nie podał takich informacji), donosili na niego partyjni koledzy (w wywiadzie nawet przyznał, że wiedział kto, więc mógł się wybronić), nikt go w peerelu nie prześladował: „nie pobito go, nie aresztowano, nie był internowany, czym czuje się skrępowany” – jak sugerując coś określił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I CO NAJWAŻNIEJSZE: Z WYPOWIEDZI SAMEGO NACZELNIKA JASNO WYNIKA, ŻE NIE ZOSTAŁ ZMUSZONY DO WYJAZDU Z POLSKI. SAM WYSTĄPIŁ O PASZPORT I GO WRESZCIE OTRZYMAŁ.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Co prawda wyemigrowano go do innego kraju, niż oczekiwał. Ale według szczegółów, które podał do publicznej wiadomości, tym faktem uczyniono mu przysługę - wszak w Australii mieszkała już rodzina żony naczelnika!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Logika podsuwa, że rzeczywiste prawo do otrzymania statusu pokrzywdzonego mają wydaleni z Polski działacze Solidarności, oraz szarzy uciekinierzy, którzy granice Polski Ludowej przekroczyli nielegalnie, ryzykując nie tylko utratę wolności ale często i życie; a potem męczyli się - nierzadko latami - nieraz z małymi dziećmi, w okropnych warunkach obozów dla uchodźców. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te koleje losu ominęły naczelnika czekającego na decyzję ministerstwa we własnym, wygodnym domu. W takim razie wygląda na to, że pokrzywdzenie naczelnika to jakaś lipa.&lt;br /&gt;Przy tym dowody potwierdzają, że był docenianą osobistością - przyznano mu przecież Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, którego jednak (o!?) z rąk Longina Pastusiaka nie przyjął. Także australijska Polonia nie szykanowała naczelnika, tylko - mając do tego prawo – przyciskała do wyduszenia: był w pezetpeerze czy nie? Naczelnik nie zniżył się do odpowiedzi nawet (a może tym bardziej?) zdobywszy status pokrzywdzonego - o jego partyjnej przeszłości dowiadujemy się mgliście, z niezręcznych wystąpień jego zwolenników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale problem polega nie na tym, że naczelnika skrzywdzono w peerelu, lecz na tym, że&lt;strong&gt; NIEZRZESZONA POLONIA nie chce naczelnika, który kiedyś należał do niepopularnej 3 milionowej mniejszości &lt;/strong&gt;- przeciwnej mieszkającym w Australii polskim uchodźcom. A fakt, czy koledzy go kiedyś skrzywdzili, czy docenili - naprawdę nas nie obchodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie idzie tu o dyskryminowanie każdego, komu zabłądziło się do pezetpeeru – wszyscy mają prawo do popełniania błędów. Lecz nie można ufać człowiekowi, który od kilkunastu lat kłamie, żeby utrzymać się na pozycji intratnej - pod względem materialnym? ambicjonalnym? Tu dodam, że uczciwość nakazuje podanie do publicznej wiadomości jakimi funduszami organizacja ta rocznie dysponuje i na co są one przeznaczane - a przynajmniej wyborcy naczelnika powinni być o tym informowani. Choć nie wiem jak potraktować kilkudziesięciotysięczną Polonię niegłosującą na naczelnika - czy czasem oni też nie powinni wiedzieć jakimi funduszami dysponuje Rada Naczelna PA i N i czy np. wyjazdy zagraniczne są opłacane z tych funduszy. I jeszcze: dlaczego jest to tajne, skoro ludzie ci (podobno) NAS „reprezentują”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Powtórzę, że na czele Polonii powinna stać osoba o nieskazitelnej moralności. I jeśli w najbliższych wyborach organizacje zrzeszone (do których należy wielu prawych ludzi) nie wybiorą takiego właśnie przywódcy - wystawią sobie świadectwo. A wtedy, to pomóc nam może już tylko ...pierjestrojka.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wybielenia, naczelnik ma utrwaloną skazę, której nie potrafi wywabić: oto w wywiadzie udzielonym dla najczęściej nadającego radia polonijnego zastosował trick typowy dla przedstawiciela pezetpeeru (udowodniając tym swą byłą przynależność!): w odwecie, w nieczysty sposób zaatakował ujawniających prawdę o nim. Nazwał ich agentami, a ich wystąpienia paszkwilami i anonimami! Anonimistami się nie zajmuję – to tchórzliwi nałogowcy pisujący komentarze (i nie tylko) na internecie. Ale już nazywanie podpisanych wystąpień - przedstawiających sprawdzone fakty - paszkwilami, a ludzi prawych - agentami, może mieć następstwa sądowe, mimo, iż naczelnik stwierdził: „nic mi nie zrobią!”. Praktyczniej więc, żeby z funkcji naczelnika zrezygnował, to nie będzie się musiał starać o status pokrzywdzonego przez australijską Polonię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na codzień, naczelnik od lat dzielnie broni nazwy góry Kościuszki i tą jego niewątpliwą działalność wciąż się nagłaśnia - choć prawdę mówiąc, obrona jakiejkolwiek podobnej sprawy jest obowiązkiem każdego naczelnika Polonii australijskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Lecz jeśli już góra Kościuszki - tworząc zasłonę dymną, a więc zmieniając stan kamienny na lotny - zaprzecza prawom fizyki, to wąsów naczelnika po wybieleniu nie widzą tylko krótkowzroczni albo ci, którzy podobnie je sobie wybielają.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;marzec www.wirtualnapolonia.com&lt;br /&gt;Akcent Polski, marzec 2006&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-114215756664476942?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114215756664476942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/114215756664476942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2006/03/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-6-wybielone.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 6 - WYBIELONE WĄSY NACZELNIKA'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/R7aJk-HywEI/AAAAAAAAEMQ/D88CA8FA3Us/s72-c/Morf+wasy.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113568185251806277</id><published>2005-12-27T22:06:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T17:59:55.271+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 5 - „PIANISTKA”- ELFRIEDE JELINEK – informacja na okładce: LITERACKA NAGRODA NOBLA 2004.</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/kot%20jezor.2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/kot%20jezor.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Do połowy, w tej prestiżowej nagrodzie nie doszukasz się treści.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nieatrakcyjna stara panna, nauczycielka fortepianu - bo kariery nie zrobiła - żyje z apodyktyczną, „demoniczną” matką. Nienawidzą się i kochają, nie mając nikogo bliskiego (tu pełno opisów szarych dni codziennych). Nauczycielka zawsze tak samo ubrana, w szafie ma dziesiątki modnych kreacji, których nie nosi. I nagle, jej uczeń uwziął się na nią i już! Akurat! Młody przystojny, zakochuje się w o wiele starszej, nieciekawej, bo ...pięknie gra Chopina. Ble, ble, ble... Fantazja pisarki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chciało mi się tego nobelowego cuda przeczytać nawet do połowy, a i do tego miejsca, tylko przelatywałam, bo dodatkowo „Pianistka” jest napisana tak zwanym stylem poetyckim. Wykroiłoby się z niej kilkaset wierszy i być może byłoby to ciekawsze. W powieści przesyt poezji irytuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto próbka tej poetyczno-narratorskiej prozy: „Kwasokrzemowo stężałe wargi sromowe obu starszych pań kłapią przy akompaniamencie suchego zgrzytu jak szczypce umierającego jelonka rogacza, lecz nic nie wpada w ich macki.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No... zmusiłam się, żeby zajrzeć na koniec! Wiem więc, że mimo oporów (w sobie) na ostatnich stronach uczeń pobił, skopał i zgwałcił nauczycielkę (ze szczegółami domagała się tego listownie i jeszcze np: „...pisemnie wyobraża sobie, że powinien posunąć się tak daleko, żeby ją obsikać.”), choć w końcu, z zaplanowanej w szczegółach swojej seksualnej dewastacji nie osiągnęła żadnej przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po fakcie, zopatrunkowana masochistka chowa do torebki ostry kuchenny nóż, bo „...nie wie jeszcze, czy popełni morderstwo, czy raczej rzuci się całować mężczyźnie stopy. Później się zdecyduje, czy go zadźga. Albo czy będzie go namiętnie i jak najpoważniej błagać.” Dźgnęła siebie, wróciła do mamusi, usiadła na niej i: „Jak bluszcz wokół starego domu oplata się wokół matki (...) Erika ssie i gryzie to wielkie ciało, jakby zaraz miała z powrotem się w nie wczołgać...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Końcowa część książki oferuje jeszcze drastyczniejsze obrzydliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W konkluzji jeszcze próbka stylu: „To nie do zniesienia, jak on grzebał wśród tych młodych dziewczyn rzuconych byle jak na stoły w dziale używek. Zapytany, na pewno wyłgałby się tym, że umie docenić kobiecą urodę we wszystkich klasach i kategoriach wiekowych.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast mnie nie chce się grzebać i nie doceniam urody „Pianistki” we wszystkich kategoriach, nawet jeśli ktoś przyznał jej tak prestiżową nagrodę jak Nobel. Oraz wątpię, żeby czytanie tej książki mogło być narkotycznym przeżyciem - jak to określiła pewna polska krytyczka literacka - bo nie powoduje ona uzależnienia. Natomiast niewątpliwie jest to książka chora psychicznie, tylko czy w takim wypadku należało uhonorować ją prestiżową nagrodą, zamiast posłać do „czubków”?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak można się domyślać, w 2004r wydano wiele prawdziwych, interesujących książek, naprawdę zasługujących na tę nagrodę. W dzisiejszych, niepozytywnych czasach powinno się wywyższać utwory pozytywne – żeby słabszych psychicznie czytelników nie wpędzać w dołek. A tym bardziej komisja przyznająca humanitarne Noble powinna wyróżniać pozytywną literaturę, a nie psychopatyczne wyjątki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie musimy się babrać w ekstrementach i wmawiać, że tak lubi i robi ogół społeczeństwa.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Ps.Oglądałam film wg. tej "powieści" - jeszcze gorszy kicz! &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113568185251806277?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113568185251806277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113568185251806277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/12/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-5-pianistka.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 5 - „PIANISTKA”- ELFRIEDE JELINEK – informacja na okładce: LITERACKA NAGRODA NOBLA 2004.'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113361075995127721</id><published>2005-12-03T22:42:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:05:23.506+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować!  nr 4 - PRAWDA O PASZKWILACH I PASZKWILANTACH</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/kot%20jezor.2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/kot%20jezor.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Tym, którzy nigdy paszkwili nie czytali polecam pewną internetową gazetkę, która ma w tej sprawie pewne doświadczenie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając kilka paszkwili i poznając kto je wysmarował, wydedukowałam w jaki sposób one powstają:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Zanim paszkwilanci zabiorą się do roboty, wsadzają sobie gdzieś uczciwość, w przeciwnym wypadku nie mieliby szansy zostać paszkwilantami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Potem zwołuje się grono ludzi złej energii, najmniejsze urazy hojnie odpłacających brudną monetą; nie widzących różnicy między dobrem, a złem, między człowiekiem uczciwym, a łajdakiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Następnie dobrane grono wybiera sobie ofiarę. Przeważnie taką, która śmiała publicznie skrytykować ich ZNANE ogółowi błędy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Ponieważ paszkwilantów na nic nie stać, tym bardziej na odszkodowania - nie podają nazwisk ofiar. Za to umieszczają kilka faktów ogłoszonych publicznie, żeby wtajemniczeni mogli je dopasować do atakowanej osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Podając te fakty przekręcają je wbrew oczywistej prawdzie, z powodów, które podałam w punkcie drugim. Np. Jeśli 2000 osób widziało, że impreza była klapą, nie winią za to organizatorów, ale osobę, która ośmielila się klapę ogłosić publicznie.&lt;br /&gt;Dodatkowo obwiniając ofiarę, że to dzięki jej UCZCIWEMU wystąpieniu zmanipulowany artysta wycofał się z pracy społecznej, choć dla wszystkich JEST JASNE, że zrobił to z zupełnie innych powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Żeby dokończyć zemsty w odpowiednim stylu, przedstawiają atakowanego w możliwie najgorszym świetle, wymyślając niestworzone rzeczy i przypisując ofiarze WŁASNE złe cechy charakteru, oraz własne błędy, czy życiowe niepowodzenia - w myśl ściśle przestrzeganej przez paszkwilantów zasady, że „każdy sądzi według siebie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Wysmarowują to niezgodnie z ósmym przykazaniem, którego – jako „dobrzy” katolicy ostentacyjnie biegający do kościoła – nie przestrzegają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Podpisów oczywiście nie zamieszczają, gdyż sami nie wierzą w to co piszą i powoduje nimi jedynie chęć niskiej zemsty. Wiadomo, że podpisują się tylko ludzie uczciwi, mający jasne i trzeźwe spojrzenie - do których paszkwilanci nie należą z powodow, które podałam w punkcie drugim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paszkwili najlepiej nie czytać, bo prawdy w nich nie uświadczysz, a wzbudzają wstręt i taki niesmak, że po nich, przynajmniej jednego dnia, gardłem ci wyłażą najulubieńsze potrawy i cały czas ci się odbija.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Należy jednak przeczytać je po to, żeby przekonać się, że dusze paszkwilantów są CZARNE jak piekło. Bo dobrze wiecie kto je wysmarował - co łatwo poznać ze stylu i zezowatego spojrzenia na świat paszkwilantów - wobec czego bezpieczniej jest wykluczyć ich z grona swoich znajomych.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113361075995127721?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113361075995127721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113361075995127721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/12/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-4-prawda-o.html' title='Nie dajcie się zwariować!  nr 4 - PRAWDA O PASZKWILACH I PASZKWILANTACH'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113342600779369461</id><published>2005-12-01T19:26:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:05:53.873+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 3 - PRAWDZIWA CNOTA KRYTYK SIĘ NIE BOI! – odpowiedź Jerzemu Maciejakowi</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/kot%20jezor.2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/kot%20jezor.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Znów na Pulsie (Polonii ???) anonim, jeszcze brudniejszy od sławetnego „Próchna”. Pisząc to i zamieszczając (!) redakcja sama sobie wystawiła świadectwo, które rozumie każdy człowiek posiadający podstawowe zasady moralności. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlatego proszę, żeby redakcja usunęła wszystkie moje artykuły, jakie kiedykolwiek zostały na Pulsie Polonii zamieszczone.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błędy w działalności społecznej należy krytykować, robię to tylko w sprawach oczywistych i szczególnie bolesnych dla Polonii. Na szczęście, pisząc o czterech podanych w anonimie imprezach, właśnie od ogółu Polonii czerpałam wiadomości - więc wszyscy znają prawdę... (Anonimista dowiódł ...po której stronie stoi!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy tym robię to w sposób merytoryczny, z lekką ironią i bez poniżania się w ingerowanie w czyjeś życie prywatne i osobiste. (Anonimista nic o mnie nie wie, skąd takie pewniki? Ta psychologia... nie ośmieszajcie się! Mam taki charakter, że nie czuję nienawiści nawet dla takich co piszą podobne paszkwile. Żal mi ich.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawiasem mówiąc - niestarannie słuchacie: powiedziałam, że nauczycielowi należałoby przyznać nagrodę za wyniki nauczania, nie za wyniki uczniów - a to są dwie różne sprawy! I oczywiście, że wcześniej przedyskutowałam konkurs z Jurkiem Maciejakiem (to on do mnie zadzwonił). Wniosek, że i inne fakty, które podał anonimista są przekrętem nieznającego prawdy. No i niehonorową zemstą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Paszkwil porównać można do psa szczekającego zza metalowej siatki. Anonimista poniża sam siebie. Dlatego nie odpowiem anonimiście bez twarzy.&lt;/strong&gt; Odpowiedź kieruję do J.Maciejaka, który miał odwagę podpisać się pod swoimi poglądami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam prawa pisać sprawozdania z balu, bo na nim nie byłam, inni wypowiedzieli się na ten temat. Sądząc ze zdjęć impreza była udana – zespoły taneczne i muzyczne nigdy nie zawodzą, bo na swoje sukcesy ciężko pracują całymi latami!&lt;br /&gt;Przy tym nie mam obowiązku pisać o balu, bo rozpatruję sposób przyznawania nagród, a nie ich wręczania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doceniam entuzjazm i działalność społeczną Jerzego Maciejaka, ale żeby osiągnąć sukces, trzeba działać rozsądnie i bez pośpiechu. A odpowiadając na krytykę należy podawać prawdziwe fakty, bez szkalowania - to się nie opłaca, kłamstwa można dowieść.&lt;br /&gt;Oto merytoryczna odpowiedź na sprawozdanie z balu orłów napisane przez J.Maciejaka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Vox Populi po łacinie znaczy: głos ludu - czyli ogółu. Nie może być zatem głosem ogółu sto ileś głosów na kilkanaście tysięcy Polonusów biorących udział w życiu sydnejskiej Polonii. (1%?) Nie były więc to nagrody przyznane demokratycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;strong&gt;Wobec czego NASZE orły - tzn. czyje?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Nie należy porównywać orłów do oskarów, bo oskary przyznaje komisja ekspertów, złożona z ludzi, którzy są znawcami przedmiotu. Natomiast publiczność może przyznawać nagrody za coś co zna i lubi - za piosenki, filmy, czy inną działalność prezentowaną w mediach. I także Polonia np. nie może przyznawać nagród nauczycielom, bo często nic nie wie o sobotnich szkołach. Slogan „Publiczność nigdy się nie myli” działa tylko w wypadku, jeśli poda się publiczności temat bezbłędnie - bo błędu, przeciętny przedstawiciel publiczności może nie zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Powinno być zaznaczone, czy orły przyznaje się za pracę społeczną, czy zarobkową (nawet jeśli na rzecz Polonii!), bo to jest zasadnicza różnica i nie można tego wsypać do wspólnego worka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;strong&gt;Ducha polskości może utrzymywać Polonia niezorganizowana pod patronatem Federacji, czy RN. I robi to od kilkudziesięciu lat z powodzeniem. (Kto wie, czy nie z większym?)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Ludzie pracujący w mediach muszą być choć odrobinę mądrzejsi od ogółu, bo co by się działo, gdyby tak nie było?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. O Radiu 2000FM można mieć różne opinie, ale na pewno nie jest to radio „nijakie” – dowodem choćby obecna dyskusja. I nie jest to jedyne radio, które skrytykowało plebiscyt. Pamiętajmy też, że w radiu nie wyrażamy tylko naszych prywatnych opinii, lecz także opinie słuchaczy i znajomych - a mamy ich bardzo dużo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Przypadkiem jest, że akurat dwie osoby z Radia 2000FM zauważyły nielogiczności imprezy z orłami i miały odwagę wytknąć je publicznie. Inne, nie wypowiadając się okazały lekceważenie. Uff... Wyjaśniam: nie kieruje nami zazdrość - czego tu zazdrościć? - tylko zdrowy rozsądek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Jeśli plebiscyt ten nie był „na poważnie” – jak bronią się niektórzy jego zwolennicy (jednak przeczy temu niżej zacytowane zdanie J.Maciejaka) trzeba było zostawić nazwę – Polonuski i nie czerpać natchnienia z godła polskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Wszelkie prztyczki dotyczące życia prywatnego - jako zemsta za krytykę - są małoduszne. Należy poddawać krytyce tylko działalność publiczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: w wypowiedzi J.Maciejaka obiecujące są słowa: „Jako organizatorzy, będziemy wytrwale i cierpliwie pracowali nad udoskonaleniem metody nominowania, głosowania oraz przyznawania tej polonijnej nagrody. Będziemy to robić (...)demokratycznie, uwzględniając konstruktywną krytykę i rozsądne propozycje.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W takim stylu powinien być napisany cały felieton (J.Maciejaka oczywiście...).&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113342600779369461?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113342600779369461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113342600779369461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/12/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-3-prawdziwa.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 3 - PRAWDZIWA CNOTA KRYTYK SIĘ NIE BOI! – odpowiedź Jerzemu Maciejakowi'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307738449592546</id><published>2005-11-30T18:40:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:06:19.302+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 2 - KWADRATOWE JAJA „SYDNEJSKICH ORŁÓW” !</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/kot%20jezor.2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/kot%20jezor.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Niektórzy mieszają Polonii w głowach i ulegają temu nawet zacni i mądrzy, należy zatem sprostować. Co prawda większość widzi, że król jest nagi - to tylko orszak wmawia ogółowi, że ubrany...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zeszłym tygodniu słuchałam dwóch audycji: w Radiu Super i SBS. Prowadzącego Radio Super uważa się za kontrowersyjnego, ale to on był głosem rozsądku, bo wyśmiał głosowanie na polonijne „Oskary”. Natomiast ekipa polskiej sekcji Radia SBS, dając się ponieść egzaltacji, poświęcała cenny czas (1600$ za godzinę w eterze!) na „nominowanie” kandydatów do nagród - jak na pośmiewisko nazwanych „Sydnejskimi Orłami”! Uff... Nazwa kojarzy się z dowcipem: radziecki dowódca wzywa: - Orły do boju! – wszyscy pędzą, tylko dwóch ani drgnie. – A wy co!? – wrzeszczy dowódca. – My nie orły, my lwy: Lew Piotrowicz i Lew Aleksandrowicz!...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zacznę, że niektórzy typowani w sydnejskim konkursie, do orłów zaliczyć się nie mogą - bo polotu nie mają, a inni zaledwie uczestniczą w życiu Polonii, bez działalności. To jak w takim towarzystwie czują się ci rzeczywiście zasłużeni?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim Jerzy Maciejak (przedstawiciel organizacji „Sport Masters” i jeden z członków komitetu rozdającego orły) wprowadził pomysł w życie, usiłowałam mu wytłumaczyć, że sprawa jest śliska i może mieć sens jedynie, gdy nagrody będą przyznawane ZA NIEWĄTPLIWE OSIĄGNIĘCIA i muszą je przyznawać eksperci. Inaczej będą wyśmiane, a Polonia się pokłóci. &lt;strong&gt;No i jeszcze w trakcie głosowania ludzie kpili albo byli zniesmaczeni!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przyznawanie jakichkolwiek nagród nie może być bezmyślne, bo musi być sprawiedliwe.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie może się odbywać na zasadzie, że „jedna baba przysłuży się drugiej babie...” - jak to zrobiło Radio SBS. W sobotę wysłyszałam, że głosowali znajomi na znajomych, czasem po kilka razy, zmieniając głos (mam muzyczne ucho!). I prawie nikt nie podał merytorycznych powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciągu kilku dni zadzwoniło kilkadziesiąt osób, drugie tyle zagłosowało na balu i te nieliczne głosy zadecydowały o przyznaniu nagród! Taka polonijna loteria fantowa! - prywatny quiz Jerzego Maciejaka, koordynatorki sydnejskiej polskiej sekcji Radia SBS Anny Sadurskiej, komitetu przyznającego te figurki i garstki wielbicieli. W takim razie, czy nie wbrew prawu nagłaśniali oni prywatę w państwowym radiu - do którego rząd tyle dopłaca?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawiasem mówiąc, propozycja przyznawania polonijnych „Oskarów” została skradziona, gdyż wyszła od Marka Vita, prowadzącego kiedyś TV Polish Sydney na kanale 31. Nawet były już zaprojektowane statuetki! Jednak wg. pomysłu M. Vita, przydzielaniem wyróżnień miałaby się zajmować komisja ekspertów, bo wiadomo, że „głos ludu” („vox populi”) może przyznawać zaledwie tzw. nagrody publiczności - nawet „w państwie demokratycznym”. (W cudzysłowach słowa A. Sadurskiej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kandydatów powinno typować środowisko, w którym działają i to po wielomiesięcznej obserwacji!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zaś propozycje słuchaczy można by brać pod uwagę dodatkowo i jedynie w wypadku, jeśli mieliby możliwość dotarcia do dzieł twórców. Np. we wszystkich polonijnych rozgłośniach słuchając literatury czy muzyki, a na wystawach oglądając twórczość plastyczną - bo jakim cudem mogą proponowac kandydatów, jeśli pojęcia nie mają kto i co stworzył!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należałoby też podzielić odznaczenia na: za całokształt działalności i za osiągnięcia w roku minionym. W tym drugim wypadku np. artysta malarz dostawałby nagrodę za najlepszy obraz namalowany w tym czasie, literat za wydaną książkę, radiowiec za audycję, nauczyciel za wyniki nauczania, reżyser za film, czy widowisko, aktor za rolę itd itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Entuzjazm ekipy Radia SBS, ta egzaltacja! te dzwoniące non stop telefony! które za chwilę – w sekundę ucharakteryzowane! - idą w eter, to dowody, że wszystko napędzono sztucznie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A po balu (19.11.05r) Polonia pęka ze śmiechu&lt;/strong&gt;, bo oto w dziedzinie literatury orła przyznano ...aktorowi (znakomitemu zresztą!) Andrzejowi Siedleckiemu. Prawdopodobnie za podstawę decyzji przyjmując dokładne tłumaczenie z języka angielskiego, że literate jest to człowiek umiejący czytać i pisać. Ale osoba prowadząca profesjonalne radio i tego rodzaju konkurs, powinna rozumieć różnicę między twórcą, a odtwórcą, tak samo jak różnicę między wibrafonem, a wibratorem; oraz że teorię Einsteina wyraża równanie E=mc2, a nie E=m2.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby A. Siedlecki został nagrodzony jako aktor, prawdopodobnie wszyscy (nie tylko garstka głosujących), by się pod tym podpisali. &lt;strong&gt;A tak, ośmieszono aktora i literata M.Baterowicza, który zakwalifikował się ...dopiero do drugiej nagrody!&lt;/strong&gt; W dalszym ciągu kilkudniowej dyskusji w Radiu SBS, A.Siedlecki ratując niezręczność dowcipnie obiecał, że ponieważ książkę już zaczął pisać, szybko ją dokończy i wtedy zostanie literatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedynym wyjściem - bez dalszego wygłupiania się - byłoby przyznanie w dziedzinie literatury pierwszego miejsca Markowi Baterowiczowi, który pisze i jest publikowany od kilkudziesięciu lat; a Andrzejowi Siedleckiemu pierwszego miejsca, ale za aktorstwo, reżyserię lub propagowanie polskiej literatury w radiu i na scenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby zachować twarz, najuczciwiej jest przyznać się i błąd naprawić, zaś koordynatorka sydnejskiej polskiej sekcji uparcie brnie w nielogikę, grzmiąc, że orły są niepodważalne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wniosek: przyznawaniem nagród powinny zajmować się sowy, bo gdy gęsi się za to biorą, to kookaburry się wyśmiewają.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Radio 2000 FM 26/11/05&lt;br /&gt;Express Wieczorny nr 50, 11/12/05&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307738449592546?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307738449592546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307738449592546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-2-kwadratowe.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 2 - KWADRATOWE JAJA „SYDNEJSKICH ORŁÓW” !'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307721882307910</id><published>2005-11-29T18:37:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:06:46.889+11:00</updated><title type='text'>Nie dajcie się zwariować! nr 1 - PULS – CZY POLONII?</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/kot%20jezor.2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/200/kot%20jezor.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;„Konieczność” doświadczeń na zwierzętach uczeni rozpatrują na dwie strony - z przewagą po stronie ich nieskuteczności.&lt;/strong&gt; Ten ostatni pogląd wyraziłam w „Rozmyślaniach za kierownicą” (Puls Polonii) pt. „Litość nad zwierzętami”. &lt;strong&gt;Wolno mi i nikt nie ma prawa przekonywać mnie na siłę.&lt;/strong&gt; Gdy emajlowa dyskusja z redaktorem naczelnym Pulsu Polonii na ten temat stała się męcząca, napisałam felieton-odpowiedź, który nigdy się tam nie ukazał. W związku z czym podziękowałam redakcji za współpracę. Po czasie odpowiedziano mi, że wstrzymano się z umieszczeniem felietonu, ponieważ: „załatwiano artykuł eksperta, żeby był dwugłos.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Także w sprawie rozpatrywania przynależności prezesa RNPA i NZ J. Rygielskiego do pezetpeeru – redaktorzy wyjątkowo przestrzegali dwugłosu - zamieszczając nawet obrażające przeciwników dyskusji wystąpienia - dzielnie broniąc prezesa i sprawa ta, (tak jak przewidywałam) została zatuszowana.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komentarze na Pulsie: po otwarciu witryny zamieszczano wszystkie – bo zastrzeżono, że nie będzie cenzury jak w komunie. Potem zawiadomiono, że chamskie nie będą publikowane (i słusznie!). &lt;strong&gt;Ale trochę później skasowano też sprzeczne z opiniami redaktorów&lt;/strong&gt; - co spowodowało odejście ludzi, którzy pisali o sprawach istotnych dla Polonii. W końcu w ogóle skasowano komentarze z powodu, który podano dopiero pod listem J.Samborskiego z 2 listopada: „Wpisywanie nowych komentarzy zostało zamknięte, bo ich obiektywna ocena pod kątem przydatności do publikacji zabierała za dużo czasu.” – przyznając tym, że zamieszcza się tylko materiały „przydatne do publikacji” wg. oceny redaktorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Szkoda! Była to jedyna sydnejska – wspólna! - polonijna internetowa witryna. Bardzo się z niej cieszyliśmy i sądziliśmy, że będzie łączyć, a nie dzielić Polonię.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Teraz służy tylko pewnej grupie.&lt;/strong&gt; (Bo nie traktuję zamieszczanych tam protestów jako współpracy.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31 października ukazał się na Pulsie „przydatny do publikacji” anonim pt. „Do próchna świat należy” podpisany inicjałami RP, co może znaczyć: Robert Panasiewicz (jeden z redaktorów) lub Redakcja Pulsu. &lt;strong&gt;Dziwne, że redakcja na coś takiego sobie pozwoliła, apelując wcześniej nie raz! - do moralności piszących niegdysiejsze komentarze. A zamieszczono to wystąpienie bez załatwiania eksperta, żeby był dwugłos.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym nie mylić się, że sam konsul Grzegorz Jopkiewicz zrozumiał, że tym anonimem wyświadczono mu „niedźwiedzią przysługę”. Wątpię, czy ktokolwiek chciałby takiego „adwokata”.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Paszkwil jest idiotyczny.&lt;/strong&gt; Nieposiadaczy internetu informuję, że anonimista - nie mający pojęcia o sprawie! – zarzucił, że „próchno”, czy też „geriatryczne dinozaury sprawiły chłostę nowoprzybyłemu z Polski gołowąsowi” za: „przejaw inicjatywy i inwencji” (sic!) i „wyjście z propozycją, która ma znamiona sukcesu”.(!) Po pierwsze: konsul G.Jopkiewicz dawno przestał być „gołowąsem” w sensie dosłownym i w przenośni. Sam anonimista temu drugiemu zaprzecza, zapewniając, że: „zdolności (konsula) pozwoliły mu w młodym wieku osiągnąć więcej niż wielu innym udałoby się dokonać żyjąc dwa razy dłużej”(?!) Po drugie: powszechnie wiadomo, że zmianie nazwy festynu przeciwstawiali się - przede wszystkim - ludzie w wieku w.w.konsula i ciut starsi, bo „dinozaury” tylko niektóre jeszcze mają siłę na użeranie się w pracy społecznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie dowcipasek pokrzykuje, że inicjatywa i inwencja i znamię sukcesu to ...zmiana nazwy festynu - z Polish Christmas na Dzień Kultury Polskiej! - którą to zmianę wprowadził kiedyś (ku ogólnemu sprzeciwowi Polonii) konsul G.Jopkiewicz. A zrobił to ...chcąc pozyskać sponsora polsko-żydowskiego pochodzenia, gdy ten zażądał zmiany nazwy! O czym zresztą uczciwie poinformował na spotkaniu przedstawicieli organizacji polonijnych z nowo przybyłym Konsulem Generalnym panem Ryszardem Sarkowiczem - 25 października 05r. Dodam, że na tym samym spotkaniu p.Jopkiewicz potwierdził, iż na zebraniu „kioskarzy” ubolewał, że: „Festyn jest organizowany za pieniądze biednych polskich podatników.” Wytknę, że idą one także na pensję konsula G.Jopkiewicza - dlatego jako łącznik między Polską, a Polonią powinien być on „dobrym przewodnikiem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W ostatnich latach Polonia jednoczyła się i wspaniale działała. Jeśli teraz się kłóci, a działalności nie widać - ktoś jest za to odpowiedzialny. Byłoby korzystniej, gdyby zmienił taktykę.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Festyn na Darling Habour to ukochane dziecko Polonii.&lt;/strong&gt; Wszystkim zależy, żeby i trzeci wypadł tak dobrze jak poprzednie i żeby był kontynuowany. Rozsądku – bez uderzania do głowy wody sodowej! – szczerze życzę organizatorom. Prowadzący poprzednie festyny robili to znakomicie, z ogromnym poświęceniem, przez wiele miesięcy. Wyniki ich pracy były doskonałe i widoczne - i to ich chwalono! Obecni organizatorzy zaczynają niebezpiecznie: od pomniejszania zasług poprzedników i podawania publicznie niesprawdzonych informacji. Praca społeczna to nie władza. Jest to dla was zaszczyt, że zostaliście wybrani. Pracujcie więc jak najlepiej, żebyście mieli możliwość kontynuowania jej w roku przyszłym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Do ludzi pracujących społecznie należy podchodzić z szacunkiem i dyplomatycznie - no, ale tę prawdę rozumieją dopiero ...dinozaury.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast niedojrzałe pomysły upadając, rzeczywiście zamieniają się w próchno. Z czego wynika, że z doświadczenia starszych warto zawczasu korzystać.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Radio 2000 FM 8/10/05&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307721882307910?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307721882307910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307721882307910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/nie-dajcie-si-zwariowa-nr-1-puls-czy.html' title='Nie dajcie się zwariować! nr 1 - PULS – CZY POLONII?'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307702311398086</id><published>2005-11-23T18:34:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:07:16.719+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 20 - Człowiek - miłościwie panujący, czy beztroski tyran?</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00273.1.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00273.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;W związku z moim felietonem „Litość nad zwierzętami”, mającym wątpliwości odpowiadam cytatami z Pisma Świętego, ludzi wielkich duchem i... zwykłą logiką.&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Dusza ludzka, zwierzęca i wegetarianizm: &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zacznijmy od początku: Biblia podaje dwie wersje stworzenia człowieka i zwierząt.&lt;/strong&gt; W pierwszej nie ma mowy o duszy ani w zwierzętach, ani w człowieku, bo nie jest podane jak i z czego Bóg istoty żywe tworzył. Choć (?...) zacytowane są zagadkowe słowa Boga: „Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju...” (Ewolucja?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzień piąty zostały stworzone ptactwo i istoty morskie, szóstego dnia zaś zwierzęta żyjące na Ziemi i w końcu człowiek - na obraz i podobieństwo Boga. W pierwszej wersji człowiekowi (mężczyźnie i niewieście) Bóg przekazał panowanie nad wszystkim, co poprzednio stworzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale... oto co mówi druga wersja stworzenia człowieka&lt;/strong&gt;: ponieważ nie było na ziemi istoty ...która uprawiałaby ziemię i kopała rowy nawadniające, ulepił Bóg z prochu ziemi człowieka i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą, którą Bóg umieścił w ogrodzie Eden. A miał człowiek doglądać tego ogrodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem, żeby człowiek nie był sam, dla jego pomocy ulepił zwierzęta i ptaki. Wreszcie wyjął mu żebro i z niego stworzył mu towarzyszkę. Nasuwa się logiczny wniosek, choć nie jest to zapisane: ponieważ zarówno człowiek jak i zwierzęta zostały ulepione, musiał w nie Bóg (tak samo jak w człowieka) tchnąć tchnienie życia, żeby mogły się poruszać itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ człowiek już od początku był krnąbrny, został przeklęty przez Boga i wygnany z Raju. I wtedy, już nie został wykreowany na króla istnienia, tylko miał (w trudzie!) zgodnie współżyć z przyrodą stworzoną przez Boga - jako jedna z wielu żyjących istot. Przy tym, dalsze części Biblii udowadniają, że Bóg wcale nie był zadowolony z poczynań człowieka, wobec czego – jako istotę wręcz zdegenerowaną – niszczył go.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugim opisie jest także podane, że człowiek miał jeść tylko owoce z drzew, a potem wygnanemu z Raju Bóg powiedział: „...a przecież pokarmem twym są płody roli” i „...wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty.” Ani słowa wiadomości, że ma zjadać zwierzęta.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Te opisy z Biblii podaję tym, którzy uważają się za istoty wartościowsze od zwierząt.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z całą pewnością nasze ciała są tak stworzone, że możemy używać rąk do pracy, a rozum mamy zaprogramowany na wyższe myślenie – wszak jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga! Ale wciąż jest to podobieństwo czysto zewnętrzne - tylko minimalny procent naszych mózgów pracuje, a naszym duszom daleko do doskonałości! Rozwijać umysł, pozbyć się pychy, przeciwstawiać się ludzkiemu złu i samemu dobrze czynić – to jest powolna droga do Boga. W jednych religiach prowadzi ona przez reinkarnację, w katolickiej przez cierpienia Czyśca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Piąte przykazanie brzmi: - ”Nie zabijaj!” &lt;/strong&gt;Niewątpliwie jest to grzech najcięższy, za który jest największa odpowiedzialność, bo jedynie Bóg ma prawo decydowania o długości życia istot żywych. Oczywiście ludzie zabijają z premedytacją, niechcący i w obronie własnego życia. I zależnie od tych powodów będą osądzeni - bo nie łudźmy się, że cokolwiek uchodzi nam bezkarnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niektórzy mogą to sprawdzić choćby na przykładzie obecnego życia - często kara wymierzana jest już na Ziemi.&lt;/strong&gt; (Nie wiesz, za co cierpisz? - to przypomnij sobie co zbroiłeś.) Albo spotyka nas po śmierci... Wyraźnie zapowiada to religia katolicka. Inne religie zresztą też. W wielu nazywa się to Karmą (bo tylko ci, którzy doświadczyli bólu potrafią współczuć cierpiącemu), inni nazywają to Kosmiczną Sprawiedliwością.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy tym piąte przykazanie nie wyszczególnia kogo wolno, a kogo nie wolno zabijać. „Nie zabijaj!” i już!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęłam od Pisma Świętego, zostanę więc jeszcze przy tym temacie. Oto co napisano w Księdze Proroka Ezachiela: „Jeśli zaś chodzi o was, zwierzęta Ziemi, które cierpiałyście z winy człowieka, nadejdzie dzień, w którym przygotują wielkie święto, wielki bankiet w Niebie i będziecie się radować w obecności Boga.” Wierzę, że dla Boga towarzystwo bezgrzesznych, cierpiących zwierząt będzie milsze niż zarozumiałego, winnego wielu zbrodni człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Naśladowców Chrystusa chciałabym poinformować, że w rzeczywistości Chrystus był wegeterianinem, jak zresztą wszyscy esseńczycy - religijna grupa, do której należał.&lt;/strong&gt; A mówi o tym ksiądz Mario Canciani, którego zwą Świętym Franciszkiem naszych czasów (parafia pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela Florentyńczyków w Rzymie, ul. Acciaioli 2): „...odkryłem, że Wieczernik był lokalem esseńskim, w nim to Jezus wraz z Apostołami celebrował Ostatnią Wieczerzę. (...) Esseńczycy nie brali udziału w ofiarach składanych w Świątyni, a dla zwierząt żywili największy szacunek. Chrystus należący do zbiorowości esseńskiej nie mógł i nie chciał spożywać tego mięsa podczas Ostatniej Wieczerzy.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Z drugiej strony, gdy Chrystus udał się do Świątyni i zobaczył tam zbroczonych krwią kapłanów, poświęcających zwierzęta w tym świętym miejscu, rzekł im: „Uczyniliście z tego miejsca spelunkę morderców”. Również, właśnie w Świątyni wywrócił klatki z gołębiami wypuszczając je na wolność. Dlatego można i trzeba powiedzieć, że żywił On głęboki szacunek dla zwierząt i tak jak wszyscy starożytni wielcy duchem, był wegeterianinem.”&lt;br /&gt;Zachęcając do przejścia na wegetarianizm ukazałam zalety tej na pewno zdrowszej diety. Była to tylko zachęta - nie harassment. Przecież stwierdziłam, że to indywidualna sprawa sumienia?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A co do dusz tchniętych przez Boga w to, co żyje na Ziemi, to już Arystoteles mówił o trzech duszach: wegetalnej u roślin, sensytywnej u zwierząt i intelektualnej u człowieka. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jeśli rozumiemy co znaczy słowo sensytywny (zdolny do odczuwania, doznawania wrażeń, a nawet przeczulony, przewrażliwiony), możemy wywnioskować, że zwierzęta cierpią psychicznie i fizycznie. Nawet, podobno „już nic nie czujące” świnki morskie, z odciętymi czubkami czaszek i przewodami elektrycznymi wetkniętymi do mózgów. Jeśli to takie humanitarne doświadczenie, dlaczego nie wykonuje się go na ludziach??? I dlaczego doświadczalne zwierzęta panicznie boją się swoich prześladowców – uczonych. A może należałoby im przetłumaczyć, że dręczy się je dla dobra ich „starszych braci”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dodam, że podpisując się pod zaniechaniem doświadczeń na zwierzętach - jednoczę się z nimi, zaliczając się przecież gatunkowo do rodziny ssaków&lt;/strong&gt;. Bez wywyższania się z tego powodu, że należę do ludzi. Być może jako jednostka uważam się za trochę lepszą od np. morderców, bandytów czy innych degeneratów; choć zastanawiając się nad przyczynami, które ich takimi uczyniły myślę, że być może miałam tylko więcej szczęścia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pokora – tego życzę każdemu. Ciężko się jest jej nauczyć, ale łatwo z nią żyć, jak już się jej nabędzie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracając do zwierzęcej duszy: w czasach starożytnych wierzono, że zwierzęta posiadają dusze&lt;/strong&gt;, „...starożytni filozofowie wręcz mówili o&lt;br /&gt;duszy zwierząt jako o pochodnej od Duszy Świata (Anima Mundis del Mondo)”- to cytat słów księdza Canciani. Dopiero Kartezjusz „odebrał” duszę zwierzętom, stawiając tym niepochlebne świadectwo swojej „intelektualnej” duszy. Na marginesie, po łacinie zwierzęta znaczy: animali, a słowo to pochodzi właśnie od słowa dusza: anima.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I jeszcze mądre słowa księdza Canciani: „Św. Franciszek opiewał wszystkie stworzenia, widząc w nich jakby fragment tej Nieskończonej Tajemnicy, zwanej Bogiem. Drugi Sobór Watykański mówi, że winnyśmy szanować wszystkie żyjące stworzenia, tak jakby właśnie przed chwilą wyszły z Ręki Bożej. Mamy więc tutaj koncepcję, że istnieje bezpośredni związek z Praprzyczyną istnienia wszystkich rzeczy, albo z Najwyższą Istotą.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Co jedzą zwierzęta? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat rzeczywiście jest tak stworzony, że większe zwierzątka zjadają mniejsze. Widać materialnego życia nie dało się inaczej zorganizować. Stwórca przewidział, że nie wszyscy przedstawiciele gatunków będą idealni, dlatego stworzył zwierzęta mięsożerne, które żeby żyć (czyli jeść), zredukują jednostki słabe, czyli zdegenerowane. Tu podkreślam istotną różnicę między zabijającym czlowiekiem, a zabijającym zwierzęciem: zwierzę zabija tylko gdy jest głodne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opisany w jednym z komentarzy (www.pulspolonii.com) kot (łajdak jeden!), który upolował sobie śniadanie, a potem przyszedł do domu i po wypiciu mleczka, purczał słodko na kolanach swojej pani – nie zrobił nic przeciwnego naturze. Był głodny. Mleczko jest pożywieniem tylko dla niemowlęcia. Za zbyteczne uśmiercenie zwierzątka winę ponosi nieodpowiedzialna właścicielka kota, która wziąwszy go pod swoją „opiekę?” nie zapewniła mu normalnego wyżywienia. Psy i koty oczywiście jedzą mięso - bo tak zostały stworzone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet gdybym wytłumaczyła mojemu kotu, że to szlachetniejsze być wegeterianinem, to nie wiem, czy przeżyłby taki rodzaj odżywiania. Zresztą, dla zwierząt produkuje się karmę z odpadów ryb, czy mięsa przeznaczonego dla ludzi, jak też np. w Australii, z odstrzału kangurów, które rozmnożywszy się w nadmiarze niszczą przyrodę. To niestety realia materialnego istnienia. Ale nie ma to nic wspólnego z niszczycielską ekspansją człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do karmienia zwierząt domowych: moje zawsze syte koty siedzą, leżą, czy chodzą tuż koło dziobiących ziarno ptaków - w ogóle niezainteresowane. Natomiast za psy napadające zwierzęta i ludzi, odpowiedzialność ponoszą hodowcy specjalnych ras, jak też agresywni właściciele – czyli znów ludzie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Świat dzisiejszy i co się zmieni w obecnym stuleciu: &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oto co - na szczęście! - przepowiada na dwudzieste pierwsze stulecie, znany polski jasnowidz Andrzej Szmilichowski:&lt;/strong&gt; „mam cichą nadzieję, że przeorientowanie psychiki ludzkiej w naszym stuleciu będzie dotyczyło stosunku do Natury w ogóle, a zwierząt ją zamieszkujących w szczególności. Można już zarejestrować pozytywne sygnały w tym względzie, choć odpowiedzialni za „fabryki zwierząt”, podobnie jak animatorzy innych gałęzi przemysłu, zdają się być ostatnimi, którzy zrozumieją przewartościowania, jakim podlega ludzkość.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dalej: „Za pięćdziesiąt lat – gwarantuję to – nikt nie będzie potrafił zrozumieć, jak ludzie mogli obchodzić się tak brutalnie, by nie powiedzieć: bestialsko – ze zwierzętami.” I naświetla dwudziestowieczny paradoks: „Nigdy jeszcze zwierzęta domowe (psy, koty) nie były przez człowieka traktowane z tak głębokimi i bogatymi uczuciami miłości i przywiązania, a jednocześnie nigdy jeszcze zwierzęta, które ludzie jedzą, nie były traktowane tak bezdusznie, „przemysłowo”. Nie mówiąc już o zwierzętach dzikich, których środowisko życia zostało tak dalece naruszone albo całkowicie unicestwione, że niemało gatunków zwierząt umieszczono w niewoli, aby je w ogóle zachować na globie ziemskim.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz może nie jest tak źle, bo przytoczę dalsze słowa tego jasnowidza: „Jeśli pozbierasz drogi czytelniku wszystkich, których znasz i którzy nie jedzą mięsa, jeśli dotrzesz do wszystkich książek i zobaczysz wszystkie filmy mówiące o zwierzętach komunikujących się z ludźmi, zdumiony przekonasz się, jak wielu traktuje zwierzęta z równym i przynależnym im respektem, oraz szacunkiem. Jak swych współbraci. I słusznie, i tak ma być. Przecież są takie piękne.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Andrzej Szmilichowski przepowiada także: „Gdy wiele osób jednocześnie zaczyna stawiać pod znakiem zapytania coś, co należy do podstaw funkcjonowania i przyzwyczajeń społeczeństwa, następują radykalne i nieodwracalne zmiany. I następują szybko.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego w Rozmyślaniach pt. „Litość nad zwierzętami” namawiałam do występowania przeciw ustalonemu, bezdusznemu bezprawiu. Oczywiście rozsądnie. Kiedy kogoś ugryzie jadowity wąż, wiadomo, że nie będzie się zastanawiał, czy antidotum było testowane na zwierzętach. Ale zanim to się stanie, może przeciw temu testowaniu protestować. Bo obecnie, przy zaawansowanej technice komputerowej (jak też przy innych, już znanych nauce sposobach), można się obejść bez testów zarówno na zwierzętach, jak i na ludziach. (Nawet testy bomb atomowych, na szczęście, robi się komputerowo.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A i wcześniej - jak wielu rozsądnych uczonych podawało - testy na zwierzętach nie miały praktycznie większego znaczenia, bo np. duża ilość jakiejś substancji nie zabija zwierzęcia, a minimalna jej ilość jest trująca dla człowieka i to pomimo, że ogromna ilość genów jest wspólna dla wszystkich ssaków - bo jednak ta minimalna różnica jest istotna.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Innymi słowy, zwierzęta używane do doświadczeń są niepotrzebnie torturowane&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdarza się też i to często, że testy przeprowadzane na ludziach kończą się śmiercią ludzkich „świnek doświadczalnych”. Nie muszę tu wyjaśniać, że jest to zwyczajne przestępstwo i jako takie powinno być, zgodnie z obowiązującym prawem, ukarane. Dochodzi do tego gdy, ze względu na pieniądze, do testów na ludziach przechodzi się zbyt szybko - bez dokładnego, teoretycznego przebadania leku. Przy tym najczęściej ochotnikami są ludzie najbiedniejsi (więc z nimi mniej się liczą - taka jest okrutna prawda). Choć... za błędy popełniane na ludziach wypłaca się czasem większe lub mniejsze odszkodowania. Natomiast zwierzęta po „użyciu” są usypiane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy chronicznej chorobie, możemy wybrać lek z fabryki, która nie testuje na zwierzętach. Tak samo kosmetyki.&lt;/strong&gt; Zachęcam do tego, chociaż ... daje to mały skutek. Należałoby raczej zmusić fabryki, żeby w taki sposób leków nie produkowały. Tym bardziej, że jak prawie codziennie informuje telewizja, wypuszcza się na rynek leki za krótko wypróbowane, powodujące często śmierć - także kupujących te leki - ponieważ fabrykanci nie produkują z powołania, lecz dla zysku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tak, jak z protestem przeciw zanieczyszczaniu środowiska: mogę wyszukiwać na półkach środki do prania współgrające z naturą, ale skuteczniej będzie, jeśli zmuszę fabrykantów do produkowania maszyn do prania tylko na wodę (podobno już takie wymyślono? ale trzeba by przebudować wszystkie fabryki...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek dla swej obecnej wygody niszczy świat dla następnych pokoleń. Nie będę przypominać ludzkich wykroczeń przeciw ekologii - wszyscy je znamy. I czym jest choroba „wściekłych krów”, czy obecnie zagrażająca światu „ptasia grypa”, jak nie zemstą Natury za fabryki mięsa? Choć przyznam, że wciąż nie ma na to logicznej odpowiedzi ludzkości – trwając w strachu przed chorobą - dalej robi to samo, idąc na łatwiznę i tylko np. ...dezynfekując kurniki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niepotrzebnie też łudzimy się, że zwiększona częstotliwość kataklizmów: potężne trzęsienia ziemi, cyklony i trąby powietrzne o niespotykanej sile, zatrważające powodzie, tsunami itp. są (tak jak piszą nieuczciwi, piszący w imię interesów fabrykantów, czy niezorientowani dziennikarze) ot tak sobie! - bo właśnie nadszedł taki okres w dziejach Ziemi!?? Oczywiście, że to coraz większa ludzka populacja - w zatrważający sposób niszcząca przyrodę - jest winna. Wszystkie spraje, telefony komórkowe, dymiące kominy, odpady nuklearne itd. itp. już nas niszczą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie każdemu dane nagle zmienić świat, dlatego zachęcam maluczkich - niech każdy dba o przyrodę wg. własnych możliwości.&lt;/strong&gt; Np. finansując odpowiednie organizacje, wybierając z półek sklepowych artykuły, przeciwstawiając się okrucieństwu (także na ludziach!). Pomagając. Ludziom, zwierzętom, roślinom. Pojmijmy, że jesteśmy tylko częścią przyrody - może tą najinteligentniejszą, ale jak do tej pory na pewno nie najlepszą! Zrozummy też, że nie wolno nam zniszczyć stworzonego na świecie ładu - bo będzie to samobójstwem ludzkości, które pociągnie za sobą zagładę wszelkiego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzi dobrej woli wciąż jest za mało, żeby nagle zmienili obecny stan rzeczy. Przy tym jest wielu ludzi dobrych, ale biernych, bojących się, nie chcących się mieszać, czy sprzeciwiać. &lt;strong&gt;Nie są ogólnie zorganizowani - bo brak charyzmatycznego przywódcy. Ale tacy pojawiają się zawsze w odpowiedniej chwili, możemy zatem mieć nadzieję, że i teraz zjawi się Ktoś, kto zmieni układy na świecie. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A czekając, możemy powoli coś robić w tym kierunku - kropla wody to tylko kropla, ale miliony kropel to już potęga.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Cytaty księdza M.Canciani i jasnowidza A.Szmilichowskiego zaczerpnęłam z artykułów zamieszczonych w piśmie Nieznany Świat nr 55 i r 78 - E.Celejewska&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 9 i 10 - 2005&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307702311398086?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307702311398086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307702311398086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-20-czowiek.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 20 - Człowiek - miłościwie panujący, czy beztroski tyran?'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307687210354547</id><published>2005-11-19T18:32:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:07:45.693+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 19 - Litość nad zwierzętami</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00274.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/320/DSC00274.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Za każdym razem, gdy siadam za kierownicą, błagam Boga i wszystkie Duchy Opiekuńcze, żebym nikogo autem nie zabiła i nie zraniła - nawet ptaka, czy jaszczurki. A dopiero potem proszę o swoje bezpieczeństwo.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie na małych ulicach nie wiadomo kto i co może wyskoczyć zza zaparkowanego samochodu. Kiedyś, tylko dzięki temu, że jechałam wolno, nie zabiłam pięknego, popielatego kota, który właśnie przed kołami mojego samochodu rozpoczął nocną wyprawę. Z całej siły kopnęłam hamulec i z wizgiem stanęłam w miejscu, aż dym z kół poszedł! Na szczęście kota nie uderzyłam, czmychnął przerażony hałasem! Za to ja, gdy zjechałam na pobocze i na wacianych nogach przeszukałam ogródki domów po obu stronach ulicy - przez kilka minut dochodziłam do siebie. Jechałam pięćdziesiątką, ale jak widać, też niebezpiecznie!&lt;br /&gt;Od tej pory, na małych uliczkach zwalniam do 40 km. na godzinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale są tacy, co widząc przechodzące jezdnią zwierzę – naciskają gaz. Nie myślą (bo tacy mózgów nie mają), że to samo może ich spotkać.&lt;/strong&gt; Bo sprawiedliwa natura sama karze winowajców, dla wszystkich żyjących stosując te same prawa. Tylko naiwni przedstawiciele tzw. „wyższej rasy” - sądzą, że skrzywdzenie „młodszego brata” ujdzie im bezkarnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nawet nie wszyscy miłośnicy zwierząt wiedzą, że czwarty października – dzień urodzin Św.Franciszka – od 1982r został ogłoszony Światowym Dniem Ochrony Zwierząt.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Może więc choć w tym miesiącu zastanówmy się nad naszymi młodszymi - lepszymi braćmi? Ale kochać zwierzęta, to nie znaczy tylko dbać o własnego pupila, lecz także występować w obronie tych maltretowanych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Od najmłodszych lat czułam „litość nad zwierzętami”, do dziś mi to pozostało, bo prawie zawsze staję w obronie pokrzywdzonych (także dwunożnych) zwierząt.&lt;/strong&gt; Moje pierwsze wystąpienie w obronie konia, który upadł nie mogąc pociągnąć fury pełnej węgla, skończyło się boleśnie. To były okrutne powojenne czasy. W Warszawie, gdzie życie toczyło się, jeszcze przynajmniej dziesięć lat po wojnie, na nieuprzątniętych gruzach, nie było litości dla słabych. Koń upadł, bo fura załadowana była do granic możliwości. Pijany właściciel okładał go biczem, mszcząc się za nędzę swojego życia, więc ja – smarkata żądająca litości dla konia, mogłam go tylko więcej rozzłościć. Oberwałam batem po nogach i była to moja pierwsza lekcja życiowego okrucieństwa.i ...bezradności.&lt;br /&gt;Może dlatego występuję w obronie tych, co się nie bronią?... (I też za nich obrywam...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Częścią mojej rodziny zawsze były zwierzęta - przez dziesiątki lat psy&lt;/strong&gt;. Mądre, jak Budrys, mieszaniec wilka i bernardyna, który pilnował mojej siostry gdy była mała, lepiej niż jakakolwiek niańka.&lt;br /&gt;Ale były też psie głupki - jak pewien Bobik, towarzysz mojego warszawskiego dzieciństwa, który uwielbiał pruć fotele i kanapy, obgryzać nogi krzeseł (wziął się nawet za nogi fortepianu, choć był tylko mieszańcem małego kundla i teriera). Gdy wracałam ze szkoły, merdając kikutem ogona witał mnie z wyżyny fortepianu, z brodą pełną przyczepionych suchych ostów, przywiezionych z gór w celach dekoracyjnych, a obecnie w kawałkach leżących obok szczątków nut i bibliotecznej książki, za którą znów trzeba było zapłacić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bobik był niewątpliwie równie głupi jak jego imię, ale był psem wesołym i towarzyskim i miał artystyczną naturę - był wyjątkowo muzykalny. Ja też. Wobec czego urządzaliśmy koncerty dla sąsiadów.&lt;/strong&gt; Chodziłam po klawiaturze fortepianu, wyśpiewując wniebogłosy, a popapraniec wył, ile miał siły w płucach! Ale muzykalnie: jak szłam w górę klawiatury - wył dyszkancikiem, jak deptałam dolne klawisze - efektownym glissandem zjeżdżał, aż do operowego basu. Był to właściwie mój pies, to ja spędzałam z nim najwięcej czasu. Cóż... nie byłam poważnym dzieckiem, a mówią że psy upodabniają się do właścicieli...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdy dorosłam, zrozumiałam, że mojemu charakterowi lepiej odpowiada samodzielny kot. I tak już od trzydziestu lat odpowiadają mi najróżniejsze koty, których całe pokolenia przewinęły się przez nasze kolejne mieszkania.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet na emigrację wyruszyliśmy z dwoma czarnymi kotami, które z bólem serca, musieliśmy pozostawić na wsi w Bośni. Obozy dla uchodźców nie przyjmują czworonogów, a bilet z Europy do Australii, wraz z kosztami kwarantanny wynosił na jednego kota ponad cztery tysiące dolarów! Co dla nas, emigrantów, było sumą nieosiągalną. Koty zapłaciły więc najwyższą cenę za nasze szczęśliwe wylądowanie w Australii i być może były ofiarą za nasze życia. Kilka lat później w Bośni toczyła się okrutna wojna. Tam, gdzie ewentualnie byśmy mieszkali zginęło wielu ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przed paru laty ukazała się interesująca książka Anne i Daniela Meurois Givaudan, o polskim tytule „O tych, które posiadają duszę”. &lt;/strong&gt;Osobiście nie wątpię, że zwierzęta dusze posiadają - tchnął je w nie Najwyższy, gdy je stworzył, tak samo jak w nas, zarozumialców uzurpujących sobie do tego jedyne prawo!&lt;br /&gt;Autorzy książki, posiadając możliwość świadomego wychodzenia z ciała fizycznego, kontaktowali się z Bytami (czyli Aniołami), które kierują światem zwierząt. Także ze zbiorowymi duszami zwierząt (np. ptaków, czy szczurów) i z pojedyńczymi zwierzętami, które opowiadały o sobie. Przebaczenie, miłość i wzajemna pomoc, w pełni istnieją w świecie zwierząt, gdy w ludzkim, wciąż tylko w stanie szczątkowym. Postęp cywilizacji słabo podnosi szlachetność naszych uczuć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Książka przedstawia świat zwierząt w świetle nam nieznanym&lt;/strong&gt;. Obecnie trudno jest dowieść, czy są to fakty, czy wyobraźnia autorów, jednak skłonna jestem przyjąć, że przekazali prawdę. Wszak ludzi o specjalnej duchowej mocy coraz więcej rodzi się na świecie. A nauka stale potwierdza, że to czego nie widzimy, też istnieje...&lt;br /&gt;„Czy nigdy nie przyszło wam na myśl, że pod zwykłą postacią waszego psa lub kota może kryć się wielka dusza?” Oto fragment rozmowy autorów z psem Tommy: „Rodzina, w której żyłem była kochającą się rodziną, ale dla nich byłem tylko psem(...) pies, kot lub chomik, były przede wszystkim zabawkami dla dzieci; przedmiotem, który można zamknąć w garażu, kiedy się go miało dosyć i któremu nie było zimno ani nie chciało się spać. Pokora. To właśnie teraz przeze mnie przepływa.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zawsze przeczuwałam, że zwierzęta nieraz ofiarowują siebie, żeby uratować czlowieka, którego kochają.&lt;/strong&gt; Książka moje domysły potwierdza wyjaśniając, że: „...często jest to jednym z zadań ich życia.” Oto słowa psa Tommy’ego: „Duch Życia może czasem poprosić abyśmy wzięli na siebie to ciemne światło przeznaczone dla człowieka, którego kochamy; wówczas akceptujemy, żeby ten ból przypadł nam w udziale i żeby naszą formę opuściły siły życiowe. Nie jest to obowiązek, ale miłość, która sprawia, że tak czynimy(...) wy nie znacie związków, jakie nas z wami wiążą(...)”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozbawieni uczuć nie potrafiąc pojąć tej ofiary paplają, że „zdechło im” zwierzątko. Bezmyślnym powtarzam: „zdechł” - to Breżniew! Tak właśnie, trafnie używając tego słowa i uradowani tym faktem wiwatowali niegdyś Polacy na terenie obozu uchodźców w Latinie, we Włoszech. Natomiast zwierzęta umierają z godnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Właśnie z miłości do zwierząt, dziesięć lat temu moja rodzina przestała jeść mięso - nie je się braci.&lt;/strong&gt; Jedzenie mięsa to tylko sprawa przyzwyczajenia. Jest tyle innych produktów, które lepiej smakują i na pewno są lżej strawne dla układu pokarmowego roślinożercy – jaki posiada człowiek. (Nie mówiąc, że obecne mięso jest po prostu trucizną!) A zjadaczom trupów polecam obejrzenie scen z rzeźni (nie mamy prawa nie wiedzieć, że zwierzęta rozumieją, że są zabijane i czują ból!) - może zaczną inaczej patrzeć na wypatroszone kurczaki, czy kawały krwawego mięsa u rzeźnika!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Człowiek jest istotą przewrotną.&lt;/strong&gt; Gdy na filmach fabularnych pokazane są sceny zabijania zwierząt, na końcu umieszcza się napis: „Żadne zwierzę, nie zostało skrzywdzone przy kręceniu tego filmu.” Oczywiście dlatego, że za to grożą ogromne kary pieniężne!&lt;br /&gt;Ale jednocześnie, na większą skalę nie robi się nic, żeby ukrócić katowanie i barbarzyńskie obyczaje: uwięzione łańcuchami niedźwiedzie są zagryzane przez psy - ku uciesze gawiedzi. Walki psów, czy kogutów w niektórych krajach są na porządku dziennym. W Hiszpanii, zabijanie byków w najokrutniejszy sposób, uważa się za bohaterski wyczyn! W Polsce, psy podwórkowe zimą przymarzają do ziemi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W godzinach nocnych (ze względu na okrucieństwo obrazów?) pojawia się w telewizji reklama jednej z organizacji protestujących przeciw testowaniu na zwierzętach kosmetykow, czy lekarstw. A wykonuje się na nich najpotworniejsze doświadczenia jakie można sobie wyobrazić! Na zdjęciach widziałam małpy zarażone syfilisem, świnki morskie z otwartymi czaszkami i podłączonymi do mózgów elektrycznymi przewodami; króliki, koty, psy z odrażającymi (i bolesnymi!) alergiami po próbach kosmetyków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poważni uczeni udowodnili wiele razy, że wszystkie te testy nie mają sensu, bo nawet minimalna różnica w genach powoduje całkowicie inne działanie tej samej substancji. &lt;/strong&gt;A zabawiającym się w tak okrutny sposób „uczonym” życzę podobnego losu – bowiem egocentryk uczy się tylko na własnym cierpieniu. A testy leków należałoby raczej przeprowadzać (za ich zgodą) na nieuleczalnie chorych ludziach. Kosmetyki zaś, na dobrze opłacanych ludzkich ochotnikach – tylko w taki sposób te badania miałyby sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale jak możemy mieć litość nad czworonożnymi zwierzętami, skoro jesteśmy znieczuleni na bliźniego na dwóch nogach!&lt;/strong&gt; W państwie, które szczyci się wyjątkową demokracją, na dokumentalnym filmie Murzynka - mieszkanka zniszczonego huraganem miasta, płacze do kamery: „Błagamy prezydenta Busha o pomoc! Niech ktoś przyjedzie tutaj i zainteresuje się nami!...”&lt;br /&gt;Ale przecież łatwiej jest zabijać, niż ratować życie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Może więc - chociaż w pierwszych dniach października - poświęćmy uwagę przyjaciołom, którzy kochają i poświęcają się dla nas.&lt;/strong&gt; Utulmy psa lub kota, ale uratujmy też obce zwierzę - choćby wspierając finansowo którąś dobroczynną, pomagającą, czy walczącą o prawa zwierząt instytucję. Nie kupujmy kosmetyków i lekarstw z firm, które wykonują testy na zwierzętach. A może zostańmy jaroszami?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ludzi o wyższej sile duchowej, rozumiejących, że nie należy zabijać, lecz pomagać - jest sporo na świecie. Przyłączmy się do nich, bo jak mówi cytat z omawianej wyżej książki: „...żadne z królestw, nawet to człowiecze, nie może ewoluować, jeśli pozostawi z tyłu nawet najmniejszą część Kreacji.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 8 – 2005&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307687210354547?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307687210354547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307687210354547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-19-lito-nad.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 19 - Litość nad zwierzętami'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307649636938975</id><published>2005-11-12T18:25:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:08:22.395+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 18 - Awantura na internecie!</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00274.2.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00274.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Zimowa grypa, która mnie dopadła - przyhamowała „Rozmyślania za kierownicą” na kilka tygodni. Za to więcej uwagi mogłam poświęcić internetowi, na który przeważnie nie starcza mi czasu. Zatem dzięki grypie, choć trochę późno, bo dopiero parę dni temu, dowiedziałam się, że dn.19.07.05r na Wirtualnej Polonii - która jest głosem Polonii z całego świata na internecie - burzę wywołał felieton Mariana Kałuskiego pt. „Krytycznie o Polonii australijskiej.” Zainteresowanym podaję adres: www.wirtualnapolonia.com&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sprawa, którą autor poruszył, dotyczy przede wszystkim prezesa Rady Naczelnej naszej Polonii.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze: przyznam, że osobiście niewiele wiem na temat Rady Naczelnej Polonii Australijskiej (a ostatnio nawet!) i Nowozelandzkiej. Nigdy też nie głosowałam na nikogo z tej rady ani na nikogo z jakiejkolwiek organizacji, które RN wybierają - ponieważ nie są to wybory ogólnopolonijne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze strony internetowej można dowiedzieć się, że jest ona naczelną organizacją zrzeszonych organizacji polonijnych w Australii i wybierają ją przedstawiciele podlegających jej organizacji - czyli podając niedokładnie (nie znam dokładnych danych), mniej więcej 6% Polonii australijskiej. Dlaczego więc RN reprezentuje CAŁĄ Polonię australijską (i ostatnio) nowozelandzką - pozostaje dla mnie zagadką. Ponieważ nazwa nie odpowiada prawdzie powinna brzmieć: Rada Naczelna Zrzeszonych Australijskich i Nowozelandzkich Organizacji Polonijnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważne też, że zrzeszonych, bo nigdy nie słyszałam, żeby rada ta, kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób pomagała organizacjom polonijnym, w których działałam i działam od 86r, a więc: dziecięcemu chórowi Polskie Kwiaty, sobotniej szkole w Cabramatta, Radiu 2000FM, Polskiemu Towarzystwu Literackiemu w Sydney, Expressowi Wieczornemu, czy miesięcznikowi Akcent Polski - które to organizacje mimo bardzo prężnego i pożytecznego działania, Radzie Naczelnej nie podlegają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W zasadzie RN ma wąski zakres działania i służy głównie rozwiązywaniu ewentualnych konfliktów między Polonią, a Australią.&lt;/strong&gt; I owszem, nieraz czytam w prasie, jak „dzielnie” broni nazwy góry Kościuszki, czy protestuje przeciw nazywaniu nazistowskich obozów zagłady, polskimi obozami koncentracyjnymi (z dużym opóźnieniem). Z podanych przykładów wnioskuję, że ma ona służyć przedstawianiu Australijczykom prawdy o Polsce i Polonii. Wobec czego jak zakwalifikować niedawno organizowane przez RN – dla widowni australijskiej! - obchody ku czci Solidarności ...bez Solidarności, której wielu członkom Australia niegdyś udzieliła azylu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście Rada Naczelna Polonii jest potrzebna, chociażby jako łącznik pomiędzy Australią a Polonią, powinna jednak działać energicznie i przedstawiać PRAWDĘ o Polonii i Polsce&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie: ponieważ nie znam żadnej innej działalności RN niż w.w. i nie znam prywatnie jej członków (nawet z widzenia!) - nie mogę potwierdzić faktów przytoczonych w artykule p.Kałuskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć jeden mogę! Jestem bowiem w posiadaniu pierwszego numeru Akcentu Polskiego, w którym zamieszczono przedruk z polskiego pisma „Technika i ty” z dn.1.06.69r - felietonu napisanego ku czci postępu socjalizmu w dawnej Polsce! Cytuję fragment: „Postęp ten jest widoczny w całym kraju, niemal w każdym jego zakątku. Daje się zauważyć dymami odległych kominów, światłem neonów, hukiem motorów i ich ciągłym ruchem.” itd. w podobnym tonie. Felieton podpisano: Janusz Rygielski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak doszłam do sedna niebotycznej awantury na internecie! Niebotycznej, bo pod felietonem M.Kałuskiego umieszczono aż 466!!! komentarzy Polonusów z całego świata. Niestety, komentarzy głównie niepochlebnych dla Polonii australijskiej. O tytułach wręcz wrogich: „Polonia australijska jest żałosna i wykołowana przez komuchów!”, „Polonia australijska stała się pośmiewiskiem na świecie” i... przynajmniej połowa w tym samym tonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego, aż tak? Ponieważ Marian Kałuski twierdzi tam, że prezes Rady Naczelnej Polonii Australijskiej, a od niedawna i Nowozelandzkiej – Janusz Rygielski, należał do PZPR-u i felietonów podobnych temu, z którego pochodzi przytoczony powyżej fragment - napisał aż 1000! (Tu chciałabym zapobiec ewentualnym spekulacjom na temat autora artykułu zamieszczonego na WP, ponieważ istotne jest tylko, czy prezes RN należał do PZPRu.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sprawy tej nie należy nawet próbować zatuszować. Oprócz strony moralnej, byłoby to dla Polonii australijskiej - niebezpieczne. Rządowi australijskiemu może wydać się niezrozumiałym i karygodnym, że na czele uciekinierów z państwa komunistycznego reżymu, stoi przedstawiciel byłych ciemiężycieli.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wobec czego, jeśli zostanie udowodnione, że prezes RN – Janusz Rygielski należał do PZPR-u – to jasne, że nie może on stać na czele antykomunistów.&lt;/strong&gt; Natomiast jeżeli, powiedzmy, okaże się, że nie należał – no... to należą mu się przeprosiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Osobiście uważam, że POLONIĘ MOŻE REPREZENTOWAĆ TYLKO CZŁOWIEK O NIEPOSZLAKOWANEJ OPINII. &lt;/strong&gt;I po niedawnej rezygnacji z kariery politycznej lidera opozycji NSW – z mniej istotnych powodów! – widać, że taka zasada obowiązuje w Australii. W związku z czym, niewyjaśnienie afery w RN, może spowodować konsekwencje niekorzystne dla Polonii australijskiej i nowozelandzkiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć... z obawą obserwując istniejące układy, mogę przewidzieć zakończenie: zamieszani przeczekają, aż się uciszy, natomiast nieczujący przynależności (a takich jest więcej) nie będą zainteresowani... Tak, że być może, nadal będzie nas reprezentować – niewybierana przez ogół Polonii (i co się z tym wiąże - nieznana ogółowi) RNPA i NZ!...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chyba, że się wreszcie obudzimy i zastanowimy, jak ten problem – wg. zasad obowiązujących w demokratycznym państwie – rozwiązać.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 7 – 2005&lt;br /&gt;www.wirtualnapolonia.com&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307649636938975?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307649636938975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307649636938975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-18-awantura.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 18 - Awantura na internecie!'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307631528429825</id><published>2005-11-03T18:23:00.001+11:00</published><updated>2008-02-16T18:08:47.885+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 17 -  Zdrajcy i oszukani</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/1600/za%202.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/400/za%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Osiemnaście lat temu musiałam nauczyć się prowadzić auto. Ponieważ dopiero co przybyliśmy do Australii i nie mogliśmy pozwolić sobie na szkołę jazdy, postanowiliśmy, że instruować mnie będzie mąż. Niestety, choć wypadało oszczędniej, mogłam wylądować w zakładzie dla nerwowo chorych. Wobec czego rodzinne lekcje przerwałam, a jeździć nauczył mnie niestrachliwy kolega – któremu będę za to wdzięczna do grobowej deski.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki na czas podjętej decyzji podwójnie skorzystałam: zdobywszy prawo jazdy mogłam jeździć gdzie mi się podoba, oraz wiedziałam kim jest mężczyzna, którego poślubiłam. Kilka lat później ten obiektywizm pomógł mi zdecydować się na rozwód. Kobietom, które chcą poznać prawdę o partnerze polecam sposób rozszyfrowania „na instruktora”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli ktoś wierzy w zapewnienia psychologów, że kłótnie małżeńskie oczyszczają i pomagają w przetrwaniu stadła - niech spróbuje!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Amerykański thriller Deceived (Oszukana), w reżyserii Damiana Harrisa oglądam co kilka lat, za każdym razem z równym napięcie&lt;/strong&gt;m. Jest to logicznie skonstruowana intryga, sprawnie wyreżyserowana, doskonale zagrana. Przy tym, z idealnie dopasowaną do rozgrywającej się akcji muzyką Thomasa Newmana i nie jest to charakterystyczna dla hollywoodzkich produkcji wciąż ta sama, jęcząca pop-produkcja, tylko zawsze oryginalna linia melodyczna, podkreślająca emocje poszczególnych scen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A nie zmieniają się one błyskawicznie - Nowy Jork w tym filmie jest odczarowany i akcja toczy się w tempie zwolnionym.&lt;/strong&gt; Dodatkowo, to co wielkie jest martwe: wieżowce, przestronne lokale, mieszkania i pustostany, korytarze, halle. A w nich porusza się mały człowiek - intruz w świecie, który stworzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to jedyny film Goldie Hown, w którym gra ona rolę dramatyczną. Partneruje jej John Heard, którego (odwrotnie!) tylko raz widziałam w pozytywnej roli, bo zwykle wciela się w łajdaków. Mimo to, gdy oglądałam Oszukaną po raz pierwszy, dałam się nabrać. Tak przekonywująco zagrał zakochanego w swej żonie!... Tak cudownie kłamał patrząc prosto w oczy! Znów ostrzegam: nie wierzcie psychologom, że kłamca patrzy w bok - zdarzają się magistrzy Akademii Łgania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego, wszystko było jak w bajce: sześć lat zgodnego pożycia, urocze dziecko, interesująca praca, dobre warunki materialne. „Jakie mam szczęście!” mówi bohaterka przytulając się do męża, gdy on w tym samym czasie (ze zmienionymi personaliami poślubiony innej, oczekującej narodzin ich dziecka!) układa plan jak zniknąć z jej życia, wraz z naszyjnikiem wartym cztery i pół miliona dolarów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jest w tym filmie dodatkowy motyw: instynktu.&lt;/strong&gt; Jeszcze szczęśliwa - a już podejrzliwa! Zapewniem wszystkie (normalne, nie chorobliwie zazdrosne) kobiety: jeśli w pewnym momencie zaczniecie kontrolować kieszenie swego partnera, to znaczy, że on coś knuje. Kłamca potrafi się wyłgać z najbardziej skomplikowanej sytuacji, lecz oszukiwanego instynkt nie zawiedzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Deceived żona w odpowiednim momencie zaczyna podejrzewać, choć jeszcze nie może dowieść. Dopiero po śmierci męża (oczywiście upozorowanej) stopniowo odkrywa, że jest on także zdrajcą. Wyjaśniam: zdrajca, to nie ten, który zdradza seksualnie. Zdrajca bez skrupułów sprzedaje, poświęca najbliższych dla niskich celów – egoistycznych, ambicjonalnych, materialnych itp. Może nawet zabić. I wcale nie musi być wariatem. Ten z filmu, w końcowej scenie tak wyjaśnia swoje zasady moralne: „Nie chcę cię skrzywdzić, ale skrzywdzę jak będę musiał. To też jest miłość”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Cóż... tylko w związkach obojętnych zdarza się przeżyć życie z człowiekiem, którego tajemnic nawet po śmierci nie poznamy.&lt;/strong&gt; Bohaterka Deceived miała instynkt i siłę. Rozwikłała zagadkę, stłumiła miłość do zdrajcy, wymierzyła sprawiedliwość i... potrafiła żyć dalej. Nawet pozwalając dziecku zachować album ze zdjęciami fałszywej przeszłości tatusia. Fikcja? Niekoniecznie! Rzeczywistość bywa bardziej sensacyjna – choć nie każdy oszukany potrafi sobie z nagle odkrytą prawdą poradzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tak jak bohater filmu Andrzeja Wajdy „Bez znieczulenia”.&lt;/strong&gt; Naukowiec i dziennikarz (Zbigniew Zapasiewicz) stale na zagranicznych rozjazdach, pewny, że ma szczęśliwą rodzinę, wracając z kolejnej delegacji dowiaduje się, że żona (do Penelop nie należąc) wyprowadziła się do kochanka. Po czym - chociaż stopniowo odkrywa, że jest ona mało warta i właśnie cienki moralnie kochanek do niej pasuje - za wszelką cenę pragnie ją odzyskać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Porównując oba filmy doszłam do wniosku, że kobiety lepiej przechodzą katharsis, bo mężczyzni nie umieją się pogodzić ze zmianą statusu ukochanego męża na porzuconego&lt;/strong&gt;. Bohater „Bez znieczulenia” dopiero na sprawie rozwodowej - amoralnej farsie - uświadamia sobie z kim przeżył połowę życia. Wychodzi bez słowa, nie reagując na biegnącą za nim kobietę, w której obudziły się resztki godności. Film Wajdy nie ma happy endu jak „Oszukana”. Zdradzony ginie wskutek wybuchu kuchenki gazowej. Samobójstwo? Raczej sprowokowany wypadek - sądząc po kończącym film makabrycznym ujęciu jego spalonej, śmiejącej się otwartymi ustami twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przytoczę jeszcze jeden film traktujący o zdradzie popełnionej przez najbliższych. Jest to film irlandzkiego reżysera Petera Mullana „The Magdalene sisters” (Siostry Magdalenki). &lt;/strong&gt;W 2002r. film zdobył nagrodę „Złotego Lwa” na Festiwalu Filmowym w Wenecji, oraz główną nagrodę na Toronto Film Festival.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugiej połowie dwudziestego wieku (akcja toczy się w 1964r!) w Irlandii, zakony sióstr Magdalenek zajmują się sprowadzaniem na drogę cnoty „upadłych kobiet”. Przebywające w „azylach” dziewczyny całymi dniami piorą garderobę i pościel zakonnic. Jest to praca ciężka i wręcz odrażająca. (Dopiero po latach wysiłek ich rąk zastąpią pralki.) Nie wolno im rozmawiać, nie wolno wychodzić poza zakład, na nienakrytym stole spożywają brejowate posiłki, ciała kryją pod brązowymi drelichami - jak komunistki z reżymu Mao TseTunga. Za objawy buntu są bite, poniżane, siostry golą im głowy. Niektóre nawet są wykorzystywane seksualnie. W zakładach starzeją się i umierają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Film przedstawia autentyczną historię czterech „upadłych” dziewcząt zamkniętych w „azylu” koło Dublin&lt;/strong&gt;a. Pierwsza, zgwałcona, zostaje tam odstawiona, gdy poskarzy się rodzinie. Nieślubne dziecko drugiej ofiary, tuż po porodzie oddadzą w adopcję, a ją do karniaka. Trzecia, pensjonariuszka sierocińca, lubi flirtować z chłopakami stojącymi za płotem - jest to wystarczający powod, żeby ją uznać za upadłą. Czwarta, od lat tam przebywa i swoje dziecko widuje z daleka – oczywiście bezprawnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po latach męki jedną wydobywa z zakładu brat, dwie odważniejsze uciekają, tylko czwarta umiera w zakładzie dla umysłowo chorych. Najstraszniejsze, że te wyklęte godziły się na swój los! A przecież nie siedziały w więzieniu otoczonym drutem kolczastym – pilnowały ich tylko zakonnice! Nie uciekały nie śmiejąc przeciwstawić się tradycji i nikt nie chciał im pomóc w rozpoczęciu normalnej egzystencji – zdradzone i opuszczone przez najbliższych i społeczeństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Po zakończeniu filmu jest podana informacja, że w „azylach” sióstr Magdalenek przebywało trzydzieści tysięcy(!) „upadłych” kobiet – i to nie w średniowieczu, tylko w końcu XX wieku &lt;/strong&gt;i nie w kraju trzeciego świata, tylko w cywilizowanej (jak by się mogło wydawać) Irlandii! Nazwiska wszystkich nieszczęsnych zamieszczono po informacji, że ostatnia taka pralnia została zlikwidowana w 1996r!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze przykład z ostatnich miesięcy: kto oszukał dwudziestosiedmioletnią Australijkę Schapelle Corby, podrzucając do jej, jedynie na suwak zamkniętego pokrowca cztery kilogramy marihuany i winien jest wydanego na nią na Bali tragicznego wyroku? Oraz kto i w jakim interesie nadał tej sprawie rozgłos przypominający zasłonę dymną?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według wszelkich praw - rząd, który nie potrafi zapewnić obywatelom nietykalności bagażu na lotnisku, powinien pomóc prawdopodobnie niewinnie osądzonej, chociażby załatwiając jej ekstradycję do Australii – państwa na którego terenie przestępstwo zostało popełnione.&lt;br /&gt;Choć ostatnio i w życiu i w fikcjii zapanowała moda na thrillery bez happy endu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przytoczone przykłady przedstawiają wyjątkowo podłe przypadki, lecz ten, kto uważa, że nigdy nie został zdradzony – może się zaliczyć do grupki bujających w nieświadomości, &lt;strong&gt;bo nikogo nie poznaje się do końca, choćby znało się go od urodzenia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wobec czego, modne dziś wyszukiwanie partnera za pośrednictwem internetu może być bezpieczniejsze. W taki sposób zaczyna się nie od reakcji chemicznej, tylko od tego, co po wybuchu - czyli zdrowego rozsądku.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 6 - 2005&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307631528429825?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307631528429825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307631528429825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-17-zdrajcy.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 17 -  Zdrajcy i oszukani'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307617719968097</id><published>2005-10-28T18:20:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:09:18.796+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 16 - Naprzód</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00270.0.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/320/DSC00270.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Kilka lat temu grałam na weselu znajomych. Nota bene, był to ich ponowny ślub - po dziewiętnastu latach rozłąki i życia z innymi partnerami (więc nie wiem, czy to akurat było „naprzód”, czy też powrót do przeszłości…) W każdym razie znajomi żyli potem szczęśliwie, więc może to ich środkowe małżeństwa były „do tyłu”?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zabawie, w środku nocy musiałam wrócić do domu. Przyjechałam trasą wyznaczoną na planie miasta, lecz gdy już sprzęt elektroniczny miałam zapakowany do samochodu, ktoś doradził mi powrót - ponoć krótszą drogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Uległam pokusie i oczywiście zaraz się zgubiłam, pojęcia nie mając przez jakie dzielnice pędzi mój samochód! Co nie dziwi w Sydney, gdzie wszystkie uliczki wyglądają jednakowo&lt;/strong&gt;. Do tego, w nocy świat prezentuje się zdradziecko inaczej, a mapa leżała zagrzebana pod keybordami i głośnikami.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mogłam tylko jechać naprzód!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy w 1982 roku, ze swoją rodziną znalazłam się w Latinie - obozie dla uchodźców pod Rzymem - nie byłam pewna słuszności podjętej przez nas decyzji. Ale na powrót było za późno. Wtedy, przypadkiem wpadło mi w ręce wydrukowane gdzieś zdanie podróżnika i odkrywcy Marco Polo „Gdy nie ma gdzie zawrócić, trzeba iść naprzód”. Do tej mądrości stosowałam się potem całe życie. Także i tej nocy, gdy w kółko kręciłam się po nieoznakowanych sydnejskich bocznych drogach wierząc, że Anioł Stróż wyprowadzi mnie z labiryntu uśpionych uliczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dwadzieścia kilka lat temu, zmuszona koniecznością, też dążyłam naprzód, żeby w końcu cudem - ale to już inna historia - dotrzeć do Australii.&lt;/strong&gt; Przedtem, po krótkim pobycie w obozie, przez rok wegetowaliśmy w hostelu w Rzymie, na via Aurelia blisko Watykanu. Smutną wigilię 82r udało nam się spędzić z Ojcem Świętym - było to popołudniowe spotkanie Karola Wojtyły z Polakami, na które przybyło nas około tysiąca - głównie uciekinierów sprzed i ze stanu wojennego. Wtedy byliśmy dumni, że to właśnie Polak został Papieżem i nikt nie przeczuwał, że wkrotce stanie się On autorytetem nie tylko dla katolików, lecz dla ludzi dobrej woli z całego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tylko raz udało mi się zobaczyć Jana Pawła II „na żywo”.&lt;/strong&gt; Więcej szczęścia miał Franciszek, znajomy Czech, który codziennie jeździł do Watykanu, dokarmiając żebrzących tam kloszardów. Jednego dnia, gdy modlił się w Bazylice Św. Piotra, nagle, ze schodów wiodących z podziemi wyłonił się Ojciec Święty, który podał mu rękę, porozmawiał z nim i pobłogosławił. Potem Franio wyrzeźbił na kręgu drewna splecione do modlitwy ręce, w które włożył czerwoną różę i podarował - to miesiącami pieszczone arcydzieło - polskiemu Papieżowi, którego uwielbiał. Franek po długim oczekiwaniu „dostał się” do USA. Nie wiem, czy udało mu się dotrzeć do bram katolickiego zakonu - jak tego pragnął?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja, w sydnejską noc po weselu, pchana wiarą „naprzód”, w końcu dojechałam do celu, choć błądziłam dwie godziny. Tej nocy nauczyłam się też, że nie należy wytyczać drogi na podstawie wskazówek: w lewo, dwa razy w prawo, na rondzie prosto… bo wierzyć należy tylko sobie, a w tym wypadku, najlepiej mapie.&lt;br /&gt;Ale, czy tę nauczkę zapamiętałam, to już zupełnie inna sprawa…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Także świat, najczęściej dąży naprzód w złym kierunku, bo nie zauważyłam, żeby wyciągał wnioski z błędów historii: &lt;/strong&gt;ledwo odbudujemy się po zniszczeniach - zaczynamy następną wojnę. A kolejny agresor zawsze jest pewien, że właśnie ta przyniesie mu korzyści, choć doświadczenia (przynajmniej ostatnich stu lat) udowadniają coś innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie w czasach, gdy większość państw ma dostęp do broni masowej zagłady, tylko naiwni wierzą, że wojna może zaprowadzić ład. (Mam tu na myśli szaraczków bez-granicznie wierzących propagandzie polityków – bo ci ostatni dobrze wiedzą, dlaczego napadają inne państwa.)&lt;br /&gt;Po każdej wojnie następuje coraz większy chaos. Najeźdźcy tracą miliardy, które ściągają z kieszeni najmniej zamożnych podatników, w „wyzwolonych” krajach jeden reżym zastępuje drugi, walki wewnętrzne trwają – niegdysiejsi rodacy mordują się w najbardziej bestialski sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odbudowywanie zrujnowanych, na siłę uszczęśliwianych państw, trwa latami, nie wspominając o setkach tysięcy zabitych i rannych. Oczywiście głównie tych, którzy wojny nie pragnęli ani nie wszczynali, bo to agresorzy otwierają puszkę Pandory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najtragiczniejsze jest jednak - jak w przypadku wojny w Iraku - gdy okazuje się, że wojna osiągnęła cel całkowicie przeciwny (podanym i nie podanym do wiadomości publicznej) zamierzeniom „wyzwolicieli”. &lt;/strong&gt;Terroryści to nie cały naród, tylko poszczególni fanatycy przekonani o słuszności sprawy, za którą zabijają niewinnych. Za pieniądze stracone na daremnej wojnie można było zlikwidować choć część siatek terrorystycznych. A ta wojna - na ironię! zamiast unicestwienia terroryzmu, umocniła siłę islamskich ekstremisów i cofnęła ten kraj w rozwoju o sto lat. Zanosi się, że będzie tam panować najbardziej regorystyczny islam i co za tym idzie, dopiero teraz Irak stanie się kryjówką terrorystów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amerykanie zabrnęli za daleko, więc jakże teraz mają iść naprzód i gdzie jest to „naprzód”, jeśli nie mogą - bez osłabienia swojej pozycji najsilniejszego mocarstwa świata - wycofać się?&lt;br /&gt;Zresztą nie wiadomo, jak długo utrzymają tę pozycję. Prezydent Putin zagroził, że niedługo Rosja będzie dysponować najsilniejszą, przerastającą rywali - o generację(!) bronią nuklearną! A w mediach już ujawnia się prawdę o amerykańskich zbrodniach wojennych popełnianych w Iraku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Może kręcimy się w błędnym kole, bo czas niszczy znaki? A świat cofa się w kierunku zimnej wojny, bo może to zimna wojna perfidnie zapewnia światu pokój?…&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na nieszczęście, właśnie w tych niespokojnych, niebezpiecznych czasach odszedł Jan Paweł II,&lt;/strong&gt; charyzmatyczny, wielki człowiek – już za życia święty - który potrafił korzystnie wpływać na losy świata. Pochodząc z umęczonej wojnami Polski, potępiał napaść na Irak – czego (w większości!) nie chcą przyjąć do świadomości chrześcijanie. A przecież przykazania nie są relatywne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie oszukujmy się, że jesteśmy katolikami - gdy nawołujemy do zabijania. Papież dał przykład wybaczając swemu niedoszłemu mordercy. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie istnieją „wojny sprawiedliwe”. &lt;/strong&gt;Wszystkie kończą się śmiercią tysięcy, milionów winnych i niewinnych; gwałtem, utratą dorobku całego życia, niewolą. Nie ma ceny, za którą warto wszczynać wojny - jak zakwalifikować tę, która zwiodła naiwnych, często ubogich polskich żołnierzy, którzy oddali życie za nędznych - tysiąc amerykańskich dolarów miesięcznie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Agresja pociąga za sobą agresję.&lt;/strong&gt; To nie wojna może przerwać łańcuch przemocy. Nie likwiduje też ona żadnego problemu, bo nie ma na świecie narodu, który ulegnie najeźdźcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jan Paweł II uczył pokoju, wzajemnej tolerancji wyznań i pragnął normalnego życia dla wszystkich ludzi świata. Dając temu przykład swoim życiem. Był człowiekiem wyjątkowym - duchem, ale jak wszyscy śmiertelnym - ciałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przejmujmy się, że obecnie więcej mówi i pisze się o Jego następcy Benedykcie XVI-tym (który przecież zapowiedział kontynuowanie zaczętej przez Jana Pawła II misji). To normalne, że więcej uwagi poświęca się żyjącym. Martwmy się, żebyśmy szli drogą, którą wskazał pochodzący z Polski Ojciec Święty. Drogą pozbawioną obłudy, kłamstwa, fałszywego relatywizmu - ze świadomością, że wszyscy ludzie mają jednakowe prawo do życia na Ziemi.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tylko w taki sposób nie pozwolimy umrzeć pamięci o Nim i będziemy rzeczywiście iść naprzód.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 5 - 2005&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307617719968097?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307617719968097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307617719968097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-16-naprzd.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 16 - Naprzód'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307601664013261</id><published>2005-10-22T18:15:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:09:49.073+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 15 - Dzisiejsze prawa autorskie - czyli pies ogrodnika</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00268.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00268.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Czasami przejeżdżam ulicami sydnejskiej dzielnicy Woolahra, na których korony rosnących po obu stronach wiekowych drzew, splatają się wysoko tworząc cieniste korytarze, pod którymi jedzie się z przyjemnością. W kojącym chłodzie, bez rażących w oczy promieni słońca. Nawet wydaje się, że jest tam lepsze powietrze, gdyż zieleń pracowicie wchłania spaliny samochodowe. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to jesienią i zimą, gdy całkowicie opadną liście, można podziwiać jeszcze jedno dzieło Stwórcy: misterną koronkę z gałęzi, gałązek i gałązeczek, których na jednym wielkim drzewie potrafią być miliony. Zresztą to nie jedyny cud boski, którym nie tylko wolno się zachwycać, ale też opisywać, fotografować, kręcić kamerą, malować, a obecnie, nawet genetycznie przerabiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Stworzyciel bowiem nie wprowadził praw autorskich. Chciał, żebyśmy dowolnie korzystali, oraz podziwiali Jego dzieło za darmo. Dzisiejsze prawa autorskie, to wymysł istot niedoskonałych.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawo autorskie jest koniecznością, bo broni przed kradzieżą dzieł i pomysłów. I takie - uczciwe i logiczne, wystarczało ludzkości, aż do dwudziestego wieku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaś dzisiejsze prawa autorskie nie tyle chronią autora, co dają zarobić tony szmalu osobnikom uzdolnionym w powielaniu i sprzedawaniu wytworów artystów. &lt;strong&gt;Oczywiście nie tym maluczkim, którzy naprawdę to robią.&lt;/strong&gt; Także nie wykonawca i nie autor zarabia najwięcej – dostaje niższe niż dochód ze sprzedaży, tantiemy. Główny zarobek przypada producentom, właścicielom wielkich biznesów. To głównie ich interesów bronią, te wszędzie zamieszczane ostrzeżenia: nie wolno kopiować, puszczać w radiu, czytać publicznie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jest to korzystne dla kogokolwiek? Wątpię. Przykładem chociażby nowe zasady obowiązujące w polskich rozgłośniach, o czym wspomniała, w wywiadzie zamieszczonym niedawno w sydnejskim Expressie Wieczornym, Maryla Rodowicz.&lt;br /&gt;Obecnie, nie wolno tam prezentować piosenek za darmo, więc najnowsze (czyli najdroższe) nagrania nie są reklamowane i z tego powodu płyty sprzedają się słabo. A słysząc w radiu stare kawałki, naciska się wyłącznik. Czyli - błędne koło chciwości!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie bronię piractwa zarobkowego, które oczywiście jest przestępstwem, lecz nie dajmy się zwariować!&lt;/strong&gt; Gdy ktoś skopiuje płytę, przegra film z telewizji, wytnie z pisma fotografię, przepisze fragment książki – to znaczy tylko, że autora doceniono, a jego dzieło dotarło do ludzi. Straty związane z prywatnym kopiowaniem są minimalne, a i tak większość woli posiadać oryginały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja sama nie piszę dla pieniędzy, tylko dla czytelnika. Fakt, że ktoś skopiuje moje pisanie, może napawać mnie tylko zadowoleniem. Miałabym jednak zastrzeżenia, gdyby moje teksty podpisano cudzym nazwiskiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam też uzasadnione pretensje do tych niezręcznych korektorów, którzy zmieniając użyte przeze mnie słowa, lub fatalnie przekręcając zdania - zabijają trafność sformułowań! Autor wysyłający utwór do redakcji jest bezbronny, bo nie wie w jakim stopniu korektorzy mogą mu popsuć tekst, po czym podpisać jego nazwiskiem! (To właśnie w takich wypadkach powinno ingerować prawo autorskie.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale o tym, jak prawa autorskie mogą osiągnąć szczyty nonsensu i zachłanności, świadczy cała strona przepisów copyright dotyczących książki Clarissy Pinkoli Estes “Biegnąca z wilkami”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Sama książka nie wzbudziła we mnie takiego zachwytu, żebym akurat chciała je łamać. Moim zdaniem jest nudna. Z trudem przeleciałam przez 550 stron dociekań, które wcale mnie nie zainteresowały. Gorzej, które uważam za dopasowujące się tylko do nielicznych kobiet. Smutne, że na płodzenie teorii o wąskim zakresie, ktoś stracił 21 lat!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Protestuję przeciwko zaliczeniu wszystkich kobiet do jednego gatunku. Absolutnie nie czuję się - pokrewną autorce - dziką kobietą pochodzącą od wilczycy! Walczącą o byt i pilnującą interesów stada.&lt;br /&gt;Jeśli już musiałabym zaliczyć się do zwierząt (choć wcale nie chcę się poddawać takiej kwalifikacji i bez niej należąc do najbardziej krwiożerczych bestii - jakimi są ludzie), zaliczyłabym się do kocic, które nie lubią stada, walki i żyją jak im się podoba. Są troskliwymi matkami, ale niekoniecznie troskliwymi partnerkami. (Choć przyznam, że często widziałam przejawy niewiarygodnego oddania i poświęcenia kocicy w obronie samca.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A&lt;strong&gt; już zupełnie nie zgadzam się z tłumaczeniem sensu bajek – jest to sprawa indywidualnego zrozumienia.&lt;/strong&gt; Analiza na modłę podaną w książce, potrafi obrzydzić najpiękniejszą baśń. I zastanawiam się, czy ci, co okrzyknęli książkę bestsellerem, nie postępują jak w bajce Andersena o nagim królu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, nie będę roztrząsać treści, której nie lubię, bo rozważam prawa autorskie. A prawa ustanowione przez wydawcę omawianej książki przeczytałam z jeszcze większym oporem niż jej filozofię! Żeby przekazać prawdziwy obraz, muszę cytować. (Chyba mi wolno?… Nie słyszałam, żeby ustanowiono prawa autorskie dotyczące cytowania praw autorskich…)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Znalazłam tam takie oto absurdy&lt;/strong&gt;: „Żaden fragment tego dzieła nie może być w jakiejkolwiek formie przytoczony, skopiowany, streszczony, zacytowany, bądź zaadaptowany bez wcześniejszej pisemnej zgody.” Bzdura! Kto będzie załatwiał pisemną zgodę, żeby zacytować zdanie, lub w rozmowie streścić urywek z książki i kto będzie wyłapywał takich co to zrobią i wsadzał ich do więzienia? Poza tym, chyba korzystniej jest dla książki, gdy się na jej temat dyskutuje? (Święte milczenie – to także pogrzeb.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wobec takich zakazów, nie wiem, czy mi wolno (ale zaryzykuję!) - bez pisemnej zgody autorki i wydawcy - wyrazić opinię, że książka mi się nie podobała? &lt;/strong&gt;A przecież, chociaż w taki sposób, to jednak robię jej reklamę?…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jeszcze nie wszystko! W książce są umieszczone znane bajki. Oto jak wydawca, usprawiedliwia się z tego zrzynania: „Baśnie, wiersze i tłumaczenia zawarte w „Biegnącej z wilkami” są oryginalnymi utworami autorstwa dr.Estes.” Czyli, pani ta „pożyczyła” sobie cudze tematy, przekręciła po swojemu i wtedy to już nazywa się „jej twórczością”. A dlaczego? Cytuję: „Są one rozszerzeniem krótkich wierszy, piosenek i opowieści przekazywanych w oryginalnych językach i stylach jej tradycji rodzinnej. Wersje te są chronione prawem autorskim i nie są własnością publiczną.”(!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czym (uwaga!) dodaje: „…inne wersje niektórych baśni…” (tu przytoczono tytuły tak znanych jak „Dziewczynka z zapałkami”) „…można znaleŸć w zbiorach braci Grimm, Andersena, Perraulta.” Sugerując tym samym, że C.P.Estes ma takie same prawa do tych tematów, jak autorzy pierwotnych wydań; bo według niej, wymyślili oni tylko „inne wersje” zamieszczonych w „Biegnącej…” bajek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oczyściwszy ten tekst z prawnych sformułowań, pojmiemy, że z niewyjaśnionych powodów dr.Estes ma specjalne przywileje. Bowiem, ściągnąwszy pomysł od Andersena &lt;/strong&gt;(który podobno nawet znał pierwowzór bohaterki swojej bajki – dziewczynkę, która zamarzła próbując ogrzać się zapałkami) &lt;strong&gt;i przekręciwszy go na swoje kopyto – plagiatu nie popełniła! &lt;/strong&gt;A tylko czerpała z wersji „tej samej historii” przekazanej jej przez rodzinną tradycję! (Nie mając żadnych dowodów, że jej rodzina była pierwsza!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast gdyby ktoś zrobił to samo z jej przekrętką i zapewnił, że właśnie taką wersję usłyszał od pradziadka – popełniłby przestępstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec przytoczę jeszcze jedną zuchwałość: „…ponieważ zacytowane w książce legendy, zamieszczane są w licznych publikacjach różnych wydawców, to wersje te mogą, lecz nie muszą być własnością publiczną.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jak z tego widać, prawa jednych autorów są większe niż drugich i wcale nie zależą od ich genialności, lecz od przebiegłości i tupetu pilnujących ich interesów prawników. I każdy - wystarczająco sprytny - może wykręcić się od odpowiedzialności za kradzież tematów.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przytoczone zakazy mnie nie obchodzą, zresztą jak i cała książka. Krętactwa oburzyły mnie tylko gdy je czytała&lt;/strong&gt;m. Nie przejęli się nimi i inni czytelnicy, &lt;strong&gt;bo bestseller pt. „Biegnąca…” stoi na bibliotecznej półce&lt;/strong&gt;. Podczas, gdy baśnie Grimma, czy Andersena przekazujemy dzieciom z pokolenia na pokolenie, bezczelnie łamiąc prawa autorskie – tylko kto może dowieść - czyje?…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile skromniejszy jest Stwórca!&lt;br /&gt;Gdy C.P.Estes kiedyś przestanie egzystować na Ziemi, na pewno nie będzie musiała zapłacić za używanie ciała i korzystanie z natury – należnych Bogu praw autorskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć pewnie będzie musiała rozliczyć się z absurdalnych praw, które dla swoich (wątpliwych zresztą) korzyści, z wydawcą dzieła swego życia, ustaliła.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 3 - 2005&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307601664013261?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307601664013261'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307601664013261'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-15.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 15 - Dzisiejsze prawa autorskie - czyli pies ogrodnika'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307571115317084</id><published>2005-10-14T18:11:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:10:26.234+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 14 - Łobuzy i policjanci</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00274.2.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00274.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Kilka lat temu, moje osiedle – zwykle ciche i spokojne - okupowała banda zmotoryzowanych, dwudziestoletnich łobuzów. Przyjeżdżali kilkoma samochodami i urzędowali na placyku dniami i nocami, jedząc, pijąc alkohol, paląc maryśkę, pod płotem załatwiając naturalne potrzeby, nawiązując miłości i dramatycznie je kończąc, zasypiając w autach – oczywiście dopiero nad ranem. Tylko nie myli się - nie mając widać takiej potrzeby, choć kran z brudną wodą do gaszenia pożaru, znajduje się w widocznym miejscu.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Policja - wzywana minimalnie pięć razy w tygodniu - łagodnie zalecała im… cichsze zachowywanie się. &lt;strong&gt;Dziwne, że dzielnym policjantom nigdy nie przyszło do głowy, że miejsce między domami ma służyć mieszkańcom, a nie intruzom. &lt;/strong&gt;I w ogóle, że należałoby bandę posłać do diabła, a w każdym razie zaaresztować. Jednak, muszę przyznać, że gdy łobuzów akurat nie było, policjanci pracowicie odgradzali teren oznaczony ich moczem, śmieciami, butelkami i resztkami narkotyków - żółtą taśmą. Pewnie, żeby było wiadomo, że jest to miejsce ich rozrywki i mieszkańcom wstęp surowo wzbroniony!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiadomo, jak długo trwałaby ta sielanka, gdybym nie przejechała, rzuconego bezmyślnie pod tylne koła mego samochodu, roweru jednego z hałastry. W rewanżu, na drugi dzień miałam przekłute dwie opony. Wezwana policja, co prawda potwierdziła stanowczo, że to łobuzów wina, gdyż rower był middle of the road. Za dziurawienie opon jednak ich nie ukarała, gdyż nie złapałam szakali na czynie - ze zrobieniem fotografii włącznie! Jak widać tylko na amerykańskich filmach brutalni, acz szlachetni policjanci posyłają przestępców do piekła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć przyznam, że raz, nasz bohaterski policjant zaproponował, że porozmawia z chuliganami, ale ostrzegł, że wtedy będą mi więcej dokuczali! Wzruszyłam ramionami na taką niemoc prawa i wzięłam się do robienia czystki na cierpiącym osiedlu.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę jednak być sprawiedliwa - był to rodzaj bandziorów tchórzliwych i hardych tylko w grupie. Nagabywani w pojedynkę, uciekali. Rozprawienie się z nimi nie było więc sprawą niebezpieczną, lecz długotrwałą - ich panowanie na osiedlu trwało półtora roku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęłam - jak człowiek cywilizowany - od rozmowy, naiwnie wierząc, że jak niegdysiejsi polscy chuligani, posiadają honor. Przecież kiedyś bandy w Polsce miały swoje prawa i kodeksy! A wiem o tym z pierwszej ręki, gdyż zaliczyłam prawie wszystkie warszawskie Domy Kultury, najpierw grając w zespołach amatorskich, wreszcie pracując jako instruktor sekcji muzycznych. Także w tych mających najgorszą sławę: na Zaciszu, na Woli i na Powiślu. Tam bito się na noże, kastety i bagnety - ale równo, nie ze słabszymi. I nie walczono z kobietami. Pamiętam fana mojego żeńskiego zespołu, groźnego git dżentelmena, który po trwających do późnej nocy próbach, odprowadzał nas do tramwaju&lt;br /&gt;dobrotliwie tłumacząc, że „tu niebezpiecznie…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;£obuzy z sydnejskiego osiedla nie posiadały honoru ani znajomości języka ojczystego, posługując się tylko najbardziej znanym angielskim słowem (między sobą też innych słów nie używając). Myśli na twarzach też nie mieli – przeszłam więc do czynów.&lt;br /&gt;I tak, po kilku skutecznych wystąpieniach, obchodzili mnie z daleka, patrząc z niechęcią, lecz rozrabiając minimalnie, aż wreszcie zniknęli. A z czasem, nawet popiskiwania i echa działalności zamieszkałej tu hołoty ustały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wszystkim mającym podobne problemy (a niestety maltretowanych mieszkańców jest wielu) chciałabym podać kilka pożytecznych rad. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim nie oglądać się na policję, bo może nas spotkać los żony Lota. Oraz, co jest bardzo ważne – nie dać łobuzom odetchnąć! Przy każdej więc okazji wzywać policję, czy straż pożarną, nawet jeśli nic specjalnie niebezpiecznego się nie dzieje, np. palą sobie ognisko na betonie, czy zadymiają osiedle, cisnąc w aucie jednocześnie gaz i hamulec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można też podać do sądu agenta mieszkaniowego, gdyż wg. prawa musi on zagwarantować bezpieczeństwo lokatorom. (Choć jest to sprawa kosztowna i wiadomo, bogatszy zawsze się wymiga…) Trzeba też, pisząc skargi i dzwoniąc do odpowiednich instytucji, podawać adres jednego znanego nam drania – zmaltretowany wpłynie na kolesiów, żeby się wynieśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze jest też ostentacyjnie spisywać numery rejestracyjne ich aut, ściskając w garści coś żelaznego, np łom, czy chociażby żeliwną nogę od głośników wokalnej aparatury. A pojedyńczo dać im do zrozumienia, że nasze auto może zamienić się w walec drogowy, w najmniej spodziewanych momentach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I przedewszystkim unikać jałowych dyskusji, które prowadzą do spoufalania się. Lecz jeśli sytuacja dojrzeje do wybuchu - przekonywująco i zdecydowanie wykrzyczeć, co o nich sądzimy i co z nimi zrobimy w najbliższym czasie, bo i tak nam na niczym nie zależy, skoro nie pozwalają nam żyć normalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Te łobuzy nie są jednak warte większej uwagi - trzeba się przyzwyczaić do ich obecności, tak jak nauczyliśmy się żyć z pollution.&lt;/strong&gt; Dobrze byłoby jednak, gdyby australijski rząd zajął się wreszcie młodymi ludŸmi, którzy nie mają co ze sobą zrobić i - choć mają po dwadzieścia lat - nie mają żadnej motywacji do życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są jednak łobuzy, które mogą spowodować, że nasz świat - z takim trudem zbudowany - się zawali.&lt;br /&gt;Kilka lat temu, obejrzałam film francuskiego reżysera Luca Bessona „Profesjonalista”. Był to jeden z pierwszych filmów - typu ostrzeżenie. (Teraz takich filmów kręci się więcej, widocznie czasy stają się coraz gorsze!) Na filmie jest scena, której nie da się zapomnieć: banda wpada do mieszkania pasera narkotyków, który co nieco sobie na boku odłożył. Przywódca bandy, psychopata i narkoman, własnoręcznie zabija całą rodzinę, łącznie z małym dzieckiem. Temat niby nienowy, ale w tym wypadku okazuje się, że bandyci to policjanci, a psychopata - nieposiadający żadnych ludzkich cech - jest szarżą i nikt mu nic nie może…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W filmie, tylko tytułowy bohater – zawodowy morderca – jest postacią szlachetną. &lt;/strong&gt;Przez tę słabość zresztą zginie, broniąc życia dziecka (zabity przez policjantów). Temat przewrotny, ale czyż nieprawdziwy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żaden film nie jest całkowitą fikcją - pomysły do scenariuszy czerpie się z życia. Media codziennie podają coraz bardziej przerażające fakty z działalności ludzi, którzy wg. logiki naszego świata, powinni bronić prawa. &lt;strong&gt;I jeśli nie zdarzy się jakiś cud (który podobno zawsze ocala Ziemię od ostatecznej katastrofy), a zło w tak zastraszającym tempie będzie postępowało, to będę musiała z tytułu tych rozmyślań usunąć spójnik - żebym nie minęła się z prawdą.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 2 - 2005&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307571115317084?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307571115317084'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307571115317084'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-14-obuzy-i.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 14 - Łobuzy i policjanci'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307547047041375</id><published>2005-10-09T18:08:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:11:02.161+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 13 - Zostawić w spokoju wspomnienia</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/1600/za%202.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/400/za%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Czasem, pod wieczór przejeżdżam koło Centennial Park, w miejscu gdzie kończy się Ocean str. Parę miesięcy temu, na wysepce odzielającej pasma jezdni, koło semafora, do którego przytroczono bukiety kwiatów, zauważyłam siedzącą w milczeniu grupkę ludzi. Nie przejeżdżam tamtędy codziennie. Nie wiem jak często, obecni na miejscu nieszczęścia wspominali bliską osobę, która prawdopodobnie zginęła tutaj. Widziałam ich kilka razy, zauważyłam też, że kwiaty wymieniali na świeże. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minęło kilka miesięcy - wysepka opustoszała. Nie wiem dlaczego już nie przychodzą. Może zapomnieli? A może zrozumieli, że ważna jest sama pamięć? Bo wszystko się kończy, odchodzą nie tylko ci, co umierają. Żywych i martwych nie należy niepokoić. Zapomnienie to nie grzech – to wyższa konieczność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy dwadzieścia lat temu przyleciałam do Australii, pamięć minionego życia była tak dręcząca, że pierwsze co zaczęłam robić (po rozpakowaniu jedenastu walizek w nowo wynajętym mieszkaniu), było pisaniem listów do rodziny, przyjaciół, znajomych. &lt;strong&gt;Dzięki temu, ciągle siedziałam w poprzednim życiu - ciężko przyzwyczajając się do nowej rzeczywistości. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem, gdy rozszerzało się grono moich przyjaciół w Australii, zmniejszała się częstotliwość wymiany listów z Polski. Wreszcie całkiem ustała. Nie miałam już o czym pisać – to byli całkiem inni ludzie, tak jak ja, po latach, byłam zupełnie inna. Staliśmy się sobie obcy, nie mając możliwości śledzenia zmian, jakie w nas zachodziły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zaskakujące były przypadkowe powroty ludzi, z którymi wiązała mnie luzna znajomość&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno temu, kiedy dostaliśmy do rąk matury, całą klasą poszliśmy się upić do “Fukiera” na rynku warszawskiej Starówki. Lecz ponieważ wszyscy mieliśmy inne zainteresowania, po opiciu pełnoletności rozeszliśmy się spod drzwi winiarni, każde w swoją stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już w Australii, grając na zabawie (Daniela i Ela), wśród bankietujących, przybyłych na mistrzostwa polskich żużlowców spostrzegłam kolegę z klasy, który wyglądał prawie tak samo jak kiedyś pod drzwiami „Fukiera”. Ucieszyliśmy się, porobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, wymieniliśmy wiadomości, adresy i… na tym się skończyło. Koleżanka ze szkoły muzycznej, którą po dwudziestu latach spotkałam w Australii, mieszkała tu na stałe, więc ta znajomość przetrwała pewien czas, by umrzeć tak samo jak w Polsce - bo nic nas nie łączyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast z dawnych, prawdziwych przyjaciół nie spotkałam nikogo. Nie odwiedziłam nigdy Polski, a z nich nikt nie miał ochoty dotrzeć na antypody, choć rozsypali się po świecie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Widać w fakcie, że los ludzi rozdziela, istnieje wyższa logika, której tu, na Ziemi nie zrozumiemy.&lt;/strong&gt; I w tym jedynym wypadku nie warto dochodzić prawdy. A przypadkowe spotkania i ponowne rozstania dowodzą po prostu, że nie warto…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka lat temu przejeżdżając nadmorską ulicą Bondi Beach zatrzymałam się przed pasami dla pieszych. Właśnie przekraczał jezdnię młody człowiek, niewiarygodnie podobny do chłopca, którego darzyłam sympatią w szkole muzycznej. Nie mógł nim być, bo właściwy byłby już w wieku mocno dojrzałym. Gapiłam się w przechodzącego osłupiała podobieństwem, oraz powrotem minionych lat. &lt;strong&gt;I wtedy młodzieniec, w pięknym geście ściągnął z głowy czapkę i zamiatając nią jezdnię, skłonił się przed moim autem! &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z chłopcem ze szkoły łaczyła mnie znajomość-nieznajomość. W szkole - w przerwach między zajęciami - często siedzieliśmy obok siebie popijając kawę i czytając prasę, lecz nigdy nie rozmawiając. Jedyną rozmowę odbyliśmy przez telefon. Przez godzinę nie mogliśmy odłożyć słuchawek – mając tyle do powiedzenia, jakbyśmy się znali od zawsze! Umówiliśmy się na wspólne granie i… nigdy do niego nie doszło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dwudziestu kilku latach, jego młodego sobowtóra spotkałam na przejściu dla pieszych w Australii. Niespodziewanie natknęłam się także na tego prawdziwego: jego nazwisko widnieje na niektórych płytach Anny Marii Jopek. &lt;strong&gt;Jest doskonałym instrumentalistą grającym na niepopularnych dziś instrumentach.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bywa, że znamy ludzi lata całe i zapominamy natychmiast po rozstaniu. A innych, bez powodu(?) pamiętamy całe życie.&lt;br /&gt;Lecz realnie nie warto wracać do najmilszych nawet wspomnień. Lepiej zadowolić się takim spotkaniem, jak to na przejściu dla pieszych, na Bondi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bezpieczniej - gdy wspomnienia pozostaną wspomnieniami.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 1 - 2005&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307547047041375?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307547047041375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307547047041375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-13-zostawi.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 13 - Zostawić w spokoju wspomnienia'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307527941825719</id><published>2005-10-02T18:04:00.002+10:00</published><updated>2008-02-16T18:12:31.965+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 12 - Czy warto się mścić?</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00270.1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/320/DSC00270.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Przejeżdżając, w ciągu dnia zresztą, przez Redfern - niebezpieczną dzielnicę Sydney, zatrzymałam się przed przejściem dla pieszych, żeby pozwolić przejść pijanemu. Takiemu, którego w Polsce zwano „elementem”. Przeszedł na skos i w podziękowaniu walnął pięścią w dach mojego samochodu.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W pierwszym odruchu chciałam wyskoczyć i dołożyć mu pałą, jaką dla samoobrony wożę w aucie. Krzywdy bym mu nie zrobiła, do tego kusiła pusta ulica, ale po co?… Wciągnęłam oddech, policzyłam do dziesięciu, pijak zataczając się poszedł dalej, przeklinając cały świat. Łapa na pewno mu spuchła, bo Volvo ma żelazną karoserię. Sam się ukarał - nie musiałam się wysilać i …zaoszczędziłam sobie ewentualnych problemów&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak obietnicę starego porzekadła: „Zemsta jest rozkoszą nie tylko bogów”, więcej skrzywdzonych wypróbowuje, niż odpuszcza sobie - mszcząc się czasem w imię prawa, częściej bez jego imienia, w afekcie lub z premedytacją. A bywają też trujący się nienawiścią przez całe życie - chociaż bez działania. Rzadziej zdarzają się potrafiący wybaczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Powieść Aleksandra Dumasa „Hrabia Monte Christo” – historię człowieka, którego z powodu kobiety zdradził domniemany przyjaciel - czytam co kilkanaście lat, zawsze z równym zainteresowaniem, choć z wiekiem, coraz spokojniej&lt;/strong&gt;. Jest to na pewno najlepsza historia zdrady, krzywdy i zemsty, jaką kiedykolwiek napisano. Nic dziwnego, że doczekała się kilku adaptacji filmowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ lubię książkę, zaliczyłam wszystkie wersje: z Richardem Chamberlanem, serial z Gerardem Depardieu i ostatnio, za jedne 16 A$, stałam się właścicielką najnowszej przeróbki - z nareszcie idealnie dobranym odtwórcą roli tytułowej! W hrabiego Monte Christo wcielił się bowiem, znany z roli Chrystusa w „Pasji” Mela Gibsona - Jim Caviezel, aktor doskonale grający i wyglądający tak, jak czytając książkę można wyobrazić sobie Edmunda Dantesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia ta, za każdym razem emocjonuje i bulwersuje – szczególnie psychiczna przemiana człowieka naiwnego i dobrego, w bezlitosnego mściciela karzącego łajdaków zimno i konsekwentnie, według bezbłędnie opracowanego planu. I tylko dlatego nie mogę oderwać się od książki, że nie mogę doczekać się wieńczącego koniec, triumfu sprawiedliwości! Bo zbrodniarze zostają ukarani nawet więcej, niż na to zasłużyli - lecą głowy! Podczas, gdy mściciel ma się bardzo dobrze - sowicie wynagrodzony. Niestety, zatruty goryczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądając kolejne, filmowe wersje tej pasjonującej powieści, śledzę jak scenarzyści zmieniają treść – choć przyznam, nie naruszając głównego tematu. W ostatniej nawet triumfuje szczęście rodzinne! Oraz, realizatorom dzisiejszych filmów, na których wszystko miga w obłędnym tempie, ta zawierająca wiele sensacyjnych szczegółów historia, wydała się jednak za spokojna. Doprawili ją zatem hollywoodzkimi efektami i amerykańską propagandą szlachetności, (która gryzie się np. z wojną w Iraku). Zakończenie jest więc prześlicznie obłudne - wszak dopiero po dokonaniu zemsty bohater się nawraca! Reżyser (Kevin Reynolds) chciał przekonać, żebyśmy karę zostawili Bogu - ale zabrakło mu poczucia rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wiadomo, że w dzisiejszym świecie nikt nie nadstawia czterech policzków, gdy go uderzą. Prawdopodobnie dlatego, że gdybyśmy to robili, to już obecnie, na świecie żyliby tylko ci, co biją i zabijają. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Winny ponad wszelką wątpliwość będzie ukarany, przez Boga lub jak chcą inni, przez kosmiczną sprawiedliwość – problem jednak w tym, że człowiek nie może się doczekać! Do tego prawo nie zawsze działa zgodnie z prawem i nie zawsze zapadają wyroki satysfakcjonujące – więc ludzie wymierzają sprawiedliwość na własną rękę. Niestety, zemsta dosięga także mściciela. I w końcu nie wiadomo, kto zostaje ukarany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jak wojna w Iraku. Miała być karą, tylko tak się złożyło, że wymierza się ją ciemiężonym, gdy winni są niedościgli i dalej czynią, co zaczęli. Zaś „strażnicy prawa” giną i tracą miliardy dolarów, nic nie zyskując.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W latach siedemdziesiątych byłam wędrownym muzykiem na terenach byłej Jugosławii. Spotykałam tam, między innymi, zamieszkujących Kosowo Albańczyków. Panuje wśród nich, zapewne do dziś obowiązujące, prawo vendetty. Poznałam tam milczącą i chmurną kobietę, która mając osiem lat zabiła człowieka. Ponieważ u wchodzących na salę sądową dorosłych sprawdzano, czy nie mają broni - ją nauczono jak ma użyć pistoletu. Zastrzeliła oskarżonego, zabijając także swoją przyszłość. Bo dokonać zemsty, w porywie złości, bólu, szaleństwa, czy w drodze przemyślanej premedytacji, może każdy, tylko czy każdy będzie mógł z tym żyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce ostatnio dyskutuje się nad przywróceniem kary śmierci - zemstą w obliczu prawa. Tymczasem wszystkie religie głoszą, że człowiek na „tamtym świecie” budzi się taki sam, jak w chwili zgonu. Dodatkowo, religie zapowiadające reinkarnację ostrzegają, że dusza przestępcy wcielając się w następne ciało - od początku czyni zło. A przecież życie każdego człowieka jest bezcenne - biorąc więc logicznie: resocjalizacja bardziej się opłaca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rozumiem, że w świecie bezczelnie panoszącej się przestępczości - ludzie mają dość. Chcę tylko dowieść, że zemsta nic nie daje. &lt;/strong&gt;Lepiej walczyć o to, żeby prawo było prawem i przede wszystkim zbrodniom zapobiegało. Hrabia Monte Christo zmarnował dodatkowych kilka lat zamykając się w więzieniu zemsty, zamiast korzystać z cudem odzyskanej wolności. I pamięć tej zemsty na zawsze w nim pozostała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bo można zapomnieć krzywdy doznane, ale nigdy wyrządzone innym.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 11/12 - 2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307527941825719?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307527941825719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307527941825719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-12-czy.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 12 - Czy warto się mścić?'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113307500432406352</id><published>2005-09-26T17:57:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:04:56.265+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 11 -  Wyniki jeszcze jednych wyborów, czyli lekcje historii idą na marne.</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00268.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00268.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Georga W.Busha ponownie wybrano prezydentem Stanów Zjednoczonych. I to - jak stwierdziły media międzynarodowe – pomimo niekończącej się wojny w Iraku i bezowocnej walki z terroryzmem. Te trzy i pół miliona głosów, które zadecydowały, można ocenić jako, no… 4% głosujących. Do tego głosowało tylko 60% uprawnionych, czyli jakieś 90 milionów Amerykanów - przy prawie 300 milionach obywateli! I tu się potwierdza teoria utopii głosowania.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie obliczania głosów, oglądając czerwone plamy napływające na mapy środkowych stanów – miałam nieprzyjemne skojarzenia. Oddychałam z ulgą na błękitne, pojawiające się w miejscach gdzie głosowali intelektualiści - w większości zamieszkujący wielkie miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Obserwując kampanię wyborczą i oglądając ostatnio telewizję, zauważyłam kilka dziwnych rzeczy:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Chrześcijanie głosowali za wojną - widać tylko Świadkowie Jehowy przestrzegają piątego przykazania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Georg W. Bush oświadczył, że Jezus jest jego idolem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Mając do wyboru zalegalizowanie związków homoseksualnych (i tak będą) lub groźbę następnej wojny - z dwojga złego wybrano większe zło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Wszyscy śmieją się z prezydenta Busha, a to on śmieje się ostatni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Część Polaków życzyła zwycięstwa Bushowi uwierzywszy, że jest on przywódcą świata. I zapewne kojarząc fakt - że jest on 44 prezydentem - z wieszczymi słowami Mickiewicza? Natomiast 14% spytało: - A kto to jest ten Bush?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Składa się kwiaty pod pomnikami bohaterów poległych w wyzwoleńczych wojnach, jednocześnie będąc najeźdźcą w niesprawiedliwej wojnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Nie sądzi się schwytanego tyrana Hussaina (czy jego sobowtóra?), podczas gdy naród walczący z okupantami nazywa się terrorystami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Paulina Hanson zrozumiała, że taniec towarzyski jest bezpieczniejszy od polityki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Ktoś stwierdził, że Georga W.Busha wybrano po raz drugi, gdyż stał on wyżej moralnie od swojego przeciwnika i mówił ludziom to, co uważał za prawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto więc jedne ze słów Georga W.Busha, które przyczyniły się do jego zwycięstwa:&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Nasi wrogowie są innowatorami i są pomysłowi - i my też. Oni nigdy nie przestają myśleć o nowych sposobach wyrządzania krzywdy naszemu krajowi i narodowi - i my też!”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 11/12 - 2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;_________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113307500432406352?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307500432406352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113307500432406352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-11-wyniki_27.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 11 -  Wyniki jeszcze jednych wyborów, czyli lekcje historii idą na marne.'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113306678881952759</id><published>2005-09-12T15:46:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:04:26.601+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 10 - Utopia głosowania</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00274.2.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00274.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Jadąc Parramatta rd. przegapiłam wjazd, który miał mnie poprowadzić do domu i potem już mijałam kolejne zakazy skrętu w prawo, dając wyraz swojemu niezadowoleniu z właściwą narodom słowiańskim ekspresją!&lt;br /&gt;Jeśli o mnie chodzi, to głosowałabym za zniesieniem połowy zakazów skrętu w prawo, jakie obowiązują w Australii, ale niestety, o takich sprawach decydują kompetentni specjaliści i nawet, gdyby doszło do głosowania na ten temat, to wątpię, czy akurat mój głos miałby decydujące znaczenie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składam gratulacje zwycięzcom, ale przyznaję, że osobiście jestem niezadowolona z wyników pazdziernikowych wyborów federalnych w Australii, oraz z głosowania na …australijskiego Idola. Dlatego, że wbrew zdrowemu rozsądkowi, przegrywają ci, co przegrywać nie powinni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak w ogóle, głosowanie to utopijna forma wyborów - jakie by nie było, nie daje oczekiwanych wyników. Np. zaledwie tydzień po federalnych wyborach w Australii, wszystkie media podały wiadomość o złamaniu obietnicy przez świeżo wybrany rząd. Choć właściwie to drobnostka! w ciągu ostatnich lat, złamanych obietnic było tak wiele, że społeczeństwo się przyzwyczaiło (nawet to, ze słowiańskim temperamentem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiając się nad istotą jakiegokolwiek głosowania, dochodzę do wniosku, że jego wyniki nie są w stanie nikomu dogodzić.&lt;br /&gt;Np. w komunie, za cara Stalina głosowanie było jawne. Kto nie podniósł ręki do góry, kończył na Syberii. Potem trochę zelżało, ale z przyzwyczajenia, uchwały do końca podejmowano „jednogłośnie”. Dziś, kiedy w Polsce głosowanie jest przywilejem demokracji, nie wszyscy z niego korzystają, protestując pewnie w myśl zasady „na złość babci odmrożę sobie uszy” – choć wiadomo, że tylko powszechnie głosujące społeczeństwo, ma szansę wybrać przywódcę, który będzie dbał o jego interesy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie rozwijam sprawy fałszowania wyborów (też się zdarza) - to już sprawa kryminalna, ale kto widział sądzonego zwycięzcę?…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My, w Australii, w kraju pięknym i bogatym, głosujemy i tajnie i demokratycznie.&lt;br /&gt;I tak to, po ostatnich wyborach mamy znów, miłościwie nam panującego pierwszego ministra, który wygrywając czwartą kadencję może wpisać się do księgi rekordów Guinessa. Szkoda, że zapatrzeni w Stany Zjednoczone, właśnie w tym wypadku nie bierzemy z nich przykładu! Bo tam, (według zasad demokracji!) prezydent może startować w wyborach tylko dwa razy. A to nie pozwala partii rządzącej zdobyć większości w senacie, co ogranicza jej prawo do uchwalania reform wygodnych rządowi -lecz niekoniecznie społeczeństwu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jak widać, większość Australijczyków to konserwatyści, nielubiący zmian nawet na lepsze. A przecież ani monarchia, ani kapitalizm, ani nawet komunizm nie są ustrojami spełniającym oczekiwania dzisiejszych czasów! O tym, że dla dobra ogółu ludzkość musi wymyślić nowy ustrój – wspomniał nawet nasz papież Jan Paweł II.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wracając do głosowania, czy choćby tajne i uczciwe, wychodzi na dobre społeczeństwu? Wybrać człowieka mądrego i prawego może tylko takie samo społeczeństwo. Do tego zorientowane we wszystkim, co dzieje się na świecie. Lecz przecież większość nie chce wiedzieć - woli udawać, że wszystko jest w porządku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lub po prostu nie wie. Tak, jak jeden z uczestników gry „Kto chce zostać milionerem” – nie wiedział, że zamach terrorystyczny na wieżowce World Trade Centre, miał miejsce na Manhattanie. Można by się zapytać, co w takim razie robił w tej grze i co robią w niej ci, co nie potrafią odpowiedzieć na wstępne – kwalifikujące do gry - dziecinnie łatwe pytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie może być z głosującymi w federalnych wyborach - przecież są tacy, którzy do dzisiaj! nie wierzą, że Irak nie miał broni masowego rażenia. &lt;strong&gt;Dlatego nie zawsze zwycięża kandydat lepszy, tylko ten, którego częściej podziwia się w mediach - innymi słowy - który ma bardziej sugestywną propagandę.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inaczej sprawa głosowania wygląda w Idolu. Każdy, kogo na to stać, może oddać tyle głosów ile mu się podoba. W ten sposób piosenkarze głosują sami na siebie. Sądzę, że musi być mało esemesów i telefonów, bo nigdy nie podano do publicznej wiadomości ilości głosujących. (Gdyby było odwrotnie, nie omieszkano by tego uczynić!) Lecz jeśli głosujących jest zaledwie kilka tysięcy, to nie ma żadnego sensu obwieszczanie wywalanemu uczestnikowi, że „wygłosowała” go Australia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo to nie cała Australia wyrzuciła najpierw super utalentowaną Angie, a potem jedną z kandydatek na pierwsze miejsce: Rickie Lee. Tę decyzję rozhisteryzowanych nastolatek, najbardziej krytyczny juror Dicko nazwał prawidłowo – skandalem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sprawiedliwe głosowanie jest utopią, lecz - szczególnie w polityce – powinno być zbliżone do ideału.&lt;/strong&gt; Bo fakt, że ktoś przegra Idola, zmartwi ileś tam tysięcy znających się na muzyce i skrzywdzonego uczestnika. Natomiast, gdy w wyborach federalnych przegra kandydat, który nie zamierza zlikwidować prawa każdego mieszkańca Australii do darmowej pomocy lekarskiej, dba o środowisko naturalne i ogólnie: broni interesów ludzi biedniejszych (bo całkiem biednych w Australii nie ma) i średniozamożnych - czyli tych, których jest przeważająca większość – to ten fakt już budzi poważne obawy! Ale zadziwiająco nielogiczne jest, że nie głosowała na niego - w całości! właśnie ta część społeczeństwa, o której lepszą i ustabilizowaną przyszłość zabiegał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wniosek: z niejasnej przyczyny społeczeństwo nie chce uwierzyć faktom, których doświadcza na sobie - np: wbrew obiecaniom wprowadzenie podatku GST, udział w wojnie w Iraku, opłaty za lekarzy rodzinnych, około dziesięciokrotny wzrost cen domów przy dwukrotnym pensji, zamykanie szkół i szpitali, podwyższone opłaty za wyższe studia, wycinanie lasów na Tasmanii, brak zainteresowania budowaniem odsalarni wody morskiej przy braku wody słodkiej, przyczynianie się Australii do powiększawania dziury w stratosferze itd. itp…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć z roku na rok jest gorzej, akceptujemy kolejne kłamstwa widać kochając nadzieję, że jakimś cudem kiedyś będzie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pewnie dlatego, że gdyby już było za dobrze, taka nadzieja byłaby zbyteczna.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 10 - 2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113306678881952759?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306678881952759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306678881952759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-10-utopia.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 10 - Utopia głosowania'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113306675136649015</id><published>2005-09-09T15:45:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:03:59.057+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 9 - O australijskim Idolu z entuzjazmem i bez</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00270.1.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/320/DSC00270.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Prawie nigdy nie przekraczam dozwolonej szybkości. Obliczyłam, że przyśpieszając zarabiam najwyżej kilka minut i zdaję sobie sprawę, że w traffiku, szybko - to można trafić tylko do piekła! Lecz we wtorek wieczorem, gdy telewizyjna dziesiątka pokazywała w cyklu Australian Idol, koncert nieudaczników - miałam mocną nogę! Nie mogłam przecież przepuścić podobnej okazji, mimo, że uważałam koncert za niemoralny!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bowiem australijskiego Idola 2004 oglądam z mieszanymi uczuciami. Zeszłoroczny konkurs wylansował zdolnego Guy’a Sebastiana, na którego stawiałam twierdząc na zapas, że jeśli Australijczycy go nie wybiorą, to nie znają się na muzyce. Wybrali!Chłopak sprzedał ponad sześćset tysięcy płyt i nagrywa nowe, które znikają z półek sklepowych. Karierę robią też Shannon, Cosima i Paulini – czyli konkurs jest korzystny i dla nowych talentów i dla słuchacza znudzonego znanymi głosami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku poziom najlepszej dwunastki jest bardziej wyrównany, choć ciągle krępuje ich niewiara w swój potencjał i u większości - brak własnego stylu. Z tych, którzy pozostali do dziś, stawiam na Courtney’a obdarzonego najciekawszą barwą głosu - choć przyciężkiego w rytmie i ciele; oraz na Ricki Lee, która początkowo irytowała zbyt wielką pewnością siebie i śpiewaniem przez nos, lecz ostatnio dowiodła, że coś w sobie ma. Za zdolną uważam też Hayley, która jednak jest nierówna. Potrafi zaśpiewać genialnie, a za tydzień byle jak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto wygra, trudno przewidzieć, skoro, ku ogólnemu rozczarowaniu, jako pierwsza odpadła absolutnie profesjonalna Angie. Marcii Hines - królowej jury - łzy spływały po zdumionej twarzy. Płakała też część uczestników, rozumiejąc, że z ich grona usunięto najlepszą. (Może jest zbyt mało głosujących – wtedy prawdziwe byłoby podejrzenie, że wygrywają ci, którzy sami głosują na siebie?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A teraz sprawa dyskusyjna: obecnie lansuje się także beztalencia!&lt;/strong&gt; Już w zeszłym roku wyśmiewano popisy wariatów, którzy (jak to wariaci!) mieli odwagę zgłosić się na ten konkurs. &lt;strong&gt;W tym roku do udziału w konkursie zgłosiło się kilkadziesiąt tysięcy!&lt;/strong&gt; Powiedzmy, że tysiąc potrafi jako tako śpiewać - wobec czego reszta to wariaci. I bałabym się użyć przymiotnika - nieszkodliwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie koncertu-farsy, nie mają pojęcia, że zostali zrobieni w konia, wszak w przeciwieństwie do utalentowanych nie znają tremy, pewni swej doskonałości!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Problem chorych psychicznie jest w Australii poważnym problemem, ten konkurs dodatkowo odkrywa, jak wielką ich część stanowią ludzie młodzi&lt;/strong&gt;. Moje zaliczenie tych „artystów” do grona czubków, jest obiektywne: jeśli człowiek nie postrzega rzeczywistości jaką ona jest, to znaczy, że z jego psychiką - coś nie tak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie nieposiadający odrobiny samokrytycyzmu – także w innych zawodach okażą podobne niezrozumienie. Wobec czego mogą być niebezpieczni dla społeczeństwa. WyobraŸmy sobie, że ktoś taki skończy medycynę, architekturę, czy prawo!… Zaryzykowałabym, że i w prostrzych zawodach konsekwencje ich postępowania mogą okazać się fatalne, bo nie można ich tak po prostu odprawić: - Źle, wyjdź! Muszą pracować, a nie powiększać liczbę bezrobotnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy kiedyś, w Warszawie, przyjmowałam młodzież do sekcji muzycznych w Domach Kultury - nie spotkałam nikogo, kto nie miałby pojęcia, o tym co robi. Prawdopodobnie była to zasługa szkolnictwa, które jak widać, w Polsce stoi na wyższym poziomie. Bo tylko niskim stanem nauczania i wychowania mogę wytłumaczyć kilkudziesięciotysięczną liczbę młodych ludzi, którzy pojęcia nie mają - że nic nie potrafią!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w końcu, przestaje to być problemem tylko tego programu i zmaltretowanych, zdegustowanych trzech członków jury; &lt;strong&gt;a staje się problemem australijskiej edukacji – bo jaką młodzież wykształcimy i wychowamy, taka będzie przyszłość Australii. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zebyśmy nie skonali - lecz nie ze śmiechu&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 9 - 2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113306675136649015?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306675136649015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306675136649015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-9-o.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 9 - O australijskim Idolu z entuzjazmem i bez'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113306670619928436</id><published>2005-09-04T15:44:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:03:36.185+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 8 - Prawda, zakłamanie i cywilna odwaga</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00268.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00268.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W ostatnim numerze Akcentu Polskiego ukazał się wywiad z Janem Majdą, historykiem literatury i metodykiem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W wywiadzie tym profesor podał znane wcześniej fakty, dotyczące zmarłego niedawno noblisty Czesława Miłosza. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chodzi tu o słowa Miłosza napisane, czy też publicznie wypowiadane, w których dawał wyraz swojej niechęci do Polski i Polaków. Nie będę ich cytować - już to zrobiono, nie chciałabym też ich komentować. Niektórzy mają nadzieję, że są one wyjęte z kontekstu, lub skierowane do Polski komunistycznej. Wątpię. Np. zdanie: „Polak jest świnią, bo urodził się Polakiem” (jeśli jest dowiedzionym faktem) trudno czymkolwiek usprawiedliwić.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważyłam kiedyś, że wielcy ludzie często mają charaktery zaprzeczające ich genialnej twórczości; dlatego mimo, że słowa Miłosza poniżające Polskę i Polaków są gdzieś - jako dowód, zarejestrowane (czyli są faktem niezbitym), pozostaje on dla mnie pisarzem wybitnym. Tak jak za wybitnego pisarza uważam Fiodora Dostojewskiego, mimo, że Polski i Polaków wyjątkowo nienawidził.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bowiem każdy człowiek ma prawo do popełniania błędów - Bóg obdarzył nas wolną wolą!… Wraz z doświadczeniem zmieniają się nasze sympatie i antypatie, poglądy moralne i polityczne. I całe szczęście! - w miejscu stoją ludzie nudni i prości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy Cz. Miłosz zmienił się w ostatnich latach życia i jaki był jego stosunek do Polski i Polaków, gdy ci - tacy niegodni szacunku! – ofiarowali mu mieszkanie w Krakowie i otoczyli opieką. Nie wiem też, czy zmienił swoje poglądy po śmierci! gdy jednak (po wielu sporach!) zwyciężyła dobra wola Polaków i jego ciało spoczęło w krypcie zasłużonych, na Skałce w Krakowie - obok największych polskich patriotów? Może obecnie, z zaświatów, wstydzi się swojej fałszywej oceny narodu, może narwanego, ale bohaterskiego i …gościnnego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale problem jest w czymś innym. Mianowicie: czy jeśli ktoś jest sławnym artystą, naukowcem, politykiem i popełnia czyny niegodne – to czy należy je tuszować, czy ujawniać? (Ukrywanie prawdy też jest kłamstwem.) Dawniej, szczególnie za komuny, bohaterzy narodowi musieli być kryształowi. Takie kukły – pozbawione ludzkich cech, bez wątpliwości i przeważnie cierpiętnicy dla idei. Brrr… Historycy kłamali w żywe oczy, a naiwni wierzyli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na szczęście, przyszła moda odbrązawiania pomników&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;Dowiedzieliśmy się więc, że wielcy byli i są, po prostu utalentowanymi - ale tylko ludŸmi. Wobec czego, można ich zaakceptować nawet z pęczkiem najgorszych wad, bo nie są sztucznymi potworami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście najważniejsza jest spuścizna, jaką po sobie pozostawiają, ale musimy zdawać sobie sprawę z tego, co w życiu prywatnym czynili - na tym polega uczciwość historii. &lt;strong&gt;I jeśli podaje się prawdziwe i udokumentowane, nawet niechlubne fakty z życia wielkich ludzi, to nie jest to szkalowanie geniuszy, tylko bolesna prawda. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest wiele rzeczy, o których nie chcemy wiedzieć: wojna w Iraku, umierające na całym świecie, z głodu i chorób dzieci, zadręczane na śmierć zwierzęta, bezdomni, których omijamy szerokim łukiem na ulicy – właśnie na to, nie powinniśmy zamykać oczu i udawać, że nas to nie dotyczy; a nie na fakt, że pisarz - uznany za polskiego, Polski nie kochał i publicznie dawał temu wyraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polski Akcent dobrze się rozprowadza, właśnie dlatego, że ma odwagę być pismem niezakłamanym. I wierzę, że głównie, ma szanujących prawdę czytelników. Trudno zaliczyć do nich panie, które zadzwoniły do osoby kolportującej miesięcznik na terenie Sydney, z pretensjami, że szkaluje się w nim Miłosza. Panie miały pretensje rodem z epoki komunistycznej i takiż brak odwagi cywilnej, gdyż - w przeciwieństwie do Mistrza, którego broniły - wstydząc się swoich nazwisk uczyniły to anonimowo, do tego podając fałszywy numer telefonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Każdy ma prawo do przedyskutowania swoich opinii, ale ktoś, kto się kryje za brudną zasłoną - nie ma prawa walczyć o czyste idee.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 9 - 2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113306670619928436?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306670619928436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306670619928436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-8-prawda.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 8 - Prawda, zakłamanie i cywilna odwaga'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113306665983016405</id><published>2005-08-22T15:43:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:03:09.227+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 7 - Brzydka jak noc?</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/1600/za%202.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/5909/1777/400/za%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Kiedyś, piękną, zimową (australijską) nocą, odwożąc kolegę, należącego do nieposiadaczy aut, wysłuchałam jego impertynenckiej opinii na temat wspólnej znajomej, którą nazwał: „brzydką jak noc”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie byłam ciekawa opinii kolegi, który nota bene ani do mądrych, ani do przystojnych nie należał, więc od krytykowania czyjejś urody powinna go była powstrzymać własna niedoskonałość. Natomiast znajoma, którą określił jako brzydką, w rzeczywistości była uroczą kobietą, podobającą się mężczyznom mądrym i przystojnym. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może zresztą znajoma była jak noc, bo… „Piękna jest ta noc…” – dawno temu śpiewała Katarzyna Bovery. Rzeczywiście, czemu miałaby być brzydka? Literackie opisy zwykle przedstawiają noc jako zmysłową piękność, wystrojoną w granaty, księżyc, roziskrzone gwiazdy i pulsujące światła – jakimi obwiesił ją zakochany człowiek.&lt;br /&gt;Najczęściej jest rozkoszna, porywająca i szalona, choć bywa cicha i tajemnicza. I właśnie tajemniczość czyni ją wspaniałą - nawet w czasie burzy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, jeśli chodzi o urodę kobiety, to wiadomo, że nie ta piękną jest, która ma pępek dokładnie tam gdzie Venus z Milo, tylko ta, co posiada piękną duszę. Bo to dusza kształtuje urodę lub brzydotę. A przykładem martwe ciało, wyglądające jak pokrowiec, na którym pozostały odciśnięte ślady osobowości właściciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie na darmo mówią, że sednem urody są oczy, do mdłości opiewane przez poetów - zwierciadła duszy. &lt;strong&gt;Klasyczna piękność strasząca pustką w oczach, przypomina monstruma z horrorów&lt;/strong&gt;. &lt;strong&gt;Za to brzydula, z której oczu promieniuje, chociażby coś tak prozaicznego jak miłość - jest przepiękna absolutnie!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Do tego, piękność jest względna.&lt;/strong&gt; Przy maszkaronie z filmu „Aliens”, poczciwy Quasimodo - dzwonnik z Notre Dame – jest Apollem; jednak w porównaniu z nim, uroczym i zgrabnym czyni się nawet niewydarzony Danny de Vito. Wiadomo też, że pojęcie piękności wyrobiły w nas tradycje i przyzwyczajenia. Np. pewien Chińczyk dziwił się, dlaczego tylko niektóre Chinki są brzydkie, podczas, gdy europejskie kobiety – wszystkie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim przykładem niech będzie bajka o narodzie, w którym rządził bardzo dobry, acz brzydki i wielki król. Wszyscy królewscy potomkowie byli mali i piękni; dopiero, w którejś prawnuczce odezwały się geny brzydoty – chociaż również geny wybitnych zalet duchowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panna ta, mając w związku ze swoją powierzchownością mnóstwo kompleksów, robiła ucieczki w przyrodę i kiedyś wpadła w opresję, z której wyratował ją nieznany młody junak, równie brzydki i wielki jak ona. Zawiózł ranną na duszy i ciele, do swojego królestwa - którym była Italia. Tam, wkrótce okazało się, że dziewczyna jest niewiarygodnie piękna, a to jej poddani należą do szpetnego narodu karłów. Dla niej, ucieczki w samotność skończyły się pomyślnie, jak w porzekadle, które przekręcam na modłę zaproponowaną przez Wojtka Młynarskiego: lepiej być pięknym i mądrym, niż głupim i brzydkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy zresztą wiadomo, co się komu podoba?&lt;/strong&gt; Nasza ruda manxica Mango zamiast kociej ozdoby – długiego ogona - ma ledwie kuśmytek; jest też posiadaczką czerwonego, pijackiego nochala, a jednak kochamy ją najbardziej, gdyż przesłodko wyśpiewuje przytulanki, głosikiem drżącym jak gwizdek z groszkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdziwą klasę, nie tylko w kobiecie, odkryje znawca - lecz gdzie dziś znaleźć konesera? Właśnie z powodu złego gustu pogrzebałam pewnego kolegę. W chwili szczerości przyznał, że kolesie zarzucają mu, że ożenił się z brzydką kobietą. Na nowo spojrzałam na kreaturę siedzącą po drugiej stronie stołu i… zobaczyłam człowieka neandertalskiego. Oczywiście więc, uroda subtelnej kobiety, która miała nieszczęście być jego żoną, była dla niego zbyt skomplikowana. Do tego, nie był on w stanie pojąć, że związek z tą kobietą był jego życiowym awansem - gdyż był zwykłym gburem.&lt;br /&gt;Szkoda, że jest on przedstawicielem większości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, bo wystarczy poobserwować tłumy zachwycające się występami tzw. Madonny. Nogi u niej jak u wyżła, twarz przeciętnej spryciary, głos dziewczynki z przedszkola, taniec - ciężko wypracowany. A jednak, zarobiła miliony na ludzkim bezguściu – bo to właśnie kicz uwodzi masy! I to właśnie kiczowi ulegają zakompleksione kobiety, które silikonem nadmuchują sobie piersi, robiąc z nich balony; po to, żeby za kilka lat, mieć je jak balony, z których uszło powietrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A przecież wiadomo, że jak i noc, tak i żadna kobieta nie jest brzyd&lt;/strong&gt;ka; więc przede-wszystkim: powinnyśmy uwierzyć w siebie, zrzucić te sekendowskie szmaty smutków i kompleksów. Zmyć brudek zaniedbania, przefarbować fryzurę, zrobić makijaż na spikerkę dziesiątego kanału telewizji, schudnąć, lub chociażby zakamuflować balerony i broń Boże! - nie produkować zmarszczek złości, bo wtedy, to już pozostanie nam się tylko odprasować! – jak radzi Bogdan Smoleń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A w końcu, rozejrzeć się po świecie, bo zawsze znajdzie się jakaś wyprzedaż szczęścia, w której można wyszperać coś dla siebie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Róbmy się zatem, kochane, na bóstwa - żeby nam się nie spełniło, że „każda potwora znajdzie swego amatora”!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 8 -2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113306665983016405?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306665983016405'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306665983016405'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-7-brzydka.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 7 - Brzydka jak noc?'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113306662237581686</id><published>2005-08-16T15:43:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:02:42.637+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 6 - Mistycyzm, szczur i medycyna</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00268.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00268.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Przejeżdżając ulicą sydnejskiego przedmieścia, nad spółdzielnią medyczną spostrzegłam napis: „Canterbury Professional Medical Centre” – rozstrzygający gnębiący mnie w ostatnich latach dylemat, a mianowicie, jak to się dzieje, że mimo ukończenia tych samych studiów - lekarz lekarzowi nierówny: jeden leczy, a drugi powiększa liczbę nieboszczyków. Napisem na przychodni w Canterbury, sami lekarze ten problem rozstrzygnęli. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy głosił prawdę - nie sprawdziłam, gdyż mieszkam dość daleko, wobec czego, jestem zdana na panujący w mojej dzielnicy, sprytnie niereklamujący się medyczny nieprofesjonalizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, że on gęsto panuje w Australii, można przekonać się, oglądając telewizyjne programy publicystyczne. Np. w jednym z nich: „Today, tonight” przedstawiono historię poszkodowanego w groźnym wypadku samochodowym, który dostarczony na pogotowie najpierw cztery godziny czekał na fotelu, a potem nieprofesjonalny medyk zaaplikował mu środki przeciwbólowe i odesłał do domu z poleceniem odpoczywania. I tylko niewiara w profesjonalizm lekarza uratowała rannego od odpoczywania wiecznego. Gdyż zawiodła go do innego medyka, który stwierdził liczne obrazy głowy, kręgosłupa, połamane żebra i udzielił mu wreszcie! profesjonalnej pomocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Profesjonalizm, jak widać, oprócz teoretycznej znajomości przedmiotu, charakteryzuje się szybkością i sprawnością w wykonywaniu opanowanych umiejętności.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie wiem jakie odszkodowanie musiał szpital wypłacić opisanemu przeze mnie pacjentowi. Mam nadzieję, że na tyle wysokie, że obecnie zatrudnia tylko lekarzy profesjonalnych.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A teraz o szczurze i mistycyźmie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;O dziewiątej trzydzieści, w pewien deszczowy wieczór, moją córkę ugryzł szczur. Przywlokły go do pralni, w celach rozrywkowych, nasze koty; a córka mająca litość nad zwierzętami, chcąc zwrócić mu wolność, złapała go za ogon. Trudno winić szczura, który nie rozumiejąc kociego poczucia humoru i dobrych intencji córki – walczył o życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie żywiąc żadnych pretensji do szczura, jednak zmuszona byłam natychmiast zaszczepić córkę przeciw zarazkom, które roznosi w ślinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostrzego! Mieszkamy przecież w jednej z największych metropolii świata. Media codziennie karmią nas medycznymi sensacjami: przeszczepy organów, lasery, liftingi - cuda na dziwach! &lt;strong&gt;A jednak okazuje się, że chorowanie nocą w Sydney jest rzeczą wręcz nieprzyzwoitą.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przekonałyśmy się o tym na pogotowiu w Randwick, gdzie rozpanoszył się mistycyzm: w poczekalni siedziało zaledwie kilka osób, ale na wizytę u pielęgniarki czekałyśmy godzinę. Na planszy zaś - gdzie powinny być podane przypuszczalne godziny oczekiwania – straszyło puste miejsce, nie dające nadziei na żadną pomoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może to i uczciwiej?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dwa lata wcześniej, czekałam w tym samym miejscu, ze złamaną nogą, przez sześć godzin!&lt;/strong&gt; Wbrew napisowi, obiecującemu, że już za trzy, oprawią mi kończynę w gipsowe ramki. Do tego rejestratorka była oburzona, że śmiałam coś złamać i nikt nie doradził mi, żebym trzymała nogę w górze. W efekcie stopa zrobiła się jak noc za oknem granatowa i tak spuchła, że gdy o drugiej w nocy obejrzał mnie lekarz -o gipsie nie było mowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tygodniu wyczekiwania na szpitalnego specjalistę, który zniknął jak kamfora i do którego to dostojnika trzeba było pisać specjalne petycje z prośbą o przyjęcie – postanowiłam energicznie zatroszczyć się o przyszłość, bądź co bądź potrzebnej mi podpory. Zgłosiłam się więc do najbliższego medycznego centrum, gdzie założono mi gips lekki, tani i przyjemny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niestety, centra medyczne zamykają się o dziewiątej wieczorem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Przerażone możliwością czekania w szpitalu do rana, poprosiłyśmy o adres spółdzielni czynnej 24 godziny na dobę. I okazało się, że w naszym super nowoczesnym mieście coś takiego nie egzystuje! Na szczęście jakaś dobra dusza wyszukała adres niezespółdzielowanego medyka, który na dalekiej plaży, do dwunastej w nocy, chociaż w ciemno, ale praktykuje!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W&lt;strong&gt; czasach młodości, gdy szalały we mnie dziwne nastroje i niepokoje, zachwycałam się atmosferą książki „Zazdrość i medycyna” Michała Choromańskiego.&lt;/strong&gt; Uczucia i czyny bohaterów zgrywały się w niej z żywiołami. Do dziś pamiętam te niesamowite wiatry, pioruny, ulewy i mistycyzm niewytłumaczalnych poczynań człowieka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsza, pełna niespodzianek noc, też szalała – no bo i koty, i szczur, ciemność bez jednej gwiazdy, lało jak z wodospadu Niagara, widoczność na jezdni żadna, a do tego w aucie spalił się prawy reflektor. Lecz choć zwykle się gubię, gdy nie znam drogi na tysiąc procent, to jednak zapewne dzięki mistycznej sile jaką posiadam – dojechałam do celu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuwającego lekarza też nie zmogły biesy bezksiężycowej nocy, dał zastrzyk, antybiotyk i szczęśliwe, acz uboższe o dwadzieścia parę dolarów dotarłyśmy do domu przed dwunastą, a nie nad ranem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedzierając się przez tony wody spadającej z nieba, w zaparowanym i szarpanym wichurą aucie doszłam do odkrywczych wniosków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Po pierwsze, że nieprofesjonalizm jest za darmo, lecz na darmo. Natomiast profesjonalizm choć kosztuje, to skutkuje&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;Po drugie, że symbol wiedzy lekarskiej - wąż owinięty wokół laski – jest symbolem dwuznacznym, gdyż jak wiemy, wąż jest zwierzęciem podstępnym, laska zaś może oznaczać różdżkę czarodziejską, ale też lachę, którą można na kogoś położyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie, że ojciec medycyny Hipokrates pewnie się w grobie przewraca, gdy część lekarzy łamie (bezmyślnie, jak widać odklepywaną) przysięgę - odmawiając pomocy potrzebującym, nawet jeśli są tak bezczelni, że wołają o nią w środku nocy. Po czwarte, że czasem lepiej być zwierzęciem, gdyż weterynarz moich kotów przeprasza je za każdy zastrzyk i gotów jest do udzielania pomocy przez 24 godziny na dobę, nawet na kredyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec, że wszystkie niepobożne życzenia posyłane przez złych ludzi, odbijając się ode mnie wracają do nich, bo jestem jak skała - wierząc w siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oprócz tego, że stoją obok w tytule, mistycyzm, szczur i medycyna - nie mają ze sobą nic wspólnego.&lt;/strong&gt; Mistycyzm, jak to mistycyzm, może być siłą złą lub dobrą; natomiast dowiedziono, że szczur jest zwierzęciem doskonałym, gdyż jest w stanie przeżyć zagładę atomową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Za to medycynie, niestety, wciąż daleko, chociażby do …profesjonalności.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 7 – 2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113306662237581686?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306662237581686'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306662237581686'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-6-mistycyzm.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 6 - Mistycyzm, szczur i medycyna'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113306657410560176</id><published>2005-08-09T15:42:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:02:20.319+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 5 - Pożyteczne dreszcze</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00274.2.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/400/DSC00274.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W pierwszych dniach wyświetlania byłam na hollywodzkim dreszczowcu „Gothika”. Specjalnie podkreśliłam, że były to pierwsze dni, gdyż sala była całkowicie zapełniona, w związku z czym reakcja publiczności była spotęgowana. A była prawidłowa: każdej przerażającej scenie towarzyszył pisk - a potem rozluźniający śmiech i dogaduszki.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy długo nie ma wojny, zaczyna się anarchia i terroryzm. Kwitną mafie i wszelkiego rodzaju prywatny bandytyzm. Im większy spokój w polityce, tym bardziej rozwijają się w ludziach wszelkiego rodzaju anomalie psychiczne, a zdeprawowanie wzrasta do granic niemożliwości. O tym wiemy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek ma zaprogramowany w genach, głód strachu i zainteresowanie wynaturzeniem, a więc dreszczowce oczyszczają psychikę. Ale żeby spełniły rolę leku muszą pokazać zło pokonane i ukarane. Jeśli tak się nie dzieje, ich autorzy - robiąc zbrodni reklamę, stają się jej wspólnikami.&lt;br /&gt;Do takich autorów należy Graham Masterton. Po przeczytaniu dwóch jego książek nie mam ochoty na następne. Pierwsza „Ikon” usiłuje wmówić czytelnikowi, że USA od 1962r pozostaje pod ukrytym zaborem ZSRR. Upadek ZSRR udowodnił, że pozostało to tylko niespełnionym pragnieniem autora, choć wiążącemu fakty polityczne z tamtych czasów (Kuba, Chruszczow, bracia Kennedy), w podświadomości zostaje wątpliwość…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga książka „Koszmar” pomimo pozornego happy endu, w którym sprawiedliwość zwycięża, a zwyrodniali przedstawiciele policji i prawa(!) zostają pozabijani lub w inny sposób ukarani, ma nieprzewidziane, perfidne zakończenie: bohaterka, zawodowo walcząca z bezprawiem, zostaje zastrzelona, z pozornie drugoplanowego powodu. Dodatkowo, klęska sprawiedliwości jest zasugerowana działaniem sił nadprzyrodzonych?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z pozytywnych bohaterów „Koszmaru” twierdzi, że „Prawo to jedynie punkt widzenia.” Nieprawda. &lt;strong&gt;Zło jest złem i musi zostać ukarane&lt;/strong&gt;. Dzisiejszemu prawu wciąż daleko do doskonałości, choć anachronizmy stopniowo się likwiduje i powoli zdąża ono w kierunku sprawiedliwości. Jednak nadal nieodpowiedzialni ludzie znajdują się na odpowiedzialnych stanowiskach. (Do zawodów, od których zależy życie i los człowieka powinno się dopuszczać jedynie ludzi o nieskazitelnej moralności.) Także niektóre paragrafy nie zostały wymyślone przez ludzi rozsądnych - z czego korzystają łajdacy. Czyli prawo wciąż jest bezprawne, choć walczą z tym ludzie dobrej woli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast z treści książki „Koszmar” wyłazi zła wola autora, siejąca w czytelniku podświadomość, że cały świat jest zdegenerowany. A to nieprawda! Proporcja zła i dobra jest wyrównana, bo inaczej Ziemia przestałaby istnieć. A zło i tak w końcu pokonuje Najwyższa Potęga – czego przykładem jest historia świata. (Choć czasem dzieje się to zbyt późno… i Bóg wie z jakiego powodu następują te opóźnienia?…)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do leczniczych właściwości thrillerów: ważne jest uczucie po wyjściu z kina, czy zamknięciu książki grozy. Jeśli świat rzeczywisty czyni się lepszy niż wymyślony, to znaczy, że jeszcze nie jest tak źle. Lecz ani jeden grosz nie powinien być wydany na książki, czy filmy w których zło zwycięża - bo jest to zachętą dla przestępców, a propagandę zła szerzą ci, którym na niczym innym oprócz zbijania kasy nie zależy. Wprowadzając psychiczny pollution przyczyniają się do zniszczenia świata, tak samo jak ci, co go niszczą fizycznie.&lt;br /&gt;Są krótkowzroczni: jeśli świat zginie - zginą z nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwrotnie działają na psychikę sensacyjne książki Andrew Vachssa, choć u niego zło i degeneracja też są przerażające - tym bardziej, że oparte na prawdziwych faktach.&lt;br /&gt;Przedstawia on ludzi o różnych stopniach moralności (bo ta - jest relatywna). Już sam główny bohater nie jest idealny (choćby dlatego, że sam osądza i wymierza kary). Lecz trudno nie zgodzić się z jego punktem widzenia: karę śmierci z jego rąk ponoszą seksualni molesterzy i mordercy dzieci. W wymiarze sprawiedliwości pomagają mu przestępcy mniejszego kalibru, a prokuratorzy przymykają oczy na niezgodne z prawem postępowanie, bo właśnie ono doprowadza do ukarania winnych, których prawo chroni i nie pozwala dosięgnąć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpozytywniejsze w thrillerach Vachssa jest to, że winni zawsze zostają ukarani, tak jak na to zasługują i że zna on doskonale przedmiot, o którym pisze (jest adwokatem i wiele lat pracował jako oskarżyciel w sprawach o molestowanie nieletnich). Jego książki to nie takie sensacyjne sraty taty, tylko autentyczne historie, które mimo przygnębiającej treści napełniają optymizmem. Bowiem pozwalając wierzyć, że istnieją ludzie będący postrachem dla potencjalnych przestępców. Zmuszający ich do zastanowienia się przed popełnieniem, nawet przez najgorszych kryminalistów nietolerowanych, zbrodni. Poza tym w czytelniku wzbudzają uzasadnioną nienawiść do zbrodniarzy i autentyczną satysfakcję z ich ukarania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznając się do zaliczania od czasu do czasu książkowych lub filmowych dreszczowców, zachęcam do tego samego czytelników. W każdym człowieku drzemie pewna doza agresji, dobrze więc czasem, choćby biernie ją wyładować. &lt;strong&gt;Człowiek tak się nadenerwuje, przeżywając papierowe lub celuloidowe kataklizmy, że już nie ma ochoty wyładowywać swojej agresji na nikim żywym! Dreszczowiec więc - to taki mały, oczyszczający katharsis.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze słów kilka, o innym rodzaju rodzaju twórczości z dreszczykiem. Niezbyt pozytywnej, gdyż w tym wypadku nie treść, lecz styl przeraża! Stylistyczni thrillerowcy potrafią o zwykłych sprawach pisać tak, że czytelnik dostaje trzęsionki, ponieważ piszący nie potrafią wydostać się z pseudo poetycko-intelektualnego bełkotu, przy którym nawet Mniszkówna wysiada! Ale naprawdę przerażający jest fakt, że nie mają oni pojęcia, że tak właśnie odbierana jest ich twórczość przez czytelników, gdyż do skromnych nie należą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby jednak zrozumieli, to jako terapię poleciłabym im doskonałą książkę Krystyny Jandy „Różowe tabletki na uspokojenie”, która jest zbiorem jej felietonów zamieszczanych w miesięcznikach „Uroda” i „Pani”. Dawno nie czytałam tak prawdziwych, publicystycznych arcydziełek! Są takie, bowiem ich autorka jest rzeczywiście zaangażowana w temat, który porusza; przy tym jest mądra, utalentowana, doświadczona - żyje intensywnie i pracowicie; no i najważniejsze: ma cudowny styl pisania, zwięzły i dowcipny – taki, który się nie starzeje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej twórczość też zaliczam do dreszczowców, ale tych pozytywnie poruszających.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wyjściu z kina - północną porą, musiałyśmy dość daleko iść do zaparkowanego w parku auta. Lecz młodzież damska jest dziś nauczona samoobrony w stylu karate, a ja choć nie mogę już skutecznie wziąć nóg za pas, to zawsze mam pod ręką jakiś ostry śrubokręt.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na szczęście, bandytów nie było w pobliżu, za to towarzyszyła nam całkowicie wyluzowana publiczność „Gothiki”.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcent Polski nr 6 - 2004&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/19138334-113306657410560176?l=celejewskafelietony.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306657410560176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/19138334/posts/default/113306657410560176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskafelietony.blogspot.com/2005/11/rozmylania-za-kierownic-nr-5-poyteczne.html' title='Rozmyślania za kierownicą nr 5 - Pożyteczne dreszcze'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-19138334.post-113306652508150946</id><published>2005-08-03T15:41:00.001+10:00</published><updated>2008-02-16T18:01:54.300+11:00</updated><title type='text'>Rozmyślania za kierownicą nr 4 - Czarodziejskie, seksualne noce</title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/1600/DSC00270.1.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4966/1888/320/DSC00270.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Jeżdżąc ulicami Sydney, zauważam nadejście australijskiej zimy. Na niektórych drzewach jeszcze migocą czerwonozłote ostatki liści; opadłe, zbrązowiałe i skręcone szeleszczą pod stopami przechodniów, ale niektóre drzewa już stoją smutnie nagie, jak w polskim listopadzie. A przed nami zimna, najdłuższa noc w roku i to w w czasie, gdy w Polsce świętuje się najkrótszą, gorącą, świętojańską noc. No cóż, jeśli zdecydowaliśmy się żyć, gdzie wszystko jest odwrotnie, to nie ma co narzekać. Ale można powspominać…&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ile już tych czarodziejskich nocy upłynęło od czasów pierwszej Kupalnocki? Tradycja, ta starsza jest od historii Polski i pochodzi ponoć od czasów puszczańskich. Pełno w niej pogańskich obyczajów, wróżb, magii i niedozwolonej (kiedyś!) wolnej miłości. Od zawsze była to grzeszna noc i wyklinano ją z ambony, a uczestników straszono wiecznym potępieniem, a co za tym idzie ogniem piekielnym! Co nie przeszkadzało, że za rok szał ciał zaczynał się od nowa, bo kara Boska czyniła się odległa i nierealna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A także ogień tej nocy niepodobny był do piekielnego, zupełnie inaczej podniecał. W jego blasku rozpalały się często uczucia czyste, jak miłość Justyny i Jana – bohaterów powieści Orzeszkowej „Nad Niemnem”; ale także w ciemnościach, w pośpiechu tarzały się przyziemne żądze. No bo kto wierzy, że dopiero hippisi wzniecili rewolucję seksualną!…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego słynącej z grzesznej miłości nocy dano za patrona św. Jana - doprawdy nie wiadomo! Być może specjalnie wybrano tego oczyszczającego z grzechów chrzciciela, obarczając go problemem, z którym kościół nie potrafił sobie poradzić – wszak tylko umierający i chorzy nie uczestniczyli w sobótkowych szaleństwach! &lt;/strong&gt;I oprócz noworocznej, była to jedyna w roku noc bezsenna, tylko może bardziej śmiała w urzeczywistnianiu pragnień, bo nadchodzące lato obiecywało, kusiło, zachęcało…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiła wianki i rzucała je do falującej wody…” – największy przebój polskiego wojska! Wiadomo, wygłodzeni chłopcy marzą o dziewczynach. Wianki z płonącymi świeczkami (znów ta tradycja rozpalającego ognia i oczyszczającej wody), wraz z pobożnymi życzeniami dotyczącymi wybranka, puszczały panny z nurtem rzeki, a kawalerowie je łowili, żeby ochoczo (jeśli panna się podobała) spełniać wypisane na nich życzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A swoją drogą chciałabym wiedzieć, czy dzisiejsza polska wieś urządza jeszcze sobótkowe happeningi? I jeśli, to jak one
